- Mam złotą cierpliwość. Jak zacznę o piątej nad ranem, mogę składać figury do północy – przekonuje. W origami lubuje się od czterech lat, w ciągu których stworzył około dwieście prac. Średnio wychodzi pięćdziesiąt rocznie, jedna tygodniowo. – Nie ma dnia, żebym przynajmniej na chwilę nie usiadł do pracy – 37-latek mówi o swoim zaangażowaniu przez siedem dni w tygodniu. Szuka pracy, której zdobycie utrudnia choroba. Urodził się jako wcześniak, doświadczył dziecięcego porażenia mózgowego, a od jakiegoś czasu zmaga się z zapaleniem stawów. Mieszkaniec Nowej Wiśniewki przyznaje, że origami to dla niego nie tylko odskocznia od wolnych chwil, ale także forma rehabilitacji dłoni. Na swoim laptopie z dumą pokazuje zdjęcia prac, które stworzył od 2011 roku. Niemal wszystkie można oglądać na stronie internetowej janekorigami.pl.tl.
Najbliżsi pomagają mu w tym rzemiośle – składają elementy, z których pan Jan tworzy później swoje dzieła. Sam ich tego nauczył. Także wyrobili już sobie niezłą wprawę, tworząc dla syna i brata tysiące elementów. – Wszystkie mam posegregowane według kolorów, gotowe do użycia – przyznaje pan Janek. – Nie mam z tym większych problemów, dość sprawnie mi to idzie – mówi mama 37-latka, podkreślając satysfakcję z tego, że również w taki sposób można wesprzeć syna.
Kielichy komunijne, pawie, łabędzie czy ozdoby wielkanocne i bożonarodzeniowe – oto część rzeczy, które powstają w jego wyobraźni, a które na rzeczywisty obraz przekładają później schorowane dłonie. Skąd pomysł na takie hobby? – Z internetu oczywiście. Zajrzałem kiedyś na jakieś japońskie strony i mnie zainteresowało – wspomina nasz rozmówca. Najmniejsze tworzone przez niego prace składają się z około tysiąca elementów, największe z jakiś trzech tysięcy poskładanych pieczołowicie karteczek. – Bardziej skomplikowane konstrukcje mają nawet po kilka tysięcy elementów – porównuje.

Dotychczas Jan Rykała stworzył około 200 takich prac. Część trafiła za granicę
– Do pełni szczęścia brakuje mi dzisiaj pracy. Może pan dopisać na końcu, że jej szukam – wtrąca mężczyzna, który ukończył kilka kursów, m.in. udzielania pierwszej pomocy i ochrony mienia. Nie przeszkodziła mu w tym niewielka postura i, podobnie jak dłonie, wykręcone nogi. Bo Jan Rykała to drobny, ale wcale nie kruchy, a zahartowany w życiu człowiek.
Origami to dzisiaj dla niego sposób życia. Chce tworzyć coraz bardziej skomplikowane i większe egzemplarze. Nasz nietuzinkowy bohater ma w planach stworzenie konstrukcji imitującej pierwszokomunijną księgę. Przy niej będzie mógł się wykazać jeszcze większym kunsztem niż dotychczas. Praca na pewno będzie wymagać przynajmniej kilkunastu dni, może nawet kilku tygodni. Pan Jan stara się realizować wyłącznie swoje projekty, ale nie kryje, że od czasu do czasu w poszukiwaniu inspiracji sięga do internetu. To tam wszystko się przecież zaczęło.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze