Reklama

Nie trzeba wielkiej orkiestry

25/01/2014 00:00
Wystarczy raczej mały "hałas", by 9-letnia, chora na białaczkę limfoblastyczną Daria Blechacz, która czeka na przeszczep szpiku kostnego, po operacji mogła wrócić do swojego domu w Łobżenicy. Domu wolnego od wilgoci, pleśni i chłodnych kaloryferów

- To wszystko zaczęło się 2 marca ubiegłego roku - wspomina Elżbieta Blechacz, mama Darii. Pierwsze objawy wskazywały, że dziewczynka ma zapalenie wyrostka robaczkowego. - Córka wymiotowała, bolał ją brzuch, cierpła ręka i noga z prawej strony ciała. Około godziny 24:00 postanowiliśmy, że nie ma na co czekać i ruszyliśmy do szpitala w Wyrzysku. Tam Darii nie przyjęto na oddział ze względu na brak w zespole medycznym chirurga, który operuje dzieci. Trzeba było więc jechać do Piły, do której dotarliśmy o godzinie 1:30 w nocy - wspomina E. Blechacz. W tamtejszym szpitalu przed operacją wykonano konieczne badania, które bardzo szybko wykluczyły przyczynę bólu w ataku wyrostka robaczkowego. Kolejna seria dokładniejszych badań, polegających m.in. na pobraniu szpiku kostnego wykazała, że kilkuletni organizm Darii zmaga się z białaczką. Na szczęście okazało się również, że choroba jest w dość wczesnym stadium. Nie było jednak chwili do stracenia.

Światełko nadziei

Elżbieta Blechacz pamięta, jakie myśli towarzyszyły jej w momencie, gdy lekarze postawili diagnozę. - Na początku to był ból, strach, przerażenie, pytanie: co dalej? Wiadomo, że białaczka to nowotwór, wiadomo też, jak może się skończyć - wspomina, załamując głos. Nadzieję dawała jednak szybka diagnoza i równie szybkie skierowanie na oddział onkologii dziecięcej w Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. - Do Poznania zostałyśmy przetransportowane karetką z Piły 13 marca, więc wszystko działo się bardzo szybko - mówi Elżbieta Blechacz. Kobieta wspomina, że pewne ukojenie i uspokojenie przyszło w momencie rozmów z lekarzami, którzy poinformowali ją, że istnieje szansa 100% wyleczenia jej córki z choroby. - Dla Darii także nie było to łatwe: będąc radosnym, zdrowym dzieckiem, którego wszędzie było pełno, które śpiewało, tańczyło, nagle dowiedziała się, że ma białaczkę, nie wiedziała jednak, co ją czeka, jak długo będzie to trwało, czy będzie bolesne - mówi mama dziewczynki.

[[reklama]]

Rozpoczął się długotrwały proces leczenia chemioterapią, którą mały organizm różnie znosił, nie tylko fizycznie, lecz również psychicznie. Pomagała obecność mamy, która ciągle rozmawiając z córką nie pozwalała jej zamknąć się w sobie. Pomagała rozmowa z psychologiem, który wyjaśnił, dlaczego długie jasne włosy musiały wypaść i utwierdzić w tym, że znów odrosną i że znów wszystko będzie dobrze. Pomogła też reakcja mieszkańców Łobżenicy, którzy podczas akcji zbiórki krwi nie raz udowodnili, że wspierają Darię w jej walce z chorobą. - Niesamowita była reakcja koleżanek i kolegów z klasy, którzy na nią czekali i czekają. Było to widać chociażby w momencie, gdy Daria dostała zaproszenie na klasową wigilię. Dzieciaki tęskniły za nią - dodaje z uśmiechem Elżbieta Blechacz.

Trzeba sobie radzić

Szpitalny oddział onkologiczny od marca stał się dla córki i matki drugim domem. - Przez cały czas leczenia byłyśmy w domu łącznie może około półtorej miesiąca, trochę w październiku i trochę w grudniu, resztę roku spędziłyśmy w szpitalu - mówi Elżbieta Bleczacz. Choć znaczenie ma bliskość, bycie razem i nic poza tym się nie liczy, to warto jednak wspomnieć o tym, jak te miesiące wyglądały. - Na onkologii sale są czteroosobowe. Rodzice, jeśli chcą, mogą być przy dziecku, ale ze spaniem to jest tak, że musimy spać na podłodze, na karimacie pod łóżkiem, żeby nie przeszkadzać pielęgniarkom. Przy szpitalu funkcjonuje hostel, ale trzeba za niego zapłacić 16,20 zł za dobę - mówi Elżbieta Blechacz. Kobieta dodaje, że z tego drugiego rozwiązania korzystała zdecydowanie rzadziej, żeby nie powiedzieć wcale. Pod koniec listopada w leczeniu Darii nastąpiła spora zmiana - okazało się, że dziewczynka jest sterydoodborna, a w 15. dobie leczenia nie nastąpiła reemisja chemii. Zapadła więc decyzja, że Daria przejdzie jednak operację przeszczepu szpiku kostnego. Jej termin wyznaczono na 26 stycznia. Dawcą będzie 21-letni obywatel Niemiec. Nadzieja na pełne i dość szybkie wyzdrowienie rysuje się więc jeszcze wyraźniej, pojawia się jednak problem powrotu do domu. Domu, który, by zgodnie z zaleceniami lekarzy był w pełni sterylny, bo dziewczynka ma bardzo osłabianą odporność i każda infekcja może nieść za sobą opłakane skutki, wymaga gruntownego remontu.

Czekamy na Ciebie

Mieszkanie, do którego ma powrócić Daria, leży w starej części Łobżenicy. To jedna z XIX-wiecznych kamienic, która czasy świetności ma już dawno za sobą. Za drzwiami 54 m2 i trzy pokoje. W środku czysto, schludnie, ale pomimo palącego się w piecu centralnego ogrzewania ognia, panuje chłód. Być może dlatego, że piec jest za mały, być może dlatego, że słaba jest izolacja. Na ścianach nietrudno znaleźć grzyb i pęknięcia. Pomalowanie farbą nic tu nie da, bo pleśń powróci. W powietrzu też czuć wilgoć, nie jest to zdrowe, suche powietrze. Do takich warunków po leczeniu szpitalnym i operacji Daria wrócić nie może.

[[reklama]]

Mieszkanie musi być wolne od grzybów i ciepłe - to warunek stawiany przez lekarzy. - Gdyby była taka możliwość przeprowadziłabym ten remont sama, ale po prostu nie mam na to pieniędzy. Utrzymuję się z alimentów, więc wszystko trafia przede wszystkim na leczenie Darii i drobne bieżące wydatki - mówi Elżbieta Blechacz. Z pomocą przyszedł Urząd Miejski w Łobżenicy i podległy mu Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, który zadeklarował się wyremontować pokój dziewczynki. Finansowo wsparła swą podopieczną także Fundacja Złotowianka.

Prace rozpoczęły się w zeszły czwartek. Skuto podłogę, oczyszczono ściany, wylano nową posadzkę, trwa budowa pokoju od zera. Jednak pozostaje dalsza część mieszkania, które także wymaga remontu lub chociaż odświeżenia i ocieplenia. W tym miejscu pojawia się właśnie apel do czytelników naszej gazety i portalu zlotowskie.pl, którzy mają możliwość wesprzeć akcję przygotowania mieszkania na powrót Darii. Nie chodzi tu tylko o pomoc finansową, lecz również w dar w postaci wykonania usługi czy przekazania potrzebnych materiałów budowlanych. Wierzymy, że otwartość serc będzie równie silna jak w podobnych temu przypadkach i jak w momencie, gdy łobżeniczanie zmobilizowali się, by wziąć udział w oddawaniu krwi dla Darii.

Sz. Chwaliszewski



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości