Franciszek Zdrenka nie interesuje się samolotami, a jednak ma za nie zapłacić. W połowie listopada dostaje upomnienie od firmy windykacyjnej. W ciągu 5 dni ma wpłacić 185,13 zł. „Zadłużenie wynika z niezapłaconej faktury za wysłany zgodnie z zamówieniem produkt „Samoloty świata” z dnia 12.04.2002 r.” - czytamy w piśmie z 9 listopada 2015 roku. Około 50 zł to wartość książki, blisko 90 zł to odsetki, a 45 zł to koszty windykacji. Pan Franciszek nie kryje zdumienia. - Nie przypominam sobie, żebym coś takiego zamawiał. A na pewno żadnej książki nie dostałem! Ja się samolotami nie interesuję – zapewnia mieszkaniec Głubczyna w gminie Krajenka. Zarzeka się, że z firmą IMP sp. z o.o. w Warszawie nie ma nic wspólnego.
Z żądaniem zapłaty do Franciszka Zdrenki wystąpiła firma windykacyjna Alektum Inkasso z Wrocławia. To silny gracz na rynku wierzytelności, który działa zgodnie z misją „Odzyskaj pieniądze, nie tracąc Klienta”. Firma windykuje w ten sposób zwykle niewielkie kwoty z wielu faktur. Mieszkaniec Głubczyna pasuje tu jak ulał.
- Przyjmujemy zlecenie na podstawie złożonych wcześniej zamówień – twierdzi Marcin Nakielski z firmy Alektum Inkasso i przyznaje, że wcześniej nie weryfikował roszczeń IMP z Warszawy. - Musimy wyjaśnić tego typu sytuację z wierzycielem. Domagamy się wówczas dowodu w sprawie. Jeżeli nie zostanie to udowodnione, to sprawy nie ma. Nie możemy windykować należności, która nie istnieje albo nie ma na to dowodu – wyjaśnia pracownik firmy windykacyjnej.
W przypadku firmy IMP w internecie z łatwością znaleźć można informacje o tym, że ktoś był wzywany do płacenia za coś, czego nie zamawiał. Tu rodzi się jednak pytanie, skąd firma wysyłkowa miała dane klienta. Czasem okazuje się, że ktoś dał się skusić na prezent, a nie doczytał, że potem będzie zobowiązany do zakupu serii książek. Pan Franciszek nie pamięta, by u niego taka sytuacja wystąpiła, choć kiedyś zbierał kartki z miesięcznika o owocach i warzywach. - Ale tam trzeba było od razu zapłacić, za pobraniem – niestety zbioru tego mężczyzna już nie ma.
Na szczęście F. Zdrenka „Samolotów świata” nie dostał. Nie ma na to też żadnego potwierdzenia, więc nawet choćby nie pamiętał, to do transakcji nie doszło.
- Sytuacja jest ewidentna: pan żadnej książki nie dostał, a po drugie ewentualny dług i tak uległ przedawnieniu – ocenia radca prawny Jerzy Podmokły. Z jego doświadczeń wynika, że takich prób naciągania ludzi jest wiele. - Nieuczciwe firmy próbują nękać ludzi telefonami i pismami, licząc, że zapłacą. I niektórzy rzeczywiście tak robią, dla świętego spokoju – dodaje prawnik. - To próba naciągnięcia, jak to inaczej rozumieć? - przytakuje mu pan Franciszek. 67-latek zapewnia, że nie zapłaci ani grosza. A jeśli wierzyciel zdecyduje się wystąpić z żądaniem do sądu, to podniesie zarzut przedawnienia. I choć Marcin Nakielski z Alektum Inkasso zaznacza, że przedawnienie nie sprawia, że nie można dochodzić długu, to pan Franciszek może być spokojny. Skoro IMP nie zrobiło tego przez 13 lat, nie zrobi tego i teraz. Zwłaszcza, że przed sądem musi przedstawić dowody.
Tego czy je ma i jakie nie udało nam się dowiedzieć bezpośrednio od firmy. Jej strona internetowa nie działa, rzecznika spółka nie posiada, a zapytania każe sobie przysyłać mailem. Do chwili zamknięcia tego wydania AL odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze