Jest szansa, że szkoła w Głomsku znajdzie nabywcę. Zainteresowanie kupnem wyraził inwestor, który mógłby tutaj wybudować mieszkania. Czy powstaną - nie wiadomo. Wiadomo jednak, że z czasem obiekt coraz bardziej popada w ruinę
O zainteresowaniu ze strony dewelopera wójt mówił już kilka tygodni temu, przyznając, że w budynku mogłoby powstać od ośmiu do dziesięciu mieszkań. Jednak dopiero na ubiegłotygodniowej sesji sprecyzował te informacje. Wyjaśnił, że rozmowy z potencjalnym nabywcą miały charakter wstępnych, bo ten najpierw chciał poznać wartość budynku.
Dokładnie w dniu czwartkowej sesji wójt poznał ocenę rzeczoznawcy, który budynek byłej szkoły wraz z działką, na której stoi, wycenił na niecałe 669 tys. zł. O tym, co będzie się działo w temacie ewentualnej sprzedaży powinno być wiadomo w ciągu najbliższych dni.
Szef zakładu krytykuje
Dzisiaj wiadomo jedynie tyle, że w obiekt trzeba jak najszybciej zainwestować pieniądze, bo dalsze trwanie obecnej sytuacji, kiedy budynek jest jednym z największych pustostanów w gminie, doprowadza do jego coraz większego zniszczenia.
Czwartkową sesję poprzedziło wtorkowe posiedzenie wspólne trzech komisji stałych Rady Gminy Zakrzewo, na którym pojawił się również ten temat. Na pytania o przyszłość budynku radnej z Głomska Anny Szlum bardzo ostrej odpowiedzi udzielił radny, a jednocześnie szef gminnego zakładu komunalnego Edmund Kabattek.
Wypomniał miejscowym, szczególnie tym, którzy działają w tutejszym stowarzyszeniu, że tak bardzo dążyli do wyznaczenia pod potrzeby ich organizacji pomieszczeń w byłej szkole, a nie potrafią należycie zatroszczyć się o to, co dzieje się w budynku. Mówił o braku zabezpieczenia instalacji na okres zimy, ale przede wszystkim o bałaganie, jaki zastał podczas wizytowania obiektu.
Prezes odpiera
Trzeba obiektywnie oddać, że obecny widok szkoły to obraz nędzy i rozpaczy. Zimno, wilgoć w murach, a w niektórych częściach budynku rzeczywiście totalny bałagan. Łącznie z porozrzucanymi na schodach książkami stanowiącymi wcześniej zasoby tutejszej biblioteki.
Jednak prezes stowarzyszenia „Nad Głomią” Aldona Ziach całkowicie odrzuca zastrzeżenia pod adresem miejscowych, o jakich na komisji mówił Edmund Kabattek, a pod którymi w rozmowie z nami podpisał się także wójt. A. Ziach przypomina, jakie ustalenia stowarzyszenie zawarło właśnie z wójtem.
[[reklama]]
Gdy ze szkoły wywożono jej wyposażenie, stowarzyszenie faktycznie zebrało w jednym z pomieszczeń rzeczy, które chciało dla siebie zachować. Reszta miała być wywieziona przez gminę, więc szefowa „Nad Głomią” nie wie, dlaczego np. książki porozrzucane są na schodach. – Te najpotrzebniejsze wzięliśmy – mówi Aldona Ziach, wyjaśniając, że pozostałe w większości były zawilgocone lub po prostu mało interesujące. Miały być zabrane.
Mieliśmy obiecane
Szefowa stowarzyszenia przyznaje, że początkowo pod kluczem trzymali wybrane rzeczy, bo wiele z mienia szkoły zostało na przestrzeni ostatnich lat rozkradzione. Już wręcz legendy krążą o tym, kto i co wyniósł z tej szkoły (oczywiście głośno i oficjalnie nikt nie chce na ten temat nic mówić).
Ale dzieło tych, którzy zabierali stąd co cenniejsze rzeczy, widać gołym okiem: rozkręcone elementy instalacji grzewczej, stolarka, nawet część pucharów ze szkolnej gabloty – jedynie piec w kotłowni pozostał, chyba tylko dlatego, że jego wyniesienie stąd wymagałoby zdecydowanie większego wysiłku.
Aldona Ziach przyznaje, że jako stowarzyszenie mieli obiecane przez wójta, że otrzymają część pomieszczeń od strony sali przedszkolnej. Do dzisiaj jednak czekają na przekazanie pomieszczeń, bo na razie żaden papier tego nie potwierdza.
A skoro nie jest to stowarzyszenia, stąd jego członkowie nie inwestują tu żadnych pieniędzy na większe remonty, a pomieszczenia pełnią póki co jedynie funkcję magazynu. Inna sprawa, że zakres prac remontowych, jakie trzeba wykonać, jest tak duży, że nie wiadomo nawet, od czego zacząć.
Kabattek zatańczy?
Członkowie stowarzyszenia liczą na to, że wójt wywiąże się z danego im słowa i nawet, jeśli obiekt będzie sprzedany, to i tak będzie tam wydzielona strefa dla organizacji.
– Pan wójt obiecał nam tę część budynku. Mam nadzieję, że wywiąże się z danego słowa – mówi Aldona Ziach. Przekonuje, że jeśli tak się nie stanie, stowarzyszenie, nie mając swojej siedziby, będzie mogło zwijać żagle, bo więcej rzeczy jego członkowie nie są w stanie przechowywać w swoich domach.
Jak mówi prezes „Nad Głomią”, po zamknięciu szkoły byłby to dla nich drugi cios, kompletnie podcinający skrzydła społecznej działalności. Co wtedy? – Nic już tutaj nie będziemy mieli. Chyba, że Edziu Kabattek będzie dla nas tańczył – stwierdza prezes organizacji, nawiązując do licznych przedsięwzięć, jakich podejmuje się stowarzyszenie.
Henryk Dobrosielski nie mówi na razie nic na temat szczegółów potencjalnej transakcji. Na sesji stwierdził jedynie, że wiedza na temat wartości budynku być może pozwoli rozpocząć działania w kierunku zbycia nieruchomości. Nieruchomości, z którą czas okrutnie się obchodzi.
– Jeszcze dwie, trzy zimy i to może zacząć się walić – mówi sołtys Głomska Michał Senska, pokazując palcem liczne plamy świadczące o obecnej w ścianach wilgoci.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze