Miałem osiem, może dziewięć lat.
To nie było tak od razu. Piłka nożna zaczęła być dla mnie ważna w podstawówce. Nauczycielem wychowania fizycznego, a zarazem naszym trenerem był Jerzy Senska. To z nim, jako drużyna z SP Wiktorówko, pojechaliśmy na pierwsze gminne zawody. Nasz skład liczył siedmiu chłopaków. Niczym siedmiu wspaniałych wygraliśmy wtedy z mocniejszą drużyną z Łobżenicy i wywalczyliśmy awans na turniej powiatowy. Do dzisiaj pamiętam to zwycięstwo.
Byłem bramkarzem. Wiem, że to nie najlepiej brzmi, bo w tym wieku na boisku każdy chce być ważny, każdy chce strzelać bramki, a nie jej bronić, ale ja czułem się spełniony w tej roli. Oprócz szkoły często grywaliśmy na boisku w Piesnach. Zbierała się ekipa z naszej wioski oraz z Walentynowa i dopóki obowiązki nie wzywały albo nie zrobiło się ciemno piłka była w grze.
Reklama
Wkręcałem się w piłkę coraz mocniej. W juniorach Pogoni trenowałem i grałem pod okiem Andrzeja Mrotka, który pewnie w wielu chłopakach z mojego pokolenia zaszczepił bakcyla do futbolu. Kiedy kończyłem liceum i przyszło wybierać studia wiedziałem, że albo będzie to geografia, albo Akademia Wychowania Fizycznego. Tylko to mnie interesowało. Wybrałem sport.
Studia w Bydgoszczy, które wybrałem, przygotowywały do prowadzenia zajęć sportowych np. w szkołach. W czasie ich trwania pojawiła się możliwość wyrobienia sobie uprawnień trenerskich, w ramach kursów organizowanych przez Polski Związek Piłki Nożnej. Postanowiłem spróbować i nie żałuję tej decyzji, przechodząc szkolenia i zdobywając licencję UEFA C oraz B.
Reklama
Przypomina nieco studia zaoczne, bo zjazdy odbywają się w weekendy. Zajęcia zaczynają się od teorii. Trener powinien bowiem znać się m.in. na prawie piłkarskim, organizacji, mieć pojęcie o psychologii, pedagogice, taktyce, technice, a nawet fizjoterapii. Część praktyczna to nierzadko ćwiczenia pod okiem znanych selekcjonerów. Miałem okazję brać udział w treningach prowadzonych np. przez Pawła Janasa czy Marcina Dornę. Tego drugiego przez długi czas postrzegałem jako wzór. Praktyka to zajęcia, które między sobą prowadzą sami uczestnicy kursu. Całość kończy się egzaminem, który polega na tym, że trzeba przeprowadzić trening na lokalnej drużynie. Pozostali selekcjonerzy Cię obserwują i albo zrobisz to dobrze i zyskasz ich uznanie, zdając egzamin – albo nie.
To była działająca w Bydgoszczy Akademia Juventusu Turyn. Mieli program szkoleniowy oparty na włoskiej licencji z bardzo dobrą metodyką. Pracowałem tam przez pół roku, po czym sił postanowiłem spróbować w klubie Zawisza Bydgoszcz. To też było ciekawe, rozwijające, trwające dwa lata doświadczenie. Poranne zajęcia rozpoczynałem ze starszymi rocznikowo grupami jako asystent starszego trenera. Swoje grupy: żaków i orlików prowadziłem już samodzielnie po południu. Poczuć tam można było klimat prawdziwego, dużego klubu sportowego, gdzie zawodnicy chodzą do szkół sportowych, gdzie kształtowani są pod kątem dyscypliny, w której chcą się rozwijać. To zresztą najbardziej prestiżowy klub w województwie kujawsko-pomorskim. Z każdego treningu tam wynosiłem nowe obserwacje. Każdy starszy trener pokazywał, że zawsze można więcej, lepiej, skuteczniej.
Reklama
Poniekąd tak. Od kiedy zostałem trenerem inaczej patrzę na mecze. To już nie tylko emocje związane z grą, całą otoczką, atmosferą, ale przyglądanie i zastanawianie się – jak oni grają, jak podają, jak musieli trenować? Dawniej moją ulubioną drużyną był Real Madryt, obecnie Barcelona. Zachwyca mnie ich gra i zastanawiam się też, jakie umiejętności tam muszą być wydobyte z dzieciaków, że dorośli zawodnicy aż tyle potrafią.

Drużyna młodzików łobżenickiej Pogoni, to tylko jeden z zespołów, które trenuje Paweł Pikulik. Jak widać trening na orliku odbywa się nawet po zmroku i przy nienajlepszej pogodzie
Prawie każdy, jeśli ma chęci. Podczas kursów, konferencji i szkoleń różni trenerzy, także zagraniczni, podkreślają jedno: talent to 20% sukcesu. U zawodnika najważniejszy jest charakter. Umiejętności zawsze można poprawić, wytrenować. Charakter zawodnika zmienić trudniej. Wiele jest przykładów, gdzie utalentowanym zawodnikom zabrakło motywacji do tego, by się rozwijać, bo sądzili, że potrafią już wszystko. Liczy się natomiast: technika, taktyka, motoryka i charakter – jeśli to wszystko ze sobą współgra, są zadatki na dobrego piłkarza.
Moi rodzice mieli co do tego obawy. Sugerowali, że duże miasto daje jednak większe możliwości. Sam też się zastanawiałem, czy z rozkręcaniem zajęć piłki nożnej dla najmłodszych będzie na lokalnym podwórku podobnie jak w Bydgoszczy. Stwierdziłem jednak, że jeśli będę robił to samo co w Zawiszy czy akademiach futbolowych, musi być dobrze i muszą być efekty. Nigdy nie zakładałem, że mógłbym po prostu otworzyć orlika, rzucić dzieciakom piłkę i powiedzieć, żeby sobie pograli. To tak nie działa. Miniony rok ocenić mogę pozytywnie. Kiedy zaczynałem, w zajęciach uczestniczyło około dwudziestu chłopców. Dzisiaj wszystkie drużyny to ponad osiemdziesiątka młodych zawodników i myślę, że jeszcze się to rozwinie. Ćwiczymy, w przypadku najstarszych grup trzy razy w tygodniu, grupy młodsze, np. 5-latki, mają treningi dwa razy w tygodniu. Do tego niemal co tydzień jeździmy na turnieje, bo to też motywacja dla tych młodych zawodników. Raz, że aby wyjechać na turniej muszą być sumienni na treningach, nie opuszczać żadnego z nich, przez co z frekwencją nie mam problemów. Druga sprawa – sport to współzawodnictwo, które hartuje ich charakter. Nie zawsze się bowiem wygrywa, często są i łzy z tego powodu, chociaż w ciągu minionego roku wygraliśmy wiele, nie tylko lokalnych turniejów. Jednak głównym sukcesem jest też, że po dwunastu miesiącach pięciu moich podopiecznych dostało się do pilskiej Akademii Młodych Orłów, działającej w ramach PZPN. By się do niej dostać ubiegało się ponad dwustu zawodników z naszego regionu. Co ważne, ci chłopacy trenują i w Pile, i w Łobżenicy. Odpowiadając na pytanie, czy było warto zrezygnować z Bydgoszczy... Nie żałuję swojej decyzji. Nie wiem też, czy już zawsze będę trenerem tutaj, bo życie pisze różne scenariusze. Cieszę się natomiast, że swoją pracą, tak jak we mnie przed laty, zaszczepiam w tych małych jeszcze piłkarzach pasję do tego sportu.
Reklama
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze