Reklama

Pacjenci żądają szacunku (cz.3). Historia Anny Zaręby

21/07/2018 18:00
Skarżą się na lekarzy, ratowników i pielęgniarki. Zamierzają złożyć skargę zbiorowo i oczekują reakcji dyrektor szpitala. Prezentujemy historię Anny Zaremby

Córka miała tydzień temu operację w Wałczu i w zaleceniach co dwa - trzy dni zmianę opatrunku: albo na SORze, albo u lekarza rodzinnego. Była sobota, więc pojechaliśmy na SOR. Na „dzień dobry” pani pielęgniarka stwierdziła, że absolutnie tego nie zrobi. Tonem wyniosłym, nieprzyjemnym. „A ma pani skierowanie?” - akurat nie miałam. Oznajmiła, że ona nie jest od zmiany opatrunku. Nie zainteresowała się córką absolutnie, a widziała, że jest blada i ledwo stoi o kulach, źle się czuje. Zapytałam, czy chociaż zarejestruje mi córkę, bo wymiotuje, głowa ją boli. Zarejestrowała i kazała iść po zielonej linii do pani doktor. Zapytałam ją jeszcze o imię i nazwisko - oczywiście z wielkim obruszeniem mi je podała. Czekałyśmy z córkami na wizytę, przed nami było małżeństwo, za nami też ktoś, a do pani pielęgniarki weszła druga pani pielęgniarka. I przy otwartych drzwiach nie omieszkały bardzo głośno i nieładnie komentować, że przyszła jakaś baba, poprosiła o nazwisko, bo ta jedna nie chciała zrobić opatrunku. „A co to ja jest od opatrunków? Niech sobie sama zrobi w domu”. Ci państwo obok uśmiechnęli się i spojrzeli na siebie. Córy mówiły: mamo, powiedz jej coś, ale machnęłam ręką.

A ona dalej, że co to jest, że pacjenci się przyzwyczaili, że one są tu od wszystkiego. Nie wiem, ale z tego co widzę, one nie robią nic oprócz ewentualnego zarejestrowania. W końcu nie wytrzymałam, podeszłam i powiedziałam: dobrze pani wie, że tu siedzę i wszystko słyszę. Czy tak się zachowuje człowiek w pracy? Ja za takie zachowanie wobec petenta wyleciałabym z roboty. „No tak, ale pani chciała moje nazwisko, bo nie chciałam zrobić opatrunku”. Nie, proszę pani, poprosiłam panią o nazwisko z uwagi na fakt, że pani tak się zachowuje wobec pacjentów. Jest mi strasznie przykro, bo jestem po kilku operacjach, córka miała teraz operację w Wałczu i nigdy nie spotkałam się z takim zachowaniem. Jest mi przykro, bo jestem ze Złotowa, a wszędzie słyszę, że ludzie wieszają psy na złotowskim szpitalu. No nie ma co się dziwić.

Reklama

Weszłam ze starszą córką do gabinetu, gdzie pani doktor, młodziutka, bardzo miła, zbadała Weronikę i dała zalecenia. A po wyjściu młodsza, która została na korytarzu, powiedziała: mamo, jak ty byłaś w środku, to ta pielęgniarka dalej o tobie mówiła.
Gdy potem poszłam do apteki, przyszła ta pani z korytarza i powiedziała: „widzi pani, nie ma co się dziwić, że o naszym szpitalu tak źle mówią”. Więc nie jest to tylko mój odbiór. Nie chodzi już o to, że nie chciała zrobić tego opatrunku, ale o to masakryczne podejście.

Druga sytuacja. Przyjechał kuzyn, który buduje drogi, na dzień przebywa w delegacjach. Miał skierowanie do ściągnięcia szwów, poszedł w sobotę na SOR. Oczywiście pani powiedziała, że szwów nie ściągnie. „Niech pani w domu zdejmie szwy”. No i moja córka z jego córką wyparzyły narzędzia i to zrobiły. A wystarczyłoby trochę empatii...

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości