Reklama

Osamotniony, rozczarowany

29/04/2017 19:00
To główne powody, dla których lokalny lider PiS zrezygnował z kierowniczych funkcji w powiatowych strukturach partii. Z Wiesławem Fidurskim rozmawia Piotr Steffen

Wielu Pan zaskoczył, rezygnując z funkcji pełnomocnika PiS i przewodniczącego zarządu partii na powiat złotowski. Zdziwieni są zarówno zwolennicy jak i ci, którym deptał Pan po odciskach.

Być może, w końcu z PiS-em jestem związany od lat. Już w wyborach w 2006 roku dostałem się do rady miejskiej z list tej partii, choć wtedy nie byłem jeszcze jej członkiem. Nie mogłem, ze względu na to, że w tamtym czasie byłem czynnym funkcjonariuszem służby więziennej. Wstąpiłem do PiS-u w 2010 roku, dwa lata po przejściu na emeryturę. Od stycznia 2011 roku pełniłem rolę pełnomocnika PiS na powiat, a kilka miesięcy później powiatowy komitet partii wybrał mnie przewodniczącym.

Dlaczego złożył Pan rezygnację?

O szczegółach nie chcę na razie mówić, może za kilka miesięcy. Mogę dodać, że w tej chwili nasz lokalny zarząd de facto nie istnieje. Zresztą w całym kraju zawieszono zarządy i funkcje sprawowane są jednoosobowo, poprzez pełnomocników.

Reklama

Na Złotowszczyźnie Pan był pełnomocnikiem, czyli nadal miał jakąś władzę.

To za dużo powiedziane.

Jakie są powody zawieszania lokalnych zarządów?

Tego nie wiem. To są decyzje centrali. W tym roku mają się odbywać wybory i będą ustanawiane nowe władze.

Co z tymi, których zostawia Pan w lokalnych strukturach partii? Będą mieli duży żal?

Szczerze mówiąc, większość rzeczy robiłem tutaj sam. Szkoda, że nie udało mi się zaangażować więcej osób. W naszych strukturach jest wiele ideowych osób.

Pamiętam cykliczne spotkania, jakie na przestrzeni ostatnich lat organizował Pan na terenie powiatu, głównie w Złotowie. Ściągnął Pan w te strony sporo ważnych dla partii i ludzi prawicy postaci, włącznie z obecnym ministrem Macierewiczem.

Te spotkania to również była moja jednoosobowa inicjatywa. Było ich kilkadziesiąt. Robiliśmy to także w ramach klubu Gazety Polskiej. Cezary Gmyz, prof. Andrzej Zybertowicz czy Sławomir Cenckiewicz to tylko nieliczni wśród tych, których zaprosiłem do naszego powiatu. Nie było wcale łatwo, musiałem sporo się wystarać, żeby przyjechali do Złotowa. Nie chcę się tutaj chwalić, ale za mojej kadencji prawie dwukrotnie wzrosła liczba członków partii na tym terenie, jeśli chodzi o ilość członków na mieszkańca w powiecie. To bodaj największy wzrost w okręgu pilskim. Wydarzeń, o których wspomnieliśmy, również było więcej niż w całym okręgu razem wziętych.

Reklama

Poczuł się Pan w tym wszystkim osamotniony?

Coś się wypaliło. Przez lata angażowałem się, chciałem coś zrobić i efekty tych działań były widoczne. Gdy organizowaliśmy stąd wyjazdy, jeździł cały autobus, gdzie z innych powiatów po kilkanaście, a nawet kilka osób. Nasze akcje zbierania podpisów przynosiły mnóstwo poparcia. Natomiast nie było przełożenia, że ktoś to zauważa i traktuje nas jak partnera. O nominacji na szefa złotowskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa dowiedziałem się z internetu. To tak, jakby ktoś dał mi twarz – jako z lokalnym działaczem niczego ze mną nie konsultowano. Dziwne to.


To dopiero 30% wywiadu. W dalszej części zadałem m.in. takie pytania:

Liczył Pan na większe docenienie?

Reklama

Jak wyglądają obecnie Pana relacje z Jerzym Podmokłym?

Pismo z rezygnacją złożył Pan już w lutym, ale w internecie poinformował Pan o tym dopiero kilka dni temu. Tak długo Pan się wahał?

Słowem podsumowania: to Pan nie jest już potrzebny PiS-owi czy Pan nie potrzebuje partii?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Liczył Pan na większe docenienie?

Nigdy nie myślałem o karierze poselskiej, jeśli o to pan pyta. Nie wyobrażam sobie siebie w roli posła, to nie dla mnie. Choć akurat od ostatnich wyborów parlamentarnych zaczęły się moje przemyślenia nad rolą w partii, ale w innym kontekście. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że niesprawiedliwie zostaliśmy potraktowani jako lokalna struktura PiS. Ponieważ byliśmy tutaj bardzo aktywni, liczyłem, że na liście dostaniemy przynajmniej piąte miejsce, a otrzymaliśmy ósme. Wiadomo, że i tak osoba nawet na piątym miejscu nie walczyłaby o mandat, a o głosy dla kandydatów wyżej umiejscowionych na liście. Chodziło jednak wyłącznie o kwestię uznania. Dlatego, gdy się dowiedzieliśmy o ósmym miejscu, nawet z niego zrezygnowaliśmy i wybraliśmy ostatnie.

Reklama

Znalazła się na nim Pana żona – twierdzi Pan, że nie ciągnie Pana do polityki, a wrzucił Pan w nią małżonkę...

Gdy ze zbyt wieloma rzeczami zostałem tutaj sam, mogłem liczyć właśnie jedynie na małżonkę. Wiadomo, że jedni idą na listę po to, żeby zbierać głosy, a inni żeby zbierać mandaty. Doskonale wiedzieliśmy, że żona jest w tej pierwszej grupie, niczego nie oczekiwaliśmy, choć i tak uważam, że osiągnęła przyzwoity wynik - blisko 1700 głosów. Zwłaszcza, że odbyło się to bez angażowania większych pieniędzy w kampanię.

Jak wyglądają obecnie Pana relacje z Jerzym Podmokłym?

Od czasu, gdy odszedł do partii Zbigniewa Ziobry miałem sporadyczne kontakty. Obecnie obraził się na mnie właśnie za to, że moja żona była na liście do Sejmu. Mógłby być dobrym posłem, tylko – to oczywiście moja ocena – brakuje u niego długofalowej pracy i strategii działania w polityce. Czegoś więcej, niż kilka miesięcy aktywności przed wyborami. Swego czasu deklarowałem mu nawet pomoc, ale wszystko rozeszło się bez echa.

Reklama

Gdy na swoim profilu portalu społecznościowego poinformował Pan o rezygnacji z piastowanych funkcji, pojawiły się informacje m.in. o personalnych konfliktach i przyczynach Pana decyzji.

Nie jest to prawdą. Nie chcę szerzej komentować decyzji, nie teraz. Nie chciałbym powiedzieć czegoś za dużo, a wiem, że niektórzy czekają tylko, żeby w jakiś sposób mnie oczernić. Z polityką krajową PiS-u absolutnie nie przestałem się utożsamiać, na nikogo się nie obraziłem. Popieram w pełni przemiany jakie zachodzą w kraju.

Pismo z rezygnacją złożył Pan już w lutym, ale w internecie poinformował Pan o tym dopiero kilka dni temu. Tak długo Pan się wahał?

Nie. W ostatnich tygodniach przekonywano mnie do zmiany decyzji, a poza tym oczekiwałem obrad zarządu okręgu, gdzie rozpatrywano moje pismo. Dlatego wcześniej nie rozpowszechniałem tej informacji. Nie było jednak we mnie wątpliwości. O słuszności decyzji byłem przekonany na 99% już w lutym.

Reklama

Jak Pana przekonywano?

Broń Boże nikt niczym nie chciał mnie przekupić (uśmiech). To były dość luźne rozmowy. Otwarcie odpowiadałem, że zdania nie zmienię, choć zauważam, że trochę zmieniło się ostatnio na plus w naszym okręgu. Poseł Marcin Porzucek jest aktywny, załatwia wiele spraw, pomimo tego, że ma bardzo duży okręg. Aktywny jest również prezes zarządu okręgowego Krzysztof Czarnecki. Jest zatem jakaś nadzieja na nową jakość w tym okręgu.

Skoro tak, nie szkoda Panu być obok tego?

Mam świadomość, że rezygnuję w chwili, gdy partia ma wiatr w żaglach, a moment może wydawać się nielogiczny. Mam jednak swoje lata i w razie czego nie chcę drugi raz się zawodzić. To narastało we mnie jakiś czas, a skoro już dojrzałem do decyzji, nie chcę jej zmieniać. Uważam, że to, co dzieje się w kraju jest jak najbardziej właściwe. Problem w tym, że zmian nie widać na dole. Na tym szczeblu wszystko opanowane jest przez dawne nomenklatury, sitwy, na dole PiS w ogóle nie ma władzy.

Reklama

To było pierwszą rzeczą, o której pomyślałem, gdy dowiedziałem się o Pana rezygnacji: że jest Pan rozczarowany brakiem efektywności swoich działań. Pokazywał Pan pewne rzeczy, zgłaszał sprawy do organów ścigania, ale bezskutecznie. Czuje się Pan bezradny?

Rzeczywiście to także miało znaczenie. Krytycy PiS mówią, że ta partia wszędzie rządzi i robi porządek, a okazuje się, że  na szczeblu lokalnym wcale tego nie widać. Może dopiero gdzieś na szczeblach województwa, bo na samym dole nie ma żadnych zmian.

Wielu twierdzi, iż czystki PiS również w samorządach są tylko kwestią czasu.

Oby. Dobrym pomysłem jest np. kadencyjność. Gdyby weszła w życie, byłoby super, bo dzisiaj od patrzenia na pewne lokalne sprawy aż serce boli. Prowincja jest w tych działaniach osamotniona i taka decyzja jak moja jest sygnałem skierowanym do centrali partii.

Reklama

Bierze Pan po uwagę możliwość, że w sprawach, które Pan monitował, argumenty nie były trafione, uzasadnione, że może Pan się pomylił?

Nie biorę tego pod uwagę. Jestem przekonany, że miałem rację. Sięgając po pierwszą sprawę z brzegu, tłucznia na nasypie kolejowym Złotów - Kujan: złodziej przecież był. Prokuratura nie poradziła sobie z tą sprawą. Nie podoba mi się zasada mianowania prokuratorów. Powinni być z wyboru i obsadzani poza miejscami swojego zamieszkania, dotychczasowej pracy, a więc tam, gdzie znają wielu ludzi.

Wie Pan już, kto obejmie Pana dotychczasowe, partyjne funkcje?

Nie mam pojęcia.

Nieoficjalnie mówi się o Henryku Trawińskim.

Kto wie? Zaczął działać w Jastrowiu i zbudował tam silne struktury. Wybory do władz powiatu PIS odbędą się za kilka miesięcy.

Reklama

Słowem podsumowania: to Pan nie jest już potrzebny PiS-owi czy Pan nie potrzebuje partii?

Trudno mi o jednoznaczną odpowiedź na tak postawione pytanie. Pozostańmy przy tym, że jestem zmęczony tą sytuacją. Odpowiadałem tutaj za wiele spraw, a jednocześnie nie miałem żadnej praktycznej władzy i dlatego postanowiłem zdjąć to z siebie. Dlatego nie będę, przynajmniej przez jakiś czas, zabiegać o żadne funkcje w partii. Pozostaję jednak jej członkiem, bo utożsamiam się z nią i jej polityką. Cieszą mnie takie inicjatywy jak reforma sądownictwa, która niebawem nastąpi. Jest potrzebna, bo dotychczasowa sytuacja jest chora. Prokuratury, sądy, cały kraj muszą być przeorane „głęboką orką”. Zgadzam się z tymi działaniami w stu procentach.

W kontekście kolejnej kadencji wciąż interesuje Pana funkcja radnego powiatowego? Jakie ma Pan plany względem wyborów na burmistrza Złotowa?

Akurat w tych kwestiach na deklaracje jest jeszcze za wcześnie. Myślę, że czas na decyzje przyjdzie za rok. Jeżeli będę potrzebny Prawu i Sprawiedliwości, to możemy rozmawiać. O ile mnie do tej pory nie wyrzucą… Na razie mam gdzie się realizować, mam swoje pasje – rowery, a szerzej kolarstwo i turystykę rowerową. Także w naszym powiecie jest w tym zakresie wiele do zrobienia. Służę pomocą.

Reklama

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    AntyPIS - niezalogowany 2017-12-11 17:48:27

    Święte słowa.Za chwilę PIS będzie rządzić zepsutym społeczeństwem,bo tak działa na ludzi darowizna czyli pieniądze za NIC! Ale co to PIS obchodzi?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Wojak - niezalogowany 2017-05-01 12:08:37

    to trzeba było zostać zawodowym mundurowym to byś chłopie miał emeryturę i śmiał się z pozostałych Polaków wszyscy ci co nie pracują w służbach mundurowych nie wiedzą jak nam jest ciężko wyżyj za 5 tys emyrytury w Polsce

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    sceptyk - niezalogowany 2017-05-01 09:53:24

    Tak mam nadzieje,że wrócą rządy lewicowe zabiorą 500+ i to w trybie natychmiastowym do roboty nie ma nic za darmochę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama