Reklama

Nie lubię długich kazań

10/12/2013 00:00
Pełniący funkcję wikariusza ks. Marcin Kardzis lubuje się za to w grze na deskach teatru, ceni sobie dobrą współpracę z proboszczem Glesmerem i jest szczęśliwy, że pierwszą parafią, do której trafił jako ksiądz, jest Łobżenica

Choć w łobżenickiej parafii jest Ksiądz obecny już od kilku ładnych miesięcy, chciałbym zacząć od krótkiego przedstawienia, pytając o rodzinne miasto, mamę, tatę, rodzeństwo. Bo chyba w żaden bezpośredni sposób nie był Ksiądz wcześniej z Łobżenicą związany?
Faktycznie nie. Pochodzę z Szubina, czyli w sumie nie tak daleko stąd. Tam się pod koniec lat 80-tych urodziłem, tam dorastałem, kończyłem liceum. Moją rodzinę trudno byłoby nazwać wielodzietną, bo mam tylko jednego, starszego o 7 lat brata. Tata kształcił się w kierunku resocjalizacji i zajmuje się pracą z trudną młodzieżą w ośrodku poprawczym. W jego ślady poszedł brat, teraz po części idę i ja, bo mocno myślę o studiach z zakresu resocjalizacji, m.in. dlatego, że prowadzę zajęcia religii w ośrodku wychowawczym w Kijaszkowie. Moja mama pracuje natomiast w szpitalu w Szubinie jako fizjoterapeutka. Można więc o nas powiedzieć, że jesteśmy nie wyróżniającą się rodziną (uśmiech).

Przejdźmy do tego okresu w życiu, gdy odkrywa się powołanie. Kiedy Ksiądz poczuł, że ma tę misję do spełnienia?
To jest jedno z trudniejszych pytań, które można zadać księdzu. Czasem gdy pyta o to młodzież, żartuję, że jestem księdzem, bo przyjąłem święcenia. Tak na prawdę jest to pewna tajemnica, relacja człowieka z Bogiem, wybierającym go do tej służby. O tym nie da się opowiedzieć. Dla każdego z nas jest to bardzo indywidualne przeżycie. Rzadko kiedy ma to formę olśnienia. To jest coś, co dorasta, dojrzewa. Mam kolegów, którzy już od przedszkola twierdzili, że będą księżmi i faktycznie nimi zostali. Ja natomiast zawsze chciałem być nauczycielem i poniekąd dziś nim jestem. Myśli o kapłaństwie pojawiły się u mnie w liceum. Te najsilniejsze na kilka miesięcy przed maturą. Wtedy udzielałem się w miejscowym teatrze, gdzie często graliśmy kabaret, więc w momencie, kiedy oznajmiłem, że idę do seminarium, prawie wszyscy mnie wyśmiali, stwierdzając, że to niezły żart. Tak naprawdę powołanie i predyspozycje do kapłaństwa, do tego czy "ja się w ogóle nadaję" rozpoznaje się dopiero w pierwszych 2-3 latach seminarium. Mówi się, że na ogół 50% kandydatów "odpada", ale mój rocznik był wybitny (śmiech). Na 15, który wstąpili do seminarium, 11 wytrwało do końca.

To tylko fragment artykułu Szymona Chwaliszewskiego z AL 49/2013, s.37


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kasia z Pałuk - niezalogowany 2024-05-04 10:31:09

    Zacny mądry wybitny kapłan ks Marcin Kardzis, który prawdziwie spełnia swoją posługę SŁUŻĄC drugiemu człowiekowi....wspaniały spowiednik....dobry organizator.....pokorny i cichy......CHWAŁA BOGU za takiego zacnego KAPŁANA????????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama