Mirosław Jaskólski jest dyrektorem Powiatowego Zarządu Dróg. O wdzięczności byłych kolegów, rzekomo ustawianych konkursach i słabym charakterze rozmawia z nim Łukasz Opłatek
Gratuluję, w końcu się Panu udało...
Czy można powiedzieć w końcu? Na pewno nie startowałem tam, gdzie są od lat sprawdzeni dyrektorzy. Wybierałem te placówki, gdzie był wakat. Bardzo przeżyłem konkurs na dyrektora szkoły zawodowej. Miałem 8 lat przerwy w pracy w oświacie i wiele się zmieniło. Choćby to, że szkoły są kadrowo zamykane.
Miał Pan być burmistrzem Okonka, dyrektorem szpitala powiatowego, a potem szkoły, wreszcie posłem. Jest Pan bardzo elastyczny.
Mówiono jeszcze o wodociągach, ale to też były plotki. Ludzie coś opowiadali, ale nie było to nic konkretnego. Do dwóch konkursów mogę się przyznać.
Nie ma rzeczy, na której by się Pan nie znał?
To pytanie idzie za daleko. Fakt, że mam dwa zawody i dużo studiów podyplomowych, ale są dziedziny, na których się nie znam i tam się nie pcham. Ale przyznam, że jako samorządowiec współpracowałem z policją, strażą, zajmowałem się oświatą, drogami, szpitalem. Ta praca wiele uczy. Łatwo w takiej sytuacji poczuć się człowiekiem-orkiestrą?
To nie o to chodzi. Spotkania z ludźmi i ich pomysły dużo mi dały, a i głupi nie jestem. Dużo wiedzy chłonę.
A co Pan wie o drogach?
Z wykształcenia jestem technikiem budowy dróg i mostów kołowych. Szkołę skończyłem w 1978 roku w Pile. Pracując w starostwie podległy był mi zarząd dróg. Zmodernizowałem około 100 km dróg powiatowych i pozyskałem na te drogi wiele milionów środków z unii europejskiej. Zauważam w Pańskich słowach pewną niekonsekwencję: mówi Pan, że nie wygrał konkursu na dyrektora szkoły, bo w szkole wiele się zmieniło, ale zdobycie zawodu drogowca w 1978 roku nie było przeszkodą do zostania dyrektorem Powiatowego Zarządu Dróg.
Nie o takie zmiany mi chodziło. W oświacie zmieniły się przepisy... ...które Pan, jako starosta, znał doskonale...
Powiedziałem wcześniej, że o tamtym konkursie w zawodówce zdecydowały inne czynniki. Nie będę wiele o tym mówił. Niech ci ludzie z komisji konkursowej sami się zastanowią, co znaczy, że któryś z nich po konkursie podchodzi do mnie i mnie przeprasza. To znaczy, że coś z tym konkursem było nie tak. Dla mnie był to nieładny konkurs. Natomiast w PZD zmian nie było od 1998 roku.
Czym przekonał Pan komisję konkursową, że nadaje się Pan na to stanowisko?
Przedstawiłem koncepcję, która istniała już gdy byłem starostą. Zaproponowałem pionową podległość w zarządzie. Dzisiaj jest iluś kierowników, którzy nikomu nie podlegają, co najwyżej dyrektorowi. Z ich pracy efektów wizualnych nie ma. Teraz ma być dyrektor, kierownik techniczny, a pozostali pracownicy mają być widoczni na drogach. [[nowa_strona]] Zwolni Pan kogoś? Nie da się usprawnić PZD bez cięć?
Kilka etatów trzeba będzie zweryfikować. Tam są pieniądze publiczne i nie można ich rozdawać.
Pamiętam dyskusję podczas sesji rady powiatu, gdy był Pan starostą. Dotyczyła ona drogi do Zalesia. Na propozycję, by zbudować krótszy odcinek, ale z grubszą warstwą ścieralną Pan odpowiedział, że przeciwnie – lepiej robić dłuższe odcinki. Tak mają wyglądać drogi a’la Mirosław Jaskólski?
Droga do Zalesia budowana była z Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych i tam są określone przepisami wymagania, np. warstwa ścieralna ma tam 5 cm grubości, a tam są dwie warstwy wyrównawcza i ścieralna. Powiat pilski na przykład poszedł w stronę tzw. powierzchniówek, a to jest 1 cm warstwy ścieralnej. Dyskusja o długości dróg była tak na marginesie tamtej sesji. Jeżeli nie ma pieniędzy, rozważa się różne warianty, to chyba jest normalne.
Niedawno starosta Goławski mówił, że będzie wygaszał PZD. Pasuje Panu rola likwidatora?
Wie Pan, Piła wygasiła powiatowy zarząd dróg i to było złe rozwiązanie. Po kilku latach go odtworzyła. W Złotowie nikt chyba nie zlikwiduje zarządu. Na powiecie ciąży odpowiedzialność za jakość dróg i nie wierzę, żeby starosta wygasił zarząd. Może miał na myśli oszczędność na etatach czy scedowanie pewnych działań na prywatne firmy.
Czyli likwidatorem Pan nie będzie?
Na pewno nie. Dla powiatu likwidacja PZD byłaby samobójstwem. A gdyby jednak? Co wtedy Pan zrobi, wróci do szkoły?
Szkoła nie jest miejscem, gdzie co i rusz będą mnie z powrotem przyjmować. Rozmowa z dyrektorem na ten temat też była poważna...
...co Panu powiedział? Że powrotu nie ma?
A to jest nasza prywatna sprawa.
A propos Ryszarda Goławskiego, jakie są Panów relacje? Ochłonęliście już obaj po, nazwijmy to wprost, wysadzeniu Pana z siodła w starostwie?
Był taki okres zaraz po wyborach, że trochę krzywo na siebie patrzeliśmy. Myślę, że się dogadamy, bo przecież chodzi o to, żeby ludzie nie narzekali na drogi.
Myśli Pan, że starosta miał wyrzuty sumienia po zerwaniu koalicji z SLD? Może danie Panu pracy w PZD jest formą zadośćuczynienia?
Przystępując do konkursu dwa razy podchodziłem do sekretariatu z dokumentami, mając obawy, że coś nie tak może być z tym konkursem, bo sparzyłem się przy konkursie w zawodówce. Był drugi kandydat i konkurs był mocny, a trzeba było się wykazać znajomością pięciu ustaw. [[nowa_strona]] Ryszard Goławski odkupił winy, mianując Pana dyrektorem zarządu dróg?
O to proszę zapytać starostę. Ja wygrałem konkurs, do którego każdy miał prawo przystąpić, przedstawiając odpowiednią koncepcję.
Jakiego rodzaju wsparcia oczekuje Pan od władz powiatu? Bez dobrej współpracy niewiele Pan zdziała.
Jeżeli chce się kogoś uderzyć, to kij zawsze się znajdzie. Ja oczekuję konkretnych zadań, konkretnej roboty, za którą mogę być rozliczany, no i oczywiście wsparcia finansowego w budżecie powiatu na nasze drogi. Sam Pan mówił w końcu 2010 roku, że proponowano Panu funkcję dyrektora szpitala. Dziś mówi Pan o tym, że z konkursami coś jest nie tak...
Nikt mi tak naprawdę nie proponował tego stanowiska. Co to znaczy proponowano? Jeżeli to, że rozmawiamy tak jak dzisiaj, że: słuchaj, może kiedyś coś tam, to jest tylko rozmowa. A szpital to jest specyficzna jednostka, to są specjalistyczne przetargi i na tym trzeba się znać albo szybko nauczyć. Więcej w tym sensacji niż prawdy.
Jak silny opór przed pracą dla swoich byłych podwładnych musiał Pan pokonać, by przystąpić do tego konkursu?
Mój obecny dyrektor był moim podwładnym i nam się dobrze współpracuje. Ja ze swoimi podwładnymi żyłem dobrze, jak były kłótnie to w cztery oczy. Efekty mojej pracy widać gołym okiem na około.
Chce Pan powiedzieć, że przechodzi Pan nad tym do porządku dziennego?
Bariera psychiczna jest, ale takie jest życie. Trzeba wykonywać swoje obowiązki i żyć dalej. Ambitnych celów się nie boję.
Potrafi się Pan podporządkować?
Nie wiem, komu mam się podporządkować. Jestem kierownikiem jednostki, będę miał swój budżet i będę działał. A będę prosił tylko, by zadania w budżecie PZD były konkretnie wpisane i wtedy nie będzie krzyku. Musi być to budżet zadaniowy.
A co z Pańską pracą w radzie powiatu? Ludzie zagłosowali na Pana, uwierzyli, że będzie ich Pan reprezentował, a Pan ich zostawia dla ciepłej posadki.
Tak się nie powinno do tego podchodzić. Ja dalej pracuję w samorządzie, bo PZD jest jednostką samorządową. Ludzie, głosując na mnie, powiedzieli: „ten chłop wykonał dobrą robotę i niech tak dalej robi”. Jako dyrektor PZD będę miał częstszy kontakt z ludźmi niż będąc starostą. Będę miał kontakt z sołtysem, jakąś panią, która skarży się, że drzewo się złamało i trzeba szybko przyjechać. Ludzi nie zostawiam, jak tylko będę mógł pomóc to pomogę.
Zasłania się Pan szczytnym ideałem pracy na rzecz społeczeństwa, ale prawdą jest, że nie będzie Pan reprezentował mieszkańców w radzie powiatu. A tam wyborcy Pana posłali. Może nie będę siedział na sesji i brał udziału w filozofowaniu, ale będzie to też robota dla powiatu. Nie powinni moi wyborcy podchodzić do tego tak, że to jest ciepła posadka. To jest bardzo odpowiedzialna praca. Na moje miejsce w radzie powiatu wchodzi młody człowiek, Sławomir Wilowski i mam nadzieję, że będzie kontynuował moją pracę. [[nowa_strona]] Pogarsza Pan sobie los zamiast go polepszać - to Pan chce powiedzieć?
To jest robota naprawdę niewdzięczna. Też jestem kierowcą i denerwuję się, gdy coś nie jest zrobione na czas. Drogowców zawsze widać na drogach i widać, w jaki sposób pracują. Nie pierwszy raz zmienia Pan zdanie. Podobno niezdecydowanie to oznaka słabego charakteru...
Czy to, że chciałem być posłem, było złe? To może lepiej niech nikt nie startuje. Siądźmy i patrzmy, co robią inni. Może tak to wygląda, że ja skaczę z kwiatka na kwiatek, ale źle by było, gdyby nasz powiat nie miał kandydatów do Sejmu. Bylibyśmy mdli, bez ambicji. Dobrze, że było trzech mocnych kandydatów.
Może i tak, ale w ostatecznym rozrachunku straciliśmy na tym, bo nie mamy swojego posła.
Straciliśmy na tym, ale co zyskaliśmy, gdy mieliśmy swojego posła?
Zdaje Pan sobie sprawę, że w murach PZD zniknie Pan z przestrzeni publicznej. A skoro tak, to Pana szansę na ponowny wybór na radnego czy posła zmaleją.
Siedzimy w klasie, która przez półtora roku była miejscem mojej pracy i powiem, że zamknięcie w czterech ścianach dla człowieka, który ma wiedzę, coś zrobił i gdzieś był, nie jest dobre. Ale z polityki nie zniknę. Z obowiązku będę na sesjach i powiatowych, i gminnych.
Oj, chyba zaklina Pan rzeczywistość. Naprawdę Pan w to wierzy?
Po wyborach na posła też było wrażenie, że Mirosław Jaskólski zniknie, że będzie tylko kosił trawę przed domem. A jednak zawsze bywam tam, gdzie mnie proszą. A co los przyniesie? Nie chcę wybiegać daleko w przyszłość.
Widzę, że nie chce się Pan poddać.
Szkoda mi wiedzy, którą mam w głowie. Jestem człowiekiem ambitnym i nie mogę się pogodzić z tym, że tyle robiąc dla powiatu i mając tyle krzyży i odznaczeń nagle słyszę, że muszę już odejść. W tym kontekście nie wierzę, że fotel dyrektora w PZD zaspokaja Pańskie ambicje.
To życie pokaże, jak będzie. Dużo do powiedzenia będą mieć więksi politycy ode mnie. Pozostaje Pan w dyspozycji Sojuszu Lewicy Demokratycznej?
Skoro mowa o partii, to powiem tylko, że partia powinna zweryfikować swoje działania i otoczyć się ludźmi młodymi, których wychowaliśmy, a którzy są już dziś żądni władzy. [[nowa_strona]] Kiedy znowu usłyszymy o Mirosławie Jaskólskim? Wybory samorządowe, parlamentarne, dyrektor szpitala?
Niech Pan nie przesadza. Muszę się poświęcić nowej pracy, a zawsze swoją pracę starałem się wykonywać bardzo dobrze.
Ta wypowiedź świadczy, że uczy się Pan polityki. Waży Pan słowa.
Ten wywiad będą czytać ludzie. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, jaki jestem, ale zdaję sobie sprawę, że mam też wielu przeciwników.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze