Tata grał w „Jedności” i zabierał mnie na mecze. Tam, gdy miałem 8 lat, śp. Ryszard Gajewski zaproponował, by wysłać mnie do Lipki, gdzie fajną drużynę miał Andrzej Bednarek. Na treningi „Sokoła” dojeżdżałem rowerem, sam. Aż się dzisiaj dziwię, że rodzice mnie puszczali.
Gdy miałem 11 lat Edziu Bianga wypatrzył mnie na turnieju szkolnym i z Mariuszem Ziatykiem zagięli na mnie parol. Prezes „Sparty” przyjechał do taty i wziął mnie do drużyny w Złotowie. Tam już często dowozili mnie rodzice, za co im serdecznie dziękuję.
Ziatyk nauczył mnie podstaw, gdy byłem właściwie jeszcze dzieckiem. „Ziółek” jest dobrym taktykiem, a Ludewicz ma charakter. Rzucał w szatni wszystkim co popadnie, ale potrafił nas zmotywować. Grałem ze „Spartą” w czwartej lidze, byłem nawet jej kapitanem, a przecież nie byłem jakimś wielkim talentem. Do dzisiaj mam tylko lewą nogę, a prawa służy mi do podpierania. Za to byłem wytrenowany.
Reklama
Papiery zrobiłem za trenera Adama Ziółkowskiego. Była okazja, śp. Tadziu Siedlecki pożyczył mi pieniądze (zresztą on zawsze mnie wspierał, mówił: jedź na mecz, jak wygracie, to godziny w pracy masz zaliczone), więc zdobyłem te uprawnienia. Wiedziałem, że kiedyś będę chciał prowadzić „Jedność”. Kiedyś, ale nie w tym wieku. Na starość, jak skończę grać, a nie teraz.
„Jedność” prowadził Zenek Lis. On jest dobrym trenerem, ale miał swoją ekipę ze Złotowa. Grał o baraże, potrafił wygrać dwanaście meczów z rzędu, ale z czasem ludzie zaczęli odchodzić, a część chłopaków, nie łapiących się do składu, założyła drużynę zgłoszoną do powiatówki. Źle to wyglądało. Zostałem wypchnięty na trenera przez chłopaków i miałem wszystkich pogodzić. Od razu zlikwidowałem powiatówkę, niby udało się scalić Zakrzewo, ale za to zapłaciłem potężne frycowe na boisku.
Reklama
Pierwszy mecz u siebie i 1:8 z Bądeczem - mój dziadek w grobie się po tym przewracał. Drugi mecz też 8 w plecy. Chciałem od razu to rzucić. W szatni była grobowa cisza. Nie krzyczałem po meczu, bo jeszcze byłaby bójka. Tym bardziej, że ja miałem 26 lat, a niektórzy zawodnicy po 30. Jak miałem na nich krzyczeć? Wiesz, skłócić drużynę jest bardzo łatwo, a drugiego dnia na treningu zobaczysz pięciu...
Dlatego tak wiele zależy od stworzenia kolektywu. Wszyscy gramy o zwycięstwa, chcemy po meczu przybić sobie piątkę, pogadać. W takich ligach gra się dla satysfakcji i zabawy.
Teraz też dostaliśmy 11:0 ze Spartą na Orliku, ale to był trening, przegraliśmy głównie brakiem zmienników. Choć koledzy śmiali się ze mnie, że Zakrzewo musi zmienić kierunkowy na 0-11. Można się śmiać, ale seniorzy to ludzie poważni, mający rodziny, pracę i oni mają ryzykować zdrowie dla takich przegranych? Trochę wstyd, po którym nie chce się grać.Reklama
Dlatego czułem się głównym winowajcą. Gram, bo mnie trzęsie, kocham grać. Gdy przyszedłem do „Jedności” ze „Sparty”, myślałem, że zdziałam cuda. Miałem ogień w nogach i czułem się mocny, aż po pół roku uszkodziłem łękotkę. Z drugiej strony muszę grać, bo brakuje nam ludzi. Może i mam kilku chłopaków na ławie, ale są to napastnicy, a nam ostatnio brakowało środkowego pomocnika. Byłem więc zapchajdziurą. Ostatnio ciężkiej kontuzji doznał nasz kapitan Dominik Kaper i musiałem go zastąpić na środku obrony. A wczoraj fajny zawodnik skręcił kostkę i będę musiał iść na prawą obronę...
To się nazywa gorąca słuchawka. Przed meczem czy treningiem obdzwaniam chłopaków, piszę na Facebooku, zapraszam. Ja ich już techniki nie nauczę, może trochę taktyki. I to staram się robić. Do każdego treningu się przygotowuję (chcemy teraz zagrać piątką w obronie, z dwoma wahadłowymi), ale gdy na trening przyjdzie mi ośmiu, to muszę zmieniać plany. Można się śmiać, bo to jest A klasa, ale to wałowanie ustawień przynosi efekty. Gdy zaczynałem pracę z „Jednością” drużyna grała z dodatkowym stoperem, w starym stylu, a ja wprowadziłem czwórkę w obronie. Dzięki zmianom pierwszy sezon skończyliśmy w środku tabeli, potem byliśmy na piątym miejscu.
Reklama
Dominik Kaper odpadł przez kontuzję kolana, młody obrońca ma uraz kostki, Janusz Brzeziński wyprowadził się do Poznania, kolejny zawodnik wyjechał za granicę za chlebem. Dzięki Bogu kolejkę mi przesunęli, to może choć Dawid Knitter będzie gotowy na puchar. Łatam te dziury jak mogę. Wziąłem z Piasta Złotów Pawła Kwiatkowskiego, to dla mnie miód na serce, że chce przyjść. Dzwoniłem do Filipa Zbiżka ze Stawnicy, ale on wybrał Spartę. Chętnie widziałbym u siebie Szymona Czarnottę, ale on nie zostawi Czernic. Jest źle. Takie mamy czasy, że sztuka się liczy. Niektórych znajomych po trzy razy namawiałem.
Mamy, na moje oko, pięcioletnią dziurę. Akademie piłkarskie, szkółki są pełne i się rozwijają, będzie z nich narybek, a poziom lig się podniesie, ale na to potrzeba czasu. Dziura wygląda tak, że gdybym teraz poszedł do naszej szkoły i chciał zrobić nabór do drużyny juniorów, to nie byłoby na to najmniejszych szans. Ci chłopcy mają inne zajęcia, inne priorytety.
Reklama
Znam chłopaków z Czernic i wiem, że mają swój honor, są mistrzami ligi i będą grać u siebie. W wioskach dookoła są ciekawi zawodnicy, ale ciężko ich przekonać do przyjścia do nas. Co im zaoferuję? Kiełbasę po meczu? Lepszym musiałbym posmarować, ale nie mam na to funduszy.
Moim marzeniem jest awans do okręgówki, choćby na rok. Tak żebym mógł powiedzieć: byłem! zapisałem się! Do tego jednak potrzebowałbym zawodników, którym trzeba by było tę stówkę za mecz położyć. Za talent trzeba zapłacić.
Wiesz, co mnie cieszy? Że przy tych wszystkich problemach mam bardzo dobrą atmosferę w drużynie. Dużo zawodników przychodzi do nas właśnie ze względu na to. Teraz mam jakichś dziewięciu chłopaków z Zakrzewa, kilku spoza, ale jesteśmy rodziną. Dość powiedzieć, że prawie nikt nie mówi do mnie „trenerze”.
Reklama
Niedawno zrobiłem kurs UEFA B, z uprawnieniami trenerskimi do okręgówki i to był dla mnie zastrzyk informacji. Miałem staż w Łobżenicy, podpatrzyłem ich i teraz to oni przyjadą do nas bęcki zbierać. Niech już sobie nowy kierunkowy ustalą.
Powiem szczerze, że moja żona ma już tego dość. Jak mam jej powiedzieć, że chciałbym być trenerem do czterdziestki czy pięćdziesiątki?
Chciałbym obejrzeć mecz z boku, myślałem nawet, by kupić kamerę i nagrywać mecze, bo, póki co, siebie zdjąć z boiska nie mogę – wiecznie mam problemy kadrowe. Za to z boku podpowiadają mi Łukasz Doroszuk, który mi bardzo pomaga (pozwalam mu krzyknąć na drużynę) czy Zenek Lis, który jest na każdym meczu. Najgorsze, że mnie nie ma kto opieprzyć (no może Jachu Chrzan powie mi, co myśli o mojej grze, jest ode mnie trzy lata starszy i słucham go czasami).
A tak poważnie, to może dlatego wyniki są takie słabe, że za bardzo jestem zawodnikiem, a za mało trenerem? Tyle że wiem, że to są moje ostatnie lata na boisku...Reklama
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To były czasy ❤
Poznałem moją wspaniałą żonę w famie więc myślę że coś fajnego było
Dziękuję za miłe słowa!!!
Loki wielki szacun!
A cała reszta co zostało xdxdxd
A tam w wisniewce w famie bylo w ogóle cos fajnego do zgarnięcia? :D zakrzewiaczki brali co jest :)
Tobie też zakrzewiacy sprzątali sprzed nosa najlepsze kobiety? So sad.... :)
Wojciech brawo nie poddawaj się!
pff typowy zakrzewiaczek ....
Wojtek to prawdziwy fachowiec. Pozdrawiam :-)
Szacunek LOOKI.Pozdrowienia J-wie
To były czasy ❤
Poznałem moją wspaniałą żonę w famie więc myślę że coś fajnego było
Dziękuję za miłe słowa!!!