Był trenerem II-ligowego Chrobry Głogów. - Zawodnicy sami załatwiali pieniądze, żebyśmy mogli pojechać na obóz, takie to były czasy. Ze Zbigniewem Zaorskim rozmawia Karol Zabel
Delikatność, lenistwo, brak charakteru – jak Pan dzisiaj oceni mentalność piłkarzy, u których te wady są widoczne? Co jest głównym powodem, że zawodnicy nie grają z takim zaangażowaniem jak kiedyś?
Odpowiedz jest prosta – pieniądz. Krążą plotki, ile to można zarobić, biegając za piłką i to gubi młodych już na starcie. Ambicja zawodnika ogranicza się do tego, że zamiast grać wyciąga on dłoń po kasę.
Orliki rosną jak grzyby po deszczu, ale młodzieży na nich dużo mniej niż być powinno.
Widocznie inne czasy mamy. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Grało się na gorszych boiskach, a tych chłopców biegających za kawałkiem skóry było dużo więcej.
Trenował Pan Chrobrego Głogów, Chojniczankę, Polonię Piła, Lubuszanina Trzciankę, Spartę Złotów. Trochę Pan tych lat na krzesełku trenerskim spędził…
Zgadza się. Będzie ze 20 lat. W Chrobrym Głogów było to wszystko fajnie, profesjonalnie poukładane. W Pile przez dwa lata nie przegrałem meczu, w Złotowie natomiast miałem dwie fajne ekipy. Wspomnienia zostaną już na zawsze. Może w przyszłości dopiszę do mojej przygody z piłką jakiś mały epizod - zobaczymy.
Opłacało się poświęcić kawałek swojego życia dla piłki?
Niczego nie żałuję. Pamiętam miłe chwile, jak zdobycie Pucharu Polski z ekipą Tadka Siedleckiego, Mirka Nowastowskiego, Marka Laski. Wtedy to było coś. Sam awans do IV ligi to było duże osiągnięcie. Makroregion był bardzo mocny. Miło wspominam też pracę z pokoleniem Rajsowskich. Teraz boli mnie tylko, że nie mamy w Złotowie IV ligi i zawodnicy ze Złotowa grają w innych, ościennych klubach. Jakoś to wszystko wymyka się chyba działaczom z rąk. Takie mam wrażenie.
Jaka piłka była kiedyś, jaka jest dziś?
Dawniej było inaczej - ogromna różnica. Młodzież traktowała piłkę nożną do IV ligi amatorsko. Za wyżywienie, drobne diety grało się wtedy i nikt nie marudził. W takim Złotowie nie było problemu, ażeby zebrać 20 ludzi i trenować. Niektórzy nie powąchali murawy w meczu oficjalnym przez 2 lata, a cały czas sumiennie trenowali. Zło zaczęło się właśnie od pieniądza. A teraz, jak widzę, co się dzieje, włos się jeży na głowie. Żeby było dobrze trzeba rozmawiać z zawodnikami, stworzyć dobrą atmosferę i znów przyciągnąć kibiców. Trener nie może być od wszystkiego, ma trenować, a pozostałe rzeczy musi załatwiać zarząd. Wtedy będzie wszystko prawidłowo funkcjonować.
Jakie jest środowisko trenerskie?
Jak to w życiu, są różne charaktery. Pamiętam, były jakieś zgrzyty, ale dogadać staraliśmy się zawsze w swoim gronie. Swego czasu sprzeczałem się ze Zbyszkiem Bekerem, ale mimo różnic nie skakaliśmy sobie z tego powodu do gardeł. Teraz mam wrażenie, każdy ciągnie wózek w swoją stronę i myśli, że za zawodnika wytrenowanego skapnie mu coś do kieszeni.
Interesuje się Pan losami złotowskiego klubu?
Za czasów prezesa Janiaka piłka nożna to było oczko w głowie, podobnie jak za prezesa Radomskiego. Wtedy każdy trening, mecz był dla nas jak święto. Ludzie w Złotowie żyli piłką. Każdy widzi, jak jest teraz. Długo nie chodziłem na mecze Sparty Złotów. Byłem ostatnio i nie podobało mi się. Nie znam problemu. Może trzeba oczyścić atmosferę... Bo frekwencja na trybunach nie rzuca na kolana. [[reklama]] Proszę w takim razie wytypować najlepszą jedenastkę z zawodników, których widział Pan w Złotowie, bądź sam miał możliwość trenować.
Pamięć może zawieść, ale spróbuję: Damian Sudoł, Marek Biały, Jarek Rajsowski, Rafał Rajsowski, Marcin Biela, Janusz Biela, Kazimierz Szlaj, Sebastian Siudak, Dariusz Wrzeszcz bądź Paweł Buzała.
Przewinęły się jakieś brylanty w Pana przygodzie z piłką?
Mietek Kopycki i Jasiu Kubot (ojciec tenisisty Łukasza). Oni mieli wielki profesjonalizm w podejściu do swoich obowiązków zawodniczych. Przyjemnie się takich piłkarzy prowadziło. Piłka była dla nich dosłownie wszystkim.
Wróci Pan kiedyś jeszcze na krzesełko trenerskie?
Nie mówię nie, ale potrzebne jest większe ruszenie i wszyscy muszą grać do jednej bramki. Przyznam, że myślałem o powrocie, żeby poprowadzić grupę dzieciaków, ale zobaczymy.
A niespełnione marzenie?
Poprowadzenie zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jednak elita trenerska w pierwszej lidze była jak klan. Dostać się tam było bardzo trudno. To takie zamknięte środowisko. W tamtym czasie spotykałem się z trenerami z ekstraklasy, ale szansa trenowania zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej była praktycznie niemożliwa bez jakiś układów.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze