Reklama

Odrzucić nadęty patriotyzm

13/11/2012 00:00
- Tradycje rodlackie większe są w Buczku aniżeli w Zakrzewie; Nauczyciele nie zawsze mają siły i czas, żeby patriotyzm przełożyć z pompatyczności na zwykłą codzienność - z profesor Jowitą Kęcińską Kaczmarek rozmawia Piotr Steffen

Ponad miesiąc temu odbyła się jubileuszowa, piętnasta edycja Buczkowskiej Konferencji Naukowej. Skąd w ogóle pomysł organizacji takiej imprezy? Kto był jej rzeczywistym inicjatorem?
Zabrzmi to nieskromnie, ale to faktycznie moja inicjatywa. Jestem z wykształcenia polonistką, pracuję na wyższej uczelni, ale właśnie z Buczka wyniosłam ogromne zainteresowanie lokalną historią. Już Władysław Brzeziński przekonywał mnie swego czasu, że to wioska, która ma niezwykłe tradycje rodlackie, które zresztą bardzo szybko mnie pochłonęły.

Te tradycje są tutaj większe niż w Zakrzewie?

Z dumą powiem, że tak.

Nie wiem, jak zareagują na taką wypowiedź w Zakrzewie...
Mam tego świadomość, ale prawda jest taka, że pochodną tradycji jest m.in. to, co dzieje się w temacie Ludzi Rodła, a w Zakrzewie nie ma na przykład takich konferencji, jaką mamy co roku w Buczku. To znakomity pomysł na to, żeby pokazywać te tradycje nie tylko miejscowym, ale także całemu Pomorzu i Wielkopolsce, bo Krajna to przecież pomost łączący te dwa duże regiony Polski. Trzeba powiedzieć wprost, że Zakrzewo nigdy czegoś takiego nie zrobiło, choć trzeba podkreślić, że od kilku lat Dom Polski organizuje Sejmiki Młodzieży Polskiej. Po drugie, sama mogę potwierdzić, jak żywa jest w Buczku ta rodlacka tradycja, bo to właśnie miejscowi nauczyli mnie tego lokalnego, niezwykłego patriotyzmu. Dopiero kiedy zaczęłam spisywać ich wspomnienia, przekonałam się, jak bardzo jest to dla nich ważne. Kiedy Buczek jeździł przed wojną na wszelkie przeglądy, spotkania, konkursy, prawie zawsze odnosił zwycięstwo. Choć oddać trzeba, że kiedy na dobre zainteresowałam się lokalną historią, dowiedziałam się też, że właśnie przez samych buczkowian Zakrzewo nazywano kiedyś Wielką Warszawą, a Buczek Małą Warszawą. Niemniej do dzisiaj w Buczku mają poczucie wielkości i ważności tego, co tutaj było. Wprawdzie wioska była mała, ale bardzo ze sobą spokrewniona i zżyta, więc Niemcy nie mieli tutaj specjalnie jak niszczyć polskości. Stąd przez długi czas Polacy i garstka miejscowych Niemców żyli w zgodzie, dopiero 1939 rok i wielka polityka ich poróżniły.

[[reklama]]
Ale przecież dzisiaj to Zakrzewo, a nie Buczek jest bardziej postrzegane jako ostoja polskości...

Tak, ale wyłącznie za sprawą księdza Bolesława Domańskiego, który był niewątpliwie bardzo charyzmatycznym przywódcą Związku Polaków w Niemczech. To tam jako proboszcz wybudował Dom Polski. Na pewno po wojnie zawsze było w Zakrzewie miejsce na tradycję, na nazwisko księdza Patrona, niemniej sądzę, że na co dzień to u nas robi się więcej rzeczy związanych z rodlacką tradycją. Dowodem jest choćby już piętnasta konferencja. Te coroczne spotkania nie są odgrzewaniem historii, przede wszystkim nawiązywaniem do współczesności i tego, jak tamte ideały wykorzystać we współczesnym życiu. Zresztą na co dzień znakomicie robi to zespół Krajniacy, który paradoksalnie mniej znany jest na samej Złotowszczyźnie, a bardziej w innych regionach Polski. Powiem więcej, to Krajniacy, z ich umiejętnością łączenia gwary, pieśni, tradycji rodlackich, czyli najważniejszych wartości autochtonicznej ludności Krajny są motorem naszych konferencji. To zresztą prawdziwy zespół do tańca i do różańca. Mówiąc o konferencji, trzeba też pamiętać o Matce Boskiej Radosnej, która jest z nami od lat obecna, także podczas konkursu plastycznego, który odbywa się równo od piętnastu lat. To coś niezwykłego, bo najczęściej na konkurs napływa 200-250 prac we wszelkich kategoriach, od przedszkolaków do osób dorosłych. Zawsze podkreślamy, że nie jest ważna wartość artystyczna tych prac, istotne, że ich twórcy dotykają idei. Tego, że radość dawana gdzieś z góry jest motorem dobrego, efektywnego działania na dole.

Jaka była pierwsza, a jaka piętnasta konferencja?
Zmieniły się. Formą, długością, kształtem, merytoryką. Konferencja wciąż się rozrasta, od małego kręgu zainteresowanych, którzy byli za pierwszym razem, po rozbudowaną, obecną formę. Te piętnaście lat udowodniło, że inicjatywa chwyciła. Wielu mówiło nam na początku, że to jest potrzebne, wielu poczuło się rzeczywiście dowartościowanymi. W tym ludzie, którzy tutaj mieszkają. Zawsze tkwił w nich zresztą ogromny potencjał. Kiedyś, żeby go odkryć, wystarczyła charyzma Domańskiego, po latach jest potrzeba docenienia tamtych postaw, stąd konferencje.
[[nowa_strona]]
Gdy zaczynaliście, były głosy zwątpienia? Słyszała Pani opinie i pytania o sens?
Nigdy nie słyszałam takich głosów. I Bogu dzięki, bo może bym się nie odważyła. Pamiętam natomiast, że gdy powiedziałam o inicjatywie Krajniakom, opanował ich wielki entuzjazm. Dlatego nawet nie pomyśleliśmy, że może się nie udać. Tym bardziej, że od początku mieliśmy wsparcie profesora Borzyszkowskiego (autora książki o księdzu Domańskim), który jest z nami do dzisiaj, a także profesora Zielonki, który też był na kilku pierwszych konferencjach. Oni od początku podpierali tę inicjatywę swoim naukowym autorytetem. Zresztą nie było ich trudno namówić do przyjazdu. Tak już jakoś jest, że ludzie z zewnątrz chyba bardziej widzą ważność tego miejsca, tej historii niż my, którzy tutaj żyjemy.

Chce Pani powiedzieć, że nie doceniamy tej tradycji?
Niestety.

Zauważyłem, że około 70% osób obecnych na konferencjach, przynajmniej przez ostatnie cztery lata, kiedy na nich jestem, powtarza się. Nie ma Pani wrażenia, że jesteście zamknięci w swoim gronie, że jesteście zbyt hermetyczni?
70% obecnych na widowni to faktycznie stali bywalcy, ale to oznacza, że są zadowoleni z konferencji i że są im one potrzebne. Ale nowe twarze też się pojawiają. Różne są też osoby referentów, a to pokazuje, że nasz krąg zainteresowań zmienia się i jest coraz większy. Mogę śmiało powiedzieć, że jeszcze nigdy nie odczuliśmy, że tak powiem, zmęczenia materii. Jeszcze nigdy nie było nam dość, bo co rusz pojawiają się nowe wątki tematyczne. Nie można zatem chyba mówić, że jesteśmy zamkniętym środowiskiem.

Podczas konferencji zdarzają się merytoryczne spory? Bywa, że podczas wieczornej biesiady spieracie się o treść referatów?

Oczywiście. To jest właśnie cały urok tych konferencji. Nie jest jedynie tak, że prelegent mówi i temat jest skończony. Niektórzy referenci i goście są wręcz nastawieni na to, żeby wyłapać dyskusyjne momenty.

Rozumiem, że tematów na kolejne konferencje nie brakuje?

Oby tylko było zdrowie, no i fundusze. Chociaż sama co roku mówię, że to był ostatni raz, że więcej się tego nie podejmę, bo to naprawdę wymaga wiele pracy. Ale mija jakiś czas i ponownie wszystko zaczyna się na nowo. Chociaż prawda jest taka, że odniesień do rodlackiej tradycji powinno być oczywiście więcej na co dzień, a nie jedynie raz do roku na konferencji w Buczku. Brakuje nam nauczania o tych wartościach w normalnym, codziennym życiu.

[[reklama]]
Może ludzie są już tym zmęczeni, znużeni? Może mają dość pompatyczności?

Jeśli jest im to przekazywane w formie nadętego patriotyzmu, na pewno to odrzucą. Natomiast młodzież, bo o niej przede wszystkim myślę, jest niezwykle chłonna, jeśli pokaże jej się dany temat w odpowiedni sposób. Jeżeli będzie pokazany jednocześnie zwykły życiowy pragmatyzm, bo ksiądz Domański potrafił właśnie łączyć to, co ideowe z pragmatyzmem, romantyzm z pozytywizmem itd. Jestem przekonana, że w takiej formie młodzież to kupi. Bo ten patriotyzm w młodzieży i u dzieci jest, wystarczy w odpowiedni sposób go wydobyć.

Mam rozumieć, że w Pani odczuciu w lokalnych szkołach nauczanie tutejszej historii i tradycji zbyt często przypomina nadęty patriotyzm?
Niestety tak. Nauczyciele są wieloma sprawami bombardowani, wiele rzeczy muszą i stąd pewnie nie zawsze mają siły i czas, żeby patriotyzm przełożyć z pompatyczności na zwykłą codzienność. Takie inicjatywy na szczęście bywają, choćby niedawny rajd rowerowy młodzieży ze złotowskiego ekonoma, ale niestety zbyt rzadko. Jak się jednak chce, można.
[[nowa_strona]]
Wierzy Pani, że historyczne, lokalne wydarzenia mają dzisiaj dla ludzi tu mieszkających taką samą wartość jak kilkadziesiąt lat temu?
Mają inną wartość, ale powiedziałabym, że z czasem wydarzenia te są coraz piękniejsze i godne pamiętania. Jak dobre wino. Milowe kamienie historii błyszczą dopiero po wiekach.

Czego Pani oczekuje od kolejnych edycji buczkowskich konferencji?

Radości i spontaniczności. Jak było dotychczas. I oby z funduszami było przynajmniej tak, jak w tym roku.

Już drugi raz mówi Pani o finansach. Aż taki to problem? Duży jest budżet takiej konferencji?
Nie jest łatwo. Budżet powinien być duży, ale różnie z tym bywa. Wiecznie biedujemy, zawsze gdzieś po trochu wyrywaliśmy, skąd tylko się dało. Wiele dają też od siebie sami Krajniacy, co tym bardziej trzeba doceniać, bo to w sporej części ubodzy ludzie, emeryci i renciści, ale zawsze można na nich liczyć. W tym roku tych pieniędzy było więcej niż w latach wcześniejszych, stąd powiedziałam, że zdałoby się, ażeby w kolejnych latach funduszy była podobna wielkość. W tym roku oprócz pieniędzy z gminy i powiatu udało się pozyskać dofinansowanie z urzędu marszałkowskiego, a także z Gminnego Ośrodka Kultury w Lipce. To było dla nas duże wsparcie.
[[reklama]]
Z czym związane są największe koszty organizacji konferencji?
Z opłaceniem referentów. Powinnam zapłacić wszystkim, ale w tym roku nie wszyscy otrzymali pieniądze, część osób robi to społecznie. Ale wiadomo, że profesorowi uniwersyteckiemu, który wykłada na podróż i wyrywa czas dla Buczka, a jest mocno obciążony, w życiu nie zaproponowałabym, żeby zrobił to społecznie. To są znaczące koszty, zresztą jest ich więcej. Nazbiera się tego na całość, dlatego taki budżet powinien wynosić kilka tysięcy złotych. W tym roku rzeczywiście tak było, mieliśmy kilka tysięcy, za część kupiliśmy np. naczynia, bo ile przecież lat można biegać po wsi i pożyczać.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości