Całkiem sporo. Prowadzimy ją od 1993 roku. We dwie jesteśmy w niej od początku. W pierwszym okresie była z nami jeszcze koleżanka od rehabilitacji, pomagała nam w kwestii ćwiczeń wykonywanych w okresie ciąży. W tej chwili wszystkim zajmujemy się same.
Była i budziła ogólne zdziwienie, a nawet zniechęcenie oraz śmiech, zarówno lekarzy jak i koleżanek. Niejednokrotnie mówiono: co one wyprawiają, co one będą tutaj robić. Zdecydowanie więcej osób wątpiło w to, że uda się zrealizować ten pomysł. Twierdzono, że nie będzie chętnych.
Reklama
Od początku szkoła cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem. Gdy w gazecie poszła pierwsza informacja, od razu przyszło na zajęcia po osiem-dziewięć pań. To było bardzo dużo jak na początki. Co trzeba podkreślić, od początku były w tym gronie przyszłe mamy, które przychodziły z małżonkami, partnerami. Porody rodzinne bardzo szybko zrobiły się wtedy modne.
To był właśnie ten czas, kiedy zaczęłyśmy walczyć o to, żeby mogli być obecni na sali porodowej. Walczyłyśmy o to, bo panowie sami tego chcieli. Przez to, że otworzyłyśmy szkołę rodzenia, bardziej rozpowszechniłyśmy modę na rodzinne porody. Z czasem przestano się tego czepiać, stało się to normalnością, a nie – jak początkowo – było wręcz niemile widziane. Wysuwano na to różne dziwne argumenty, które od początku były bezzasadne. Nam panowie nigdy nie przeszkadzali: ani na zajęciach, ani na sali porodowej i z czasem udało się do tego przekonać również lekarzy. Owszem, zdarzają się tacy, którzy przeszkadzają na sali, ale w zdecydowanej większości są to ci panowie, którzy nie przychodzili na zajęcia szkoły rodzenia. Naturszczyki, którym albo żona mówiła: chodź ze mną, albo przychodzili dlatego, że taka była moda lub też stąd, że mówili coś na ten temat koledzy. Tacy partnerzy nie byli zaangażowani. Zdecydowana większość tak. Niektórzy są nawet bardziej dociekliwi niż panie. Zadają dziesiątki pytań. Czasami wynoszą więcej wiadomości niż kobiety, które niekiedy są bardziej wycofane, niepewne i wystraszone przed porodem.
Reklama
Nie. Pracowałam już kilkanaście lat, od 1980 roku, a Ewa ma staż pięć lat krótszy. Zrobiłyśmy specjalizację w zakresie prowadzenia szkoły rodzenia i uznałyśmy, że aby to nasze dodatkowe kształcenie ze specjalizacji okołoporodowej nie poszło na marne, koniecznie trzeba to przekazać dalej i dać coś tym kobietom w zamian.
W zasadzie znikąd. Tę ideę rozpowszechniał w Polsce profesor Fijałkowski, jeden z najlepszych w Polsce położników. Sam zamysł był nawet starszy, bo pierwsza szkoła rodzenia profesora Fijałkowskiego powstała w Polsce już w 1956 roku. Oprócz zajęć ze specjalizacji jeździłyśmy przez lata na różnego rodzaju zgromadzenia, szkolenia, miałyśmy też okazję, szczęście i przyjemność być z profesorem – to było jakiś rok przed jego śmiercią.
Reklama
W Pile działała jedna prywatna, ale nie miała takiej popularności. Coś na wzór szkół prowadziły też położne środowiskowe, chociaż one bardziej uczyły tego, co działo się po porodzie, m.in. pielęgnacji noworodka, a tego nie można nazwać szkołą rodzenia. Poza tym w tamtych czasach położne środowiskowe nie obejmowały swoją działalnością ciężarnych od 21. tygodnia ciąży, a wyłącznie panie po porodach.
Oczywiście. Przez wszystkie lata było to ponad dwa tysiące pań i to jest zdecydowana większość tych, które w tym okresie rodziły na naszym oddziale. Przede wszystkim do szkoły przychodziły te panie, które rodziły pierwszy raz. Za drugim czy trzecim porodem również zachodziły, chociażby po to, żeby przypomnieć sobie pewne rzeczy. Powtarzalnością było też to, że nie przychodziły do nas panie, które rodziły drugie czy trzecie dziecko, a pierwsze rodziły, kiedy szkoły jeszcze nie było. Wydawało im się, że sobie poradzą, że wszystko co należy wiedzieć, już wiedzą i nie potrzebują takich zajęć. Czasami to był błąd. Z jednego choćby zasadniczego powodu, że każdy poród jest inny.
Reklama
Tak. Lata obcowania dawały przede wszystkim ogromną bliskość z rodzącą kobietą. Zmienił się nasz stosunek do tych kobiet. Gdy nie ma się takiego kontaktu, przychodzi się jedynie do pracy na jeden, drugi, trzeci poród, nie ma tego elementu osobistości, który jest bardzo istotny. My poświęcamy rodzącym bardzo dużo uwagi, w trakcie porodów spędzamy z nimi wiele czasu.
Jeśli nie chodzą, trudno to ocenić, bo ich nie znamy. Gdy trafiają już na oddział, na reakcję jest mało czasu, bywa że jest już za późno, bo to wychodzi dopiero, gdy przyjeżdżają do porodu. Z uczęszczaniem do szkoły rodzenia jest jak z tradycyjną szkołą: każdy uczeń jest inny, jeden przyswoi mniej, inny więcej, ale chodzić trzeba. To zawsze coś da. Dzięki temu, gdy przeczuwamy, że panie mogą mieć trudności przy porodzie, już w jego trakcie możemy odpowiednio zareagować.
Reklama
Nie. Błędny również nam się zdarzają. Wydaje nam się, że będzie dobrze, a tymczasem podczas porodu wszystko wygląda inaczej. I odwrotnie, wydaje się, że paniom będzie bardzo ciężko, a przy rozwiązaniu wzorcowo dają radę. Chociaż wiele zależy też oczywiście od tego, jak przebiega poród. To są bardzo indywidualne kwestie.
Na początku wszystko same opracowywałyśmy, bez żadnych materiałów szkoleniowych. Musiała wystarczyć wiedza zdobyta w trakcie robienia specjalizacji. Później często uczestniczyłyśmy w zjazdach z udziałem położnych, które szkoły rodzenia prowadziły w zasadzie w całym kraju. Ta wymiana doświadczeń wiele dawała. Obecnie dostęp do informacji jest zupełnie inny i w ostatnich latach szkoła bardzo się rozwinęła. Nawet teraz pojawiają się nowinki, o których wcześniej nie wiedziałyśmy. Zresztą wciąż jeździmy na szkolenia i niektóre rzeczy staramy się wprowadzać.
Reklama
To są z reguły drobne kwestie, ale istotniejsze, bardziej kluczowe też się zdarzają. Dotyczyło to np. parcia. Najpierw uczono nas, że należy nabierać duże ilości powietrza i tak uczyłyśmy ciężarne. Tymczasem jest to nieprawdą. Nabiera się małą ilość powietrza, bo okazuje się, że jego duża ilość powoduje niemożność parcia.
Bywają bardziej krnąbrne, potrafią lekceważąco wpatrywać się w sufit. Są bo są, może dlatego, że ktoś z rodziny kazał albo tak wypada. Nie słuchają nas, niekiedy doskonale to widzimy. To jest ich wybór. Osobną kwestią jest to, że za sprawą dostępności do internetu panie, zwłaszcza te młodsze, mają przeświadczenie, że wiedzą więcej niż faktycznie wiedzą. Powinny wykazywać więcej pokory. Najwięcej mogłyby im o tym powiedzieć ich mamy, które rodziły w złych dla ciężarnych czasach. Wtedy kobiety w pełni musiały podporządkowywać się lekarzom, którzy przejęli w tamtych czasach władzę nad kobietami. W tej chwili bezsprzecznie to kobiety są najważniejsze.
Reklama
Musimy być, to jeden z podstawowych obowiązków położnej. Cel zawsze jest ten sam – krótki poród i zdrowe dziecko. Dlatego zachęcałabym jednak panie, również te, które przy pierwszej ciąży z jakiegoś powodu nie chodziły do szkoły rodzenia, aby nie budować przekonania wyłącznie na swoim doświadczeniu pierwszego porodu. Warto przyjść do nas, posłuchać, osobiście się przekonać. I nie czerpać wiedzy o naszym oddziale z byle jakich źródeł.
W żadnym wypadku. Wszyscy wiedzą, że to jest nasz twór i nie było zakusów, żeby to zmieniać.
Reklama
. Natomiast zdarzało się, że koleżanki mówiły, że szkoła rodzenia nic nie dała – były to komentarze do zachowania niektórych pacjentek podczas porodów. Taka ocena mija się jednak z prawdą. Nie mamy wpływu na pacjentki, jeśli nas nie słuchają i nie uczą się tego, co im przekazujemy. My możemy przecież dać z siebie wszystko, a panie są różne i każda ma inne podejście do tego, co dzieje się w szkole rodzenia. Poza tym muszą też pracować w domu, bo my spotykamy się z nimi tylko raz w tygodniu. Jeśli któraś tego nie robi, zdarza się, że gubi się w czasie porodu. Jest wystraszona, dochodzą skurcze i panika gotowa: nie dam rady, czy umrę!? - takie padają wtedy słowa. My oczywiście nie panikujemy. Spokojnie słuchamy i przytakujemy, paradoksalnie to najlepsza postawa wobec takich rodzących. Inna prawda jest też taka, że nie każda kobieta wygra z porodem.
Mamy tu na myśli po prostu to, że nie wszystkie panie potrafią sprostać porodowi. Są kobiety, które cesarskie cięcie uważają za porażkę. Nie mogą przeboleć, że ładnie rodziły, miały skurcze, odpowiednio parły, wszystko szło – można powiedzieć książkowo – a jednak poród nie postępował i trzeba było wykonać cięcie. My i tak zawsze powtarzamy, że zdrowe dziecko to jest najpiękniejsza nagroda dla każdej z nich.
Reklama
Teoria swoją drogą, a porody swoją. Teorię trzeba znać, żeby być położną, a praktykę się nabiera i im jej więcej, tym lepiej. Po tylu latach pracy jedno mogę potwierdzić: żaden poród nie był taki sam.
Takie sytuacje się zdarzają, bo zawód położnej jest bardzo trudny. Nie ujmując nic pielęgniarkom, nie można tego porównywać. Pielęgniarka nie musi bez przerwy czuwać na sali porodowej, gdzie niekiedy trzeba być w jednym wielkim napięciu przez dwanaście godzin. Gdy koniec jest tragiczny, a tak się niestety w życiu zdarza… Trudno jest pocieszać w takim momencie. Stoimy i płaczemy razem z tymi dziewczynami.
Reklama
Jestem już w czasie emerytalnym, pewnie niebawem przyjdzie czas, żeby pożegnać się z pracą. Zanim jednak tak się stanie, muszę wybrać kogoś, kto tutaj przyjdzie. To musi być odpowiednia osoba, bo to jest coś, co zdecydowanie trzeba robić z sercem, inaczej nic z tego nie wyjdzie. Dlatego to ja dobiorę Ewie współpracownicę. Kogoś na swoje miejsce na pewno znajdę.
Nie. Pomijam już fakt, że nie każda z nas ma specjalizację z tego zakresu. Poza tym – tutaj ponownie porównam do tradycyjnej szkoły – są nauczyciele, którzy mają ogromną wiedzę, ale nie potrafią jej przekazać. Inne aspekty również mają znaczenie. Chociażby to, że jednocześnie ma się praktykę w pracy na porodówce. Ważnym elementem, wręcz atutem jest też, gdy osoba prowadząca szkołę rodzenia ma dzieci. Panie bardzo często o to pytają.
Nie.
Tak, ale nikomu z tego grona póki co nie daję niczego do zrozumienia. Szkoda będzie to zostawiać, dlatego tym bardziej zależy mi na przekazaniu szkoły w odpowiednie ręce. Zresztą, póki co, nie odchodzę, jak Bóg da zdrowie, trochę jeszcze tutaj będę. A może odejdziemy z Ewą jednocześnie i potrzeba będzie dwóch nowych osób. W każdym razie szkoła musi trwać. Jest zbyt potrzebna.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
One powinny odbierać porody u zwierząt A nie ludzi. Nie polecam nie polecam . Gdybym miała więcej pieniędzy , zdrowia i czasu inaczej byśmy rozmawiali .
Znam dwie Panie z porodówi pracują jako położne i wspominam je miło
Chodziłam do szkoły rodzenia prowadzonej przez te Panie. Najpierw w 1996 i 1999 r. Wspominam ten czas bardzo miło, dużo się nauczyłam, poznałam inne młode mamy z którymi spotkałam się póżniej na porodówce. Dzisiaj, kiedy po tylu latach mijam te Panie na ulicy zawsze się uśmiecham i dziękuję im za to, że potrafiły oswoić młodych rodziców z tematem i chociaż trochę uspokoić tatusiów.
Potwierdzam. Pełen profesjonalizm
Chodzilam do szkoły rodzenia i bardzo miło wspominam te panie.
One powinny odbierać porody u zwierząt A nie ludzi. Nie polecam nie polecam . Gdybym miała więcej pieniędzy , zdrowia i czasu inaczej byśmy rozmawiali .
Znam dwie Panie z porodówi pracują jako położne i wspominam je miło
Chodziłam do szkoły rodzenia prowadzonej przez te Panie. Najpierw w 1996 i 1999 r. Wspominam ten czas bardzo miło, dużo się nauczyłam, poznałam inne młode mamy z którymi spotkałam się póżniej na porodówce. Dzisiaj, kiedy po tylu latach mijam te Panie na ulicy zawsze się uśmiecham i dziękuję im za to, że potrafiły oswoić młodych rodziców z tematem i chociaż trochę uspokoić tatusiów.