Ta lepsza przyszłość to dom. - Zawsze robiliśmy wszystko, by dzieci, którymi się opiekowaliśmy, zostawały pod naszym dachem jak najdłużej – przyznaje Mariusz Pietrzyk. Empatia mężczyzny i jego żony nigdy nie miała jednak szans w starciu z przepisami. Te są bezlitosne – młodzi ludzie muszą opuścić Placówkę Opiekuńczo-Wychowawczą typu rodzinnego, w tym przypadku okonecką Szczęśliwą Trzynastkę, jak tylko ukończą osiemnaście lat. Ten wyrok – jak wprost rozwiązania systemowe określa pani Alina – można odroczyć, ale tylko w przypadku, gdy dziecko jeszcze się uczy. To furtka „na zmyłkę”, nie otwiera ona bowiem drogi do lepszego życia, a jedynie opóźnia gwałtowne zderzenie z trudną rzeczywistością. - Co prawda dzieci, które wychodzą z takich placówek jak nasza, przez dwa lata mogą zajmować mieszkania przeznaczone do usamodzielnienia się, pytanie jednak: jak mają się w nich utrzymać? - pani Alina wskazuje dwie drogi. Obie karkołomne. - Takie dziecko musi albo natychmiast... [[pay]] pójść do pracy, albo kontynuować naukę, za co dostanie 500 zł – wyjaśnia, dodając, że około 100 zł kosztuje pobyt we wspomnianym mieszkaniu. Inna sprawa, że te dwa lata szybko miną. - I co dalej? - pytają małżonkowie. - Mamy wychować dzieci, a potem puścić je w świat bez pomocy? - pan Mariusz nie godzi się na takie rozwiązanie. Pietrzykowie uważają, że jedna z gorszych rzeczy, jaka może się ich wychowankom przydarzyć, to powrót do środowiska, z którego wyszli i które odcisnęło się na ich życiu piętnem. Dwoje z nich niestety nie miało innego wyjścia – wrócili tam, skąd wcześniej ich zabrano. Reszta jakoś ułożyła sobie życie. - Jedna z dziewczyn, w dniu, w którym kończyła dwadzieścia lat, wyszła za mąż. Dziś pracuje w Holandii – opowiadają małżonkowie. Druga też znalazła miłość i doczekała się dziecka, kolejne dwie postanowiły wspólnie kupić mieszkanie na kredyt. Chłopak wybrał karierę wojskową. W żadnym z przypadków o spokój nie było łatwo. Pietrzykowie, utrzymujący kontakt ze wszystkimi swoimi dziećmi, chcieliby, aby kolejne, gdy nadejdzie czas rozłąki, miały łatwiejszy start. By miały się gdzie podziać. Stąd operacja: dom. Nasi rozmówcy porwali się na ogromne przedsięwzięcie.
Alina i Mariusz Pietrzykowie nigdy nie wyciągali ręki po prośbie. Własnym kosztem rozbudowali rodzinny dom (o trzy pokoje, salon z aneksem kuchennym i dwie łazienki) na tyle, by znalazło się w nim miejsce dla kolejnych dzieci. Dziś zamieszkują go Lara (7 lat), Oskar (8), Weronika (9), Wojtek (13), Ewa, Patryk i Szymon (15), Dawid (16) oraz Justyna (20). Ich rodzony syn – 17-letni Tadeusz, który zdecydował się na liceum sportowe w Człuchowie, by uniknąć kłopotliwych dojazdów zamieszkał w internacie.
Szybko licząc – za dwa, trzy lata naszym rozmówcom przyjdzie się pożegnać z kolejnymi dziećmi. Pietrzykowie planowali, by nie była to rozłąka ostateczna – w 2013 roku kupili w Rydzynce (dawnej Radości) budynek, w którym mieścił się kiedyś biurowiec. - Pan, który nam to sprzedawał wiedział, że chcemy go zaadaptować na mieszkania dla usamodzielniających się wychowanków, więc nawet „puścił” nam go trochę taniej – wspomina pani Alina. Pietrzykom długo nie dane się było jednak cieszyć zakupem. - Wszystkie plany wzięły w łeb, ponieważ krótko po tym okazało się, że mam raka. Z głowy wywietrzały nam więc wszystkie remonty, wzięliśmy się za ratowanie życia – opowiada. Walkę z nowotworem na szczęście udało się wygrać. Kosztem ogromnego wysiłku – również finansowego. Z uwagi na taki obrót spraw perspektywa remontu zakupionego – z kredytu zresztą – budynku znacząco się oddaliła.
Pietrzykowie nie uznają porażek. Termin „poddać się” mógłby dla nich nie istnieć. O nadzieję swoją i dzieci postanowili więc walczyć. - Podczas jednej z bezsennych nocy przyszła mi do głowy Jaworowicz – opowiada pani Alina. - Postanowiliśmy spróbować zebrać środki ma remont za pośrednictwem jej programu. Napisałam krótki list, wysłałam go i już za dwa tygodnie otrzymaliśmy telefon z Warszawy z zaproszeniem na kwalifikacje.
Pierwszej próbie historię naszych rozmówców poddały cztery asystentki prowadzącej „Sprawę dla reportera”, potem przyjrzała się jej sama Elżbieta Jaworowicz. W obu przypadkach uznano, że temat warto nagłośnić, we wrześniu więc w okoneckiej Szczęśliwej Trzynastce zjawiła się ekipa telewizji publicznej. Niestety – odzew będący pokłosiem emisji programu był mniejszy aniżeli spodziewali się nasi rozmówcy. Na ich subkonto wpłynęło 850 zł, tymczasem koszt modernizacji obiektu, w którym finalnie znaleźć ma się pięć mieszkań, szacowany jest na około 200 tysięcy złotych. - I oby to wystarczyło – pan Mariusz daje do zrozumienia, że o ile koszty mogą się zmienić, to tylko na ich niekorzyść. Sprawę podrożyć mogą jeszcze rozwiązania technologiczne, jakie nasi rozmówcy chcą we wspomnianym budynku wykorzystać. - Ten dom musi być maksymalnie tani w utrzymaniu, dlatego chcemy zainstalować w nim kolektory słoneczne do podgrzewania wody oraz panele fotowoltaiczne produkujące prąd. Do tego myślimy o budowie przydomowej oczyszczalni oraz kominków w każdym mieszkaniu – wyjaśniają małżonkowie. Mimo trudności finansowych nie czekają z założonymi rękami – udało im się już wymienić dach, do końca roku mają jeszcze zamiar wstawić nowe okna. - Pomału uda nam się to wszystko zrobić. Przecież się nie poddamy – pani Alina jest o tym przekonana. O kolejnych kredytach nie chce jednak słyszeć. Wciąż mając w pamięci chorobę nie wyobraża sobie ściągać na rodzinę kolejnych zobowiązań finansowych.
W świecie szalejącego kapitalizmu pomysł Pietrzaków może wydawać się niezrównoważony. Tak, nie otrzymując nic w zamian mają zamiar odmienić życie wchodzących w dorosłość młodych ludzi. - Nic z tego nie mając? - upewniam się. - Nic z tego nie mając – potwierdzają małżonkowie. Nieco mijają się z prawdą – na całej tej sprawie przecież „zyskali”: masę kłopotów, nieprzespane noce, kredyty do spłaty i... miłość dzieciaków.
Przy stole siedzimy z Larą, Weroniką i Oskarem – wszyscy pałaszują urodzinowe ciasto chłopca. Na pytanie, jak im jest w Szczęśliwej Trzynastce, buzie szeroko się uśmiechają. - Super! - pada chóralna odpowiedź.
Jak im nie pomóc?[[/pay]](...)
***
Wszystkich Państwa, którzy chcieliby mieć swój udział w budowie mieszkań dla dzieciaków ze Szczęśliwej Trzynastki zachęcamy do dokonywania wpłat na konto PKO BP o numerze: 63 1020 3844 0000 1602 0036 7599. Pomoc może mieć również wymiar niefinansowy – materiały budowlane także bardzo by się przydały. W tej sprawie państwo Pietrzyk proszą o kontakt – numery telefonów 67 266-96-66 lub 661-168-578.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze