Od początku sierpnia zastępuje KatarzynęBednarek na stanowisku kierownik WTZLipka. - Obawiałam się współpracyz osobami niepełnosprawnymi - przyznaje.Z Marceliną Wiecką rozmawia Piotr Steffen
Dość często macie tu rotację. Wcześniej Katarzyna Bednarek zmieniła na kierowniczym stanowisku Urszulę Hrynkiewicz, teraz pojawia się Pani... To inna sytuacja, bo obowiązki kierownik pełnię tylko przez okres nieobecności Katarzyny Bednarek, która rozpoczęła kilka tygodni temu urlop macierzyński.
Dlaczego zastępstwa nie pełni ktoś z kadry WTZ? Nie wiem. Trudno odpowiedzieć mi na to pytanie. Katarzyna Bednarek miała wcześniej swoją zastępczynię, ale swego czasu funkcja została odwołana. Nie znam szczegółów.
Przyszła Pani zupełnie z zewnątrz, wcześniej nie miała Pani z tym miejscem nic wspólnego. Trafiłam tutaj przez Powiatowy Urząd Pracy. Studiowałam psychopedagogikę, a jest to kierunek nieco pokrewny z działalnością WTZ, a przynajmniej dający możliwość pracy w placówce o takim charakterze. Gdy składałam papiery do PUP zaznaczyłam, że chciałabym pracować w takim miejscu, a ponieważ pojawiła się taka możliwość, zaproponowano mi zastępcze pełnienie kierowniczej funkcji.
Czym zajmowała się Pani wcześniej? Także byłam na urlopie macierzyńskim, a bezpośrednio przed nim byłam zatrudniona, ale w miejscu, które nie miało nic wspólnego z moim wykształceniem.
Nie bała się Pani przyjść do WTZ? Przyznaję, że obawiałam się współpracy z osobami niepełnosprawnymi, ale tylko dlatego, że nie miałam z nimi dotychczas styczności pod kątem zawodowym. Nie wiedziałam, jak na mnie zareagują, bo przecież to jest największa zmiana przede wszystkim dla nich. Ale jestem bardzo miło zaskoczona. Nasze relacje szybko stały się bardzo bliskie. Przez kadrę WTZ również zostałam bardzo dobrze przyjęta i wprowadzona w działalność placówki. Złapałam z pracownikami warsztatu dobre relacje, a w takich warunkach dużo łatwiej dostosować się do nowych wymagań.
Czy nie jest tak, że będzie Pani tylko zastępcą Katarzyny Bednarek na czas jej nieobecności? Czy może przychodzi Pani do WTZ z konkretnymi pomysłami na jego funkcjonowanie? Przychodzę przede wszystkim po doświadczenie, bo w zawodzie póki co nie mam żadnego, jestem świeżo po studiach. Nie jestem tu po to, żeby dokonywać jakichkolwiek znaczących zmian. Mam dbać o to, żeby kierunek funkcjonowania WTZ był taki, jak dotychczas. A to oznacza, że przede wszystkim należy dbać o integrację naszych podopiecznych ze środowiskiem. Mimo wszystko rzuciło się Pani w oczy przez pierwsze tygodnie coś, co można byłoby zmienić w codzienności WTZ? Nawet nie chcę czynić starań o zmienianie czegokolwiek, bo jak wróci Katarzyna Bednarek nadal będzie kierować placówką w swoim stylu, wedle wypracowanego dotychczas systemu, więc nie widzę sensu wprowadzania zmian.
Były jakieś wytyczne od kierownik? Tak. Właśnie o tym, żeby nie wprowadzać korekt, żeby wszystko funkcjonowało jak dotychczas.
Rozumiem, że ze swoimi kwalifikacjami mogłaby Pani pracować również jako terapeuta tej placówki. Słyszałem, że kadra i podopieczni placówki darzą Panią sympatią i chcieliby, żeby została Pani terapeutką WTZ. Z moimi kwalifikacjami mogłabym tutaj pracować, ale praktycznie nie ma obecnie takiej możliwości. Po prostu nie ma miejsca, żeby można było przyjąć mnie do pracy. WTZ ma 25 podopiecznych, jest tutaj pięć pracowni. Żeby zatrudnienie kolejnego terapeuty było zasadne, musiałaby powstać następna pracownia, a więc musiałaby się znaleźć kolejna piątka podopiecznych. Prawda jest też taka, że w murach WTZ nie ma na to dzisiaj specjalnie miejsca. Z tego co pamiętam z okresu powstawania placówki, od początku podkreślano, że w gminie jest dużo więcej osób, które kwalifikują się do przyjęcia do WTZ niż 25, które tutaj uczęszczają. Tak, ale zachęcenie kolejnych osób do uczestnictwa nie jest łatwe. Część podopiecznych i tak się zmienia, bo stała grupa tych, którzy są tutaj od początku, jest niewielka. Roszady są tutaj dość często, ale liczba podopiecznych się nie zwiększa. Osoby, które się kwalifikują do uczestnictwa, często nie chcą przynależeć do WTZ. Czasami uprzedzone są ich rodziny. Tyle wynika przynajmniej z dokumentacji, jaka jest w warsztacie.
Zna Pani swoich podopiecznych tylko z tych papierów? Nie. Je przejrzałam na początku swojej pracy. Musiałam zapoznać się z dokumentacją dotyczącą uczestników i poznać ocenę programu pracy z nimi. Ale prawda jest taka, że więcej czasu i tak spędzam z podopiecznymi niż za biurkiem. Tylko tak mogę ich faktycznie poznać, a nie poprzez życiorysy zapisane w dokumentach.
Więc co będzie z Panią, gdy do swoich obowiązków wróci Katarzyna Bednarek? Chyba się pożegnamy i będę musiała szukać innego zajęcia. Małe są szanse, żeby udało się zostać. Chciałabym bardzo, ale w tym przypadku chęć może nie wystarczyć. Z moim wykształceniem mogę być pedagogiem w szkole, mogę pracować w ośrodku pomocy społecznej, robić inne rzeczy. Ale dzisiaj wiem, że chciałabym pracować z takimi osobami jak podopieczni WTZ. Zobaczymy, co przyniesie czas.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze