Pracownicy bibliotek wcale nie kompletują tytułów według swoich zainteresowań. Nie siedzą za kontuarem, pijąc kawę i w oczekiwaniu na czytelników z nosem w książce. Nie zawsze mają na głowie wielki kok, a na nogach kapcie. Z Ewą Russ, dyrektor Biblioteki Publicznej gminy Złotów w Radawnicy rozmawia Patrycja Kajewska
Jaki tytuł był ostatnio w Radawnicy bestsellerem? Czytelników mamy naprawdę różnych, więc chodliwe są różne gatunki. Kobiety wypożyczają powieści i romanse, poza tym ostatnio popularną autorką jest Monika Jaruzelska. Dzieci najczęściej sięgają z kolei po książki o tematyce fantastycznej. Czytelnicy szukają jednak nie tylko nowości rynkowych czy literatury zagranicznej. Mamy panią, która wypożycza tylko Kraszewskiego.
Gośćmi bibliotek są głównie dzieci, które mają do przeczytania szkolną lekturę? Najliczniejszą grupą czytelniczą faktycznie są dzieci, ale wcale nie jest tak, że wypożyczają tylko obowiązkowe tytuły. Oczywiście tacy są, ale nie powinniśmy uogólniać.
Z badań wynika, że w 2013 około 60% Polaków nie przeczytało ani jednej książki. Gmina Złotów ma ponad dziewięć tysięcy mieszkańców, a niecałe dwa tysiące z nich ma założone karty biblioteczne. Jak wyciągniemy z tych liczb średnią, to okazuje się, że czyta nawet nie co czwarty mieszkaniec gminy. Trzeba też zaznaczyć, że czytelników każdego roku raczej ubywa niż przybywa. W tej chwili ze zbiorów bibliotecznych najczęściej korzystają dzieci i młodzież. Licealistów już jest nieco mniej, trzecią grupą są emeryci i renciści. Dorosłych w tzw. wieku produkcyjnym mamy najmniej. Wiele starszych pań zastanawia się dziś, jak to się mogło dziać, że w kwiecie wieku nie czytały książek. Odpowiedź jest prosta: nagminnie brakowało im czasu.
[[reklama]]
Są tacy, którzy do biblioteki przychodzą wyłącznie po to, by skorzystać z komputera i internetu? Jest kilka takich osób, ale zazwyczaj korzystają one bardziej z usługi wydruku niż z internetu. Poza tym w wakacje miałyśmy jednego pana, który na co dzień mieszka w Anglii, a w Radawnicy przebywał na urlopie. Jako że w domu, w którym mieszkał, nie miał dostępu do internetu, to przychodził tutaj. Szukał jednak informacji użytkowych – np. rozkładu jazdy. Wiele osób, właśnie starszych, przychodzi do biblioteki porozmawiać. Pewnie dlatego, że jestem stąd, jestem znana i wspieram działanie koła emerytów, więc czytelniczki są bardziej otwarte. Bibliotekarz nierzadko staje się powiernikiem, rzadko natomiast traktuje swoją pracę wyłącznie służbowo.
Wysłuchała Pani tyle życiowych historii, że pewnie sama mogłaby napisać książkę. Kronikę na pewno (uśmiech).
Statystyczny Polak czyta jedną książkę rocznie. A Pani? Więcej (uśmiech) – zdecydowanie kilka. Czasami zdarza się tak, że czytam dwie, trzy naraz.
Jakie książki Panią interesują? Sensacyjne, kryminały, biograficzne i romanse. Z reguły jest tak, że po cięższych tytułach sięgam po coś lżejszego, żeby się odprężyć.
Bibliotekarki mają bogatszą wyobraźnię niż przeciętny Kowalski? Nie sądzę. To zależy od człowieka – każdy jest inny. Niektórzy uważają, że skoro bibliotekarka cały dzień spędza wśród książek to pewnie wszystkie przeczytała. To nieprawda. Nieprawdą jest też, że pracownicy bibliotek zamawiają takie tytuły, które je interesują. Muszą być książki dla dzieci, dla młodzieży, lektury, popularnonaukowe, dla dorosłych... U nas funkcjonuje specjalna lista, na której zapisujemy pożądane przez czytelników pozycje i – oczywiście w miarę możliwości – kupujemy je. Siedzieć i czytać nie ma czasu – nim książka trafi na półkę trzeba się trochę napracować.
Kupuje Pani książki? Oczywiście (uśmiech). Potem często przekazuję je na stan biblioteki w darze. Ile woluminów obecnie ma Pani na stanie, łącznie z bibliotekami filialnymi? Łącznie mamy ponad 50 tysięcy woluminów, w samej Radawnicy – prawie 22 tysiące. Mamy książki, prasę, nowe komputery i jeden z projektów, które udało nam się zyskać dzięki projektowi więc jesteśmy biblioteką na miarę XXI wieku. Na terenie gminy mamy radawnicką bibliotekę główną, dwie filialne: w Świętej i Kleszczynie oraz punkt biblioteczny w Nowinach. Nie za mało jak na 27 sołectw? Gdyby gmina miała więcej środków to pewnie moglibyśmy bardziej rozbudować tę sieć. Dobrze byłoby, gdyby wszyscy ludzie mieli równy, łatwy dostęp do kultury. Niestety ograniczają nas finanse. I tak się cieszymy, że mamy te filie, że nie ma zakusów na ich likwidację. Dobrze też, że jesteśmy w szkole, bo dzięki temu mamy lepszy kontakt z maluchami, młodzieżą i ich rodzicami.
Lokalizacja szkolna nie jest ograniczeniem? Tylko jeśli idzie o nasze położenie na drugim piętrze – niektórym osobom starszym trudno jest się do nas wspinać po schodach.
Czy kolejna filia jest gminie potrzebna? Patrząc pod kątem wyjścia do ludzi – myślę, że tak.
Który rejon gminy, Pani zdaniem, jest najbardziej zaniedbany pod względem dostępu do biblioteki? Myślę, że południowa część gminy, rejon Sławianowa, Bługowa, Buntowa. W ocenie społecznej bibliotekarstwo należy do zawodów łatwych i bezstresowych. Utrwalił się wizerunek bibliotekarki-mrówki, pracującej, ale nie mającej siły przebicia. Co Pani na to? Pewnie wielu ludzi właśnie tak postrzega dziś naszą grupę zawodową. Podam przykład: na szkoleniu usłyszałam, że bibliotekarka to pani z kokiem, w okularach i kapciach. Najlepiej robiąca na drutach i czekająca na czytelnika (uśmiech). To nie te czasy. Co do stresu i mrówczej pracy – dopiero kiedy trafili do nas stażyści, którzy przekonali się, jak wiele biblioteka potrzebuje pracy i powiedzieli o tym najbliższym, do społeczeństwa dotarło, że nie siedzimy tu cały dzień bezczynnie, pijąc kawę.
Bywają bibliotekarki przebojowe? Pewnie tak. Odwagi potrzeba tu jak w każdym zawodzie. Ktoś, kto chce coś załatwić, musi mieć w sobie śmiałość. Nie raz chodziłam „z kapeluszem”, by uzbierać np. na zakup telewizora do naszej placówki.
Więc nie jest tak, że książki zastępują Pani życie prywatne? Absolutnie! Mam różne zainteresowania. Kiedyś robiłam na drutach i na szydełku...
Jak typowa bibliotekarka! Ale to było lata temu! Kiedyś była moda na ręczne robótki. Teraz moim hobby jest jazda na rowerze i turystyka. Moim marzeniem jest podróż na Wyspy Kanaryjskie, ale nie wiem, czy mi się to ziści.
Mocno angażuje się Pani w działalność radawnickiego koła Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów, ale do emerytki Pani daleko. No daleko, ale często jestem przez członków koła zapraszana na różne uroczystości. Mało tego, zawsze jak przychodzą do biblioteki to pytają, czy będę. Jeśli nie, mówią: „to ja nie przyjdę!” (uśmiech). Zapraszają mnie też członkowie złotowskiego koła, ale dotąd się do nich nie wybrałam. Mam jeszcze czas, by zapisać się do emerytów (uśmiech). Co ważne – ja i koleżanka z pracy, Dorota, jesteśmy honorowymi członkiniami koła z Radawnicy.
Angażuje się Pani w jego działalność ze względu na tatę, który jest przewodniczącym, czy z sympatii? Tak i tak, ale faktycznie, chcę pomagać tacie.
Jest Pani z nim mocno związana, pewnie ze względu na podobny charakter. Fakt, oboje jesteśmy spokojnymi ludźmi.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze