Szafarzem w kościele jestem ponad 20 lat, natomiast pozostałe funkcje pełnię od niedawna. Strażakiem jestem od tego roku, ale bardziej jestem tam, aby pomagać od strony organizacyjnej niż biegać do pożarów. Stanowiska radnego i sołtysa sprawuję pierwszą kadencję. W radzie mam kilka funkcji: drugi wiceprzewodniczący rady, przewodniczący komisji budżetowej, członek komisji rolnictwa. Jestem też przedstawicielem rady w radzie społecznej szpitala powiatowego w Złotowie. Nie wzięło się to jednak znikąd. Wcześniej około 20 lat działałem w radach sołeckich Kleszczyny, większą część czasu będąc przewodniczącym. Ponadto byłem też przewodniczącym rady rodziców w szkole w Kleszczynie i w gimnazjum w Świętej. Myślę, że gdybym się w swoich wcześniejszych funkcjach nie spełnił, to nie proponowano by mi funkcji sołtysa i radnego.
Nigdzie nie pcham się na siłę. Każde nowe wyzwanie analizuję, czy dam radę mu podołać. Nie biorę nic ponad siły. Z chęcią zresztą podzielę się obowiązkami i nawet funkcjami. Jest wiele osób, które zabierają głos, ale mało kto chce podjąć decyzję, aby zająć się tym, o czym mówi, zrobić to dobrze i się z tego rozliczyć. Ja wziąłem na siebie tę odpowiedzialność i mieszkańcy mogą mnie w każdej chwili z moich działań rozliczyć.
Reklama
Myślę, że nie każdy chce brać na siebie tę odpowiedzialność. Teraz są inne wymagania wobec osób pełniących te funkcje. Trzeba być bardzo komunikatywnym, posiadać zmysł organizacyjny, zarządzać zasobami ludzkimi, jak to się teraz ładnie mówi. Na pewno łatwiej jest stać z boku i się nie angażować, chociaż muszę powiedzieć, że w Kleszczynie jest sporo osób chętnych do pomocy, jest to stałe grono. Potencjał jest duży, ale jeszcze nie w pełni wykorzystany.
Na dzień dzisiejszy sołtys i radny to są na pewno dwie odrębne sprawy. Sołtys ma więcej obowiązków, bo jest gospodarzem wsi. Jest łącznikiem między gminą a wsią, nie tylko w zbieraniu podatków, ale również w sprawach organizacyjnych. Sołtys musi myśleć o tym, na co przeznaczyć środki z funduszu sołeckiego. Nie jest to taka prosta sprawa, bo trzeba sporządzić kalkulację, trzeba mieć rozeznanie, jakie są koszty danego przedsięwzięcia, to wymaga analizy. We wsiach, gdzie funkcje te sprawują różne osoby, zachodzi konieczność uzgadniania wielu rzeczy, co nie zawsze wychodzi i czasem prowadzi wręcz do konfliktów. W moim przypadku wszystko spoczywa na mnie, ale przynajmniej łatwiej jest podejmować decyzje i planować. Myślę, że da się to pogodzić, ale na pewno lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby sołtys i radny to były dwie różne osoby, umiejące ze sobą współpracować.
Reklama
Kiedyś każdy szedł w swoim kierunku: strażacy, koło gospodyń, rada sołecka. W tej chwili staram się, aby wspólnie się dogadywać i współpracować. Jakoś to wychodzi. Dobrym przykładem może być jubileusz 70-lecia OSP w Kleszczynie, który, myślę, bardzo nam się udał, a to właśnie dzięki zaangażowaniu wszystkich organizacji społecznych działających na terenie Kleszczyny. Strażacy, sołtys, rada sołecka, szkoła – wspólnie można wiele.
Pracuję na pełen etat w branży rolniczej. Wymaga to poświęcenia, bo współpracuję z rolnikami, którzy przecież nie pracują od 7 do 15, ale nie raz cały dzień. Dzisiaj, podczas sesji, miałem już kilka służbowych połączeń nieodebranych i za chwilę będę oddzwaniać. Dodatkowe obowiązki społeczne nie mają jednak negatywnego wpływu na pracę zawodową, wręcz przeciwnie, te dwie sfery dobrze ze sobą współgrają. Dzięki pracy cały czas jestem związany z wsią, znam problemy rolników, z którymi na co dzień się spotykam, działam w terenie, więc łatwiej mi diagnozować problemy naszej społeczności. Niemniej wymaga to dobrej organizacji. Praktycznie cały tydzień od 6 do 22 mam zawsze rozplanowany, włącznie z niedzielą. Zdarza się i tak, że wykorzystuję urlop, aby załatwić sprawy związane z pracą społeczną dla wsi.
Reklama
Największym zjadaczem czasu poza pracą jest telewizor, więc staram się go unikać, podobnie zresztą jak komputera,chociaż z wszystkimi sprawami jestem na bieżąco. Próbuję ograniczyć korzystanie z nich do minimum. Znajduję natomiast czas na inne rzeczy, jak chociażby przejażdżkę rowerem czy pływanie, a do tego musi być czas na porządki wokół domu i na działce.
Często spotykamy się na trasie – ja biegnę, a Pan z dużą prędkością mija mnie na rowerze. Inni także przyzwyczaili się już do charakterystycznej sylwetki Jana Bulawy, przemykającej na rowerze po okolicznych drogach. Nie wygląda to na odprężającą przejażdżkę, a na ciężki trening.
ReklamaRower to na pewno forma relaksu, ale przede wszystkim aktywność dla zdrowia. Zacząłem więcej pedałować, gdyż chciałem zrobić coś dobrego dla swojego zdrowia i poprawić kondycję, z przekonaniem, że przyda się to w późniejszych latach. Jazda w samotności pomaga też przemyśleć niektóre sprawy, co bywa pomocne. Każdego zachęcam do jazdy, to dobra forma relaksu i odstresowania się, a rowerzystów jest wciąż mało. Jeśli zaś chodzi o prędkość, z jaką jeżdżę, to mam ograniczony czas, w którym chcę się zmieścić na danej trasie i tego się trzymam. Średnio jeżdżę z prędkością 22 do 25 km/h. Ta dyscyplina pozwala mi właśnie budować kondycję. Gdy przychodzi jesień z roweru przerzucam się na pływalnię, gdzie 2-3 razy w tygodniu pływam całą godzinę. Dla mnie na pierwszym miejscu są rower i pływanie, drugi jest tenis stołowy, a potem siatkówka.
W tej chwili, ze względu na to, że mam mniej czasu to trzymam się trasy Kleszczyna-Skic-Sławianowo-Buntowo-Kleszczyna. Wcześniej zdarzały mi się dalsze wypady do Łobżenicy, Nowej Świętej czy Kujana. W wydaniu lokalnym to można powiedzieć, że dzięki tym przejażdżkom mam pod kontrolą teren naszej parafii i gminy. Z punktu widzenia rowerzysty niewiele zmienia się na plus, a stan dróg wręcz się pogarsza. Przykładem mostek na drodze do Buntowa, na którym wprawdzie niedawno złagodzono istniejące wybrzuszenie jezdni, ale wcześniej niejednokrotnie byłem świadkiem, jak przejeżdżające tamtędy samochody w wyniku wyskoku i twardego lądowania gubiły płyny silnikowe i stawały unieruchomione kawałek dalej. Niestety stan dróg jest konsekwencją braku funduszy, co często okazuje się przeszkodą nie do przeskoczenia.
Reklama
Niebezpiecznych sytuacji to może nie miałem, ale bywa tak na krawędzi. Kierowcy nie zwracają uwagi na rowerzystów. Myślę, że nie jest to nasza cecha regionalna, bo widać to także w innych miejscach, choć muszę przyznać, że gdy ostatnio spędzałem weekend w okolicach Jeleniej Góry, gdzie było mnóstwo rowerzystów, to ruch odbywał się tam kulturalniej.
Jeśli chodzi o rower to niezbyt. Wciąż jest to mało popularna forma aktywności, szczególnie wśród mężczyzn. Natomiast od dwóch lat staram się organizować inne zajęcia sportowe. Mobilizuję młodzież do gry w siatkówkę. Braliśmy już udział dwa razy w gminnym turnieju piłki siatkowej. Na razie bez porywających sukcesów, ale liczy się przede wszystkim udział, a do najsłabszych sołectw się przecież w tej dyscyplinie nie zaliczamy. Druga rzecz jest taka, że mamy potencjał. Jest sala, nie do końca wykorzystana. Oprócz siatkówki próbowałem kiedyś rozkręcić tenis stołowy, później to trochę upadło. Trudno ustalić tak zajęcia, aby wszystkim odpowiadały godziny. Próbowaliśmy też organizować zajęcia fitness dla pań. Kilka lat jakoś się to kręciło. Jeśli tylko znów pojawi się jakaś grupa, która będzie chciała brać udział w takiej aktywności i będzie potrafiła się zmobilizować, to nie widzę problemu, aby powrócić do tych zajęć. Można to wykorzystać, bo dla mieszkańców sala jest udostępniana nieodpłatnie. W piłkę przyjeżdżają tu grać i trenować także mieszkańcy innych miejscowości. Trochę się więc dzieje, ale to jeszcze nie jest pełne wykorzystanie obiektu.
Reklama
Z Janem Bulawą rozmawiał Tomasz Guhs
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pan Jan to wspaniały człowiek jego spokój jest niesamowity
A twoja chwała na lekcji ortografii kiepsko uważała.
Własna chwała w koncie stała i się kijem podpierała...
Pan Jan to wspaniały człowiek jego spokój jest niesamowity
A twoja chwała na lekcji ortografii kiepsko uważała.
Własna chwała w koncie stała i się kijem podpierała...