Reklama

Pamiętając o zapomnianych

11/11/2014 00:00
Zarośnięte, okradzione, zbezczeszczone, porzucone - cmentarze ewangelickie na terenie gminy Krajenka. Nie zawsze łatwo je znaleźć. Bywa, że z pamięci miejscowych też zostały wymazane, choć na szczęście są i tacy, którzy pamiętają

Wszystkich Świętych to dzień, w którym w sposób szczególny wspomina się tych, których już nie ma. W tym czasie cmentarze wyglądają wyjątkowo. Za dnia zielenią się gałązkami świerku i mienią kolorami chryzantem, gdy zapada mrok rozświetla je blask bijący od zniczy. Są jednak miejsca pochówku, na które nikt z dobrymi intencjami od lat nie zajrzał. W gminie Krajenka jest ich co najmniej dziesięć.

Bluszcz wskaże drogę

Z informacji, które można znaleźć na kartach ewidencyjnych Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków delegatura w Pile wynika, że na ewangelicko-augsburskie cmentarze z XIX wieku można natrafić w Augustowie, Głubczynie, Podróżnej, Dolniku, Skórce, Paruszce, Śmiardowie Krajeńskim, Żeleźnicy oraz w samej Krajence. Tuż na granicy gminy pomiędzy Wąsoszkami i Wąsoszem jest też cmentarz pamiętający XVIII wiek. Karty, które w sporej mierze sporządzano w latach 80-tych, już wtedy nie pozostawiały złudzeń co do obrazu, jaki można było zastać na terenie wymienionych nekropolii. Na zdjęciach dołączonych do dokumentacji opisowej zobaczyć można rozkopane mogiły, zniszczone i rozkradzione ogrodzenia, poniszczone pomniki, pourywane krzyże.





Jak ten obraz kształtuje się prawie trzydzieści lat później? Co jeszcze zostało? Za pierwszy cel obieramy Wąsoszki lub jak o tym miejscu mówią miejscowi- Mały Borek. Aby trafić na cmentarz rodowy dawnych właścicieli Wąsosza trzeba zjechać z głównej drogi i ruszyć w las, kierując się na tę właśnie miejscowość. Po kilku kilometrach wyboistej drogi dochodzimy do wniosku, że chyba jesteśmy na miejscu. Obsadzona zbożem polana w ogóle nie sugeruje, że tuż za drzewami leżącymi na jej skraju znajdziemy cmentarz. Pierwsze kroki w las nie pozostawiają złudzeń. Jest! Jest podbudowa dawnego ogrodzenia. Po częściach metalowych ani śladu. Kawałek dalej spod liści wystaje kawałek nagrobka. Jednak jest on wywrócony do góry nogami. Gdzie niegdyś leżał? Tego już chyba nie uda się ustalić. Podobnie jak tego, gdzie jest krzyż, który go wieńczył, wykonany z ciężkiego żeliwa [takie krzyże przedstawiano w kartach ewidencjonujących zabytkowe cmentarze na terenie gminy Krajenka - przyp. red.]. Zza krzaków wyłania się duża kamienna bryła. Nie można do niej podejść ot tak, trzeba się natrudzić, przeciskając się między zaroślami. Okazuje się, że było warto. To chyba jedyna zachowana w tym miejscu granitowa tablica, na której można jeszcze odczytać nazwiska: Johan Christian Meyer urodzony 14 grudnia 1726 roku, zmarły 25 stycznia 1785 roku oraz najprawdopodobniej jego małżonka: Marianna Elizabeth z domu Klawitter. Jej dat urodzenia i zgonu nie podano. Tablica jest zachowana, choć nie bez uszczerbku. Widać, że ktoś próbował ją wyrwać, ale ułamał róg. Czarny, polerowany granit stał się dla złodzieja bezwartościowy. Robimy zdjęcia i ruszamy dalej, do nieodległego już Wąsosza położonego na terenie gminy Złotów. Tuż za wsią też leży cmentarz, gdzie chowano ewangelików. Ziemię pokrywa bluszcz, spod którego wystają kawałki pomników wykonanych głównie z piaskowca. Naszą uwagę zwraca tablica mocno wbita w ziemię. Okazuje się, że tu też zachowały się nazwiska i daty. Dużo późniejsze, bo z lat 20-tych XX wieku. Bluszcz wskazuje nam też drogę do cmentarza w Krajence, położonego za dawną bazą SKR. Tu również trudno znaleźć części metalowe, są za to butelki po napojach wyskokowych, paczki po papierosach. Według karty, w centrum cmentarza powinna się znajdować aleja lipowa. Pewnie jest tu nadal, ale nie sposób jej znaleźć pośród zarośli, zwłaszcza w deszczową, mglistą pogodę. Wsiadamy do auta i ruszamy w stronę Śmiardowa Krajeńskiego, Podróżnej i Głubczyna. Bluszcz ponownie okazuje się niezawodnym drogowskazem. Widok wszędzie jest podobny. Na ostatni cmentarz już nie wchodzimy, jest zbyt zarośnięty, jakby zabezpieczony murem z ostrych gałęzi krzaków. Jest też coraz później, czas wracać. Wiemy już, że potwierdziły się wstępne przypuszczenia. Obraz udokumentowany w latach 80-tych wygląda dziś jeszcze gorzej. Co jest tego powodem?

Kradli, bo kraść mogli?

W drodze powrotnej postanawiamy porozmawiać z ludźmi. Zapytać, czy pamiętają, aby kiedykolwiek ktokolwiek przedstawił pomysł uporządkowania, zadbania o zabytkowe i zapomniane nekropolie, na których spoczywają ewangelicy. Na początek w Głubczynie. Spotkani w centrum miejscowości dwaj mężczyźni nie chcą się przedstawić. Położenie cmentarza znają, jego stan również. - Proszę pana, tam nic nie ma, wszystko rozkradzione i to już lata temu – mówi jeden z nich. Drugi dodaje, że grabież nasiliła się w czasach po przemianach ustrojowych, kiedy każdy kilogram złomu był na wagę złota. - Byli tacy, co nie bali się kraść z cmentarza, ten co odbierał to też chyba wiedział, skąd to przyniesione, no nie? - mówi drugi. Przypomina też sobie, że słyszał opowieści o tym, że po Drugiej Wojnie Światowej było nawet w okolicy przyzwolenie komunistycznych władz na grabież, dewastację, zapomnienie. Pielęgnowano to latami. Cmentarze, na których widniały niemieckie nazwiska postrzegane były jako symbol upamiętniający niedawnych okupantów, z którymi należało walczyć. Nawet po śmierci. Nawet jeśli nie żyli na długo przed wojną. - Ale to są groby, ludzie w nich pochowani. Święta ziemia... – kiwa głową mężczyzna. W Podróżnej nasza rozmówczyni nie kojarzy, by w okolicy był taki cmentarz. Mówi nam, że jej rodzina zamieszkała w tej okolicy wiele lat po wojnie. Sugeruje wizytę u sołtysa. Ruszamy jednak dalej, do Śmiardowa Krajeńskiego. Tu spotykamy się z Andrzejem Morgulcem, który wraz z grupą mieszkańców tej wsi w 2011 roku podjął się oczyszczenia z zarośli miejscowego cmentarza. - Zebraliśmy wtedy około piętnastu osób. W sumie pierwsze prace, które wykonywaliśmy, zajęły nam dwie soboty. Wywieźliśmy trzy przyczepy suchych krzaków i gałęzi– mówi A. Morgulec. Na wiosnę 2012 roku na cmentarzu mieszkańcy wykonali przecinkę obumarłych drzew. - Dlaczego postanowiliśmy to zrobić? Może i na tych płytach są niemieckie nazwiska, ale spoczywają tam ludzie, którzy niegdyś w Śmiardowie Krajeńskim mieszkali. Tego faktu nie da się wymazać z historii naszej miejscowości. Zmarłym ponadto należy się szacunek, godne miejsce pochówku – dodaje pan Andrzej. Na wiosnę 2015 roku rysują się plany ponownego porządkowania cmentarza. Gdy pytamy o to jak cmentarz wyglądał za czasów PRL słyszymy ciekawą historię. - Ten obraz powtarzał się właśnie w okolicach Wszystkich Świętych. Były to może lata 60-te, może 70-te. W samo święto nikt tego cmentarza nie odwiedzał. Nie palił się tam żaden znicz. Ale już w Dzień Zaduszny takie świeczki się pojawiały. Ktoś musiał przychodzić i zapalać je w nocy. Ktoś pamiętał o tych zmarłych, ale strach było się do tego przyznać. To nie było mile widziane... – mówi Andrzej Morgulec.





Czy nas to też czeka?

Ta sentymentalna i niosąca ze sobą smutne wnioski podróż po miejscach, gdzie niegdyś też kładziono kwiaty i modlono się w intencji zmarłych, daje do myślenia. Jak długo trwa pamięć o człowieku, który odszedł do wieczności? Co ją warunkuje? Bliskość rodziny, jego dokonania, miejsce, gdzie spoczywa, opłacona kwatera na cmentarzu?
Czy jeśli nie udało się zachować choćby w przyzwoitym stanie nekropolii tych, którzy niegdyś żyli w miejscu, w którym my dziś egzystujemy, możliwe jest zachowanie pamięci o nich choćby w cichej modlitwie? Pewnie jest możliwe, nawet jeśli do dziś dzieli trudna przeszłość, niełatwa historia. Dlatego warto pamiętać, by i nas nie spotkał ten sam los. Zobojętnienia, zapomnienia przez wszystkich…


Sz. Chwaliszewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości