Łukasz Opłatek:
Elżbieta Kowalska:
Synka przyniesiono mi około 8:30 w stanie dobrym, w ciągu pół godziny stał się niespokojny, poczułam, że coś jest nie tak, więc oddałam go siostrze. Potem cała informacja, która spływała z tamtej strony była taka, że jest poważnie chory, że ma infekcję pępowiny i mam podpisać papiery, że ma być leczony w Bydgoszczy. Ktoś mi powiedział, że mam dziecko ochrzczone...
Miałam świadomość, że sytuacja jest ciężka, ale nikt nie umiał mi powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Dopiero po miesiącu, gdy czytałam dokumenty prokuratorskie, dowiadywałam się, co się wówczas z moim synkiem działo. Widziałam w niej dużo niejasności i miałam mnóstwo pytań.
Reklama
Teraz wiem, że krew mogła być podana na miejscu, ale nie można było jej znaleźć. Punkt krwiodawstwa jest w Pile, była możliwość przewiezienia krwi helikopterem, nawet na nasz koszt, bo chodziło o ratowanie życia naszego synka. W Złotowie podjęto decyzję o transporcie do Bydgoszczy. Po ponad godzinie jazdy jednak skierowano się do Poznania. Miałoby to sens, bo ze względu na niedotlenienie spowodowane dużym ubytkiem krwi w krótkim czasie dziecko było niedotlenione i nawet gdyby przeżyło, było skazane na wegetację. Stąd decyzja o zmianie kierunku i zamrożeniu komórek mózgu mogłaby dać pozytywny skutek. Tu jednak dziecku nikt krwi nie podał. Podawano jedynie osocze i inne preparaty krwiopochodne.
Przed Chodzieżą tankowali, jednocześnie reanimowali Piotrusia i wtedy nastąpił zgon. Tankowanie i śmierć nastąpiły w przybliżonym czasie. A może tak długo czekali na decyzję?
Reklama
Ja nie prosiłam o wyjaśnienia, bo wtedy nie myślałam trzeźwo. Skoro dziecko umarło, to pewnie było chore. Stało się, trudno. Ale gdy zaczęłam czytać dokumentację okazało się, że nie było chore, a jeśli nawet miało stan zapalny, to w XXI wieku przyjęte do szpitala dawało rokowanie na przeżycie. A jeśli były komplikacje, to może inna jednostka dobrze by się nim zajęła? A tu w szpitalu nie było możliwości ratowania jego życia. Przecież Piotruś miał krew grupy 0 – uniwersalną. Członkowie rodziny mają tę grupę krwi, więc szybciej byłoby ją zbadać i pobrać od nas.
Dyrektor się nie uchylał przed zgłoszeniem sprawy, bo taka jest procedura. A my o śmierci synka dowiedzieliśmy się od policji.
Okazało się, że nie wiadomo, kto założył chłopcu zaciskacz pępowinowy. Zrobił to źle, co skutkowało krwotokiem. 100 ml u noworodka to tyle co 1,5 litra u dorosłego.
– W dokumentacji podano, która siostra zajmowała się szczepieniem, która odpępiała, ważyła i tak dalej. Dziecko oglądała pani doktor i...
Kto według Pani odpowiada za śmierć Pani synka?
Nie chcę nikogo wskazywać, bo mogę się mylić. Część zabiegów wykonanych wokół mnie i mojego dziecka wykonana była prawidłowo, ale...
Stąd decyzja, by zwrócić się o pomoc do Biura Interwencji Prawnej przy Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy? Po sześciu latach liczy Pani na wznowienie postępowania?
Czy rozwiązanie Pani sprawy może spowodować, że inni przestaną się bać mówić?
Nie będą mówić, bo to nie da wymiernego efektu. Po takiej stracie nie zazna się spokoju, dlatego...
W dokumentacji podano, która siostra zajmowała się szczepieniem, która odpępiała, ważyła i tak dalej. Dziecko oglądała pani doktor i wszystko było w porządku. A przecież zaciskacz nie ma prawa się obsunąć, bo on przylega jak klamra z ząbkami. Pewien lekarz, który odbierał poród przy drodze powiedział mi: ja to wiązałem na poczekaniu, jako węzeł i to nie krwawiło. Odbierałem bardzo dużo takich porodów i wszystko było dobrze. To niepojęte, że w szpitalu, wykonane fachowymi elementami, nie działało.
Nie dochodzono do końca, czy jest wina. Nie mogę uwierzyć w zbieg okoliczności. Za tym stoi człowiek. To jest błąd ludzki. Laik, czytając opinię pediatrów i biegłych sądowych wie, że ktoś popełnił błąd. Tak jest napisane. Czy ktoś, kto to czytał, tego nie widział? Te papiery były wielokrotnie czytane przez osoby do tego powołane, a jednak winnego nie znaleziono.
Reklama
Tak, ale ja byłam zabezpieczona, co szpital wykonał prawidłowo. Aczkolwiek procedury nie wymagają, by dziecko zabezpieczyć jakimś antybiotykiem – jest tylko obserwacja, a na nią nie było czasu. Pytanie tylko, czy bakteria jest w stanie w tak krótkim czasie zniszczyć organizm? W ciągu dwóch godzin umarł, bo miał bakterię? Jeśli dziecko jest zakażone i tylko się je obserwuje przez dwie doby, to znaczy, że ten paciorkowiec nie jest tak groźny.
Zmiany wielonarządowe, których doszukał się patolog nie były spowodowane stanem zapalnym, ale tym, że nie było krwi i dostatecznej ilości tlenu. Tak oni to zinterpretowali. To był krwotok.
Reklama
Nie chcę nikogo wskazywać, bo mogę się mylić. Część zabiegów wykonanych wokół mnie i mojego dziecka wykonana była prawidłowo, ale nie były dopilnowane. Dziecko przeszło przez wiele rąk, a ja mam wiele pytań. Mojego dziecka nie ma, ale czy taka sytuacja się nie powtórzy? Czy ktoś inny nie będzie zdruzgotany z chwili na chwilę? Jadąc do szpitala czujesz się bezpiecznie, bo jeśli tu się nie znają, to wyślą cię gdzieś, gdzie ci pomogą.
Wie pan, kto zawinił? Ja. Mogłam przecież pojechać do innego szpitala i wszystko potoczyłoby się pewnie inaczej. Przez wiele miesięcy widziałam winę w sobie. A później znowu czytałam tę dokumentację i widziałam, że to było źle, a tego nie dopełniono...
Dziś wiem, że gdybym rodziła dziecko, nie zdecydowałabym się na szpital w Złotowie. Tak samo mówię koleżankom.
Reklama
Jakiekolwiek pytania o przyczyny, okoliczności śmierci Piotrusia kończyły się zamykaniem postępowania. Były odwołania i krótkie wznowienia sprawy, ale nic się nie zmieniło. Czułam, że nie mogę pytać.
Nie. Oni zamykali sprawę, powoływali się na paragrafy, a ja się na tym nie znam. Miałam poczucie, że wymiar sprawiedliwości nie jest dla mnie. Jestem przeciętnym obywatelem i tyle. A może gdybym była prezesem czegoś, to może zrobiono by więcej?
Szukałam, ale w okolicy nie znalazłam nikogo, kto chciałby mi pomóc. Pytałam wielu osób i każda odmawiała. Z przyczyn osobistych czy innych.
W końcu pomóc mi próbował prawnik ze Złotowa, ale oddał tę sprawę studentowi, który napisał niczego nie wnoszący do sprawy wywód. Wszystko było na „nie”, więc nie szukałam już pomocy gdzieś dalej.Reklama
Sprawę założył mój mąż, ale potem poszkodowanymi byłyśmy także ja i moja małoletnia córka. Sąd pozew przyjął, ale potem uznał, że to nie może być jedna sprawa. Każdy z nas miał być rozpatrywany oddzielnie i za to w ciągu tygodnia musiałam zapłacić
22 tys. złotych. Nie miałam tych pieniędzy, więc się ze wszystkiego wycofałam. Rezygnacja była jakby moim przyznaniem się do błędu, za co zapłaciłam 2,5 tys. zł kosztów.
Czas nie goi ran. Śnię o Piotrusiu, czuję jego zapach, myślę o nim – to wszystko siedzi głęboko w psychice. Czas żałoby minął, ale te ślady są nie do zaleczenia.
Reklama
Rodzina podpowiedziała mi, że jest taka instytucja. Mam nadzieję, że ktoś tam spojrzy na tę sprawę inaczej niż prawnicy tutaj i pomoże mi uzyskać odpowiedzi na moje pytania.
Myślę, że tak. Miałam sprawy, które nadawały się do podania do sądu, ale uznałam, że albo rozwiążą się same, albo muszę o nich zapomnieć. I jeżeli będę miała inne życiowe problemy rozwiązywać przez sąd, to się grubo nad tym zastanowię. Czy jest sens?
Niekoniecznie. Wie Pan, ja śledzę pracę szpitala w Złotowie i wyłapuję przypadki błędów w sztuce. Wiem, że osób pokrzywdzonych przez tę placówkę jest więcej, ale i one nie pytają, bo to nie ma sensu.
Reklama
Nie będą mówić, bo to nie da wymiernego efektu. Po takiej stracie nie zazna się spokoju, dlatego jeśli teraz nie będzie odpowiedzi na moje pytania, bo np. pytających będzie zbyt dużo albo mój przypadek nie będzie wystarczająco ważny, to myślę, że dam sobie spokój.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dzis szpitale to biznesy jak kazde inne,do was drogie kobiety, matki pisze te slowa,a w biznesie licza sie zyski nie zdrowie malych pacjentow,wlaczcie myslenie polecam dr. Majewska,dr. Jerzy Jaskowski, dr.Hubert Czerniak, dr.Jan Pokrywka,dr. Stanislaw Wiackowski ,Jerzy Zieba i wielu innych wspanialych lekarzy uswiadamiaja jakim niebezpieczenstwem sa podawane szczepionki w pierwszych godzinach zycia malym pacjentom .To jest depopulacja Polakow.Rzady w Polsce od 1989r.przejela chazarska mafia ktora wysyla Polakow do piachu.Czas sie przebudzic ,szukajcie informacji w internecie poki jeszcze cenzura w powijakach.Matki , kobiety nie dajcie okaleczac swoje dzieci!!!!!!!!!!!!!!!
Za darmo tego nie zrobił, skoro całą ciąża opłacona była prywatnie. Ciesz się, że nie zrobił Ci cesarski...
Rodzilam w tym szpitalu , w pazdzierniku 2016r balam sie czytajac opinie ale jednak wspolnie z moim zdecydowalismy ze tam jest najblizej, chodzilam do doktora Koniecznego prywatnie i nie uwazam zeby byl nie mily czy cos w tym stylu , w ciazy to byl moj 3 lekarz prowadzacy ciaze majac porownanie przy kolejnej ciazy tylko pojde do doktora Koniecznego jest milym sympatycznym lekarzem odpowiadal zawsze z usmiechem na moje pytania. Gdy zaczelam rodzic byl to poniedzialek godz 6 rano do szpitala dojechalam o 7:49 doktor badal mnie o 9 bylo rozwarcie ale tylko na 2cm na porodowke poszlam o 12 doktora juz nie bylo byl u siebie w gabinecie prywatnym troche bylam zla bo myslalam ze skoro prowadzi mi ciaze to bedzie przy porodzie ale nie , byla polozna starsza kobieta bardzo nie mila ale obralam taktyke ze to ja bede mila polozna zaraz zmienila nastawienie do mnie. Pozwolono aby moj partner byl ze mna o 16 przyjechala moja mama ktora myslala ze juz urodzilam takze pozwolono jej byc przy narodzinach malego porod zatrzymal sie skurcze byly a rozwarcie stanelo w miejscu o 19 byla zmiana poloznych i moim ocza pojawila sie Pani Andzelika cudowna mloda kobieta odrazu nabralam sily na dalsza czesc porodu dostalam pilke skakalam byla caly czas obecna mila rozmowna niestety od 16 do 20:44rozwarcie stanelo w miejscu zaproponowala naciecie i oks naciecie bylo w znieczuleniu tak samo jak szycie i tak o 21:20 trzymalam synka w ramionach. Dziekuje pani Andzelice za tak mily porod mam nadzieje ze za jakis czas znów spotkamy sie w tych samych okolicznosciach. A Doktorowi Koniecznemu wytrwalosci jest pan jak dla mnie swietnym lekarzem ps za jakis czas znow wroce z kolejna ciaza. Dziekuje i Pozdrawiam.
moim zdaniem trzeba było zaskarżyc szpital, bo to ewidentnie ich wina.. ;/
Rodziłam w Złotowie w tym roku. Przed porodem leżałam kilka dni.Opieka w zależności od zmiany. Każda pielęgniarka inna. Żadnej niczego nie brakuje. Część jest miła a cześć nie. Pielęgniarka Oddziałowa ZŁOTA KOBIETA. Ordynator ma muchy w nosie ale oceniam jego postawę bardzo dobrze. Oceniam ten odziałam dobrze.
hmmm... czytam te wpisy i się zastanawiam czy nasz oddział złotowski jest taki zły. Rodziłam tam dwie córki przy dwóch było c/c. Przy pierwszej były próby urodzenia siłami natury ale niestety rozwarcie nie szło. Darłam się w wniebogłosy i żadna położna mnie nie uciszała. Opiekę miałam że tak napisze poprawną. Córki mam zdrowe a więc stąd moje zadowolenie. Jeżeli chodzi o lekarzy bo czytałam, że dużo osób uważa że jak się chodzi do dr K prywatnie to inaczej traktują i tu muszę się nie zgodzić. Dr K prowadził obie moje ciąże i chyba nawet nie pamiętał że jestem jego pacjentka i wiele koleżanek też mi to mówiło. Lekarze traktują tam kobiety tak naprawdę w zależności jaki mają humor danego dnia i tyle. Ja całemu personelu naszego szpitala życzę więcej życzliwości, zrozumienia zwolnienia tempa i traktowania pacjentów jak ,,dziecko bliskiej sąsiadki,,
PIELĘGNIARKI krowy? to Wy jesteście KROWY !
Też uważam że co oddziału położniczego przesadzony komentarz, ja jestem i byłam zadowolona!
A zgłosiła się Pani kiedykolwiek po wypis?
Do mąż: Nie jednokrotnie słyszałem już opinię, że Pan Konieczy traktuje dużo lepiej kobiety które chodziły do niego prywatnie. Ten wpis to następny sygnał że coś w tym jest.
Pani dyrektor do tej pory szeregowy lekarz szpitala w Pile skąd ma wiedzieć jak zarządzać taką placówką? Nie matura a plecy mamuśki robią z ciebie .....
Nie był to doktor Konieczny ani żaden z lekarzy ze szpitala :-) Bo pewnie to miał Pan na myśli.Ciążę prowadziła ginekolog z przychodni w Złotowie (nie polecam swoją drogą) Ostatni poród mój odbierał doktor Rzeczycki,którego miło wspominam a poprzednim razem niestety nie pamiętam który lekarz.
Mialam podobna sytuacje w roku 2012 corka urodziła sie normalnie dostala 10 punktów i wszystko było ok,ale tydzień po porodzie córka zaczęła mi mdleć wymiotować i biegiem do lekarza tam podano jej tlen i skierowanie do szpitala. W szpitalu zanim się ogarneli minęła godzina zaczęłam krzyczeć ze corka mi mdleje wtedy zaqgagowali a tam okazalo się że ma Sepse podano jej leki nerki już nie pracowały nie dawali jej szans byłam przygotowana na najgorsze błagałam Boga o to żeby mi jej nie zabieral. Było to piekło na Ziemi. Ochrzczono corke,a ta wiadomosc to jak by któs ci pier...z calej sily w twarz,ale to było nic w porównaniu do dalszych minut. Podchodzi jakis lekarz widzi ze klecze przed drzwiami płacze a on do mojej siostry czy ja te dziecko chcialam.. Nie pytajcie w jaka furie wpadlam jak mi to powiedziala..amen.. Pielegniarka zapytala czy chcialabym ja zobaczyc zadala oczywiscie glupie pytanie ale odpowiedzialam ze TAK weszlam na ostatnich silach zobaczylam ja taka bezbronna zaczelam ja prosic o to zeby nas nie opuszczala. Przyjechali karetka z Bydgoszczy.. Otwierali inkubator i nagle mamy siku nerki działaja..swiatelko w tunelu. Usmiechnelam sie pocalowalam niunie i odjechali. Spedzila w Bydgoszczy miesiac. Jest po zapaleniu mieśnia serca. Zespół WPW czyli bije jej za szybko serce. Teraz ma 4 latka i co pol roku kontrola w Bydgoszczy u kardiologa. A tak jej nie dawali żadnego procenta.
Biznez życia,a pani dyrektor ślepa i jeszcze każe pracownikom najniższego szczebla dokształcać się bo oddziałowa uczy w Radawnicy i nie ma naboru więc strach że 15 pęsja będzie niższa
Jedyny szpital w którym oddziałowe pracują do 15 państwowo a po 15 są na kontraktach.
najlepszy oddział w całym szpitalu to perełka długoterminowy i paliatywny.BIZNES
Ktoś napisał o wrażliwości lekarzy i pielęgniarek ,wrazliwość jest liczona w złotówkach lub innej walucie,tyle w temacie.
Myślę, że błędy są popełniane już na etapie edukacji lekarzy. bo przede wszystkim powinien być wpajany szacunek do pacjenta i traktowanie podmiotowe a nie przedmiotowe chorego.Zwykłe przedstawienie się lekarza choremu to u nas niespotykane a na zachodzie to reguła.Przecież to nic nie kosztuje traktowanie chorych i ich rodzin z życzliwością a nie rozmowa w biegu niekiedy na korytarzu.
Wśród personelu służby zdrowia są lidzie z powołania i tzw. przypadku. Nie każdy nadaje się do danego zawodu nawet pomimo wykształcenia i chęci. Pacjent nie musi znać się na chorobie, procedurach leczenia, ale personel jest od tego by dogłębnie w razie pytań poinformować go o tym. Najczęściej jest tak, że wizyta u lekarza czy pobyt w szpitalu to jedna wielka niewidoma, niby badają, niby coś robią ale pacjent niczego konkretnego nie może się dowiedzieć i wygląda to na grę typu ,,chybił-trafił"". Psim obowiązkiem personelu jest przekazanie pełnej informacja o jego stanie pacjentowi, traktowanie go z szacunkiem a nie jak warchlaka w ubojni pięć minut przed zakończeniem żywota. Pacjent jako laik medyczny ma prawo być zaniepokojony swoim stanem a personel jest od rzeczowego naświetlenia sytuacji i działań w pełnym zakresie by udzielić niezbędnej pomocy. Byłem niedawno na oddziale chirurgicznym tego szpitala. Personel podstawowy ,,w kratkę"", jedne panie nadzwyczaj uprzejme podchodzące do swego zawodu z pełnym profesjonalizmem, inne typu ,,bez kija nie podchodź"". Co do personelu lekarskiego ,,czeski film"", zero wyczerpującego kontaktu z pacjentem, zero informacji, tzw. obchód ,,w locie"" zdawkowe pytania i odpowiedzi, kontakt jedynie przez pielęgniarki. Pacjent to człowiek, wymagający niejednokrotnie informacji by rozwiać jego wątpliwości, a przede wszystkim przebywa w szpitalu by powrócić do zdrowia licząc na pomoc by przechodził to w najmniejszych cierpieniach, być traktowanym godnie a nie na równi z mopem do czyszczenia podłogi. W Polakach tkwi jeszcze głęboko nawyk z czasów Komuny i klient (pacjent) traktowany jest podczas leczenia ,,taśmowo"" jak kiedyś w Ludowym Wojsku na każdą chorobę lekarz aplikował delbetę, Jakoś dziwnie się teraz porobiło, ten sam lekarz czy pielęgniarka w publicznej placówce traktuje pacjenta ,,per noga"", ale załatwiając prywatnie ,,całuje po rączkach"".
Bardzo, ale to bardzo współczuję rodzicom.Oprocz dziwnie długiej drogi tego maluszka do szpitala zrozumiałam z artykułu, że szpital sam podjął kroki by wyjaśnić nieprawidłowości . Czytający ..czasami należy zachować obiektywizm ...napewno doszło do jakiegoś zaniedbania i winni sytuacji i śmierci maluszka powinni ponieść konsekwencje . Współczuję rodzicom i po części rozumiem . Tak, rozumiem. Moje dziecko urodziło się w szpitalu w Chojnicach. Poród naturalny , dziecko zdrowe. Po urodzeniu 10 pkt Apgar. I cóż z tego ?? Teraz wiem ze te punkty zbyt wiele nie oznaczają . Są wstępna ocena noworodka tuż po porodzie . Cztery godziny po porodzie dzuecko zrobiło się płaczliwe, sine ...Daria sobie szczegóły ..Syn miał sepse .O czym w tamtym czasie nie było wiadomo.Byly tylko objawy. Po konsultacjach ze szpitalem o najwyższym stopniu referencyjnosci podano antybiotyk o szerokim spektrum działania. Wezwano karetkę (N) gdzie można było synka bezpiecznie przetransportować z Chojnic do Gdańska . Kuriozalne jedt to ze jest to specjalistyczna karetka JEDNA na całe województwo. (!!!) Dość długo włączono w UCK Gdańsk o moje dziecko. Kazano nam przygotować się na najgorsze. Miał 1% na przeżycie ....Dziś jest zdrowym dwulatkuem .Wygrał walkę . Teoretycznie urodził się zdrowy .Nie rozumiem dlatego , skąd tak długa "wycieczka" by pomóc maluszkowi ? Dlaczego nie wysłano specjalistycznego auta razem z krwią do Zlotowa ? Moim zdaniem czasem lekarzowi brak odwagi by poprosić o pomoc inny szpital..ten o wyższym stopniu referencyjnosci. A przecież powinien sięgać wszystkim środków by pomóc pacjentowi!! Ktoś jednak zawinił. Prawda jest taka ze doświadczone pielęgniarki /lekarze z dużym stażem niestety często wpadają w rutynę ...A przecież medycyna to dziedzina nauki, która się ciągle zmienia. Ja na szczęście trafiłam na wspaniałą młoda lekarke, która odpowiednio zareagowała. W porę udzielono wszelkiej pomocy . W Gdansku trafiłam na wspaniałych lekarzy, którzy mieli czas by ze mną rozmawiać na temat stanu mojego dziecka nawet pół godziny .Az wyczerpie swoje pytania. Była to Pani Doktor i cały zespół wspaniałych młodych lekarzy. Szanowni Lekarze oby z czasem zmieniło się i Wasze podejście . Wy dla Pacjenta a nie odwrotnie !! Szacunek zdobywa się poprzez pomoc, ratunek nie natomiast poprzez samo byciem lekarzem . Młodsi koledzy "po fachu " to wiedza... Jeszcze raz nadmieniam, bardzo bardzo współczuję rodzicom maluszka .
Dla redaktora nie ważne że w wypowiedziach pacjentki są tego typu błędy - liczy się że jest "sensacyjny" temat na pierwszą stronę
Ale zgłoszenie tego i postępowanie może uchronić inne dzieci od podobnego losu
Moja żona rodziła w tym roku w Złotowie , trzecia ciąża po 11 latach.Poprzednie rodziła w kuj-pom.. Ale co moge napisać o ginekologii w Złotowie to tylko same plusy. Całkowite zangażowanie. I z tego miejsca dziękuje za odebranie porodu i opiekę po porodzie 16.04.16
Ludzie nie moga zrozumiec , ze lekarze to nie Bogowie lecz zwykli ludzie tak jak my i tez moga popelniac bledy . Przykro ze chlopiec umarl i wspolczuje rodzinie , ale to ze rodzina poczuje sie lepiej po oskarzeniu lekarza czy pielegniarki nie zwroci zycia dziecku .
"Nie bójmy się mówić jak jest"- I właśnie o to mi chodzi..o sensowną ocenę sytuacji, a nie pieniactwo i uogólnianie. Oskarżanie i obrażanie piszącym tu ludziom wychodzi idealnie. Napisałam,że mnie traktowano jak należy. Oczywiście,że wypowiadam się za siebie, na podstawie tego co ja widziałam i przeżyłam. Dlaczego mam tego nie napisać?Akurat w moim przypadku tak było. Pani przełożona bardzo miła- również się zgadzam. Pytała czy wszystko ok. Że niektóre położne bardzo fajne- inne mniej - też się zgadzam. Ale żadna - nie odmówiła mi pomocy. Chodząc do sensownej szkoły rodzenia można się przygotować do pewnych sytuacji podczas porodu. Nie uważam, i też nie napisałam tak, że jest to gwarancja iż wszystko pójdzie zgodnie z planem.
A idzie przygotować się do porodu?myślisz że jak naczytasz się poradników to wszystko pójdzie zgodnie z planem? Teoria teorią ale rzeczywistość jest inna. A zasranym obowiązkiem położnej jest pomagać przy maluszku, nawet jeśli to piąte dziecko kobiety. Nie bójmy się mówić jak jest, przecież przełożona pielęgniarek (bardzo miła Pani zresztą) przychodzi i pyta czy wszystko było ok czy chciałabym rodzić tutaj raz jeszcze itd. Niektóre położne bardzo fajne, ale niestety tylko kilka Pań, reszta to chyba się już wypaliła i jakoś trzeba odbębnić swoje do emerytury.
Nie pisze pani takich bzdur że ludzie są nie przygotowani do porodu.bo niektóre jest.ja nie jestem osobą która lubi się kimś wyslugiwac.ale jeżeli rodze i pielęgniarki zwracają mi uwagę że mam się tak nie drzec.a po chwili okazuje się że mój syn jest tak duży że robi się panika wyciągają go proznociagiem i wypychaja łokciami,a ja mam pęknięcie 3 go stopnia, po którym nie mogę chodzić i dostaje opieprz z samego rana parę godzin po porodzie.a dziewczyna obok za to że ma drugie dziecko i jak śmie zadawać pytania...ludzie z palca historii nie biorą.
Szkoda,że nie napisała pani kto prowadził pani ciążę.
Moja córka też rodziła tu w bardzo nie profesjonalnych warunkach sprawa nadawała się do prokuratury ,ale jak zwykle strach bo potem będą się może odgrywać na innych z rodziny jakaś masakra ,ale podpowiedż moja jest taka wszystkie takie przypadki zgłaszać do prokuratury i dalej odszkodowania a w najlepszym przypadku do NFZ.
Ja byłam i na porodówce ( całkiem niedawno) i na ginekologii i nigdy żadna pielęgniarka, ani położna nie odmówiła mi pomocy. A do tego taka była sytuacja,że musiałam pobyć dłużej. Chcąc, nie chcąc obserwowałam pracę tam. Ale też nie oczekiwałam,że wciąż ktoś będzie koło mnie biegał. Kilka razy podeszły i poinformowały,że u jakiejś pacjentki sytuacja nagła, czy mogę chwilę poczekać. Czasami były 2 położne i pełen oddział. No i co mogły zrobić? Do tego prawda jest taka,że duża część dziewczyn jest kompletnie nieprzygotowana do tego,że idą rodzić. Myślą,że zrobią awanturę, dostaną "cudowny" lek przeciwbólowy i nie będzie bolało. Życie takie nie jest. Nie wypowiadam się na temat tego konkretnego zdarzenia opisanego w artykule, bo do tego trzeba mieć wiedzę, a nie oskarżać wszystkich bez wyjątku. Ale przecież w naszym kraju wszyscy znają się na wszystkim... i krytykują.
nie wiecie jak to jest ... ręka rękę myje było i tak będzie nic tu się nie zmieni!!!szpital powinien wypłacić odszkodowanie tej rodzinie a nie ręce umywać
a podczas cc sluchalam glupich komentarzy typu ze wody juz zielona az smierdza.. i dowcipy sobie opowiadali nad moim brzuchem.
ja przy badaniu przed porodem uslyszalam od dr.K "jak pani zrobila to dziecko? ja tu ledwo palca mieszcze" ... brak slow, jak chodzilam do niego prywatnie to super mily, a w szpitalu szkoda gadac
Ciekawe czy ktoś ze szpitala weźmie sobie te komentarze kobiet do siebie? Ewidentne widać że coś w szpitalu jest nie tak ! Za fraki tego ordynatora i na zbity pysk go ! Pielęgniarki to samo ! A jeszcze podwyżki chcą co chwilę... Powinno się te wszystkie komentarze wydrukować i zanieść tym patusom do szpitala i wywiesić na każdych drzwiach !
w artykule wypowiada się pacjentka która nie musi się znać, artykuł w formie cytatu.
Wszystkie te wpisy powinny być przekazane do Rady Powiatu i powinny zostać sprawdzone przez organ nadzorujący.
Co ma się stać aby zrobić porządek w tym szpitalu teraz do rady wszedł pan z PIS i co a nic.
Panie Zięba zjedz snickersa.
Niestety zgadzam się z wiekszością wpisów, uważam również że to szpital zawinił w sprawie śmierci maluszka.
Ordynator jest w stosunku do pacjentek , chamski , ordynarny . Milutki ...za pieniądze Chamidło!!
panuje znieczulica liczą się tylko pieniądze i układy to jest Polska kraj absurdu a kiedy prosisz o pomoc to mają w głębokim poważaniu POLSKA kraj dla wybrańców
Nie polecam tego szpitala. Za pierwszym razem było ok dzięki temu że jedna z pielęgniarek była znajomą mojej mamy i były praktykantki, które pomagały przy dzieciach. Ale ordynator to porażka: codzienne badania ginekologiczne na sali gdzie obok leżała inna pacjentka i to bez żadnej osłony a po badaniu przed wypisem to krwawiłam jak zarzynane prosie. Drugi raz też tragedia: poród wywoływany i leżałam na patologii, jak w nocy nasiliły się skurcze to kazały mi samej przenieść pościel na salę porodową. Przed południem jak rodziłam była tylko jedna położna na dwa trwające porody, kobietę w drugiej sali powstrzymywali przed parciem bo położna była przy mnie. Urodziłyśmy w odstępie 5 min więc położna nawet nie zdążyła się przebrać. Trafiłyśmy nawet na jedną salę i ta Pani miała trudności z karmieniem dzidziuś nie chciał się przyssać dwa dni płakał non stop aż poradziłam jej aby poszła do pielęgniarek po butelkę i co? butelka stała gotowa ale zimna a odpowiedź pielęgniarki "nie miałyśmy czasu przynieść". Na wyjście to się modliłam żeby ordynator mnie nie badał ale na szczęście była niedziela i urzędował lekarz z Wałcza. Gdyby był inny szpital blisko mojego miejsca zamieszkania to bym od razu tam pojechała.
Ja rodzilam kilka mies temu. Trauma ... Do konca zycia chociaz porod byl lekki.
Oddział chorób wewnętrznych to przede wszystkim straszna znieczulica i brak kompetencji personelu. Tam zmarła moja najbliższa na świecie osoba. Po cichutku, w samotności, na sali dla osób zdrowych, bo trzeba było zrobić miejsce na intensywnej terapii dla kogoś innego... A wystarczyło ją odesłać dalej, do Piły chociażby...
Oddział dziecięcy jest okropny, panie bardzo niemile, czlowiek czuje sie niekomfortowo, tak jak nizej napisane jak intruz, sam musi sie diagnozowac i upominac.. Problem maja leki na goraczke podawac i czekaja do 40 stopni. Porazka.
Moją żonę wypisano po dwutygodniowym terminie z zakażeniem całego ciała,gdy próbowałem dowiedzieć sie o stan mojej zony to Pan Konieczny zamknął mi dzwi przed nosem "bo zona nie byla jego pajetką" po wyjściu ze szpitala zona dwie godziny pozniej urodziła w pile.
Moją żonę wypisano po dwutygodniowym terminie z zakażeniem całego ciała,gdy próbowałem dowiedzieć sie o stan mojej zony to Pan Konieczny zamknął mi dzwi przed nosem "bo zona nie byla jego pajetką" po wyjściu ze szpitala zona dwie godziny pozniej urodziła w pile.
Mnie bardzo wiele rzeczy tam denerwowalo i stresowalo o ordynatorze nie wspomnę. Niestety po porodzie byliśmy tam 9 dni. Na wszystkie pielęgniarki tylko jedna była obeznana w tym co robi i jako jedna wiedziała jak mi pomóc przyłożyć małego do piersi. Jedna z nich trzymając mi drące się wręcz dziecko na siłę trzęsąc jego głową mi go przykladala. Do dzisiaj mnie krew zalewa jak to sobie przypomnę. Na badaniach też stres i jeszcze szepcza między sobą jakby naprawdę było coś nie tak ale nie chcą Ci powiedzieć bo nie chcą mieć tego na swojej głowie. Samo cc było ok ludzie w porządku i sam lekarz pozytywny.
Ja rodziłam w Złotowie 11 lat temu i widzę po wpisach że nic tam się nie zmieniło... Szkoda nerwów psuć i wspominać bo niestety tą samą krytykę mogę dodać i historie te same. Wszystkie znajome, koleżanki czy osoby z rodziny mają to samo zdanie , nie znam nikogo kto pozytywnie mówi o porodówce i oddziale dziecięcym też. To niestety przerażająca i smutna prawda
Bardzo podobny przypadek do mojego córka ma 12 lat i nawet nieźle się rozwija poza mową język i lewa cześć twarzy porazona nie polecam szpitala w zlotowie
Nie prawda, przesadzony komentarz!
Pielegniarki na porodowce sa nie mile , siedza na recepcji i ogladaja tv, na nockach spia taka jest prawda, jak sie o cos je poprosi robia to z wielka laska, malo tego mysla ze sa tam jakimis Paniami z bog wie jakiego stanowiska, jesli chce sie cos od nich robia to z laska i z niemilym podejsciem, porody w tym szpitalu tyle ile znam osob kobiet znajomych kazda klnie na ten szpital po prostu jest tragicznie, i tyle co tu duzo pisac, personel czeka do konca nie wazne czy cos sie dzieje kaza rodzic naturalnie i tyle, jak trfa porod aa bole skurcze nie z pacjentkamki, siedza i czekaja przychodza na jakis czas i bezczelnie pytaja jak sie czujesz, i bezczelnnie powiedza ze to nie porod , opieka tam jest tragiczna , jesli chodzi o dzieciecy oddzial ...tez dluga historia , w naszym.przypadki dziecko chore na trzydniowke, nie potrafili tego rozpoznac mimo badan, wypiisalam sie na zadanie z dzieckiem, oni przepisali antybiotyk na wszystko na oskrzela pluca ,nie pamietam jak sie nazywal, poszlam oczywiscie do lekarza swojego rzucil tym antybiotykiem , a na wypisie mialam napisane goraczkowannie , zabkowanie smiech na sali, i na to dali antBiotyk, a w czasie pobytu oczywiscie kroplowka za kroplowka bo tak lecza zawsze kroplowka kroplowka , standartd, ten szpital powinnen miec takze zrobiony wywiad pracowniczy, i pezede wszystkim taki by pacjenci mogli sie wypiwiedziec, bo jak narazie to mowia o nim zle, nie ma dobrej opini,
Rodzilam w zlotowskim szpitalu ponad rok temu położna ktora odbierala poród bardzo miła i sympatyczna bardzo mi pomagala. Ale pan ordynator jest tak nie miły i opryskliwy ze szok. Jak kobieta nie chodzi w ciazy do niego prywatnie to traktuje je jak śmieci takie bynajmniej moje wrażenie bylo. Jak zglosilam sie do szpitala bo bylam tydz po terminie i musialam tam zostac to po poznaniu pana ordynatora mialam taki stres ze w nocy płakałam. Na drugi dzien jak mnie zbadal to myslalm ze zwariuje z bólu a on na to "co boli?? nie udawaj... trafilam na porodowke dostalam oksytocyne. Jak zblizal sie poród to tylko pytalam czy pan doktor bedzie przy porodzie nie chcialam go i na szczescie obylo sie bez niego. Jak juz mialam córeczkę przy sobie to mialam pana doktora gdzieś tak jak on mnie. Przed wyjściem do domu jak bylo badanie a w gabinecie jeszcze dwóch lekarzy to milutki ze do rany przyloz. Jedyne co nie polecam to pan ordynator i co nie które panie na oddziale. A co do oddzialu dzieciecego to tam te panie naprawde robia za kare,sa nie mile i zero uczuć oczywiscie nie wszystkie.
Ja rodziłam 2 razy w szpitalu,w Złotowie i mogę go szczerze polecić.Pierwszego syna urodzilam siłami natury a drugiego synka,rok temu przez cc. Miałam bardzo dobrą opiekę i nie narzekam.
Czyste dziadostwo w tym szpitalu, zero wspolczucia, ogromna niewiedza ze strony personelu, nie potrafia rozpoznac najprostrzych chorob i to ma byc sluzba zdrowia. Na oddziale dzieciecym , matki zostajace z dziecmi sa traktowane jak intruzi chociaz na dobra spr robia tym pielegniara za dyche wielka laske zostajac i zajmujac sie swoimi dziecmi. Z jaka choroba by sie nie przyszlo bez zadnych badan pakowane sa w dzieci kroplowki.idac z jedna choroba dziecko w trakcie pobytu lapie wirusowki bo te krowy nawet rak nie potrafia umyc wychodzac z sal z wirusami . Sa oczywiscie nieliczne panie pielegniarki zaslugujace na uznanie.reszta wredna i opryskliwa chyba same nie wiedza po co tam sa, zamiast czowac nad bezpieczenstwem malych pacjentow wola na fb siedziec i pic kawki.oddzial polozniczy tez porazka , zmuszaja do naturalnych porodow te biedne kobiety bo tak taniej do tego nawet poscieli po porodzie ci nie zmienia mimo ze tydz w brudnej lezysz a jak sie upomnisz to z pyskiem wyjada ze nie ma i nie masz wiecej pytac . Syf niemilosierny ....
Szpital CzestoChowa taka naZwe powinien mieć. Nie życzę nikomu leżeć tam i być leczonym. Ludzie na wewnętrzny trafiają a nieraz stamtąd do kostnicy a potem cała sala gdzie pacjent leżał czyszczona szorowana pościel i materace na śmietnik. Szpital cos ukrywa. Prawdy sie dowiem i winni pójdą do więzienia albo na Chojnicka
Te wszystkie szpitale opieka zdrowotna i te KROWY pielegniarki siedza za kare w szpitalach tak za kare ktora dostaly od Sadu ze musza tam pracowac lepiej by sie na czyszczenie ulic sie nadawaly okropne nieraz jak tam przebywam to one ciagna nosa jak by byly Krolowe poco tutaj przyszedlej ja mam prace a tak by sie najlepiej polozyly i kawe chlaly i one jeszcze strajkuja po co abym im lepiej zabrac a nie dac ale nastepna niedziele do kosciolka i komunie przyjac to okropne sa takie zimne i na drugu dzien jest to samo okropne!!!
Ja także rodzilam w Złotowie, prawie 3 lata temu. Podczas ciąży byłam 2 razy na podtrzymaniu. Poród trwał 22 godziny. Bóle masakryczne... Jednak pielęgniarka, która w nocy była na dyżurze, nie zauważyła, że papier przy KTG się skończył i wykłócała się ze mną, wmawiajac mi, że nie mam skurczy. W rozwarciu nie było postępów przez ponad 20 godzin. Cesarskiego cięcia zrobić mi nie chcieli, za to Szanowny ordynator chciał mi "pomóc" w porodzie i zaczal naciskac na mój brzuch. Oczywiście nie obeszło się bez takich uwag jak "nie wygląda Pani na rodzącą, bo się Pani nie drze". O godzinie 16:25 urodziła się moja córeczka - Zosia. Dostała 10 punktów. Wszystko byłoby w porzadku, gdyby nie fakt, że dziecko miało problemy z oddychaniem i zaczęło sinieć mi na rękach. Zabrano małą na szczepienie. Czekałam około 2 godzin na jakiekolwiek informacje. Przyszedł lekarz i powiedział, że córeczka na wrodzoną wadę serca. Dziecko zostało zaintubowane, przyszła pielęgniarka z pytaniem, czy ochrzcić dziecko. Po chrzcie córeczka została przewieziona do Poznania. Po drodze nie obyło się bez dwukrotnej reanimacji. Na drugi dzień wypisano mnie, ponieważ (cytuję słowa ordynatora) "nie będziemy tu Pani trzymać, bo matkę to się tylko ze względu na dziecko trzyma" - myślałam, ze ze względu na stan zdrowia, ale ok. Zaraz po wyjściu ze szpitala pojechałam z mężem do Poznania. Na miejscu dowiedziałam się, ze mała ma wadę serca, ale ona nie ma wpływu na dalszy rozwój. Jednak Zosia doznała niedotlenienia okołoporodowego. Usłyszelismy, że to cud, iż jeszcze żyje. Powiedziano nam też, że nasze dziecko może nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić i być nadpobudliwe. To nie miało znaczenia, najważniejsze żeby przeżyło. Po prawie miesiącu pobytu na intensywnej terapii, Zosia została wypisana do domu. Przez kilka miesięcy była rehabilitowana, ponieważ cały ten "incydent" skończył się przykurczem kończyn dolnych i górnych. Ciągle wizyty i kardiologa, neurologa, okulisty i innych specjalistów. Za około miesiąc córeczka skończy 3 latka. Na dzień dzisiejszy nie ma żadnych oznak niedotlenienia. Jednak wypisu ze Zlotowskiego szpitala nie otrzymałam do dnia dzisiejszego. Nigdy w życiu nie polecę tego szpitala żadnej przyszłej mamie...
Ogólnie to rozumiem stratę ale jak już dziennikarz piszę art to mógłby trochę myśleć przy tym. "Przecież Piotruś miał krew grupy 0 – uniwersalną." Uniwersalna to ona jest w przypadku DAWCY a nie biorcy. Więc takie niedociągniecia w art wprowadzają ludzi w błąd. Odrobinę myślenia i czytania co wrzuca się...
Jak dla mnie to ewidentny NOP.
Dzis szpitale to biznesy jak kazde inne,do was drogie kobiety, matki pisze te slowa,a w biznesie licza sie zyski nie zdrowie malych pacjentow,wlaczcie myslenie polecam dr. Majewska,dr. Jerzy Jaskowski, dr.Hubert Czerniak, dr.Jan Pokrywka,dr. Stanislaw Wiackowski ,Jerzy Zieba i wielu innych wspanialych lekarzy uswiadamiaja jakim niebezpieczenstwem sa podawane szczepionki w pierwszych godzinach zycia malym pacjentom .To jest depopulacja Polakow.Rzady w Polsce od 1989r.przejela chazarska mafia ktora wysyla Polakow do piachu.Czas sie przebudzic ,szukajcie informacji w internecie poki jeszcze cenzura w powijakach.Matki , kobiety nie dajcie okaleczac swoje dzieci!!!!!!!!!!!!!!!
Za darmo tego nie zrobił, skoro całą ciąża opłacona była prywatnie. Ciesz się, że nie zrobił Ci cesarski...
Rodzilam w tym szpitalu , w pazdzierniku 2016r balam sie czytajac opinie ale jednak wspolnie z moim zdecydowalismy ze tam jest najblizej, chodzilam do doktora Koniecznego prywatnie i nie uwazam zeby byl nie mily czy cos w tym stylu , w ciazy to byl moj 3 lekarz prowadzacy ciaze majac porownanie przy kolejnej ciazy tylko pojde do doktora Koniecznego jest milym sympatycznym lekarzem odpowiadal zawsze z usmiechem na moje pytania. Gdy zaczelam rodzic byl to poniedzialek godz 6 rano do szpitala dojechalam o 7:49 doktor badal mnie o 9 bylo rozwarcie ale tylko na 2cm na porodowke poszlam o 12 doktora juz nie bylo byl u siebie w gabinecie prywatnym troche bylam zla bo myslalam ze skoro prowadzi mi ciaze to bedzie przy porodzie ale nie , byla polozna starsza kobieta bardzo nie mila ale obralam taktyke ze to ja bede mila polozna zaraz zmienila nastawienie do mnie. Pozwolono aby moj partner byl ze mna o 16 przyjechala moja mama ktora myslala ze juz urodzilam takze pozwolono jej byc przy narodzinach malego porod zatrzymal sie skurcze byly a rozwarcie stanelo w miejscu o 19 byla zmiana poloznych i moim ocza pojawila sie Pani Andzelika cudowna mloda kobieta odrazu nabralam sily na dalsza czesc porodu dostalam pilke skakalam byla caly czas obecna mila rozmowna niestety od 16 do 20:44rozwarcie stanelo w miejscu zaproponowala naciecie i oks naciecie bylo w znieczuleniu tak samo jak szycie i tak o 21:20 trzymalam synka w ramionach. Dziekuje pani Andzelice za tak mily porod mam nadzieje ze za jakis czas znów spotkamy sie w tych samych okolicznosciach. A Doktorowi Koniecznemu wytrwalosci jest pan jak dla mnie swietnym lekarzem ps za jakis czas znow wroce z kolejna ciaza. Dziekuje i Pozdrawiam.