Reklama

Nie zrobię wyniku i mnie nie będzie

14/09/2012 09:44
Sportowcy z Polski mają charakter - z absolwentem poznańskiego AWF, trenerem kadry narodowej wioślarek Marcinem Witkowskim rozmawia Karol Zabel

Po Igrzyskach w Londynie Polacy mają świadomość klęski. Pan też tak czuje?
Będąc na brzegu w środku igrzysk i oglądając olimpiadę jako kibic może wyglądać to zupełnie inaczej. Ilość medali była taka sama jak w Pekinie i Atenach. Różnią się ich kolory, ale o tym decyduje wszystko - dyspozycja dnia, chwili, moment, a my po prostu cieszmy się z każdego medalu. Trzeba zobaczyć, ile było tych straconych szans, miejsc czwartych. Oceniając to globalnie uważam, że były to udane zawody dla Polski. Za dużo było rozdmuchanych oczekiwań w przypadku niektórych konkurencji. Media, które chcą w jakiś sposób zachęcić kibica, pompują ten balon oczekiwań.

Nie uważa Pan, że my jako naród jesteśmy słabi psychicznie i później pękamy gdzieś w najważniejszych chwilach?
Nie, nie wydaje mi się. Polscy sportowcy mają charakter do walki. Czynników, które decydują o porażce, jest wiele. Czasem zawodzą nerwy, ale sport wywołuje ogromny stres, emocje i z tym trzeba się liczyć, na porażkę być przygotowanym. Znam bardzo wielu sportowców z Polski, są pewnie gorsi i lepsi, ale większość ma wspaniałe charaktery.

Jak wyglądało przygotowanie się wioślarek do olimpiady?
Siedzimy na zgrupowaniach, badaniach, zawodach, przelotach od 266 do 288 dni w roku. Pracujemy w godzinach optymalnych dla organizmu: między 10:00-12:00 i 16:00-18:00, wcześniej rozruch poranny około 7 rano. Natomiast w okresie zimowym bywa tak, że dziewczyny pracują po 6-7 godzin. W okresie przedstartowym dużo mniej. Są długie rozłąki z rodziną, ale coś za coś, jak to w życiu bywa. Wiemy jednak, na co się decydujemy, tutaj nikt nikogo nie zmusza. Każdy ma świadomość co trzeba zrobić, żeby osiągnąć wymarzony cel.

Ile zawodniczek ma Pan pod swoimi skrzydłami?
To wszystko ewoluowało. W Pekinie miałem jedną zawodniczkę, po Pekinie prowadziłem całość wioseł krótkich kobiet – było to 8 wioślarek, doszła do tego grupa młodzieżowa. W tym roku objąłem wszystkie kobiety, zarówno wiosła krótkie i długie. Na poziomie wyczynowym mam obecnie 35 zawodniczek - to kadra młodzieżowa i seniorki.

Jak wygląda nabór? Na podstawie jakiego kryterium wioślarki przyjmowane są do kadry?
Wszystko zaczyna się jesienią. Zawodniczki, które starowały w zawodach głównych, takich jak mistrzostwa świata, Europy czy igrzyskach, zwolnione są z regat centralnych, kontrolnych. Natomiast cała reszta, która ma zamiar dołączyć do kadry, startuje w tych regatach, później są konsultacje. Potem powołuje się zawodniczki na zgrupowania zimowe i od lutego wchodzimy na wodę. Są jeszcze w styczniu mistrzostwa Polski na ergometrze - sprawdzian główny, dający przepustkę na zgrupowania. Trzeba prezentować pewien poziom przygotowania fizycznego i te, które osiągają najlepsze czasy, walczą wówczas w zawodach.

Jaki jest koszt przygotowania takiego zawodnika?
Na koszt przygotowań składa się bardzo wiele elementów, od kosztów transportu przez ceny hoteli, wyżywienie, odżywki, na sprzęcie kończąc, a to tyko część wydatków. Ceny niestety rośną, programem Londyn na początku olimpiady objętych było 12 zawodników, koszt rocznego dofinansowania wynosił 516 tys. zł. Jak wiemy, wszystko kosztuje. Łódka, na której nasze zawodniczki zdobyły medal brązowy, to 50 tys. zł. Wioślarstwo nie należy do tanich dyscyplin. Żeby jechać na igrzyska po medale trzeba ponosić spore koszty, wtedy mamy szansę liczyć się z czołówką światową.

Na ostatnie igrzyska pojechało 6 zawodniczek.
Tak. Fularczyk i Michalskiej, na której barkach było zdobycie medalu, to się udało. Zakwalifikowała się również czwórka podwójna dziewcząt z tak zwanych regat dodatkowych. Panie dostały prawo startu na igrzyskach, a przypomnę, była to najmłodsza załoga (23-24 lata) i one pojechały tam po naukę.

Czyli wycieczkę. Nie ma Pan wrażenia, że za dużo było tych sportowców, którzy wybrali się tylko w roli asystentów, nie mając kompletnie szans na jakikolwiek medal?
Właśnie, ktoś może uważać, że to bez sensu, po co zabieramy takich zawodników. Ja uważam, że wszystko będzie procentowało w przyszłości. One zrozumieją, jak walczyć ze stresem na tak dużej imprezie. Dziewczyny dzielnie walczyły, niewiele zabrakło, aby znalazły się w finale. Na następne igrzyska jadą już, mam nadzieję, po medale i absolutnie nie uważam, aby był to stracony występ.

Panie żyją tylko ze sportu, tak?
Tak. Oczywiście są stypendia, które przyznaje ministerstwo a wypłaca związek. Dodatkowo dziewczyny dostają kasę z urzędów miasta, urzędów marszałkowskich, ale to nie są duże pieniądze w granicach 500 – 700 zł.

Ci, którzy rokowali największe nadzieje na medal nie mogli narzekać na warunki, nie brakowało niczego, a jednak zawodzili.
Bez dwóch zdań. Związek zapewnił wszystko. Ja mogę odpowiadać za swoją kadrę i my swój cel osiągnęliśmy. W naszym wioślarstwie dzieje się dobrze. Medal na igrzyskach, medale mistrzostw świata w konkurencjach nieolimpijskich, juniorzy w finałach. Państwo wspiera związki, gdzie dzieje się dobrze od lat i nie możemy narzekać. Co do innych dyscyplin należałoby zapytać o to pozostałych trenerów i działaczy.

Co powie Pan o samej Olimpiadzie w Londynie?
Cóż, praca jak praca. My jedziemy tam pracować, a nie na wczasy. Miałem dwie załogi, wychodziłem z Campusu, gdzie mieszkaliśmy, o 7:00 rano, jechałem na tor i wracałem o 18:00. Jak jedna załoga trenowała, druga startowała. Były zebrania z kierownictwem, oglądanie nagrań, ułożenie taktyki, analizowanie pogody - nie było wiele czasu na cokolwiek. Fajnie, że mieszkaliśmy poza główną wioską, w campusie Uniwersytetu Londyńskiego. To było 40 minut od toru wioślarskiego. Ciche, spokojne miejsce, byli tam tylko wioślarze. Coś co było charakterystyczne to straże, podwójne zasieki, policjanci z długą bronią. Czuliśmy się trochę osaczeni, zamknięci. Na same warunki mieszkaniowe nie mogliśmy narzekać.

W wioślarstwie najbardziej liczy się?
Zdecydowanie człowiek, sprzęt na tym poziomie wszyscy mają podobny. Jeśli zawartość nie będzie odpowiednia sprzęt nie powiosłuje sam (śmiech).

Co Pan czuł kiedy Fularczyk i Michalska zdobyły upragniony brązowy medal?
Ulgę i poczucie spokoju. Cały sezon przepracowaliśmy ciężko, ale spokojnie, z uwagą, żeby nie wystąpiły komplikacje zdrowotne. Udało się zminimalizować przewagę czasową do największych rywalek do 2 sekund. Potem na igrzyskach pojawił się temat pleców Fularczyk - przeciążenia wiązadła. Skąd się wziął - nie wiem, bo uważaliśmy, żeby dziewczyny na miejscu nie przeholowały. Jeżeli coś boli, nie wiosłuje się komfortowo, na szczęście dzięki pomocy farmakologicznej Fularczyk wiosłowała, nie czując bólu. Obroniły dziewczyny to trzecie miejsce na świecie, chociaż jest pewien niedosyt.

Są jakieś pozasportowe wspomnienia z Londynu?
W ostatni dzień byłem w głównej wiosce olimpijskiej. Na małej przestrzeni były bardzo wysokie 12-piętrowe budynki, w których stłoczeni byli sportowcy. Nie chcieli siedzieć w środku, więc wszyscy wychodzili na zewnątrz. Było potwornie gęsto. To, co mnie wzruszyło, urzekło, to kiedy na przedbiegi wioślarskie przyszło 50 tys. ludzi. Od samego rana ludzie tam byli, taki piknik, zabawa. Tego niestety u nas nie ma. Malta też jest pięknym ośrodkiem, gdzie ludzie mogliby spędzać czas, ale widać tradycja, zainteresowanie tym sportem jest dużo mniejsza w Polsce. W Anglii chyba każdy przewinął się przez wiosła. Oni mają obowiązek uprawiania tej dyscypliny w szkołach, są przecież olbrzymie tradycje.

Jest Pan w stanie rozpoznać mistrza, przyszłego medalistę olimpijskiego?
Są pewne parametry, które mogą świadczyć o potencjale zawodnika, nigdy jednak do końca nie poznamy go, jeśli nie będzie startował. Wydaje mi się, że nikt nie jest w stanie wyrokować, kto zostanie przyszłym mistrzem. Trzeba kształtować w zawodniku waleczność, poczucie własnej wartości, chęć zwycięstwa, a wówczas szansa na przyszłego mistrza będzie większa.

Praca z kobietami jest specyficzna…
Jestem przyzwyczajony, bo zawsze z nimi pracowałem. Co je wyróżnia – są potwornie zacięte, bardzo wdzięczne w tym co robią, są zdeterminowane, gotowe poświecić wszystko. Czasem mają humorki, ale kto ich nie ma. Potrafią mieć gorsze dni – jednak powtarzam, to wdzięczna praca i za to im dziękuję.

Najlepsza załoga wioślarska w Polsce? Pewnie powie Pan: obecna dwójka z brązowym medalem.
Tak, to w dodatku druga załoga, która zdobyła dla wioślarstwa medal. To wspaniała osada. Każda z nich wnosi co innego. Julia więcej miała sukcesów na jedynce, za to Magda na dwójce.

Czym się różnią te dwie zawodniczki?
Julia jest bardziej emocjonalna, za to zawsze optymistyczna, Magda bardziej stąpa po ziemi i jest bardzo twarda. Ścierają się wielokrotnie, ścierają się ze mną. Czasem musimy wyjaśniać sobie wszystko przy stoliku.

O co ma Pan do nich żal?
Zaniedbują pewne drobiazgi w przygotowaniu. One mówią, że tak nie jest i udowadniamy sobie nawzajem, żeby znaleźć rozwiązanie z sytuacji, tak żeby w konsekwencji łódka płynęła dobrze. Zwracam im często uwagę odnośnie masy ciała. Niekiedy one odpyskują mi na wodzie, czasem ja zareaguję jakąś niekorzystną mimiką twarzy. Tak to w interakcji ludzi bywa, kiedy się tyle czasu spędzą ze sobą.

Opłaca się być trenerem kadry narodowej wioślarek?
Jest to dyscyplina niszowa, jak się w niej nie zdobywa medali to się nie opłaca, bo można w tym czasie robić wiele innych rzeczy. Kiedy są medale rok w rok, wtedy finansowo ma to sens. Brakuje prywatnych sponsorów, którzy są w piłce, siatkówce czy tenisie.
Wie Pan co w tej pracy jest bardzo stresujące? Że nie zrobię wyniku i już mnie nie będzie. Ale wybrałem sobie taką pracę i muszę się z tym liczyć.

Dlaczego wioślarstwo?
Sam uprawiałem ten sport, byłem zawodnikiem i przerodziło się to automatycznie w trenerkę.

Żona, dzieciaki nie narzekały, że nie ma Pana w domu?
Mam rodzinę, dwójkę dzieci, najmłodszy ma półtora roku, a starszy 10 lat. Przyzwyczaiły się już, że mnie nie ma, poza tym odwiedzają mnie jak tylko jest okazja.

Oprócz sportu jest jeszcze czas na inne zainteresowania?
Na razie tylko sport - on zajmuje mój cały czas.

W Rio De Janeiro jest szansa na medal?
Tak myślę, że czwórka ma szansę no i obecna dwójka brązowych medalistek, bo to będzie szczyt ich formy.

Która załoga jest poza zasięgiem, stanowi dla wszystkich wioślarek, wioślarzy wzór niedościgniony?
Przede wszystkim dwójka podwójna kobiet, z którą ścigały się nasze medalistki. Brytyjki są fantastyczne techniczne, perfekcyjne parametry fizyczne, wiosłują blisko doskonałości. Wygrywały ostatnie lata wszystko, ale mam nadzieję, że je dogonimy. I dwójka bez sternika z Nowej Zelandii. Fenomenalni chłopcy, pobili rekord świata na igrzyskach. Usaina Bolta przyrównuje się do innej galaktyki i oni właśnie wyznaczają trend w wioślarstwie, są jak Jamajczyk w lekkoatletyce.

Ma Pan swój wzór trenerski?
Uczono mnie, że do wszystkiego trzeba dojść samemu. Człowiek czyta, ogląda, poszukuje, podgląda plany innych trenerów, nie tylko z Polski, natomiast główną wizję, co chce robić i robi, wypracowuje sobie sam.

Jak zachęcić młodzież do wioślarstwa?
Nie ma nic piękniejszego niż wioślarstwo. Spędzamy dużo czasu otoczeni naturą, woda, lasy. To wspaniały ogólnorozwojowy sport. Wiosłowanie to nie tylko siedzenie w łodzi, to też siłowania, fitness, ale również obcowanie z ludźmi, tworzeni przyjaźni. Ludzie otwierają się na świat.

Czego mogę życzyć w najbliższych latach w Pana trenerskiej przygodzie z wiosłami?
Czekam na złoty medal z igrzysk, żeby zawisł na szyi moich zawodniczek - tego proszę mi życzyć. I zdrowia potrzebnego do osiągnięcia upragnionego złota.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości