Określenie „Żołnierze Wyklęci” odnosi się do powojennego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego. Odnosi się do osób, które stawiały opór sowietyzacji kraju, toczyły walki z reżimem narzuconym i podległym ZSRR, były prześladowane lub ginęły z jego rąk. Liczbę członków wszystkich organizacji i grup konspiracyjnych historycy szacują nawet na 120–180 tysięcy osób w szczytowym momencie. Od 2011 roku Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” obchodzony 1 marca został ustanowiony jako święto państwowe.

Szczepan Piszczek
W przypadku Krajenki w kontekście „Żołnierzy Wyklętych” przewija się kilka nazwisk. Jedną z postaci jest Szczepan Piszczek, urodzony w 1903 roku w Łąkie. W 1921 roku trafił do Torunia, gdzie ukończył męskie seminarium nauczycielskie, a następnie odbył służbę wojskową. Był też absolwentem Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty nr 1 w Ostrowi Mazowieckiej–Komorowie. Do wybuchu wojny pracował jako nauczyciel, ponadto prezesował jednemu z kół Polskiego Związku Zachodniego. Uczestnik kampanii wrześniowej w 1939 roku trafił do niemieckiej niewoli, z której uciekł. Kilka miesięcy spędził w okolicach Tucholi, podejmując działalność konspiracyjną. W końcu maja 1940 roku wyjechał do Stępkowa k. Włodawy, gdzie nawiązał kontakt z Narodową Organizacją Wojskową. Po złożeniu przysięgi przyjął pseudonim „Hubert”. Kilka kolejnych lat spędził na wschodzie Polski, otrzymując m.in. nominację z rąk dowódcy Narodowych Sił Zbrojnych, płk Ignacego Oziewicza na stanowisko szefa Wydziału Organizacyjnego XII Okręgu NSZ oraz awans na stopień kapitana. 7 marca 1944 roku wraz z całym sztabem NOW Szczepan Piszczek został aresztowany przez Niemców i osadzony w siedleckim więzieniu. Pięć dni później żołnierze NSZ fortelem wydostali go stamtąd. Po około czterech miesiącach, w obliczu ofensywy wojsk radzieckich, opowiedział się za Armią Krajową. Przejął wówczas obowiązki komendanta XII Okręgu NSZ i awansował na stopień majora, przyjmując pseudonim „Tomasz”. Włączył się też w struktury organizacji AK–NZS na wschodzie Polski. W końcu marca 1945 roku wrócił w rodzinne strony swojej matki i zamieszkał w Krajence. Tu organizował miejscową Szkołę Powszechną, która rozpoczęła działalność 23 kwietnia 1945 roku. Późną wiosną do Krajenki dotarli też jego żona i dzieci. W październiku 1946 roku został radnym Miejskiej Rady Narodowej w Krajence. Swoją antykomunistyczną działalność konspiracyjną ujawnił pod koniec marca 1947 roku, korzystając z amnestii. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Złotowie prowadził wobec niego działalność operacyjną[[pay]]. Pod wpływem szantażu zgodził się na współpracę z bezpieką. Miała ona jednak charakter bardziej gry niż lojalnej współpracy. Szczepan Piszczek, wierny swoim przekonaniom, nie przekazał bowiem żadnych cennych informacji. W nocy z 27 na 28 maja 1952 roku został aresztowany przez PUBP w Złotowie i przekazany do Warszawy, gdzie toczyło się wobec niego śledztwo w sprawie likwidacji jednego z sowieckich oddziałów w 1944 r. na terenie Podlasia. Pod koniec roku z powodu braku winy został zwolniony z więzienia. Po powrocie znów pracował jako nauczyciel w Krajence, gdzie był stale obserwowany i prowokowany przez UB. Zmarł 27 stycznia 1964 roku. Żegnały go tłumy ludzi.

Paweł Łuczyński
Wśród żołnierzy z krajeńskim rodowodem jest też Paweł Łuczyński, urodzony 15 maja 1915 roku w Krajence. Absolwent SPL w Dęblinie, podporucznik Wojska Polskiego, bohater wojny obronnej 1939 roku, więzień oflagu w Colditz, dowódca plutonu w brygadzie świętokrzyskiej. W 1948 roku wyemigrował do USA, gdzie zmarł 23 stycznia 2007 roku.

Jan Niemyski
Jan Niemyski urodził się 1 września 1921 roku. Mieszkaniec Piły i Krajenki. Żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, członek Samoobrony na Wołyniu. W czerwcu 1945 roku aresztowany przez Informację Wojskową w Poznaniu. Oskarżony o próbę obalenia demokratycznego ustroju państwa polskiego. Był sądzony w procesie niejawnym wraz z sześcioma innymi współorganizatorami rzekomego spisku. 13 września 1945 roku skazany przez wojskowy sąd okręgowy w Poznaniu na 10 lat pozbawienia wolności. Zmarł 27 września 1999 roku.
15 lutego minęła siedemdziesiąta rocznica zamordowania w złotowskiej komendzie PUBP Stanisławy i Karola Henzorów. Nie byli żołnierzami, nie walczyli... Dlaczego więc trafili w ręce Urzędu Bezpieczeństwa i zginęli? Historię tę z przekazu swojej babci i zachowanych dokumentów zna krewny zamordowanych, Franciszek Rutkowski, były radny i sołtys Krajenki Wybudowanie.
Ciocia Stanisława była siostrą mojego Taty Jana Rutkowskiego, córką Marianny i Franciszka
– wyjaśnia. Rutkowscy w okolice Krajenki przenieśli się po wojnie z okolic Kielc.
Jako pierwszy, wraz z rodzicami do Pogórza trafił Jan Rutkowski, mój Tata. Stanisława wraz z bratem Józefem przebywała natomiast w Dortmundzie, gdzie w czasie okupacji została zesłana na roboty. Tam poznała Karola Henzora, z pochodzenia Polaka zza Buga, z którym wzięła ślub
– mówi F. Rutkowski. Wraz z końcem wojny do Polski postanowił wrócić Józef Rutkowski. Dlaczego Stanisława i Karol nie wracali razem z nim?
Tego do końca nie wiadomo. Możliwe, że rozważali, żeby tam zostać. To była amerykańska strefa wpływów i Amerykanie zabiegali to, aby zesłani na roboty do Niemiec ludzie nie wracali do komunistycznej Polski
Reklama
– twierdzi Franciszek Rutkowski. Stanisława i Karol przyjechali jednak do kraju zimą na przełomie roku 1945/1946.
Dotarli najpierw pod Kielce, gdzie dowiedzieli się, że nasza rodzina jest już na zachodzie. Wtedy ruszyli do Pogórza. Tam zamieszkali
– mówi były sołtys. Według relacji jego babci żyli na jednym gospodarstwie w siedem rodzin.
Babcia Marianna opowiadała o wielkiej stodole, która była jeszcze pełna poniemieckiego zboża
– wspomina F. Rutkowski. Rozmowy o jego podziale miały poróżnić ze sobą sąsiadów.
Ktoś pogroził nawet podobno słowami „Wy mnie jeszcze popamiętacie!”
– dodaje. Te słowa mogły być kluczowe dla dalszych wydarzeń.
Dwa dni później na podwórko zajechał „gazik” UB. Jeden z funkcjonariuszy zabrał Stanisławie i Karolowi dokumenty i polecił zgłosić się następnego dnia w złotowskiej komendzie urzędu. Powózką zawiózł ich Józef. Zniknęli za drzwiami budynku. Jeszcze przed zmrokiem przyszedł do niego Karol i powiedział, żeby wracał do domu, bo funkcjonariusze ich tak szybko nie wypuszczą. To był ostatni raz, kiedy stryjek widział szwagra żywego
Reklama
– mówi Franciszek Rutkowski. Po kilku dniach bez żadnej wieści rodzina zaczęła się niepokoić.
Babcia Marianna nakazała Józefowi, żeby zabrał ją do siedziby UB. Chciała wiedzieć, co się dzieje. Tam na dyżurce funkcjonariusz przekazał, że Henzorowie zostali wypuszczeni jeszcze tego samego dnia wieczorem. Babcia nie dała temu wiary, zdenerwowała się, wpadła w szał
– wspomina były sołtys. W tej złości miała uderzyć w jedne z drzwi, za którymi ukazał się jej makabryczny widok.
Opowiadała, że było tam sześć, może siedem ciał zamordowanych. Przykryci byli jakąś zakrwawioną płachtą, prześcieradłem. Wśród tych osób rozpoznała Stanisławę i Karola. W tym miejscu trzeba jeszcze dodać, że Stanisława była wówczas w dziewiątym miesiącu ciąży. Zamordowali trzy osoby...
Reklama
– ze wzruszeniem mówi Franciszek Rutkowski.
Co się dokładnie stało? Pierwsza wersja, którą usłyszała rodzina mówiła o tym, że Stanisławę i Karola ktoś zamordował w okolicach Blękwitu, a ich ciała przewieziono do UB. Rodzina nigdy nie uwierzyła w ten scenariusz. Wiele wskazuje na to, że małżonkowie padli ofiarą libacji alkoholowej w złotowskiej siedzibie UB. W wyroku wydanym w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, sygnowanym datą 13 kwietnia 1947 roku przez Sąd Rejonowy w Bydgoszczy wobec Andrzeja Seredyńskiego, oprawcy Henzorów, kilka razy odnotowywany jest fakt picia wódki.
„Instruktor zatrzymał oskarżonego [A. Seredyńskiego – przyp. red.] i tak jak poprzednio poczęstował go wódką. O godzinie 16:00 oskarżony wrócił do swego biura. Zawezwał internowanych Henzor Karola i Henzor Stanisławę. Po kilku minutach usłyszeli urzędujący w sekretariacie urzędnicy strzały w biurze oficera śledczego Seredyńskiego”
– zanotowano w dokumentach. To wywołało reakcję innych funkcjonariuszy, którzy postanowili sprawdzić, co się stało.
„Kiedy weszli do biura oskarżonego, oskarżony wskazał na zabitych i zawołał do Ziacha Walentego, aby mu dał amunicji, by dobił kobietę”
– czytamy w aktach sprawy. Andrzeja Seredyńskiego skazano pierwotnie na karę dożywotniego więzienia, którą na mocy amnestii z 27 marca 1947 zamieniono na karę 15 lat więzienia.

Stanisława i Karol Henzur spoczęli na cmentarzu obok kościoła św. Rocha. Na nagrobku, który powstał w kilka lat po ich śmierci napisano, że zginęli tragicznie
Pogrzeb Stanisławy i Karola odbył się po cichu, w nocy, w gronie najbliższej rodziny i księdza. Leżą na cmentarzu przy kościele św. Rocha w Złotowie
– mówi Franciszek Rutkowski. Przez lata o tej zbrodni nie wolno było mówić głośno. Mogli jedynie pielęgnować pamięć o zamordowanych, dbając o ich grób.
Babcia bardzo mocno przeżywała to do końca swoich dni. Opowiadała nam o tym w czasach, gdy nie wolno było mówić głośno, co się w wówczas po wojnie działo. O grób dbamy do dzisiaj, dbamy też, by nasze dzieci i wnuki znały tę historię
– mówi Franciszek Rutkowski.
W oparciu o Zeszyty Historyczne Pilskich Dni Żołnierzy Wyklętych[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze