Na strych, bo właśnie to miejsce jest źródłem ich największych obaw. Konkretnie – pokrycie dachowe. Niedawno wymienione, więc teoretycznie wyłączone z listy pilnych potrzeb. Faktycznie jednak naszym rozmówczyniom spędza ono sen z powiek. Anna Góralewicz, Kazimiera Kotlińska, Krystyna Jabłońska, Helena Gałek, Danuta Majchrzak, Wanda Zakrzewska i Katarzyna Hrabia uważają, że dach został położony niewłaściwie. Mamy się o tym przekonać na własne oczy.
Nasze rozmówczynie mają żal do dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej Janiny Haweto nie tylko o finalny efekt remontu dachu, ale i o tryb, w jakim został on przeprowadzony. - Bez nadzoru, nikt się tu u nas nie pojawiał – słyszymy od kobiet. To po pierwsze. Po drugie – okna dachowe. Na początku budowlańcy mieli je zabić płytami, ponieważ zakres prac rzekomo nie obejmował ich wymiany. Dopiero po monitach sprawę tę udało się „wyprostować”. Szpary pomiędzy dachem a murem budynku zostały. Jak słyszymy, powodują one brak stabilności całej konstrukcji. - Przyjdzie dobry wiatr i wszystko odfrunie – prognozują kobiety.

Mieszkanki obu klatek uważają, że dach daleko bardziej powinien być wysunięty poza lico budynku
„Prześwity”, które nietrudno dostrzec, wskazuje nam Wanda Zakrzewska. Kominów z bliska nie oglądamy, nasze rozmówczynie zapewniają jednak, że wyremontowano je nie od podstawy, a tylko w górnej części. - Co to dało? - pytają. Jastrowianki uważają również, że dach powinien być wypuszczony sporo poza lico budynku, a nie – jak jest w przypadku ich kamienicy – o kilka centymetrów. Wiele do życzenia pozostawia, ich zdaniem, również montaż rynien. - Leje się nam z dachu na elewację i na okna – zauważa Wanda Zakrzewska. Kobieta wskazuje też na instalacje elektryczną i siłową, na które zacieka woda. - Jak tu się kiedyś zrobi spięcie, to... - jastrowianka nie kończy.[[pay]]

Deski, fragmenty starych szaf, dywany - lokatorki bloku przykrywają dziurawą podłogę strychu czym tylko mogą
Ile kosztowała wymiana dachu? Żadna z kobiet, z którymi rozmawiamy, nie wie. - Od kwietnia nie możemy się doprosić zebrania – zaznacza Danuta Majchrzak, dodając, że mieszkańcy obu klatek chcieliby porozmawiać z dyrektor i o finansach, i o jakości prac. Te ostatnie, jak wyjaśnia nam dyrektor ZGM Janina Haweto, kosztowały łącznie, a więc już z robotami dodatkowymi, 114 tys. zł, przy czym trzeba zaznaczyć, że pierwszy, nie obejmujący ich kosztorys, wykonany w 2011 roku, opiewał na kwotę 184 tys. zł, a więc po 92 tys. zł na wspólnotę (w obiekcie, o którym mowa, funkcjonują dwie wspólnoty – jeden budynek posadowiony jest na dwóch działkach). - Stawka potrzebna do uzyskania takiego kredytu musiałby wynosić 4,50 zł od m². Na zebraniu wspólnoty oświadczyły, że nie stać ich na takie stawki, szukałam więc kosztorysów u innych wykonawców i tańszych rozwiązań – wyjaśnia dyrektor, dodając, że ostatni z kolejnych – inwestorski remontu dachu, dla każdej z nich, opiewał na 59 tys. zł. W drodze przetargu udało się uzyskać cenę 46 tys. zł – kwota ta, pomnożona przez dwa, dała 92 tys. zł. - W toku robót, po konsultacjach z kominiarzem, do listy prac dodano przemurowanie kominów w szerszym zakresie niż przewidywał to kosztorys inwestorski oraz wymianę okien na strychu i w połaci dachowej, których faktycznie w kosztorysie inwestorskim wcześniej nie ujęto – wyjaśnia Janina Haweto. Każdej ze wspólnot, po rozliczeniu dodatkowych prac, ostatecznie przyszło więc zapłacić po 57 tys. zł. Środki finansowe pochodziły z kredytu oraz ze składek funduszu remontowego (od stycznia 2015 roku jego stawkę podwyższono do 1,70 zł od m² – powierzchnia jednego budynku, jednej wspólnoty wynosi 228,72 m2). - Pieniędzy nie starczyło, na szczęście na prace dodatkowe wykonawca przedłużył nam termin płatności – zaznacza dyrektor. W odpowiedzi na wcześniejsze zarzuty zeznała też, że wspomniane kominy zostały przemurowane zgodnie z zaleceniami kominiarza (wykonawca na bieżąco konsultował zakres robót z nim i z inspektorem nadzoru inwestorskiego). - Gdybyśmy chcieli je wyremontować w całości od podstawy, kwoty byłyby znacząco wyższe – uzmysławia Janina Haweto. I dodaje: - Gdyby nie fakt, że ich stan na tym budynku był tak fatalny oraz to, że w okresie zimowym, tj. w grudniu 2014 i w styczniu 2015 doszło do pożaru kominów, w efekcie których straż pożarna do czasu ich wyremontowania zakazała palenia w piecu, nie zdecydowalibyśmy się na wymianę dachu – wyjaśnia dyrektor. I tłumaczy dalej: - W 2012 roku inspektor budowlany w przeglądzie okresowym zalecił wymianę dachu na lżejsze pokrycie, tj. blachodachówkę oraz połączenie remontu kominów z wymianą pokrycia dachu. Na prowadzenie robót budowlanych uzyskaliśmy zgodę konserwatora zabytków oraz starostwa, bez tego bank nie udzieliłby kredytu. Oczywiście można wykonać kapitalny remont budynku, rozszerzyć zakres robót na dachu, wypuścić go bardziej poza lico budynku, tylko kto ma za to zapłacić? Poza tym taki zakres prac wymaga wykonania projektu budowlanego oraz uzyskania pozwolenia budowlanego, a co za tym idzie, dodatkowych, większych nakładów finansowych. W tym przypadku właścicielki nie zgadzały się na podwyższanie stawki funduszu remontowego, a przy obowiązującej stawce nie było szans na uzyskanie wyższych kredytów. Proszę pamiętać, że są to wspólnoty „małe”, w których do podjęcia decyzji o kredycie potrzebna jest zgoda wszystkich właścicieli, a nie tylko większości. Wszyscy lokatorzy muszą partycypować w kosztach remontu części wspólnych zgodnie z udziałem i to oni decydują, ile mogą płacić na fundusz remontowy – zaznacza Janina Haweto, dodając, że na zebraniach właścicielki mieszkań często mówiły, że nie stać ich na podwyższenie stawek. Padały też takie komentarze – tu cytat – „my kupiłyśmy tylko mieszkanie, a dach jest przecież wasz!”. - Właściciele mieszkań nie mogli i nie chcieli zrozumieć, że dach jest częścią wspólną – podsumowuje dyrektor. Na koniec dodaje – w budynkach, w których przeprowadza się kapitalne remonty składka na fundusz remontowy wynosi nawet 3,70 zł od m².
Jakości remontu dyrektor komentować nie chce. - Nie czuję się w tej kwestii kompetentna, bo nie mam uprawnień budowlanych – wyjaśnia, dodając, że nad inwestycją sprawowany był nadzór inwestorski przez osobę posiadającą uprawnienia w tym zakresie. - Jeśli lokatorzy uważają, że remont nie został przeprowadzony zgodnie z zasadami sztuki budowlanej, to mogą interweniować w inspektoracie nadzoru budowlanego – instruuje.

Drzwi się nie domykają, śnieg na klatce zimową porą to zatem żadna nowość
Problemy z dachem to zaledwie wierzchołek góry problemów, o których chcą opowiedzieć nam lokatorki. - To pierwszy remont, jaki od czasów komuny przeprowadzono w naszym bloku. Wcześniej, ze trzydzieści lat temu, odnowiono klatki schodowe – wspomina Anna Góralewicz, która w budynku przy ulicy Żymierskiego mieszka od 59` roku. - To blok poniemiecki, z 1901 roku – dodaje. Początek XX wieku pamiętają również niektóre okna bloku i drzwi. Te się nie domykają. - Zimą łopatami wybieramy śnieg z klatki – słyszymy. Okna, w większości, też wołają o pomstę do nieba. - Niech Pani spojrzy, kit już dawno wyleciał, szyba stłuczona, zastawiona dyktą – Kazimiera Kotlińska wskazuje na to należące do niej. - Te od ulicy wymieniono mi „z łaski”, bo jesteśmy z mężem ustanowieni rodziną zastępczą, a wymiany tych od podwórka nie możemy się doczekać. Całą zimę chodzimy chorzy, zakatarzeni, mimo że okładam parapety kocami – dodaje kobieta. Okna wpuszczające słońce na klatki nie są w dużo lepszym stanie: - Pozabijaliśmy je gwoździami, bo baliśmy się, że wylecą – relacjonuje Anna Góralewicz. -Tyle lat tutaj mieszkam, nigdy nie zalegam z opłatami, a nie można się doczekać ich wymiany – dodaje kobieta. - Co się dzieje z pieniędzmi, które co miesiąc płacimy na fundusz remontowy? - pyta. Elewacja – Katarzyna Hrabia wskazuje na kolejną bolączkę kamienicy. Dalej – panie pokazują na odchylenie od pionu ściany szczytowej. - Wszystko pęka, całe ściany „chodzą”, zwłaszcza przy takim ruchu jaki my tu mamy. Tylko patrzeć jak się zawali – Danuta Majchrzak nie ma optymistycznych przemyśleń. - Żyjemy pod strachem – dodaje. - Wszystko się trzęsie – potwierdza Wanda Zakrzewska. - Nie śpię po nocach, płakać mi się chce. Normalnie odchodzą chęci do życia – jastrowiance załamuje się głos.
Kolejny problem – pleśń. - Zrobi się remont, za chwilę znów wychodzi – tłumaczą moje rozmówczynie. Przykład pokazuje nam Danuta Majchrzak. W pokoju, w którym śpi jej mąż, astmatyk, w rogu jest dosłownie zielono. - Dyrektor odpowiedziała mi, że to z mojej winy, a przecież ja praktycznie nie zamykam okien, ciągle wietrzę, palę już od września – wyjaśnia. - Nie wymagamy, by robiono nam remonty w mieszkaniach, bo sami o nie dbamy, ale ktoś musi się zająć blokiem – uważa. - Jesteśmy biedne, ale nie można nas tak traktować. My się boimy żyć – podsumowuje Anna Góralewicz. Janina Haweto zabiera głos również w tej sprawie. - Państwo Majchrzak zamieszkują lokal od 21 czerwca 2013 roku. Wcześniejsi lokatorzy nie zgłaszali nam problemów z pleśnią i wilgocią. W kwietniu dokonano wizji lokalnej mieszkania, w wyniku której stwierdzono, że jest to pleśń powierzchniowa – wyjaśnia dyrektor. - Przyczyną tych zjawisk w lokalu jest zbyt szczelne mieszkanie oraz brak właściwej wentylacji pomieszczeń. W lokalu zostały wymienione okna z drewnianych na plastikowe, ściany zostały pomalowane farbami nieprzepuszczającymi, co powoduje, że te nie oddychają. Trzeba pamiętać, że prawidłowa wentylacja polega na wymianie powietrza w całym mieszkaniu raz na godzinę. Przyjmuje się, że jedna osoba w ciągu doby jest producentem ok. 3 litrów wody, którą należy odprowadzić z pomieszczeń przez właściwą wentylację. W przeciwnym wypadku w najzimniejszych punktach mieszkania, narożnikach, przy podłodze, wokół okien, za meblami (tam, gdzie jest szczególny brak cyrkulacji powietrza) będą występowały ogniska grzybów i pleśni – tłumaczy Janina Haweto. I dodaje: - 27 kwietnia udzielono pisemnej odpowiedzi Ryszardowi Majchrzakowi w tym temacie, informując o konieczności likwidacji okapu kuchennego i wykuciu wentylacji ok. 10 centymetrów pod sufitem w celu usprawnienia wentylacji zgodnie z opinią kominiarską z 14 kwietnia 2015 roku.

Pani Kazimiera pokazuje okno swojego mieszkania od podwórka. - Jak z czymś takim żyć - pyta
Nasze rozmówczynie cudów nie oczekują, uważają jednak, że remonty zaczęły się w ich bloku zbyt późno. To ich główny zarzut. - Wiemy, że nie ma nic za darmo, ale przecież regularnie za wszystko płacimy, zresztą w każdej kwestii można się z nami dogadać – dodaje Danuta Majchrzak.
Janina Haweto sprawę stawia jasno: obu wspólnot, w których mieszkańcy latami płacili minimalne stawki na fundusz remontowy (na początku było to 0,15 zł, potem 0,60 zł, 1,20 zł, 1,50 zł i wreszcie, od stycznia roku 2015, 1,70 zł od m2) nie było stać na wykonanie żadnych prac. - Dopiero stawka 1,70 zł umożliwiła przyznanie obu wspólnotom wspomnianego kredytu bankowego – uzmysławia.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze