Reklama

Niepopularne decyzje czasami wychodzą na dobre

09/05/2017 18:00
Radny Marcin Borzych tłumaczy, dlaczego nie wozi dzieci do lokalnej szkoły, nie chciał dać pieniędzy na kościół oraz czemu zdecydował się otworzyć własny biznes, gdy inni wyjeżdżali za granicę

To Twoja pierwsza kadencja jako radnego, w radzie gminy jesteś jedną z najmłodszych osób. Dlaczego zdecydowałeś się kandydować na to stanowisko?

Nie planowałem tego. Po prostu nie było żadnego kandydata na tę funkcję z Buntowa i moja sąsiadka, a zarazem pani sołtys, Barbara Lisowska spytała kiedyś, czy bym nie chciał być radnym. Podszedłem do tego sceptycznie ze względu na brak czasu. Mam dużo pracy w firmie, nie raz zajęty jestem od rana do wieczora i obawiałem się, że może to kolidować. Jednak po pewnym czasie zastanowiłem się i zmieniłem zdanie. Mieszkam w Buntowie od 26 lat i mam dużo pomysłów związanych z wioską, więc czemu nie. Poza tym szkoda by było doprowadzić do sytuacji, w której Buntowo nie miałoby radnego [Buntowo tworzy okręg jednomandatowy razem z Bługowem – red.].

Które z pomysłów udało się już wcielić życie albo chociaż zapoczątkować ich realizację?

Moim priorytetem było zagospodarowanie Jeziora Sławianowskiego, chociażby zbudowanie nowego pomostu. Wciąż się słyszy, że ktoś jedzie na Płotki koło Piły, do Szczecinka, Więcborka, a my mamy tu takie jezioro, największe w powiecie i żadnej infrastruktury. To mnie boli. Tym bardziej, że nasz stary pomost to ruina. Fajnie, że udało zrobić się projekt, który przewiduje powstanie nie tylko pomostu, ale i plaży z boiskiem do plażówki, wiaty i miejscem do wodowania łodzi. Mam nadzieję, że uda się pozyskać środki unijne na jego realizację.

Reklama

Jaki interes w tym, żeby tu ktoś przyjechał, mają mieszkańcy wsi? Na pewno są tacy, którzy woleliby dotychczasowy spokój i ciszę.

Ktoś kto takie coś robi, np. w Pile czy Więcborku, robi to po to, żeby przyciągnąć turystów, którzy następnie zostawią na miejscu pieniądze. Być może sklep miałby większe obroty, może wójt się zastanowi i w związku ze zwiększonym ruchem dla bezpieczeństwa wybuduje nam chodnik. Jest dużo potencjalnych korzyści. Może powstanie jakaś mała firma, zatrudniająca chociażby jedną osobę z naszej wioski - to już by było dobrze. Poza tym nawet teraz wszyscy widzimy ile tutaj do nas przyjeżdża latem ludzi jak jest ładna pogoda. To miejsce ma swojego ducha i chce się tutaj być, dlatego zależy mi bardzo na chociażby nowym pomoście.

Póki co inną ważną inwestycją, którą została już rozpoczęta, jest długo wyczekiwana kanalizacja Buntowa i Bługowa. Jakie są widoki na jej dokończenie?

Kanalizacja to na pewno ważna rzecz, choć idzie to jak krew z nosa. Zbudowano już pierwszą część w Buntowie i fajnie byłoby, gdyby udało się zrobić ciąg dalszy. Wszystko jednak rozbija się oczywiście o pieniądze. Jest szansa na dotacje z Unii, wniosek został już złożony i czekamy na rozstrzygnięcie. Jeśli nie otrzymamy tych pieniędzy to trzeba będzie kombinować, wziąć kredyt. Wójt zapewniał mnie, że ciąg dalszy będzie, kwestia tylko czy ze środków unijnych, czy z naszego budżetu.

Reklama

To dopiero 30% wywiadu. W dalszej części zadałem mojemu rozmówcy m.in. takie pytania:

Wspomniałeś, że zagospodarowanie brzegu jeziora to szansa na powstanie kolejnej firmy. A jak radzi sobie Twoja?

Skąd w ogóle wziął się pomysł na to, żeby stworzyć firmę i wiara w to, że uda się to zrobić w Buntowie?

Jak pracuje się z rodziną? Trudno być szefem dla bliskich?

Wracając do roli radnego. Dzieci wozisz do szkoły do Krajenki, nie jesteś za przyznaniem dotacji na kościół w Sławianowie – można by zapytać, co z Ciebie za lokalny patriota?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Wspomniałeś, że zagospodarowanie brzegu jeziora to szansa na powstanie kolejnej firmy. A jak radzi sobie Twoja?

2 lata temu myślałem już o tym, żeby zamknąć tartak, bo gorzej się kręcił interes. Kasy z tego nie było, a drewno było drogie. Myślałem, że zamknę to i będę miał święty spokój, ale z drugiej strony ja tutaj utrzymuję 4 ludzi z Buntowa. Jestem zadowolony i myślę, że oni też, że mają miejsce pracy, do którego nie muszą dojeżdżać. W marcu minęło 5 lat od założenia firmy.

Reklama

Skąd w ogóle wziął się pomysł na to, żeby stworzyć firmę i wiara w to, że uda się to zrobić w Buntowie?

Kończyłem leśnictwo w Goraju. Poszedłem później na studia do Poznania i zacząłem pracę w lasach. Niestety, nie było etatu. Żona nie pracowała, miał się urodzić syn, kasy nie było, więc poszedłem pracować jako robotnik leśny, piłą, fizycznie. No i tak to się zaczęło. Nauczyłem się ścinać drzewa, podłapałem sporo doświadczenia i praktyki. Żona Agnieszka wówczas zaczęła pracować w firmie budującej drogi i zauważyła, że jak budują to także wycinają drzewa. Widziała, jak to się odbywa i pomyśleliśmy sobie: dlaczego my nie mielibyśmy tego robić? Zgadaliśmy się, tato przyprowadził ładowarkę, bo niezbędna była jakaś maszyna i tak się zaczęło. W dużej mierze namówiła mnie do tego żona i dobrze, że tak się stało. Do tej pory zresztą stanowi dla firmy wsparcie.

Teraz można obserwować, jak firma się rozwija. Na posesji koło Twojego domu piętrzą się stosy drewna, widać ruch...

Na początku była tylko wycinka drzew, ale coś trzeba było z tym drewnem zrobić, więc wpadliśmy na pomysł, że przydałby się jakiś trak. Kupiliśmy go, żeby jakoś to drewno przerobić i mieć z tego pieniądze. Ja jednocześnie pracowałem w lesie, a firma to była praca z doskoku. Mój szef Andrzej Szczotka zaproponował mi, żebym usiadł na przyczepę zrywkową. Tam popracowałem rok. W międzyczasie okazało się, że tę przyczepę szef chce sprzedać, więc się zgadaliśmy, żebym to kupił. I tak po kolei, po trochu, po trochu firma się rozwija. Do biznesu trzeba mieć też szczęście, nie tylko umiejętności. Teraz, po 5 latach myśleliśmy, że już wszystko się ustabilizuje, ale znów trochę szczęścia przyszło i udało się znaleźć klienta, żeby dla niego produkować deski paletowe. Żeby to robić musieliśmy zainwestować w kolejną maszynę. Myśleliśmy, że będzie fajnie po 5 latach, a tu znów maszyna z leasingu i kolejne 5 lat trzeba będzie się bujać, żeby to spłacić.

Reklama

Rodzina prowadzi małe gospodarstwo rolne, a wszyscy jej członkowie wyjeżdżali też pracować na Zachód. Po tym jak nie udało się zakotwiczyć w leśnictwie nie miałeś pomysłu, żeby pojechać pracować do Holandii?

Tak właśnie było. Jak zwolniłem się z nadleśnictwa, to nie poszedłem od razu do następnej pracy w Polsce. Byłem w Holandii, Niemczech i Francji. Najgorzej było w tym ostatnim kraju. Kraj rozwinięty, a warunki straszne, praca ciężka, cały dzień w lesie, a na koniec okazało się, że był problem, żeby odzyskać pieniądze. Wróciłem tu goły, bez pieniędzy. Dopiero jak z kolegą, z którym tam byłem postraszyliśmy ich trochę sądem to wypłacili nam, ale w sumie tyle co nas ten wyjazd kosztował. Poza tym tutaj była już rodzina i nie wyobrażałem sobie takiego życia na odległość. Podziwiam niektórych, którzy mają tu rodziny, a tam wyjeżdżają pracować, przyjeżdżają raz w miesiącu lub rzadziej. To nie życie dla mnie. Dzięki tej firmie Piotrek [brat – red.] też już nie wyjeżdża za granicę. Tak samo ojciec, który już tylko sezonowo jeździł na jabłka, ale w tym roku już chyba nawet nie pojedzie.

Jak pracuje się z rodziną? Trudno być szefem dla bliskich?

Są nieraz spinki, wiadomo, ale generalnie to nie widzę żadnego problemu. Nie ma kłótni. Z ojcem co wymyślimy to robimy, wspólnie zarządzamy firmą. Przed ważnymi decyzjami zawsze usiądziemy razem i je przeanalizujemy, przedyskutujemy. Sprawami księgowymi z kolei zajmuje się Agnieszki mama i po części też tata, którzy sobie świetnie z tym radzą więc z każdej strony otacza nas rodzina i to dobrze bo my w rodzinie zawsze widzimy siłę, co wcale nie znaczy, że z rodziną pracuje się łatwiej. Piotr z kolei pracuje i dostaje pieniądze tak jak pozostali pracownicy. Wprawdzie mówi się, że rodzina się najczęściej o pieniądze kłóci, ale my chyba płotem się odgradzać nie będziemy. Wszystko mamy między sobą poukładane  i mam nadzieję, że tak zostanie.

Reklama

Nie żałujesz, że nie zostałeś leśnikiem?

Są takie chwile, jak w biznesie się nie kręci czy są jakieś problemy. Człowiek wtedy w zadumie usiądzie i myśli, że szkoda, że trzeba było zostać. Jednak leśnicy też nie mają aż tak dobrze jak to wygląda z zewnątrz. Tam jest o tyle fajnie, bo jest stała pensja, dodatki, praca od 7 do 15. U mnie, żeby mieć urlop, trzeba dobrze zaplanować. Muszę się dostosowywać do pilarzy w lesie. Jak oni mają urlop, to ja też nie mam co wozić tego drewna. Przeciętnie udaje się znaleźć tydzień do półtora wolnego. Mam nadzieję, że w tym roku się uda wyjechać na te dwa tygodnie, bo jeszcze to nam się nie udało. Mamy kemping i takie podróżowanie nam się spodobało.

Wracając do roli radnego. Dzieci wozisz do szkoły do Krajenki, nie jesteś za przyznaniem dotacji na kościół w Sławianowie – można by zapytać, co z Ciebie za lokalny patriota?

Dokładnie. Powiem Ci, że nie jest mi z tym źle. Na początku to przeżywałem, ale nie było innego wyjścia. Trzeba by zacząć od tego, że mamy XXI wiek. Mężczyźni pracują i kobiety też chcą, a wiąże się to z tym, że jak kobieta idzie do pracy, to potrzeba opieki nad dzieckiem. Tymczasem nasze szkoły nie zapewniają tak długiej opieki nad dzieckiem, żeby zajmowały się nim w czasie pracy rodziców. Próbowaliśmy wywalczyć jakąś świetlicę u nas w szkole, bo nie tylko my mamy taki problem. Już teraz wiem, że kolejnych dwoje dzieci z naszej szkoły pójdzie do Krajenki, tylko z tego powodu. Pani dyrektor próbowała pomóc, coś wykombinować, ale to było wszystko na krótką metę. Z perspektywy czasu pewnie i tak spaliłoby to na panewce. Żeby mieć świetlice trzeba mieć pieniądze, których w gminie nie ma. Stąd decyzja, że wozimy dzieci do Krajenki, żeby żona mogła pracować. To jest inny świat, taka duża szkoła. Jest świetlica, zajęcia dodatkowe, logopeda na miejscu, mnóstwo zajęć sportowych, plastycznych. Tam dziecko się nie nudzi. Te świetlice są świetnie wyposażone. My z żoną jesteśmy zachwyceni. Duża szkoła może dużo więcej, a my w gminie mamy wiele małych. One są fajne, gdyby państwo było na to stać. Skoro zaś nie stać nas na szkoły i opiekę nad dziećmi to trzeba się zastanowić, czy należy przeznaczać tyle pieniędzy na inne cele. W sprawie kościoła chodzi mi o to, że kościół powinien kojarzyć się ze skromnością, nie widzę potrzeby zbierania pieniędzy na np. ławkowe ogrzewanie czy malowanie detali złotem. Jak najbardziej jestem za pracami niezbędnymi, które są potrzebne, aby zabytki którymi są kościoły utrzymać w dobrym stanie i zachować szacunek tego miejsca. Takie jest moje zdanie na ten temat i uważam, że pieniądze dane na Kościół mogłyby być przeznaczone na inne potrzeby wioski np. na chodnik.

Reklama

Jakie są Twoje wrażenia z dotychczasowej pracy w radzie? Zamierzasz kandydować na kolejną kadencję?

Trochę się zraziłem. Dla mnie to jest takie marnotrawstwo czasu, bo żeby coś załatwić trzeba by całą kadencję siedzieć i o jednym gadać, a to wszystko to i tak są polityczne rozgrywki. Radni są tylko po to, żeby coś przyklepać. Co z tego, że ja się wstrzymam od głosowania, że nie dam pieniędzy na kościół? To nic nie zmieniło. Sołectw jest 28 i 5 mln budżetu – to co to jest? A sporo pieniędzy pochłaniają takie rzeczy, że nawet o tym nie myślimy: schronisko dla psów, izba wytrzeźwień w Pile, sport, OSP itd. Na przykład niedawno była dyskusja o straży w Świętej. Były głosy, ile pieniędzy można w tę straż tam pakować. Byłem zdziwiony, że 100 tys. niektórzy nie chcieli dać na straż, na coś, co ratuje ludzkie życie - to nie są utopione pieniądze. Natomiast dali 50 tys. na kościół. Święta bardzo dobrze działa, jest czasem szybciej niż państwowa straż. Moim zdaniem Święta, Radawnica, Blękwit i Kleszczyna powinny zostać, a cała reszta nie ma właściwości bojowych, a tam też trzeba kłaść pieniądze. Wiem, że jest to tradycja i nie mówię, żeby od razu pozostałe jednostki odcinać, ale powinien być w tym umiar.

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama