Córka miała tydzień temu operację w Wałczu i w zaleceniach co dwa - trzy dni zmianę opatrunku: albo na SORze, albo u lekarza rodzinnego. Była sobota, więc pojechaliśmy na SOR. Na „dzień dobry” pani pielęgniarka stwierdziła, że absolutnie tego nie zrobi. Tonem wyniosłym, nieprzyjemnym. „A ma pani skierowanie?” - akurat nie miałam. Oznajmiła, że ona nie jest od zmiany opatrunku. Nie zainteresowała się córką absolutnie, a widziała, że jest blada i ledwo stoi o kulach, źle się czuje. Zapytałam, czy chociaż zarejestruje mi córkę, bo wymiotuje, głowa ją boli. Zarejestrowała i kazała iść po zielonej linii do pani doktor. Zapytałam ją jeszcze o imię i nazwisko - oczywiście z wielkim obruszeniem mi je podała. Czekałyśmy z córkami na wizytę, przed nami było małżeństwo, za nami też ktoś, a do pani pielęgniarki weszła druga pani pielęgniarka. I przy otwartych drzwiach nie omieszkały bardzo głośno i nieładnie komentować, że przyszła jakaś baba, poprosiła o nazwisko, bo ta jedna nie chciała zrobić opatrunku. „A co to ja jest od opatrunków? Niech sobie sama zrobi w domu”. Ci państwo obok uśmiechnęli się i spojrzeli na siebie. Córy mówiły: mamo, powiedz jej coś, ale machnęłam ręką.
A ona dalej, że co to jest, że pacjenci się przyzwyczaili, że one są tu od wszystkiego. Nie wiem, ale z tego co widzę, one nie robią nic oprócz ewentualnego zarejestrowania. W końcu nie wytrzymałam, podeszłam i powiedziałam: dobrze pani wie, że tu siedzę i wszystko słyszę. Czy tak się zachowuje człowiek w pracy? Ja za takie zachowanie wobec petenta wyleciałabym z roboty. „No tak, ale pani chciała moje nazwisko, bo nie chciałam zrobić opatrunku”. Nie, proszę pani, poprosiłam panią o nazwisko z uwagi na fakt, że pani tak się zachowuje wobec pacjentów. Jest mi strasznie przykro, bo jestem po kilku operacjach, córka miała teraz operację w Wałczu i nigdy nie spotkałam się z takim zachowaniem. Jest mi przykro, bo jestem ze Złotowa, a wszędzie słyszę, że ludzie wieszają psy na złotowskim szpitalu. No nie ma co się dziwić.
Weszłam ze starszą córką do gabinetu, gdzie pani doktor, młodziutka, bardzo miła, zbadała Weronikę i dała zalecenia. A po wyjściu młodsza, która została na korytarzu, powiedziała: mamo, jak ty byłaś w środku, to ta pielęgniarka dalej o tobie mówiła.
Gdy potem poszłam do apteki, przyszła ta pani z korytarza i powiedziała: „widzi pani, nie ma co się dziwić, że o naszym szpitalu tak źle mówią”. Więc nie jest to tylko mój odbiór. Nie chodzi już o to, że nie chciała zrobić tego opatrunku, ale o to masakryczne podejście.
Druga sytuacja. Przyjechał kuzyn, który buduje drogi, na dzień przebywa w delegacjach. Miał skierowanie do ściągnięcia szwów, poszedł w sobotę na SOR. Oczywiście pani powiedziała, że szwów nie ściągnie. „Niech pani w domu zdejmie szwy”. No i moja córka z jego córką wyparzyły narzędzia i to zrobiły. A wystarczyłoby trochę empatii...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze