Reklama

Nie poddamy się! Rodzice w starciu z przepisami

01/12/2015 18:30
- Osiem razy patrzyłam w oczy dzieci, które musiały od nas odejść. Jak wredna macocha musiałam „wystawić” je za drzwi. Tak mówią przepisy – ubolewa Alina Pietrzyk. Z tego doświadczenia zrodziło się działanie – Pietrzykowie, prócz wychowania, postanowili dać swoim wychowankom także lepszą przyszłość

Ta lepsza przyszłość to dom. - Zawsze robiliśmy wszystko, by dzieci, którymi się opiekowaliśmy, zostawały pod naszym dachem jak najdłużej – przyznaje Mariusz Pietrzyk. Empatia mężczyzny i jego żony nigdy nie miała jednak szans w starciu z przepisami. Te są bezlitosne – młodzi ludzie muszą opuścić Placówkę Opiekuńczo-Wychowawczą typu rodzinnego, w tym przypadku okonecką Szczęśliwą Trzynastkę, jak tylko ukończą osiemnaście lat. Ten wyrok – jak wprost rozwiązania systemowe określa pani Alina – można odroczyć, ale tylko w przypadku, gdy dziecko jeszcze się uczy. To furtka „na zmyłkę”, nie otwiera ona bowiem drogi do lepszego życia, a jedynie opóźnia gwałtowne zderzenie z trudną rzeczywistością. - Co prawda dzieci, które wychodzą z takich placówek jak nasza, przez dwa lata mogą zajmować mieszkania przeznaczone do usamodzielnienia się, pytanie jednak: jak mają się w nich utrzymać? - pani Alina wskazuje dwie drogi. Obie karkołomne. - Takie dziecko musi albo natychmiast... [[pay]] pójść do pracy, albo kontynuować naukę, za co dostanie 500 zł – wyjaśnia, dodając, że około 100 zł kosztuje pobyt we wspomnianym mieszkaniu. Inna sprawa, że te dwa lata szybko miną. - I co dalej? - pytają małżonkowie. - Mamy wychować dzieci, a potem puścić je w świat bez pomocy? - pan Mariusz nie godzi się na takie rozwiązanie. Pietrzykowie uważają, że jedna z gorszych rzeczy, jaka może się ich wychowankom przydarzyć, to powrót do środowiska, z którego wyszli i które odcisnęło się na ich życiu piętnem. Dwoje z nich niestety nie miało innego wyjścia – wrócili tam, skąd wcześniej ich zabrano. Reszta jakoś ułożyła sobie życie. - Jedna z dziewczyn, w dniu, w którym kończyła dwadzieścia lat, wyszła za mąż. Dziś pracuje w Holandii – opowiadają małżonkowie. Druga też znalazła miłość i doczekała się dziecka, kolejne dwie postanowiły wspólnie kupić mieszkanie na kredyt. Chłopak wybrał karierę wojskową. W żadnym z przypadków o spokój nie było łatwo. Pietrzykowie, utrzymujący kontakt ze wszystkimi swoimi dziećmi, chcieliby, aby kolejne, gdy nadejdzie czas rozłąki, miały łatwiejszy start. By miały się gdzie podziać. Stąd operacja: dom. Nasi rozmówcy porwali się na ogromne przedsięwzięcie.

Kierunek: Radość

Alina i Mariusz Pietrzykowie nigdy nie wyciągali ręki po prośbie. Własnym kosztem rozbudowali rodzinny dom (o trzy pokoje, salon z aneksem kuchennym i dwie łazienki) na tyle, by znalazło się w nim miejsce dla kolejnych dzieci. Dziś zamieszkują go Lara (7 lat), Oskar (8), Weronika (9), Wojtek (13), Ewa, Patryk i Szymon (15), Dawid (16) oraz Justyna (20). Ich rodzony syn – 17-letni Tadeusz, który zdecydował się na liceum sportowe w Człuchowie, by uniknąć kłopotliwych dojazdów zamieszkał w internacie.

Reklama

Szybko licząc – za dwa, trzy lata naszym rozmówcom przyjdzie się pożegnać z kolejnymi dziećmi. Pietrzykowie planowali, by nie była to rozłąka ostateczna – w 2013 roku kupili w Rydzynce (dawnej Radości) budynek, w którym mieścił się kiedyś biurowiec. - Pan, który nam to sprzedawał wiedział, że chcemy go zaadaptować na mieszkania dla usamodzielniających się wychowanków, więc nawet „puścił” nam go trochę taniej – wspomina pani Alina. Pietrzykom długo nie dane się było jednak cieszyć zakupem. - Wszystkie plany wzięły w łeb, ponieważ krótko po tym okazało się, że mam raka. Z głowy wywietrzały nam więc wszystkie remonty, wzięliśmy się za ratowanie życia – opowiada. Walkę z nowotworem na szczęście udało się wygrać. Kosztem ogromnego wysiłku – również finansowego. Z uwagi na taki obrót spraw perspektywa remontu zakupionego – z kredytu zresztą – budynku znacząco się oddaliła.

Oddźwięk – niewielki

Pietrzykowie nie uznają porażek. Termin „poddać się” mógłby dla nich nie istnieć. O nadzieję swoją i dzieci postanowili więc walczyć. - Podczas jednej z bezsennych nocy przyszła mi do głowy Jaworowicz – opowiada pani Alina. - Postanowiliśmy spróbować zebrać środki ma remont za pośrednictwem jej programu. Napisałam krótki list, wysłałam go i już za dwa tygodnie otrzymaliśmy telefon z Warszawy z zaproszeniem na kwalifikacje.

Reklama

Pierwszej próbie historię naszych rozmówców poddały cztery asystentki prowadzącej „Sprawę dla reportera”, potem przyjrzała się jej sama Elżbieta Jaworowicz. W obu przypadkach uznano, że temat warto nagłośnić, we wrześniu więc w okoneckiej Szczęśliwej Trzynastce zjawiła się ekipa telewizji publicznej. Niestety – odzew będący pokłosiem emisji programu był mniejszy aniżeli spodziewali się nasi rozmówcy. Na ich subkonto wpłynęło 850 zł, tymczasem koszt modernizacji obiektu, w którym finalnie znaleźć ma się pięć mieszkań, szacowany jest na około 200 tysięcy złotych. - I oby to wystarczyło – pan Mariusz daje do zrozumienia, że o ile koszty mogą się zmienić, to tylko na ich niekorzyść. Sprawę podrożyć mogą jeszcze rozwiązania technologiczne, jakie nasi rozmówcy chcą we wspomnianym budynku wykorzystać. - Ten dom musi być maksymalnie tani w utrzymaniu, dlatego chcemy zainstalować w nim kolektory słoneczne do podgrzewania wody oraz panele fotowoltaiczne produkujące prąd. Do tego myślimy o budowie przydomowej oczyszczalni oraz kominków w każdym mieszkaniu – wyjaśniają małżonkowie. Mimo trudności finansowych nie czekają z założonymi rękami – udało im się już wymienić dach, do końca roku mają jeszcze zamiar wstawić nowe okna. - Pomału uda nam się to wszystko zrobić. Przecież się nie poddamy – pani Alina jest o tym przekonana. O kolejnych kredytach nie chce jednak słyszeć. Wciąż mając w pamięci chorobę nie wyobraża sobie ściągać na rodzinę kolejnych zobowiązań finansowych.

Z serca

W świecie szalejącego kapitalizmu pomysł Pietrzaków może wydawać się niezrównoważony. Tak, nie otrzymując nic w zamian mają zamiar odmienić życie wchodzących w dorosłość młodych ludzi. - Nic z tego nie mając? - upewniam się. - Nic z tego nie mając – potwierdzają małżonkowie. Nieco mijają się z prawdą – na całej tej sprawie przecież „zyskali”: masę kłopotów, nieprzespane noce, kredyty do spłaty i... miłość dzieciaków.

Reklama

Przy stole siedzimy z Larą, Weroniką i Oskarem – wszyscy pałaszują urodzinowe ciasto chłopca. Na pytanie, jak im jest w Szczęśliwej Trzynastce, buzie szeroko się uśmiechają. - Super! - pada chóralna odpowiedź.
Jak im nie pomóc?[[/pay]](...)

*** 

Wszystkich Państwa, którzy chcieliby mieć swój udział w budowie mieszkań dla dzieciaków ze Szczęśliwej Trzynastki zachęcamy do dokonywania wpłat na konto PKO BP o numerze: 63 1020 3844 0000 1602 0036 7599. Pomoc może mieć również wymiar niefinansowy – materiały budowlane także bardzo by się przydały. W tej sprawie państwo Pietrzyk proszą o kontakt – numery telefonów 67 266-96-66 lub 661-168-578.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości