Zza szyby zakładu fotograficznego pana Marszałka zerka na przechodniów. Elegancki i uśmiechnięty, z żoną i synami u boku. Są lata 60. XX wieku, a rodzina Wołoszyńskich jest jak lokalni celebryci, choć nikt takiego słowa nie używa. Nie zna go na pewno Janina. Wie natomiast, że dystyngowany pan w witrynie to prezes Gminnej Spółdzielni w Lipce. Ważny dla niej dlatego, że chce się ona uczyć spółdzielczości. Skierowanie do szkoły w Złocieńcu – Technikum Ekonomicznego Centrali Rolniczej Spółdzielni w Warszawie zdobywa od prezesa jej ojciec.
Pana Stefana poznałam w 1963 roku, trzy lata później przyjechałam z grupą ze szkoły na praktykę. Prezes zaprosił nas do biura, opowiedział o działaniu spółdzielni, a potem, z kadrową Marią Pachuc, oprowadził nas po zakładzie
Reklama
– wspomina Janina Włodarczak. Pan Stefan ujął ją tym zaangażowaniem w sprawy uczniaków, a przecież od dwunastu lat był szefem jednej z najlepszych spółdzielni w kraju.
Stefan Wołoszyński zadziera z Niemcami w Radomiu. Gdy zaczęła się wojna miał czternaście lat, gdy kończyła – dwadzieścia. Jest zdolny do pracy, więc hitlerowcy próbują zmusić go do budowy umocnień miasta. Syn masarza, urodzony 26 sierpnia 1925 roku w mieście robotników, ma jednak twardy kręgosłup. Ucieka do Lublina, pracuje w parowozowni. W marcu 1945 roku z bratem przybywa na Ziemie Odzyskane – do Złotowa. Przez cztery lata pracuje w Komendzie Powiatowej Milicji Obywatelskiej. Strzeże posterunków w Gronowie, Lipce i Tarnówce. Podczas walk z Werwolfem (niemiecka podziemna organizacja dywersyjna, działająca na terenie całego kraju, powstała w 1944 roku; jej twórcą był niemiecki generał, specjalista wywiadu od spraw wschodnich Reinhard Gehlen) zostaje ranny i trafia do szpitala w Złotowie.
W 1950 roku żeni się z Salomeą Wandą, w tym też czasie rezygnuje ze służby w MO i związuje się z ruchem spółdzielczym
– wspomina syn pana Stefana, Henryk. Tak Stefan Wołoszyński trafia do Lipki. Zostaje członkiem zarządu GS–u, a w 1954 roku jego prezesem.
Buduje sztandarowy zakład pracy, w którym pracuje blisko trzysta pięćdziesiąt osób
– opowiada H. Wołoszyński. W latach 60–tych i 70–tych GS Lipka jest potęgą. Ma sieć sklepów wiejskich, dom handlowy w Lipce, sieć magazynów, składnicę maszyn, bazę warsztatową, masarnię oraz nową piekarnię. I zaradnego szefa.
Raz mnie najpierw opieprzył, a później zawołał do gabinetu i przeprosił
– wspomina Barbara Piekarska, która ze Stefanem Wołoszyńskim współpracowała najpierw w spółdzielni, a później w związku kombatantów. Pani Barbara byłego prezesa wspomina jako szefa z klasą. Eleganckiego i kulturalnego.
Gdy trzeba było reprezentować Lipkę, to zawsze można było na niego liczyć
– twierdzi. Ale polegać na nim mogli przede wszystkim ludzie. W końcu komuna była czasem załatwiania.
Pan Stefan pochodził z Radomia, więc miał kontakty w fabryce maszyn do szycia. Gdy sprowadzał je do Lipki, przyszedł do mnie i powiedział: Basiu, będą maszyny, załatwiaj kredyt, to twoja siostra będzie miała maszynę. Będzie szyła i będą pieniądze w domu
Reklama
– taki sprzęt to był prawdziwy skarb. Prezes Wołoszyński był też specjalistą od spraw beznadziejnych. Gdy mieszkaniec Lipki, mały i krępy, nie mógł zdobyć garnituru we właściwym rozmiarze, on kazał go dla niego sprowadzić.
A przecież nie musiał robić sobie kłopotu dla jednego klienta
– zauważa B. Piekarska. Co prawda spełniał też życzenia partyjnych bonzów, którzy chcieli np. mięsa spod lady, ale zawsze kazał im za nie płacić.
Wspaniały człowiek, a przy tym nie był dorobkiewiczem, a mógł. Nieraz mu mówiłam: panie Stefanie, nie mógłby pan sobie zorganizować mieszkania z własnym podwórzem, tylko mieszka pan w tym czworaku? A on nie chciał. Nie miał parcia, żeby mieć
Reklama
– twierdzi pani Basia. Janina Włodarczak także zapewnia, że S. Wołoszyński był najlepszym spośród jej szefów.
Umiał docenić pracownika, wyróżnić, pochwalić. Lubił inicjatywę podwładnych – jeżeli ktoś miał dobry pomysł, to chętnie wcielał go w życie. Doceniał też ludzi, którzy angażowali się w pracę i nie uchylali się, gdy trzeba było zrobić coś ekstra
– opowiada. Może dlatego, że spółdzielnia była dla niego najważniejsza. Budował i rozwijał ją jak własny biznes.
Te obiekty stanowiły pomniki jego aktywności zawodowej. Służyły miejscowej społeczności i rolnikom, a jakość świadczonych usług stawiała spółdzielnię na czołowych miejscach wśród GS–ów zarówno w województwie, jak i kraju
Reklama
– mówi z dumą H. Wołoszyński.
Dom, do którego chce się wracać – GS Lipka, choć zajmował ważne miejsce w sercu Stefana Wołoszyńskiego, nie był jedynym polem jego aktywności. Przez wiele lat był...
Wiecznej pamięci – Stefan Wołoszyński zmarł 28 stycznia 2017 roku. W ostatniej drodze towarzyszyła mu liczna rodzina, przyjaciele, współpracownicy...
Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]
Z Gminną Spółdzielnią w Lipce Stefan Wołoszyński pożegnał się z końcem 1981 roku.
Wtedy padło hasło SW’81 – jeżeli ktoś miał ileś lat pracy, mógł odejść na emeryturę. W tym czasie z GS–u odeszły dwadzieścia dwie osoby. Władze się przeliczyły, bo z prawa tego skorzystało cztery razy więcej ludzi niż myślały
Reklama
– wspomina J. Włodarczak, która w spółdzielni dopracowała się stanowiska głównej księgowej.
Na emeryturze były prezes był świadkiem powolnego upadku spółdzielni. Ich funkcjonowanie w nowej, kapitalistycznej rzeczywistości było utrudnione.
Nie mógł tego przeżyć
– mówi B. Piekarska.
Pan Stefan wielokrotnie opowiadał o rozczarowaniu, gdy ideały, w które wierzył, którym poświęcił życie zawodowe i dla których się realizował w zestawieniu z rzeczywistością okazywały się ułudą
– dodaje dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Lipce Lech Wiśniewski.
GS Lipka, choć zajmował ważne miejsce w sercu Stefana Wołoszyńskiego, nie był jedynym polem jego aktywności. Przez wiele lat był radnym, członkiem rad nadzorczych w Banku Spółdzielczym w Lipce i Spółdzielni Kółek Rolniczych, działał we władzach OSP i przez ponad dekadę był ławnikiem przy sądzie w Złotowie. Kochał zwłaszcza działalność kombatancką.
Pan Stefan do roku 1990 był prezesem Związku Bojowników o Wolność i Demokrację koło w Lipce, a następnie Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych koło w Lipce
Reklama
– opowiada dyrektor GOK–u.
Z dużym zapasem czasu do rozpoczęcia uroczystości przed Pomnikiem Wolności w Lipce zjawiał się w zielonym wojskowym płaszczu i berecie. Zawsze nienagannie wyprostowana sylwetka i uśmiechnięta twarz.
Gdy zachorował, został honorowym prezesem związku kombatantów. Mimo braku sił zaglądał do biura w Urzędzie Gminy Lipka.
Porozmawialiśmy, a potem odprowadzałam go do domu
– wspomina B. Piekarska. Dlaczego?
Tata był wyznawcą uniwersalnych zasad: honoru, sprawiedliwości społecznej, uczciwej pracy, pomocy i szacunku dla każdej osoby. To przysparzało mu grona bliskich osób i przyjaciół
Reklama
– opowiada Henryk Wołoszyński. A Lech Wiśniewski dodaje:
Był pionierem budowy życia społecznego w naszej małej miejscowości. Spotykałem się z Panem Stefanem w ostatnich 30 latach w Domu Kultury w Lipce przeważnie w związku z organizacją ważnych rocznic historycznych, świąt państwowych. Siadaliśmy przy stoliku i, jeżeli tylko czas pozwolił, ucinaliśmy sobie pogawędki o życiu codziennym, trochę wspominaliśmy. Bardzo te wspominki lubiłem, ponieważ były łącznikiem pomięci o moim ojcu. Pan Stefan i mój tata wspólnie pracowali, działali społecznie.

Spółdzielnia spółdzielnią, ale nie ma to jak kochająca rodzina. Stefan Wołoszyński (siedzi w środku) w otoczeniu najbliższych
Stefan Wołoszyński zmarł 28 stycznia 2017 roku. W ostatniej drodze towarzyszyła mu liczna rodzina, przyjaciele, współpracownicy, delegacje zakładów pracy i organizacji, w których działał.
L. Wiśniewski:
Pan Stefan był człowiekiem o niezwykłej osobowości, subtelności i zacności, niezmiernie sympatycznym, życzliwym, otwartym na potrzeby drugiego człowieka. Zawsze na powitanie pytał o zdrowie moich najbliższych. Cenił sobie humor i często żartował, i to Jego „puszczanie oka”, żeby podkreślić jakąś prawdę... Pożegnałem bardzo mi bliskiego człowieka.
H. Wołoszyński:
Tata był naszym strategiem, specjalistą od spraw rodzinnych. Swoją postawą i spokojem tworzył dom, w którym szczęściem było się wychowywać, do którego chętnie wracaliśmy. Za to wychowanie wspólnie z bratem Jerzym z głębi serca jeszcze raz dziękujemy.
Ola Wołoszyńska: Mimo tych wszystkich ról jakie pełnił przez całe swoje życie, dla mnie zawsze był dziadkiem w najlepszym tego słowa znaczeniu, czekającym na swoje wnuki i prawnuki. Rozpieszczał mnie i spełniał zachcianki, otaczał mnie z babcią troskliwą opieką. Kiedy dziadek podupadł na zdrowiu, role się odwróciły i wtedy to my staraliśmy się sprostać jego potrzebom.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kombatant jakiej organizacji ?
Lokalni celebrytki masakra nie ma jak to wysoka samoocena i przez takie zdanie nie chce się czytać reszty ,:( celebryci
Nie znałem pana Stefana ,ale znam nie żle jego syna w porządku gość był również w Lipce prezesem GS-y kończą podobnie jak PGR-y zarządzający nimi i robiący to nadal byli i są różni porządni i jak pan Stefan i jego syn ale byli i są tzw.usługodawcy (usługują każdemu z wyjątkiem swojej społeczności) kablarze i likwidatorzy.
Kombatant jakiej organizacji ?
Lokalni celebrytki masakra nie ma jak to wysoka samoocena i przez takie zdanie nie chce się czytać reszty ,:( celebryci
Nie znałem pana Stefana ,ale znam nie żle jego syna w porządku gość był również w Lipce prezesem GS-y kończą podobnie jak PGR-y zarządzający nimi i robiący to nadal byli i są różni porządni i jak pan Stefan i jego syn ale byli i są tzw.usługodawcy (usługują każdemu z wyjątkiem swojej społeczności) kablarze i likwidatorzy.