12 lutego 1996 roku – tej daty pani Krystyna i pan Zbigniew nie zapomną do końca życia. Po długich staraniach o dziecko, na świat przyszedł ich ukochany, wymarzony syn – Rafał. 19 lat później 18 czerwca 2015 roku ich szczęśliwy świat wywrócił się do góry nogami. W okolicy Borowa wydarzył się wypadek. Wśród rannych znalazło się ich jedyne dziecko. Pomoc medyczna przybyła niemal natychmiast. Rafała w ciężkim stanie przewieziono do szpitala w Pile.
Syn państwa Piątków doznał ciężkich obrażeń mózgu, niestety szanse na przeżycie jakie dawali lekarze, były niewielkie. - Przez pierwsze kilka dni żyliśmy nadzieją. Czuwałem przy jego łóżku codziennie. Żona niestety nie była w stanie, przyjeżdżała tylko na kilka godzin. Ostatecznie przez te wszystkie przeżycia sama trafiła do szpitala – mówi Zbigniew Piątek, ojciec Rafała. Od wypadku minął ponad miesiąc. Życie państwa Piątków straciło jakikolwiek sens. Pozostały tylko wspomnienia i żal. W dużym pokoju rodzina stworzyła kącik upamiętniający syna, ustawiła tam zdjęcie, a także jego ulubioną zabawkę z dzieciństwa – składaną, drewnianą piłkę, którą tata przywiózł z Niemiec. - Rafał uwielbiał piłkę nożną. Zawsze razem oglądaliśmy mecze, a dziś sam nie daję rady. Gdy puszczają jakiś w telewizji, zaraz przełączam – ze wzruszeniem mówi pan Zbigniew. Rafał uwielbiał sport, ale nie tylko. Interesował się również geografią i historią. Wybierając jednak zawód kierował się praktycznymi względami. - Wybrał technikum w Szczecinku, gdzie przygotowywał się do prac ogólnobudowlanych, chciał wykańczać wnętrza – mówi pani Krystyna. - W tym roku postanowił wziąć się za naukę, bo trochę się opuścił, ale zaczął nadrabiać stracony czas – mówi matka. - Rafał tydzień przed wypadkiem poprawiał ocenę z matematyki, z czwórki na piątkę. Jego ostatniego smsa, w którym pisze mi, że wszystko się udało zachowam do końca życia. Tego dnia byłam z niego dumna – dodaje.
Czas, gdy Rafał przebywał w szpitalu dla państwa Piątków był bardzo trudnym momentem. Choć nadzieja ich nie opuszczała, zaczęli się domyślać, że syn raczej się już nie wybudzi. - Prawdę mówiąc, jak teraz o tym myślę, to Rafał tak naprawdę umarł już w dniu tego wypadku – mówi pani Krystyna. Oficjalnie lekarze stwierdzili zgon 26 czerwca o godzinie 10.55. - Rafał jednak nie umarł. Jego cząstka ciągle żyje gdzieś tam w tych pięciu osobach, którym przekazane zostały jego narządy – mówi ojciec. Rodzice ani przez chwilę nie żałowali podjętej decyzji. Tym bardziej, że syn był honorowym dawcą krwi i niejednokrotnie wspominał o tym, że chce komuś uratować życie. Trzy doby po transplantacji okazało się, że we wszystkich pięciu przypadkach przeszczepy przyjęły się. - Gdy odebrałem telefon z tą informacją, nogi się pode mną ugięły i się rozpłakałem. Poczułem jak spada ze mnie taki wielki ciężar. Ta świadomość, że mój syn, jest gdzieś tam i dał komuś szanse na życie, to jest coś niewyobrażalnego – mówi pan Zbigniew.
Państwo Piątkowie marzą obecnie o tym, aby spotkać się z biorcami. Decyzja jednak nie należy do nich. Z niecierpliwością czekają zatem na telefon kogoś z tej piątki, niemniej jednak nie zamierzają się narzucać. Wystarczy im jedno spotkanie. - Chcę po prostu zobaczyć jeszcze raz tę cząstkę mojego syna, tylko tyle. Jedno spotkanie i to wszystko. Oczywiście jeśli będą chcieli nawiązać z nami dalszy kontakt, będzie nam bardzo miło – mówi pan Zbigniew.
Rafał po śmierci dokonał heroicznego czynu. Jego rodzice jednak chyba jeszcze większego. Wielu bliskich w obliczu tragedii nie jest w stanie podjąć tak trudnej decyzji. Poza tym w Polsce, transplantacja ciągle nie jest do końca akceptowana. Świadomość Polaków w tej kwestii zmienia się bardzo powoli. Według danych Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do Spraw Transplantacji Poltransplant na koniec czerwca oczekujących na przeszczep było 1495 osób, tymczasem dawców zaledwie 300. Państwo Piątkowie, są dowodem na to, że warto podjąć tak trudną decyzję. - Ta świadomość, że cząstka naszego syna gdzieś tam jest, to wspaniałe uczucie – mówi pan Zbigniew. - Poza tym jego śmierć nie poszła na marne. Rodzice Rafała przy okazji dementują również krążące plotki na temat otrzymania zapłaty za oddanie narządów syna. - Ludzie gadając takie rzeczy zadają nam tylko dodatkowego bólu. Nikomu tego nie życzę, nawet największemu wrogowi – mówi ojciec.
Oczekiwanie na spotkanie z biorcami, to obecnie jedyny cel rodziców Rafała. Próbują żyć z dnia na dzień, jednak to nie łatwe. Wspólny wyjazd nad morze, informacja o udziale w rodzinnych zawodach wędkarskich, w których chętnie co roku brali udział, czy patrzenie na pusty pokój syna, to wszystko sprawia ogromny ból. - Zdarza mi się, że w nocy nasłuchuję czy nie idzie po schodach – mówi pan Zbigniew. Ich syn w rodzinnym grobie spoczął 7 lipca. Pani Krystyna i Zbigniew zamierzają postawić taki nagrobek, o który niespecjalnie będzie trzeba dbać. Zdają sobie sprawę, że nie ma nikogo kto by się tym zajmował. Zawsze myśleli, że ten obowiązek spocznie na Rafale.
- Nie może tak być, aby to dziecko umierało przed rodzicami, tak nie powinno się dziać. Tego nie potrafię zrozumieć – mówi ojciec Rafała. Tragedii, która spotkała państwa Piątków nie da się opisać. W ich sercach na zawsze pozostanie smutek i żal. Gdzieś tam jednak na horyzoncie pojawiają się pierwsze, nieśmiałe promienie słońca, być może kiedyś znowu nad nimi zaświeci. Choć ich syna już nie ma, pozostają wspomnienia i ta świadomość, że dzięki niemu żyje aż pięć osób.
***
Państwo Piątkowie szczególne podziękowania chcieliby złożyć ks. Zbigniewowi Olkowskiemu, który nieustannie wspiera ich na duchu i towarzyszy w tych trudnych chwilach.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze