W ubiegłym roku w Prochach nad przepustem zapadł się fragment drogi powiatowej Złotów - Stara Wiśniewka. Asfalt wylano na nowo, ale pod jego powierzchnią problem zaczyna powracać
Miejscowi zwracają uwagę na niebezpieczeństwo dla użytkowników drogi. W ubiegłym roku wymyta spod powierzchni asfaltu ziemia doprowadziła do powstania dziury na środku drogi. – Było bardzo niebezpiecznie. Wbiliśmy w dziurę kij, nakryliśmy go workiem, tak żeby z daleka był widoczny dla kierowców – relacjonuje sołtys Prochów Jan Balicki. Pokazuje miejsce wraz z jednym z miejscowych rolników. Wylany asfalt ich zdaniem tylko chwilowo zażegnał niebezpieczeństwo. W tym miejscu pod drogą przechodzi przepust. Zwracają uwagę, że nie spełnia on swojej roli, ponieważ woda regularnie wymywa ziemię spod powierzchni drogi. Na poboczu już powstała kolejna dziura. – Jak będzie tędy jechał jakiś rowerzysta może wpaść w tę wyrwę – zwracają uwagę.
To najczęstszy widok - przepust zapełniony niemal do pełnej wysokości
[[reklama]] Jesteśmy niemal codziennie
Dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg Mirosław Jaskólski zapewnia, że od czasu ubiegłorocznej interwencji miejsce to regularnie jest pod kontrolą pracowników PZD. – Jesteśmy w tym miejscu niemal codziennie – deklaruje. Przekonuje, że wszelkie naprawy obecnie nie przyniosą efektu, ponieważ przepust nie spełnia swojej roli, nie przeprowadza w należyty sposób wody. Dlaczego? Zdaniem dyrektora przyczyną jest znajdująca się w pobliżu tego miejsca zabudowa retencji wód, jaką Nadleśnictwo Lipka wykonało kilkanaście miesięcy temu w celu zatrzymania wody w lesie. Dyrektor Jaskólski przekonuje, że jeszcze w ubiegłym roku na terenie wzdłuż drogi nie było tyle wody. Problem miał zacząć się z chwilą wykonania przez nadleśnictwo zastawek. Zdaniem dyrektora przynajmniej jedna z nich znajduje się zbyt blisko drogi. – Gdy w ubiegłym roku było tam jeszcze sucho, chodziłem i oglądałem to miejsce – relacjonuje, przekonując, że zastawka jest za blisko asfaltu. Zapewnia, że zgłaszał w nadleśnictwie konieczność wyczyszczenia zastaw. Zdaniem dyrektora Jaskólskiego Nadleśnictwo Lipka unika rozmowy na ten temat i ucieka od problemu. [[nowa_strona]] Bezużyteczne rowy
Zupełnie innego zdania jest druga strona. Janusz Grabowski i Adam Otręba z Nadleśnictwa Lipka przekonują, że tematu nie bagatelizują i gdy w ubiegłym roku pojawiły się problemy z drogą, pracownicy nadleśnictwa także byli na miejscu. Potwierdzają, że zastawki rzeczywiście pojawiły się stosunkowo niedawno, w 2011 roku. Przekonują jednak, że nie one są problemem. – Ich zadaniem jest zatrzymanie wody w lesie, a nie po drugiej stronie zastaw – wyjaśniają, dodając, że zastawy wcale nie są w zbyt bliskiej odległości od drogi. Jako przyczynę problemu wskazują sam przepust: najprawdopodobniej nieszczelny i zapchany. Na dowód dołączają zdjęcie wykonane kilka dni temu, kiedy poziom wody opadł i odsłonił zamulony do ponad połowy przekrój przepustu. – Naniesiony piach pochodzi z pól – mówi Adam Otręba, dodając, że zastawka znajduje się w odpowiedniej odległości od przepustu, około 120 metrów, gdzie jej spiętrzenie nie ma wpływu i nie zagraża przepustowi. – Okoliczne rowy są pozarastane, kompletnie nie spełniają swojej roli, nie odprowadzają wody – nadleśniczy Janusz Grabowski wskazuje na dodatkową przyczynę problemu.
Podmywająca drogę woda wydrążyła kolejną dziurę. Tym razem na poboczu co największe zagrożenie stanowi dla rowerzystów
[[reklama]]
Oczyścimy
Czy Mirosława Jaskólskiego przekonują takie argumenty? Przyznaje, że nie można wykluczyć, iż przepust jest pozapychany, ale gdy w tym miejscu jest kilkadziesiąt centymetrów wody nie da się wejść i go wyczyścić. A tym bardziej wymienić przepust, jeśli faktycznie okaże się nieszczelny. – Nie mamy tam dojścia – przekonuje Mirosław Jaskólski. Jak widać na załączonym przez nadleśnictwo zdjęciu, kilka dni temu poziom wody był niższy, była dobra okazja, żeby wejść i przeczyścić przepust. Nadleśnictwo deklaruje też dalsze działania. – Oczyścimy zastawki z namułu i gałęzi, co spowoduje, że przy wysokim poziomie wody wysokość spiętrzania będzie niższa – zapewnia Adam Otręba.
Chyba najwyższy czas zakończyć słowne przepychanki, zrobić, co należy i zapobiec niebezpieczeństwu.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze