Pani Marzena tęskniła od podstawówki. Przy sprzątaniu, gotowaniu, przy maszynie do obróbki drewna. Przebierała nogami we śnie. Bardzo chciała tańczyć. Tak jak wtedy, gdy jako mała dziewczynka uczyła się walca. - To było w Szkole Podstawowej nr 3 w Złotowie. Nauczycielka pokazywała nam, jak tańczyć w parze. Było fantastyczne – Marzena Gąsiewicz–Turaj siedzi na niskiej ławeczce w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 1. Od trzech lat to jej świątynia. - Taniec zawsze wokół mnie krążył. Oglądałam zawody taneczne w telewizji, w internecie.

Nic tak nie łączy, jak wspólny krok w wymarzoną stronę
Wspierałam syna, który zaczął tańczyć w szkole. Marzyłam o tańcu – mówi kobieta gotowa do skoku na parkiet. Czarny, luźny strój, wygodne buty, szczery uśmiech. - Tu się wyłączam, zostawiam cały świat za drzwiami sali. Myślę tylko o tańcu – mówi i rzuca się w objęcia syna. 16-letni Wojtek od trzech lat raz w tygodniu nią kieruje. - To jedyna taka możliwość – twierdzi z uśmiechem nastolatek, który z mamą odnosi taneczne sukcesy. [[pay]]

Tańcowi najpierw oddają się panie. Z czasem jednak przyprowadzają na parkiet swoich partnerów
Kamila i Joasia mówią tak, jak się ruszają. Szybko i pewnie. Może wierzą w powiedzenie, że taniec jest jak skok na bank – liczy się każda chwila. Zza ściany przyciąga je latynoska muzyka. - Poznałyśmy się na dyskotece, zauroczyłyśmy się sobą nawzajem – Joanna Nowecka jest po godzinie zajęć grupy Latino, a zaraz zacznie tańczyć w parze. - Znajomi śmiali się z nas, że jak wchodziłyśmy na parkiet o 23, to schodziłyśmy o 4. Pytali, czy coś bierzemy. A to taniec tak nas nakręcał – na Kamilę Nowak na sali czeka już partner. Dziewięć miesięcy w roku spędza za granicą, ale na taniec znajduje czas. - W parze rodzą się wspaniałe relacje. Jeździmy na warsztaty i widzimy pary małżeńskie, które zamiast wziąć do ręki pilota tańczą rumbę! - pani Kamila sypie uśmiechy jeszcze częściej niż słowa. - To jest piękne, bo chłopak w tańcu towarzyskim w końcu staje się facetem. Bo to facet prowadzi. Taniec jest najlepszą rzeczą dla mężczyzny, który ma feministkę w domu – J. Nowecka żywo gestykuluje. I przebiera nogami. Panie nad nimi nie panują.
- Kocham tańczyć. Przy naczyniach, przy myciu, sprzątaniu. U mnie telewizor może nie istnieć – twierdzi K. Nowak i, potrząsając frędzlami spódniczki, znika. Odnajdzie się w rumbie.

Taniec pozwala na odkrycie siebie. Choć np. w karnawałowych realiach także się przyda
- Kroki to za mało, by umieć tańczyć. Uczę czegoś więcej, a tańczyć przy okazji. To jest cała filozofia. To są emocje, bo bez emocji nie ma tańca - Danuta Antosz od trzech lat uczy złotowian. To mieszkanka Wałcza, która pracuje w tamtejszym centrum kultury. Do jej szkoły tańca Astra-Luna uczęszcza około 70 osób ze Złotowa. Pani Asia i Kamila pierwsze kroki na parkiecie stawiały pod jej okiem w Wałczu. - Jeździłyśmy tam z naszymi mężczyznami 2-3 lata 2 razy w tygodniu. Zima nie zima, także bez naszych facetów. Wytrwałe byłyśmy – złotowianki mają powody do zadowolenia. Ściągnęły instruktorkę do Tarnówki.

Taniec zaczyna się w sercu, a kończy w duszy - jej spełnieniem

Z gracją dziewczyny, z uczuciem - zachęca instruktorka D. Antosz
Tu ich los styka się z Marzeną Gąsiewicz–Turaj. - Wyczytałam w „Aktualnościach”, że są zajęcia w Tarnówce i zaczęłam wypisywać maile do pani Danusi z prośbą, by zrobiła zajęcia w Złotowie – złotowianka stwierdziła, że odnalezionego marzenia nie porzuci. Ale się spóźniła. - Kamila i Asia, które jeździły do Tarnówki, już napierały, by te zajęcia zrobić u nas. Byliśmy tu z synem jako pierwsi – kobieta z dumą pokazuje roztańczonego potomka. Wojtek i młodsi adepci sztuki tanecznej są nadzieją szkoły. - Pan Jacek Porazik z centrum szkoły Astra w Szczecinie zakochał się w pomyśle, by Złotów stał się zagłębiem tańca towarzyskiego – twierdzą panie Kamila i Joanna.
Wojtek ma numer na plecach, ADHD stwierdzone żartobliwie przez mamę i trzyma ramę. Pani Marzena stara się w niej utrzymać.

Pani Marzena przyznaje, że taniec nie jest tanim sportem, ale ppo razdrugi pasji się nie wyrzeknie
- Wojtek mnie strofuje, więc muszę się go słuchać – przyznaje miłośniczka tańca towarzyskiego. Para przemyka delikatnie przed oczami sędziów. Z gracją pozwala się dostrzec. Stacja to Krzyż Wielkopolski, wewnętrzne zawody szkoły Astra. - Pierwszy raz podeszłam do zawodów na luzie. I zdobyliśmy złoto! - w M. Gąsiewicz-Turaj kipią emocje. - W domu mamy specjalną ścianę z dyplomami i medalami (oprócz złotego także 3 srebrne). Jestem dumna z syna i z siebie. To jest moje spełnienie – para nie wyobraża sobie roku tanecznego bez zawodów. - Do pewnego momentu myślałam, że sam taniec jest spełnieniem marzeń, aż pani Danusia zaciągnęła nas na pierwszy turniej. Nie pytała nas, tylko zakomunikowała, że nas zgłosiła. Kiedy posmakowałam turniejowej adrenaliny, wszystko się zmieniło. Teraz, zaczynając sezon, już myślimy kiedy i gdzie będzie turniej – słyszymy.
Podobny zastrzyk energii zasila też Joannę Nowecką i Kamilę Nowak. Treningowe spódniczki z frędzlami zamieniają na eleganckie stroje i czarują jurorów. W Szczecinie, Krzyżu, Trzciance i Złotowie. - Taniec daje mi energię do życia i pracy. Do wstania z łóżka. Żeby chciało mi się chcieć – wyrzuca z siebie pani Kamila.

Pani Kamila jest niczym wiatr - wciąż w ruchu
- Przychodzi moment, że człowiek ma większą świadomość swojego ciała. Akceptuje siebie, kobieta staje się bardziej zmysłowa, bo czuje się atrakcyjna – dodaje z namysłem jej koleżanka. - Często bywa tak, że gdy panie zaczynają wierzyć w siebie, w końcu przyprowadzają na zajęcia swoich partnerów. A panowie w tańcu zmieniają się kolosalnie – dodaje. Słowa te podopieczni Astry-Luny potwierdzili podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Złotowie.
Publiczność zgromadzoną w Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej zaczarowała grupa „Latino”. - Powstała ona z potrzeby chwili. Jest u nas kilka pań, które nie mają póki co partnerów, a w grupie mogą tańczyć – wyjaśnia Kamila Nowak. - Uczymy się występować przed ludźmi, a to pomoże nam przy przemówieniach, w rozmowie o pracę itd. - dodaje Joanna Nowecka. Słowa te zwiastują kolejne zaskoczenia. Zwłaszcza, że na początku zajęć Danuta Antosz przymierza paniom gorset (pasuje na każdą) i wspomina coś o stylizacji a’la burleska...
W tańcu wyrazić można wiele, ale dla naszych rozmówczyń ważne jest to, co daje im w życiu codziennym. Czego uczy. - To, że tańczę z synem w parze godzinę w tygodniu sprawiło, że mamy ze sobą o wiele lepszy kontakt – uważa pani Marzena.
- Dla mnie to jest sport, ruch i miłe spędzenie czasu. To też pretekst, by jechać do dziewczyny – mówi Wojtek, ale mama widzi więcej: - Wojtek tu się wycisza, nauczył się cierpliwości i wytrwałości. Mnie też wielokrotne powtarzanie kroków nauczyło pokory – twierdzi kobieta, która na co dzień prowadzi z mężem zakład stolarski. Stojąc przy maszynie dopasowuje radiowe piosenki do rytmu czaczy, rumby czy salsy i odpływa. - Mąż krzyczy, że kiedyś zrobię sobie krzywdę, ale co poradzę, gdy taniec siedzi we mnie? Podobno w nocy w łóżku też tańczę. Mąż twierdzi, że mi nogi chodzą...
- Nasze dzieci patrzą na nas i chcą nas naśladować. To jest piękne – ocenia z kolei Kamila Nowak. - Pani Danusia mówi, że my pokazujemy naszym dzieciom, jaką drogą mogą pójść.
- W tańcu towarzyskim mogą się spotkać całe rodziny – J. Nowecka przypomina, że Astra-Luna uczy zarówno dzieci, jak i seniorów ze Złotowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. - W tangu argentino im mężczyzna starszy, tym bardziej pożądany – przekonuje złotowianka. Czyżby chciała przypomnieć, że Sokrates uczył się tańca w wieku 70 lat, bo uważał, że się zaniedbał? Tańczmy więc. [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze