Sposobów na oszczędności jest masa. Jedni w czasie deszczu wykładają na ulicę węże, którymi płyną ścieki, inni pompują je do ''deszczówki'', jeszcze inni mają przepuszczalne szamba. Nie wszyscy akceptują ten stan rzeczy. Do rady miejskiej wpłynęła skarga
-Gospodarka ściekowa w Sypniewie nie jest taka, jaka powinna być – w kwestii „lewego” odprowadzania już podczas lutowego zebrania wiejskiego wypowiadał się burmistrz Piotr Wojtiuk. Temat ten, pytając o to, kiedy we wsi powstanie kanalizacja sanitarna, wywołali jej mieszkańcy, którym przeszkadzają dotychczas stosowane w Sypniewie metody odprowadzania ścieków, sprowadzające się głównie do unikania wywózki, a co za tym idzie – do unikania opłat. - W przyszłym roku chcemy rozpocząć wykonywanie pomiarów geodezyjnych i przygotować się do wykonania projektu – zapewniał wówczas Piotr Wojtiuk. Jednocześnie zaznaczał, że realizacja tego zadania nie będzie łatwa m.in. ze względu na koszty szacowane na poziomie około 8 milionów złotych. To po pierwsze. Po drugie – samo przygotowanie projektu kanalizacji sanitarnej dla Sypniewa, jak prognozował prezes Zakładu Energetyki Cieplnej i Usług Komunalnych Grzegorz Białas, kosztować będzie pewnie kilkaset tysięcy złotych. Na dziś są to kwoty zaporowe, zwłaszcza, że w tym roku skanalizowane zostanie Samborsko.
[[reklama]]
W lutym na rozmowach się skończyło, temat jednak nie ucichł – do przewodniczącego rady miejskiej Piotra Kurzyny wpłynęła petycja, w której mieszkańcy Sypniewa, a konkretniej ulicy Mickiewicza, poprosili o zajęcie się sprawą odprowadzania ścieków do starej kanalizacji deszczowej, które płyną później rowem melioracyjnym. „Są dni, że fetor jest nie do wytrzymania. Nie ma możliwości otwarcia w domu okna” – napisali. „W pobliżu mieszkają również dzieci, które latem nawet nie mogą pobawić się na zewnątrz, bo zapach wydobywający się z rowu jest bardzo nieprzyjemny.” Mieszkańcy zaproponowali również rozwiązanie problemu, ostatecznie zdecydowano jednak, że jest ono nie do przyjęcia. „Najprostszym i najtańszym rozwiązaniem według nas byłoby położenie rury na odcinku od państwa K. do rzeki i przysypanie jej ziemią” – uznali sypniewianie. - Mamy przykryć problem? Co to za rozwiązanie? – Piotr Kurzyna z marszu wykluczył tę propozycję. Burmistrz Piotr Wojtiuk wraz z pozostałymi radnymi uznali, że nie mogą się zgodzić na zamaskowanie opisywanego problemu.
Pole manewru – ograniczone
Cóż mogą więc uczynić w tej sprawie radni? Jak się okazuje – niewiele. Uznali, że przymuszać ludzi do budowy nowych szamb w kontekście planowanej budowy kanalizacji nie ma sensu. Jedyne co można zrobić, to kontrolować, pouczać, a ostatecznie karać. Podczas rozmów prowadzonych w trakcie wspólnego posiedzenia gminnych komisji stałych uznano, że w sprawę trzeba zaangażować straż miejską, która miałaby pojechać w teren i sprawdzać, czy właściciele poszczególnych posesji są w stanie przedstawić „kwity” na wywóz szamba. By dać im jednak szansę na uregulowanie zaległości postanowiono, że najpierw wysłane będą pisemne powiadomienia o mających nastąpić kontrolach. Te mają się zacząć z początkiem czerwca. Wizyta strażników miejskich – jak mówi komendant jastrowskiej SM Karolina Wiśniewska – o ile właściciele konkretnej posesji nie będą potrafili udokumentować wywozu nieczystości, może się zakończyć pouczeniem połączonym z nakazem natychmiastowego wywozu ścieków bądź wystawieniem mandatu o wartości 100 zł. W razie jego nieprzyjęcia wniosek o ukaranie strażnicy mogą skierować do sądu.
Jak kto może
Jak podczas wspomnianego posiedzenia komisji mówił jeden z radnych w Sypniewie (i nie tylko w tej wsi, bo problem dotyczy całej gminy) od lat funkcjonuje szereg „alternatywnych” metod bezkosztowego pozbywania się ścieków. Jedni w czasie deszczu wykładają na ulicę węże którymi płyną ścieki, inni pompują je do „deszczówki” lub do ogródków, jeszcze inni mają przepuszczalne szamba. Mało tego – zdarza się, że potworzono je w starych studniach, przez co ścieki przedostają się do wód głębinowych.
Analiza trwa
W efekcie wspomnianego pisma mieszkańców Sypniewa wezwano właścicieli zakładów asenizacyjnych, świadczących usługi na terenie gminy Jastrowie, do dostarczenia do urzędu wykazu nazwisk osób wywożących zawartość swoich szamb. W tej chwili dokumenty te są przedmiotem analizy. Piotr Kozłowski, pracownik jastrowskiego magistratu, przygotowuje aktualnie projekt uchwały dotyczącej Regulaminu Utrzymania Czystości i Porządku w Gminie. Nim dokument stanie jednak na sesji, urzędnik chciałby omówić jego zapisy z burmistrzem oraz radnymi. Projekt musi być również zaopiniowany przez powiatowy „Sanepid”. Regulamin doprecyzuje m.in. minimalną częstotliwość, z jaką właściciele zbiorników bezodpływowych będą musieli je opróżniać oraz uprawnienia osób upoważnionych do kontroli wymogów zawartych w regulaminie.
Patrycja Kajewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze