Reklama

Pasażerom wiatr w oczy

04/02/2015 10:23
Oczekujący na autobus stają pod dachem sklepików. Niektórzy skubią słonecznik, a łupinki rzucają pod nogi. To samo z papierosami. Sklepikarze się denerwują, alternatywy dla pasażerów jednak nie ma

Gdzie podziać nie mają się klienci okoneckiej firmy Baltic Sea Trans oraz ci korzystający z dalekobieżnych kursów – do Koszalina czy Warszawy. Teoretycznie, bo praktycznie, jak mówi prezes PKS Wałcz Ryszard Haracewiat, nikt nikogo jeszcze z budynku, należącego do tej spółki, nie wygonił, mimo że na jego drzwiach widnieje napis ""poczekalnia tylko dla klientów PKS"". A to właśnie on w Jastrowiu rozdaje karty. Asem jest budynek, w którym mogą schronić się podróżujący i przestrzeń, na której swobodnie parkują autobusy wałeckiej spółki.



Te dalekobieżne, należące do innych spółek, zatrzymują się kawałek przed PKS Wałcz - na jezdni przy ul. Mickiewicza. Oczekujący na nie stoją na chodniku, pod gołym niebem. Lepiej, gdy ktoś w Jastrowiu zaczyna podróż, gorzej, gdy pasażerowie, spędziwszy w autobusie wiele godzin, mają nadzieję skorzystać w tym mieście (wcale niemałym) z toalety... Niestety. Poza godzinami, w których czynna jest poczekalnia PKS (właśnie przy tym budynku znajduje się miejski szalet) nie jest to możliwe.

""Przystanek"" zastępczy

Nie lepiej mają klienci Baltic Sea Trans, którzy również nie mają gdzie się schronić przed deszczem czy wiatrem.



To znów teoria, bo praktyka pokazuje, że znaleźli sobie dogodne (jak dla kogo) miejsce. Stają pod zadaszeniem pobliskich sklepików. I – jak relacjonuje jeden ze sprzedawców – często śmiecą na potęgę. Głównie młodzież. - Z kulturą bywa różnie – słyszę. Bywa więc, że mężczyzna bez wahania wręcza miotłę, co czasami kończy się niewybrednymi odzywkami. Fakt, że pasażerowie nie spędzają w tym miejscu wiele czasu, bo jedynie kilka czy kilkanaście minut parę razy dziennie, nie znaczy to jednak, że nie są uciążliwi. Inna sprawa, że trudno im się dziwić – każdy kawałek dachu nad głową w czasie niepogody jest na wagę złota.

Lepszego miejsca nie ma

Z Baltic Sea Trans wiąże się jeszcze jeden problem. Otóż miejsce, w którym mikrobusy się zatrzymują, jeszcze poprzedni burmistrz Jastrowia Ryszard Sikora wyznaczył na parkingu przy tzw. czerwonym kościele, nieopodal przystanku PKS. Jest to lokalizacja o tyle niedogodna, że w czasie, gdy kierowcy podjeżdżają, zatarasowywany jest wjazd/wyjazd do pobliskich garaży. Burmistrz Piotr Wojtiuk prostuje jednak, że o długich postojach nie ma tutaj mowy. - Jak tylko ludzie wsiądą, busy odjeżdżają – wyjaśnia. Przyznaje też, że przystanku dla klientów korzystających z przewozów oferowanych przez Baltic Sea Trans gmina nie ma możliwości postawić. I to wcale nie ze względów finansowych - przeszkodą jest brak miejsca. - Przystanek musiałby stanąć na chodniku – mówi Piotr Wojtiuk i dodaje, że nawet gdyby taki scenariusz wcielić w życie, wiata i tak musiałby być niewielkich rozmiarów. Najwyżej na kilka osób. Tymczasem rano, po 7.00, Baltic Sea Trans puszcza w kierunku Złotowa dwa busy – tyle jest osób. - Dziennie na trasie Jastrowie-Złotów wykonujemy dziesięć kursów  – mówi Piotr Tarnowski, szef Baltic Sea Trans. Kwestii postawienia ewentualnej wiaty przystankowej mężczyzna dotąd gminie nie zgłaszał, bo – jak mówi – po pierwsze nie dotarły do niego żadne skargi od niezadowolonych pasażerów, po drugie – jest świadom braku miejsca.

[[reklama]]


Idąc dalej – Piotr Wojtiuk nie jest w stanie wskazać innego miejsca, które mogłoby posłużyć za przystanek dla wspomnianego przewoźnika. Przy głównej drodze (ulice Kieniewicza, Żymierskiego), a więc w pasie drogi krajowej, wyznaczyć go nie sposób. - Nie mogliśmy go też wyznaczyć na terenie należącym do innego przewoźnika – w kontekście terenu, którego właścicielem jest wałecka spółka, dodaje burmistrz. - Dawniej PKS Wałcz jednoznacznie stwierdził, że nie życzy sobie, aby inna firma, konkurencyjna, korzystała z jego terenu – wyjaśnia. Ten scenariusz potwierdza Piotr Tarnowski.

Trzeba rozmawiać

Jedyne co Baltic Sea Trans może dziś zrobić dla swoich klientów to spróbować dogadać się z PKS Wałcz. Warunki wydają się być ku temu sprzyjające. - Jesteśmy otwarci na rozmowy – mówi Ryszard Haracewiat. Prezes spółki zapewnia też, że jeśli Piotr Tarnowski zwróci się do niego z konkretną propozycją, ta na pewno zostanie rozważona. Jedyne zatem co pozostaje, to usiąść do stołu.

Patrycja Kajewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości