Co planuje nowy burmistrz Złotowa? Kto stoi za jego sukcesem i komu musi się odwdzięczyć? Rozmowa z Adamem Pulitem
O czym rozmawiał Pan ze Stanisławem Wełniakiem we wtorek po wyborach?
To była rozmowa w naprawdę dobrym stylu, na poziomie. Sam byłem jej ciekaw, bo zaproszenie padło ze strony Stanisława Wełniaka. Omówiliśmy najważniejsze sprawy do zrobienia w urzędzie. Ja z kolei poprosiłem go o informacje dotyczące kluczowych spraw, jak budowa instalacji przerobu odpadów, ale też organizacji mikołajek i szansy na wspólne rozpalenie miejskiej choinki.
Burmistrzowi brakuje niespełna roku do emerytury, widzi Pan jego osobę jako tę, która będzie Panu doradzała?
Nie, ja idę do urzędu po to, by wprowadzić tam własny styl. Szanuję Stanisława Wełniaka i zawsze będzie mile widziany w urzędzie, bo wiedzy nigdy dość, ale nie będzie to współpraca formalna.
Nie ma w Panu chęci wzięcia odwetu za to, że cztery lata temu rozmowy o zostaniu zastępcą burmistrza nie zostały sfinalizowane?
Z natury nie jestem mściwy. Teraz cieszę się ze zwycięstwa, mam przed sobą nowe możliwości, a tamto to już jest historia. Żadnych odwetów nie ma i nie będzie.
Przez pierwszy rok kadencji będzie Pan pracować na budżecie przygotowanym przez poprzednika, będzie Pan więc realizować program Stanisława Wełniaka i radnych z jego komitetu. A Pan jaką propozycję chciałby już teraz wprowadzić do przyszłorocznego budżetu?
Budżet jest gotowy. Tak to zaplanował ustawodawca i to jest dobre rozwiązanie. Wprowadzanie większych zmian teraz byłoby niepotrzebnym przedłużaniem procedury jego przyjęcia. Na dzisiaj budżet wygląda dobrze. Spotkam się ze skarbnikiem i dowiem się, gdzie są rezerwy, bo chciałbym przeznaczyć więcej pieniędzy na inwestycje w ludzi. Trzeba też zabezpieczyć pieniądze na wkład własny konieczny do realizacji programów unijnych.
[[reklama]]
Sukces ma wielu ojców – kto stoi za Pańskim?
Przede wszystkim ciężka praca, moja rodzina, przyjaciele, sympatycy, którzy włożyli w te wybory dużo wysiłku - zwłaszcza w tym szaleńczym okresie przed drugą turą. Do tego jest krąg osób działających w komitecie wyborczym i wielu ludzi, którzy mi pomagali i doradzali.
Nie obawia się Pan, że część z nich będzie chciała, aby się Pan im w jakiś sposób odwdzięczył?
Co ciekawe, już dostaję telefony i to od osób, które nie uczestniczyły bezpośrednio, może nawet w żaden sposób w mojej kampanii, a deklarują wielką współpracę i chęć pracy. Tak to nie będzie funkcjonować, choć wiem, że ludzie się tego spodziewają po kimś, kto sprawuje władzę. Myślą, że jako burmistrz będę miał ogromne możliwości. Natomiast ja chcę, by na konkretnych stanowiskach pracowali najlepsi ludzie, wypełniający potrzebne nam zadania. Nikomu, broń Boże, niczego nie obiecuję i nikomu niczego nie obiecywałem za zaangażowanie w moją kampanię. To nie mój styl.
Najbardziej eksponowanym stanowiskiem do obsadzenia jest zastępca burmistrza. Kto nim będzie?
Bezwzględnie stawiam na osobę zaufaną. Złożyłem propozycję Małgorzacie Chołodowskiej, z którą współpracuję od wielu lat. Już ją przyjęła.
Dlaczego?
Bo jej ufam. Jej doświadczenie, ogromna pracowitość, uczciwość i siła woli pomogą mi dobrze kierować urzędem i miastem. Poza tym my element docierania się mamy już za sobą i będziemy mogli skupić się już tylko na sprawnym rozwiązywaniu problemów.
W kampanii wyborczej związał się Pan ze środowiskiem prawicowym. Z ludźmi, którzy są przeciwko zapraszaniu do Złotowa takich osób jak Daniel Passent. Będzie chciał mieć Pan wpływ na to, kogo dyrekcja biblioteki miejskiej zaprasza do naszego miasta?
Nie wiązałem się z jakimś środowiskiem, ale z ludźmi, którzy deklarowali mi swoją pomoc. Nie robiłem im testu na przynależność czy poglądy. Nieprzyjemnie słuchało mi się osób, które mówiły coś obraźliwego o innych. Na jakiej podstawie je oceniali? Każdy działa na własny rachunek i ja nie wnikałem w to, kto kogo zna i dlaczego mi pomaga. Nie kojarzę jednak w moim otoczeniu osób o jakiejś strasznej reputacji.Co do zapraszanych gości, to nie zamierzam sprowadzać swojej pracy do takich decyzji. Od tego są kierownicy instytucji kultury. Ja mogę mieć swoje sugestie, ale nie zamierzam w takie sprawy ingerować.
Zgadza się Pan z Wiesławem Fidurskim, który obwieścił, że 30 listopada 2014 roku w Złotowie upadł komunizm?
(śmiech) Naprawdę zabawne powiedzenie. Nastąpiła zmiana w mieście, ze stanowisk odeszła znaczna część osób, które swoje kariery rozpoczęły w peerelu i jak ktoś chce to nazywać upadkiem komunizmu, to niech nazywa. Ja osobiście komunizmu nie obalałem, to nie było moje hasło i teraz niczyich sztandarów nie wyprowadzam. Od początku oferowałem mieszkańcom siebie jako człowieka, który ma coś do zaoferowania i to jest mój osobisty sztandar.
Uważa Pan, że w mieście kuleje promocja, wzmocnić trzeba straż miejską i poprawić współpracę z organizacjami pozarządowymi. Ile osób i w jakich działach zamierza Pan zatrudnić, by poprawić pracę magistratu?
Nie powiem, ile osób, ale jedna osoba zajmująca się promocją to prawdopodobnie za mało. Musimy wypracować system promocji miasta, by zadziałać na większą skalę. Współpraca pomiędzy wszystkimi samorządami w powiecie też ma tu spore znaczenie, bo ciężar tego zadania musi być rozłożony. Pozostaje jeszcze kwestia pozyskiwania dotacji unijnych i nie tylko.
Jeśli chodzi o straż miejską, to musi być realny, stały dostęp do nagrań. Trzeba też umieścić kamery na wjazdach i wyjazdach z miasta oraz określić zakres współpracy z policją.
Podczas zorganizowanej przez nas debaty deklarował Pan, że Pańska pierwsza decyzja jako burmistrza dotyczyć będzie organizacji spotkania informacyjnego dotyczącego budowy obiektu zagospodarowania odpadów. Podziela Pan obawy części mieszkańców, że zakład ten będzie ekologiczną bombą dla Złotowa?
Oczywiście będzie to jedną z pierwszych, ale najpierw spotkam się z pracownikami urzędu, potem z radnymi. Podtrzymuję, że spotkanie w sprawie zakładu odpadów jest konieczne, zorganizuję je, bo ludzie są niedoinformowani, wzburzeni i ta fala krytyki rośnie. Sam chcę wiedzieć więcej na ten temat. Na dzisiaj jednak argumenty i dane, do których ja dotarłem, nie pozwalają mi nazwać tej inwestycji bombą.
Ludzie wiele sobie po Panu obiecują, tymczasem ważniejsze dla Pana może być nie to, co i komu Pan obieca, ale komu Pan odmówi. Jest Pan gotowy powiedzieć „nie”.
Już to robię. Uczę się i będę coraz sprawniejszy, bo nie można wszystkich uszczęśliwić. Nie jestem cudotwórcą i ten urząd też nie daje takich możliwości. Słowo „nie" będzie się więc pojawiać w moich decyzjach.
Dotąd mocno akcentował Pan swoją apolityczność, jednak zostając burmistrzem wszedł Pan do świata lokalnych powiązań. Wie Pan, że za jakiś czas ktoś powie o Panu, że jest Pan w układzie. Zaboli Pana takie stwierdzenie?
Nie wszedłem w żaden układ. Ludzie mówią różne rzeczy, przyklejają mi łatki, bo nie mogą się pogodzić z faktem, że znalazł się człowiek, który nie jest związany z żadną opcją. To, że startowałem z apolitycznego komitetu ma być obciążające? Zamierzam zachować swoją apolityczność. Jedyny układ, jaki zbuduję, będzie się składać z zastępcy i pracowników urzędu. I tyle. Na pewno więc takie stwierdzenie, że jestem w układzie, mnie nie zaboli.
Jest Pan gotowy na objęcie władzy?
Czuję, że się wzmocniłem. Już w drugiej turze wyborów wiedziałem, że wygrana staje się realna. Pozytywne sygnały docierające od ludzi dały mi ogromną siłę. Teraz już ochłonąłem i skupiam się na tym, by przeciągnąć ten dobry styl wygranej na styl piastowania funkcji burmistrza. Zależy mi na tym, by jak najszybciej nawiązać dobre relacje z pracownikami i radą i przystąpić do działania. Naprawdę czuję się przygotowany do objęcia powierzonej mi roli i ciężkiej pracy, która mnie czeka.
Jak zamierza Pan przekonać radnych, że powinni pójść z Panem jedną drogą?
Najpierw chciałbym uzyskać od radnych informację, jakie są ich priorytety dotyczące miasta. Może się okazać, że nasze założenia w dużej mierze się pokrywają i wspólnie będziemy realizować nasze cele. Wierzę w tych ludzi, bo oni nie zostali wybrani przypadkowo. Ja będę wizjonerem i będę spoglądać na sprawy miasta jak najbardziej z perspektywy wszystkich radnych. Ufam, że ułożymy sobie naszą współpracę. W końcu trwa już kampania do wyborów w roku 2018 i wszyscy, ja i radni, będziemy rozliczeni z tego, co zrobimy w tej kadencji.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze