Reklama

Ostatni Mohikanin

31/08/2014 00:00
- Jestem najdłużej pracującym trenerem w historii klubu. - Futbol znaczy życie - mówi wieloletni działacz LZS-ów i Pogoni Łobżenica Andrzej Mrotek

Na końcu Witrogoszczy Osady widać różowy, podłużny budynek. To zakład mechaniki pojazdowej Andrzeja Mrotka. W trawie stoi nadgryziony przez ząb czasu jugosłowiański autobus „Tam”. – Kiedyś to był cud mechaniki. Zazdrościli nam go wszyscy – mówi właściciel wozu. Były czasy, kiedy zawodnicy z Witrogoszczy na mecze jechali żukami. Później udało się kupić pierwszy autobus, tzw. ogórka. - Sam zrobiłem na niego prawo jazdy i jeździliśmy nim na mecze – opowiada Andrzej Mrotek. Kiedy zakupili „Tama” kibice chcieli jeździć na mecze z piłkarzami.- Jak kiedyś podjechaliśmy na spotkanie piłkarskie wszyscy myśleli, że pierwsza liga przyjechała. Eleganckie zagłówki, siedzenia wygodne, wtedy nasz autobus wyglądał naprawdę nieźle – zauważa pasjonat piłki.

Grali, grabili i malowali

Pochodzący z Kościerzyna Małego A. Mrotek uganiał się za piłką na boisku od dziecka. W drużynach, w których grał, stał na bramce albo był napastnikiem. - Może gdybym trafił do jakiegoś większego klubu ktoś by mnie zauważył. Podobno nieźle broniłem – dodaje. Zawsze był ambitny i starał się realizować postawiony cel.

Od 1976 roku występował w Pogoni Łobżenica. W 1982 roku, nie mogąc grać już w piłkę, postanowił założyć klub sportowy w swojej miejscowości. - Ten klub to była ciężka praca moja i kolegów, a głównie dyrektora Janusza Zdrenki. Dzięki tej współpracy powstało boisko i zaplecze. Tak początki klubu Kroton Witrogoszcz wspomina jego założyciel. - Zaczynaliśmy od zera, pracowaliśmy społecznie. Wyobraża pan sobie to dzisiaj? – pyta retorycznie.

- Zdobyliśmy mistrzostwo LZS w okręgu pilskim. Do dzisiaj na zapleczu w zakładzie stoi puchar z tego wydarzenia. Po roku Kroton awansował z gminnej ligi do B klasy. 3 lata w niej graliśmy, by w 1986 roku awansować do A klasy – opowiada Andrzej Mrotek, który w klubie był człowiekiem-orkiestrą: prezesem i trenerem. Dodatkowo w tym czasie sprawował mandat radnego gminy Łobżenica.

- Ludzie kiedyś bardziej się garnęli do gry. Takie czasy były i chyba jednak inni ludzie: rzuciłem tylko hasło, że trzeba wygrabić boisko i nie było problemów, kilkanaście grabi poszło w ruch – wspomina. - O 6 rano każdej niedzieli, nawet na mokrej trawie, Edziu Senska rysował linię i wałował boisko. Linie były równiuteńkie, zawodnicy z innych klubów dziwili się, jak my to robimy – uśmiecha się na wspomnienie minionych lat.

Fuzja z Łobżenicą

Witrogoszcz spadła jednak z A-klasy. - Mimo to zawodnicy z Łobżenicy chcieli grać u nas. Mieliśmy dobrą atmosferę, o którą wszyscy wspólnie dbaliśmy. Świętej pamięci prezes Pogoni Łobżenica zgłosił się do nas z prośbą, żebyśmy połączyli Witrogoszcz i Łobżenicę w jeden klub. Wówczas obie drużyny grały w B-klasie. - Moi chłopcy nie za bardzo chcieli, przecież to były wtedy święte derby - nigdy z nami nie mogli wygrać, ale dogadaliśmy się. Postawiliśmy warunek: ja będę trenerem i nikt nie będzie się wtrącał do składu – mówi A. Mrotek. Tym sposobem w 1993 roku zbudowali mocny zespół. Awansowali do klasy okręgowej już pod szyldem Pogoni. Wtedy jednak mieszkaniec Witrogoszczy podjął decyzję, że przyszedł czas na kolejne wyzwanie: od 1995 roku zaczął pracę z młodzieżą. - Przekazałem drużynę seniorów Heniowi Kinalskiemu, ja wziąłem juniorów.

W 2001 roku z radnym Łososiem na nowo reaktywowali ligę gminną LZS-sów. Wspólnymi siłami zbudowali boiska w Piesnach, Dębnie, i Fanianowie. - Przez to liga była ciekawsza, ponieważ mamy w niej już dwanaście drużyn.

Owocem jego działalności sportowej był wybór na stanowisko prezesa LZS-sów. W tym czasie A. Mrotek trenował dodatkowo trzy drużyny młodzieżowe. - Za dużo tego było i musiałem ustąpić z fotela prezesa. Nie ukrywa, że z finansami w klubie jest największy problem. Wielokrotnie ze swoich funduszy dokładał na działalność klubu. - Gdyby nie prezes Pogoni, zastępca i inni członkowie z zarządu nie było by Pogoni w okręgówce – mówi wprost.

Dbać o zawodników


Rok temu A. Mrotek zdobył swój największy sukces w pracy młodzieżą: mistrzostwo okręgu z trampkarzami Pogoni. - To wielka sprawa dla takiego małego ośrodka piłkarskiego jak Łobżenica – zaznacza. Później zajął jeszcze trzecie miejsce w lidze okręgowej. Jest najdłużej działającym trenerem w historii klubu.

Na co dzień A. Mrotek prowadzi warsztat samochodowy. - Wychowałem już 15 uczniów w zawodzie mechanika – dodaje z dumą. Do godz. 16:00 pracuje, po czym wsiada w samochód, zabiera kilku piłkarzy i jedzie na trening Pogoni. - Zostawiam firmę i trzy razy w tygodniu jeżdżę na zajęcia. Do tego dochodzą mecze w sobotę i niedzielę, a tydzień przecież ma tylko 7 dni – mówi. Po treningu odwozi zawodników do domów. - Staram się o nich dbać, to przecież moi zawodnicy.

Jak długo zamierza działać w sporcie? - Aż starczy sił. W Łobżenicy nie widzą klubu beze mnie – zaznacza. Miał propozycję ponownego objęcia posady trenera seniorów Pogoni, jednak, ze względu na słabą frekwencję trenujących, odmówił. - Potem będą krzyczeć: zmienić trenera! Po co mi to? Kibice chcą, żeby zespół tylko wygrywał, a tak się przecież nie da, gdy brakuje piłkarzy na treningu.
Mimo wszystkich zajęć zawsze dbał o rodzinę. - Udało mi się stworzyć wspaniałą rodzinę – głos mojego rozmówcy zawiesza się. – Ilekroć o tym mówię, ciężko mi. Żona Andrzeja Mrotka zmarła na raka trzy lata temu. – Miałem wspaniałą żonę, ale na pewne rzeczy nie mamy wpływu – mówi.

- To, że tak długo wytrwałem w sporcie, założyłem klub od podstaw, uważam za swój prywatny sukces. Chyba już zawsze będę przy piłce, nawet jak mnie nie będzie na tym świecie. Bo futbol to znaczy życie – kończy.

K. Zabel
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości