Nastała moda na listy protestacyjne. Tym razem zbierane są podpisy pod wnioskiem o likwidację okoneckiej Straży Miejskiej
Najpierw mieszkańcy bloków spółdzielczych, podpisali się pod protestem przeciwko horrendalnej cenie za ciepłą wodę. Po nich rolnicy złożyli na ręce burmistrza Okonka Mieczysława Rapty pismo, w którym żądają obniżenia podatku rolnego. Teraz rozpoczęła się akcja zbierania podpisów za likwidacją Straży Miejskiej.
Jej inicjatorem jest przewodniczący Rady Osiedla Nr 1 w Okonku Marek Zaleski. – Po co nam straż, skoro ich praca polega głównie na łapaniu radarem kierowców? – pyta. – Na mieście brud, wszędzie kupy od psów, tym powinni się właśnie zająć strażnicy i karać ich właścicieli. Po południu, w soboty czy niedzielę, kiedy są najbardziej potrzebni, nikogo ze straży miejskiej nie zobaczysz – dodaje.
Listy, na których można złożyć podpisy, leżą w sklepach. W tej chwili pod wnioskiem podpisało się ponad 1.300 osób, ale, jak twierdzi Marek Zaleski, akcja dopiero się rozkręca. Ma nadzieję, że w ciągu najbliższych dni będzie ich 3.000. [[reklama]] Straż przynosi dochody
Wniosek o likwidację straży miejskiej Marek Zaleski złożył na ręce burmistrza Mieczysława Rapty. Czym to skutkuje? – Niczym – zapewnia włodarz gminy. – Mamy demokrację i każdy może złożyć dowolny wniosek. W tym przypadku likwidację straży miejskiej musieliby poprzeć radni. Nie wiem, czy to zrobią – tłumaczy.
Jego zdaniem za 2012 rok okonecka straż miejska przyniosła 130 tysięcy złotych dochodu. Praca strażników daje wymierne efekty, nie tylko finansowe. Burmistrz tłumaczy, że głównie dzięki straży z miasta znikły stada wałęsających się psów. To właśnie jej pracownicy sprawdzają, kto ma podpisane umowy na wywóz śmieci czy szamba. Dzięki nim znacznie zwiększyła się ściągalność podatków. – Byłem jednym z tych radnych, którzy głosowali za powołaniem straży miejskiej w Okonku. Jednocześnie byłem przeciw zakupowi fotoradaru, ale jeśli już jest, to trzeba go wykorzystać. Polacy to dziwny naród; chcemy, żeby był porządek i bezpieczeństwo, ale kiedy funkcjonariusze za łamanie prawa nałożą na kogoś mandat, to podnosimy krzyk – mówi Mieczysław Rapta.
Nie jest tak, zdaniem burmistrza, że straż miejska non stop poluje z radarem na kierowców. Dochody z fotoradaru to zaledwie część dochodów straży. – Nie mamy się co porównywać na przykład z Debrznem. Gmina tej wielkości co nasza, a w straży miejskiej jest zatrudnionych dwudziestu dwóch ludzi. Ich zyski z fotoradaru to około 6 milionów złotych rocznie – wyjaśnia burmistrz. – Dodam tylko, że ten pan, co zainicjował akcję zbierania podpisów, sam startował na komendanta straży. Skoro się nie udało, to trzeba ją zlikwidować? – pyta retorycznie na zakończenie Mieczysław Rapta.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze