Marzena i Andrzej Kledzikowie, mieszkańcy Brzeźnicy, osiemnaście lat temu zaczynali w gospodarstwie od zera. Od jednej krowy i jednych wideł. Ciężka praca, później dzielona z synem i synową, pozwoliła im rozwinąć hodowlę – do trzydziestu jeden sztuk bydła.
29 lipca niemal połowę, dziewięć byków i pięć jałówek, stracili w pożarze. Ten nie dał się opanować. - Wiatr mu wyjątkowo sprzyjał... - wspominają nasi rozmówcy. Rolnicy przeciwko sobie mieli jeszcze coś – w hydrancie umiejscowionym przy ich domu nie było wody. Strażacy tankować wozy jeździli do zbiornika oddalonego od ich gospodarstwa o blisko kilometr.
Tragedie rozgrywają się w ułamkach sekund. Pożar zaczął się od iskry zaprószonej w toku prac dekarskich, przeprowadzanych na budynku przyległym do obory. Kiedy pan Andrzej zauważył dym wydobywający się spod poszycia dachu, pod nim był już ogień. Nie dający szans na reakcję. - Synowa, kiedy zobaczyła pożar, wybiegła z domu, by wyprowadzić bydło. Otworzyła drzwi, ale do środka nie dało się już wejść. Spod dachu spadała paląca się słoma – wspomina pan Andrzej, który w tym czasie próbował gasić ogień. Nie tylko on. - Mamy fantastycznych sąsiadów – przyznaje mężczyzna, wspominając, że ci natychmiast przybiegli na pomoc. Bezinteresownie. Zresztą dali z siebie dużo więcej. - Tego samego dnia, po pożarze, nie miałem czym podścielić bydłu. Spaliła się i słoma, i widły – wyjaśnia nasz rozmówca. W potrzebie nie został sam – wieczorem na podwórko Kledzików zajechał darowany transport słomy. - Nikogo o nic nie prosiłem, bo dotąd zawsze byliśmy samowystarczalni... - nasz rozmówca zawiesza głos. Mimo to mobilizacja przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Rolnicy udowodnili, że mogą na siebie nawzajem liczyć. Naszym rozmówcom podarowano też siano i zboże, ponadto jeden z gospodarzy pozwolił im zebrać słomę z 10 hektarów swojego pola. - To duża pomoc – uzmysławia pan Andrzej, wśród przychylnych jego rodzinie osób wymieniając jeszcze władze gminy. Poszkodowanym wypłacono już zasiłek celowy, wsparcie, również finansowe, przekazał także jeden z sąsiadów. Spisała się również ubezpieczalnia, która już trzy dni po pożarze uznała szkodę. Nasi rozmówcy otrzymają całą wartość ubezpieczenia – 45.000 zł (na tyle, według wytycznych zakładu, ubezpieczono obiekt, jego faktyczną wartość rolnik szacuje zaś na ok. 80 tys. zł).
Nowa obora (o powierzchni 388 m²), która ma stanąć w odległości 10 metrów od tej, która spłonęła, kosztować ma 250-300 tys. zł. - Kupiliśmy już projekt, jesteśmy w trakcie załatwiania formalności związanych z rozpoczęciem budowy, jeszcze w tym miesiącu chcemy ruszyć z pracami – opowiada syn pana Andrzeja. Wszystko dzieje się szybko, bo odejście od hodowli nie przeszło mu nawet przez myśl.

To byczek szczęśliwiec - jako jedyny uratował się z płonącej obory
Strat w bydle naszym rozmówcom nikt nie zrekompensuje. Są one dla pana Andrzeja tym dotkliwsze, że spośród padłych sztuk żadna nie należała do niego. - Mój byczek zdołał wyskoczyć z obory. Te czternaście sztuk to dorobek młodych, syna i synowej, dlatego mam kaca moralnego – wyjaśnia mężczyzna.
Ogółem straty w bydle szacuje na około 40.000 zł. Najwięcej warte były byki, niemal gotowe do odstawienia. Wszystkie miały po około 600 kg. Średni przelicznik: 7 złotych za kilogram, każda sztuka warta była więc ponad 4.000 zł. Jałówki – po ok. 4.500 zł.
Finalnie zwierzęta miały osiągnąć większą wartość. - Każda sztuka jest warta tyle, ile ktoś jest nam skłonny za nią zapłacić, ale generalnie ok. 700 kg byki sprzedaje się za 4.500-5.000 zł, jałówki za ok. 2.000-4.500 zł. Cielak to jakieś 1.200-1.500 zł – wyjaśnia nasz rozmówca. Skąd te widełki? Cena każdorazowo zależy od wagi zwierzęcia oraz jego przeznaczenia (różne wartości uzyskuje bydło mleczne, mięsne i mleczno-mięsne). Jakiekolwiek by ono nie było, rolnik musi się przy nim napracować tak samo, strata więc zawsze dotyka. Nie tylko kieszeni. Pieniądze przepadły, to fakt, żal w oczach wnuków naszego rozmówcy, które „dostawały” po byczku na imieniny czy urodziny jest jednak równie dotkliwy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze