– Nie wiem, czym jest to spowodowane i dlaczego tak się dzieje – przyznał skarbnik gminy Piotr Jarosz. Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu komisji wspólnej radnych odniósł się tymi słowami do tego, że gmina Tarnówka coraz więcej pieniędzy płaci innym samorządom za to, że do ich placówek uczęszczają przedszkolaki z gminy Tarnówka. Gmina Złotów, Piła, Jastrowie, Krajenka, miasto Złotów – to samorządy, którym Tarnówka płaci z tego tytułu coraz wyższe kwoty. W tym roku może to być łącznie nawet 84 tys. zł (w poprzednim roku było to ponad 38 tys. złotych)! W 2015 roku suma dotyczy „należności” za 19 maluchów. Dla porównania, w dwóch innych typowo wiejskich gminach: Lipka i Zakrzewo, te kwoty są wielokrotnie mniejsze. Zakrzewo w tym roku zapłaci około 9 tys., ale dostanie blisko 11 tys. za dzieci, które chodzą do „zakrzewskich” przedszkoli, a są z innych gmin. W ogólnym rozrachunku zakrzewski samorząd jest więc nawet na plusie. Lipka ma zapłacić w tym roku niecałe 4 tys. zł innym gminom, ale np. w 2014 roku zapłaciła zaledwie 830 zł. – Nowa pani dyrektor musi poważnie zacząć myśleć, co jest przyczyną i jakie podjąć działania. Ten temat trzeba bardzo poważnie potraktować – ocenił na komisji radny Sylwester Sławski, odnosząc się do Brygidy Łój, która w Zespole Szkół w Tarnówce jest zastępcą dyrektora Szymona Średzkiego, a która w ramach obowiązków – jak mówi wójt – ma się zajmować m.in. kwestiami dotyczącymi przedszkola.
Przypomnijmy, że od tego roku szkolnego przedszkole, którym przez lata zarządzała Grażyna Dubiec, administracyjnie zostało włączone do Zespołu Szkół w Tarnówce. Radni, a także kierownictwo urzędu największej przyczyny problemu ubywających przedszkolaków upatrują w tym, że znaczna część rodziców dowozi dzieci do innych przedszkoli, dojeżdżając jednocześnie do pracy. W wielu przypadkach właśnie poza teren gminy Tarnówka. Sylwester Sławski zalecił jednak, żeby sprawdzić, czy nie ma również innych źródeł takiej sytuacji. – Należy dojść przyczyny, dlaczego tak się dzieje – wtórował mu drugi z radnych Sławskich, Jerzy. Radny Przemysław Wiśniewski sam przyznał nawet podczas komisji, że jego dziecko chodzi do przedszkola w Zalesiu. Zaczęło się od tego, że gdy jego syn szedł do przedszkola pierwszy raz, był problem z przyjęciem w Tarnówce, bo nie było miejsc. Później rodzice uznali, że nie będą przenosić dziecka, gdy zaaklimatyzowało się już w przedszkolu w Zalesiu. Jak jednak podkreślił radny, zaleska placówka jest przede wszystkim bardziej elastyczna w dostosowaniu się do potrzeb rodziców i dzieci. Przykład – otwarta jest także w wakacje. Tutaj przyczyna jest oczywiście jasna – w niepublicznym przedszkolu nie obowiązuje karta nauczyciela i dla prowadzącego placówkę koszty funkcjonowania przedszkola są niższe.
Podczas komisji wśród radnych kilkakrotnie padała opinia, że także przedszkole w Tarnówce powinno dostosować się do nowych standardów, oczywiście na tyle, ile nie blokuje tego karta nauczyciela. Tylko czy publiczna placówka jest w stanie być pod tym względem konkurencyjną dla niepublicznych? – Należy przeprowadzić głębszą analizę. Wtedy będzie można dyskutować – zasugerował Kazimierz Cybulski. Bo zapewne nie wszystkie dzieci, które „uciekają” gminie, chodzą do niepublicznych przedszkoli.
Wójt także nie analizował jeszcze przyczyn sytuacji, choć jest przekonany, że główna to miejsca pracy poza gminą i trudno będzie odwrócić ten trend. Niemniej nie zwalnia tym samym kierownictwa zespołu szkół z szukania innych przyczyn i na ile się da, rozwiązania problemu. – Zmieniła się dyrekcja, która będzie miała pole do wykazania się – ocenia Jacek Mościcki. Nie kryje, że pewnych informacji dotyczących zarządzania oświatą w Tarnówce oczekuje od dyrektora już od dłuższego czasu. Na razie bezskutecznie. – A była taka prośba z mojej strony. Spotykaliśmy się przed rozpoczęciem roku szkolnego – podkreśla wójt, dodając, że chciałby poznać wizję dyrektora dotyczącą rozwoju zarządzanych przez niego placówek. – Takiej informacji jak na razie nie mam – podkreśla wójt, wyrażając przekonanie... – Na pewno sporo jest do zrobienia.
Dyrektor Szymon Średzki przyznaje, że tematyka przedszkola jest mu obca, bo tym szczeblem oświaty zarządza dopiero od kilku tygodni, a to zbyt krótki czas, żeby zgłębić całą problematykę. – Być może są inne przyczyny problemu, ale dyrektorem przedszkola jestem od miesiąca, a to nie jest zagadnienie, którym mogłem się do tej pory zająć – wyjaśnia. – Osobiście znam przypadki trojga dzieci i wszystkie są związane z miejscem pracy rodziców – odnosi się do tego konkretnie tematu.
Ewentualne inne przyczyny sytuacji, która tyle kosztuje samorząd? Zdaniem dyrektora bez szczegółowej analizy trudno je określić i ocenić, a przypadek każdego dziecka należy rozpatrywać indywidualnie. Niemniej dyrektor przyznaje, że na początku roku szkolnego nasunęły mu się pewne wnioski dotyczące przedszkola, ale... – To nie jest temat, o którym możemy teraz mówić. Mam pewne przemyślenia, ale to wszystko wymaga czasu. Musi minąć pierwszy rok szkolny, żebyśmy mogli przeanalizować, jak to wszystko wygląda – mówi dyrektor. – Staramy się i na pewno niektóre rzeczy będziemy chcieli poprawić – zapowiada wicedyrektor Brygida Łój.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze