Reklama

Piotruś był zdrowy, ale przeżył kilka godzin

30/10/2016 19:00
Jego matka od sześciu lat szuka sprawiedliwości. Gestem rozpaczy jest list do prezydenta Andrzeja Dudy

Łukasz Opłatek:

Piotruś urodził się 12 września 2010 roku. Otrzymał 10 w skali Apgar. A potem stało się coś niespodziewanego…

Elżbieta Kowalska:

Synka przyniesiono mi około 8:30 w stanie dobrym, w ciągu pół godziny stał się niespokojny, poczułam, że coś jest nie tak, więc oddałam go siostrze. Potem cała informacja, która spływała z tamtej strony była taka, że jest poważnie chory, że ma infekcję pępowiny i mam podpisać papiery, że ma być leczony w Bydgoszczy. Ktoś mi powiedział, że mam dziecko ochrzczone...

Noworodka chrzci się w chwili zagrożenia życia.

Miałam świadomość, że sytuacja jest ciężka, ale nikt nie umiał mi powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Dopiero po miesiącu, gdy czytałam dokumenty prokuratorskie, dowiadywałam się, co się wówczas z moim synkiem działo. Widziałam w niej dużo niejasności i miałam mnóstwo pytań.

Reklama

Pani synek był reanimowany, a około 14:00 lekarze podjęli decyzję o przewiezieniu go do kliniki w Bydgoszczy.

Teraz wiem, że krew mogła być podana na miejscu, ale nie można było jej znaleźć. Punkt krwiodawstwa jest w Pile, była możliwość przewiezienia krwi helikopterem, nawet na nasz koszt, bo chodziło o ratowanie życia naszego synka. W Złotowie podjęto decyzję o transporcie do Bydgoszczy. Po ponad godzinie jazdy jednak skierowano się do Poznania. Miałoby to sens, bo ze względu na niedotlenienie spowodowane dużym ubytkiem krwi w krótkim czasie dziecko było niedotlenione i nawet gdyby przeżyło, było skazane na wegetację. Stąd decyzja o zmianie kierunku i zamrożeniu komórek mózgu mogłaby dać pozytywny skutek. Tu jednak dziecku nikt krwi nie podał. Podawano jedynie osocze i inne preparaty krwiopochodne.

W trakcie transportu w karetce zabrakło paliwa…

Przed Chodzieżą tankowali, jednocześnie reanimowali Piotrusia i wtedy nastąpił zgon. Tankowanie i śmierć nastąpiły w przybliżonym czasie. A może tak długo czekali na decyzję?

Reklama

Wkrótce po zgonie dyrektor szpitala Jerzy Teusz powiadomił Prokuraturę Rejonową w Złotowie. Wszczęto śledztwo w sprawie śmierci Piotrusia.

Ja nie prosiłam o wyjaśnienia, bo wtedy nie myślałam trzeźwo. Skoro dziecko umarło, to pewnie było chore. Stało się, trudno. Ale gdy zaczęłam czytać dokumentację okazało się, że nie było chore, a jeśli nawet miało stan zapalny, to w XXI wieku przyjęte do szpitala dawało rokowanie na przeżycie. A jeśli były komplikacje, to może inna jednostka dobrze by się nim zajęła? A tu w szpitalu nie było możliwości ratowania jego życia. Przecież Piotruś miał krew grupy 0 – uniwersalną. Członkowie rodziny mają tę grupę krwi, więc szybciej byłoby ją zbadać i pobrać od nas.
Dyrektor się nie uchylał przed zgłoszeniem sprawy, bo taka jest procedura. A my o śmierci synka dowiedzieliśmy się od policji.


W dalszej części rozmowy przeczytasz m.in.:

Okazało się, że nie wiadomo, kto założył chłopcu zaciskacz pępowinowy. Zrobił to źle, co skutkowało krwotokiem. 100 ml u noworodka to tyle co 1,5 litra u dorosłego.
– W dokumentacji podano, która siostra zajmowała się szczepieniem, która odpępiała, ważyła i tak dalej. Dziecko oglądała pani doktor i...

Reklama

Kto według Pani odpowiada za śmierć Pani synka?
Nie chcę nikogo wskazywać, bo mogę się mylić. Część zabiegów wykonanych wokół mnie i mojego dziecka wykonana była prawidłowo, ale...

Stąd decyzja, by zwrócić się o pomoc do Biura Interwencji Prawnej przy Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy? Po sześciu latach liczy Pani na wznowienie postępowania?

Czy rozwiązanie Pani sprawy może spowodować, że inni przestaną się bać mówić?
Nie będą mówić, bo to nie da wymiernego efektu. Po takiej stracie nie zazna się spokoju, dlatego...

Reklama

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Okazało się, że nie wiadomo, kto założył chłopcu zaciskacz pępowinowy. Zrobił to źle, co skutkowało krwotokiem. 100 ml u noworodka to tyle co 1,5 litra u dorosłego.

W dokumentacji podano, która siostra zajmowała się szczepieniem, która odpępiała, ważyła i tak dalej. Dziecko oglądała pani doktor i wszystko było w porządku. A przecież zaciskacz nie ma prawa się obsunąć, bo on przylega jak klamra z ząbkami. Pewien lekarz, który odbierał poród przy drodze powiedział mi: ja to wiązałem na poczekaniu, jako węzeł i to nie krwawiło. Odbierałem bardzo dużo takich porodów i wszystko było dobrze. To niepojęte, że w szpitalu, wykonane fachowymi elementami, nie działało.

Dyrektor szpitala nie dopatrzył się winy pracowników, a potem potwierdziła to prokuratura. A przecież opinia biegłej była jednoznaczna – wadliwie założony zaciskacz spowodował krwotok.

Nie dochodzono do końca, czy jest wina. Nie mogę uwierzyć w zbieg okoliczności. Za tym stoi człowiek. To jest błąd ludzki. Laik, czytając opinię pediatrów i biegłych sądowych wie, że ktoś popełnił błąd. Tak jest napisane. Czy ktoś, kto to czytał, tego nie widział? Te papiery były wielokrotnie czytane przez osoby do tego powołane, a jednak winnego nie znaleziono.

Reklama

Biegła sądowa uznała, że główną przyczyną śmierci Piotrusia była sepsa wywołana paciorkowcem z grupy B. Jego nosicielką była Pani.

Tak, ale ja byłam zabezpieczona, co szpital wykonał prawidłowo. Aczkolwiek procedury nie wymagają, by dziecko zabezpieczyć jakimś antybiotykiem – jest tylko obserwacja, a na nią nie było czasu. Pytanie tylko, czy bakteria jest w stanie w tak krótkim czasie zniszczyć organizm? W ciągu dwóch godzin umarł, bo miał bakterię? Jeśli dziecko jest zakażone i tylko się je obserwuje przez dwie doby, to znaczy, że ten paciorkowiec nie jest tak groźny.

Zamówiona przez Panią pozaprocesowa opinia Zakładu Usług Medycznych i Opinii Cywilnych w Tarnowie wskazała, że Piotruś zmarł w wyniku wstrząsu pokrwotocznego.

Zmiany wielonarządowe, których doszukał się patolog nie były spowodowane stanem zapalnym, ale tym, że nie było krwi i dostatecznej ilości tlenu. Tak oni to zinterpretowali. To był krwotok.

Reklama

Kto według Pani odpowiada za śmierć Pani synka?

Nie chcę nikogo wskazywać, bo mogę się mylić. Część zabiegów wykonanych wokół mnie i mojego dziecka wykonana była prawidłowo, ale nie były dopilnowane. Dziecko przeszło przez wiele rąk, a ja mam wiele pytań. Mojego dziecka nie ma, ale czy taka sytuacja się nie powtórzy? Czy ktoś inny nie będzie zdruzgotany z chwili na chwilę? Jadąc do szpitala czujesz się bezpiecznie, bo jeśli tu się nie znają, to wyślą cię gdzieś, gdzie ci pomogą.
Wie pan, kto zawinił? Ja. Mogłam przecież pojechać do innego szpitala i wszystko potoczyłoby się pewnie inaczej. Przez wiele miesięcy widziałam winę w sobie. A później znowu czytałam tę dokumentację i widziałam, że to było źle, a tego nie dopełniono...

W Pani głowie rodziły się kolejne pytania…

Dziś wiem, że gdybym rodziła dziecko, nie zdecydowałabym się na szpital w Złotowie. Tak samo mówię koleżankom.

Reklama

Pani zdaniem prokuratura zbyt szybko umorzyła postępowanie w sprawnie nieumyślnego spowodowania śmierci?

Jakiekolwiek pytania o przyczyny, okoliczności śmierci Piotrusia kończyły się zamykaniem postępowania. Były odwołania i krótkie wznowienia sprawy, ale nic się nie zmieniło. Czułam, że nie mogę pytać.

Chciała Pani wykrzyczeć śledczym: patrzcie, tutaj jest napisane, że był błąd?

Nie. Oni zamykali sprawę, powoływali się na paragrafy, a ja się na tym nie znam. Miałam poczucie, że wymiar sprawiedliwości nie jest dla mnie. Jestem przeciętnym obywatelem i tyle. A może gdybym była prezesem czegoś, to może zrobiono by więcej?

Nie szukała Pani pomocy prawnika? W gąszczu paragrafów byłby pewnie pomocny.

Szukałam, ale w okolicy nie znalazłam nikogo, kto chciałby mi pomóc. Pytałam wielu osób i każda odmawiała. Z przyczyn osobistych czy innych.
W końcu pomóc mi próbował prawnik ze Złotowa, ale oddał tę sprawę studentowi, który napisał niczego nie wnoszący do sprawy wywód. Wszystko było na „nie”, więc nie szukałam już pomocy gdzieś dalej.

Reklama

Została Pani droga cywilna. Wystąpiła Pani przeciwko szpitalowi o zadośćuczynienie w wysokości 60 tys. złotych.

Sprawę założył mój mąż, ale potem poszkodowanymi byłyśmy także ja i moja małoletnia córka. Sąd pozew przyjął, ale potem uznał, że to nie może być jedna sprawa. Każdy z nas miał być rozpatrywany oddzielnie i za to w ciągu tygodnia musiałam zapłacić
22 tys. złotych. Nie miałam tych pieniędzy, więc się ze wszystkiego wycofałam. Rezygnacja była jakby moim przyznaniem się do błędu, za co zapłaciłam 2,5 tys. zł kosztów.

Sprawa upadła, ale Pani się z tym nie pogodziła.

Czas nie goi ran. Śnię o Piotrusiu, czuję jego zapach, myślę o nim – to wszystko siedzi głęboko w psychice. Czas żałoby minął, ale te ślady są nie do zaleczenia.

Reklama

Stąd decyzja, by zwrócić się o pomoc do Biura Interwencji Prawnej przy Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy? Po sześciu latach liczy Pani na wznowienie postępowania?

Rodzina podpowiedziała mi, że jest taka instytucja. Mam nadzieję, że ktoś tam spojrzy na tę sprawę inaczej niż prawnicy tutaj i pomoże mi uzyskać odpowiedzi na moje pytania.

Jeżeli sprawa śmierci Piotrusia zostanie pominięta, to utraci Pani resztę wiary w wymiar sprawiedliwości w Polsce?

Myślę, że tak. Miałam sprawy, które nadawały się do podania do sądu, ale uznałam, że albo rozwiążą się same, albo muszę o nich zapomnieć. I jeżeli będę miała inne życiowe problemy rozwiązywać przez sąd, to się grubo nad tym zastanowię. Czy jest sens?

Jeśli uda się znaleźć i osądzić winnego/winnych, to wtedy zazna Pani spokoju?

Niekoniecznie. Wie Pan, ja śledzę pracę szpitala w Złotowie i wyłapuję przypadki błędów w sztuce. Wiem, że osób pokrzywdzonych przez tę placówkę jest więcej, ale i one nie pytają, bo to nie ma sensu.

Reklama

Czy rozwiązanie Pani sprawy może spowodować, że inni przestaną się bać mówić?

Nie będą mówić, bo to nie da wymiernego efektu. Po takiej stracie nie zazna się spokoju, dlatego jeśli teraz nie będzie odpowiedzi na moje pytania, bo np. pytających będzie zbyt dużo albo mój przypadek nie będzie wystarczająco ważny, to myślę, że dam sobie spokój.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tez mama - niezalogowany 2018-04-12 18:21:23

    Dzis szpitale to biznesy jak kazde inne,do was drogie kobiety, matki pisze te slowa,a w biznesie licza sie zyski nie zdrowie malych pacjentow,wlaczcie myslenie polecam dr. Majewska,dr. Jerzy Jaskowski, dr.Hubert Czerniak, dr.Jan Pokrywka,dr. Stanislaw Wiackowski ,Jerzy Zieba i wielu innych wspanialych lekarzy uswiadamiaja jakim niebezpieczenstwem sa podawane szczepionki w pierwszych godzinach zycia malym pacjentom .To jest depopulacja Polakow.Rzady w Polsce od 1989r.przejela chazarska mafia ktora wysyla Polakow do piachu.Czas sie przebudzic ,szukajcie informacji w internecie poki jeszcze cenzura w powijakach.Matki , kobiety nie dajcie okaleczac swoje dzieci!!!!!!!!!!!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Pacjentka - niezalogowany 2018-03-29 16:17:15

    Za darmo tego nie zrobił, skoro całą ciąża opłacona była prywatnie. Ciesz się, że nie zrobił Ci cesarski...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Madzia zado - niezalogowany 2017-04-14 09:49:58

    Rodzilam w tym szpitalu , w pazdzierniku 2016r balam sie czytajac opinie ale jednak wspolnie z moim zdecydowalismy ze tam jest najblizej, chodzilam do doktora Koniecznego prywatnie i nie uwazam zeby byl nie mily czy cos w tym stylu , w ciazy to byl moj 3 lekarz prowadzacy ciaze majac porownanie przy kolejnej ciazy tylko pojde do doktora Koniecznego jest milym sympatycznym lekarzem odpowiadal zawsze z usmiechem na moje pytania. Gdy zaczelam rodzic byl to poniedzialek godz 6 rano do szpitala dojechalam o 7:49 doktor badal mnie o 9 bylo rozwarcie ale tylko na 2cm na porodowke poszlam o 12 doktora juz nie bylo byl u siebie w gabinecie prywatnym troche bylam zla bo myslalam ze skoro prowadzi mi ciaze to bedzie przy porodzie ale nie , byla polozna starsza kobieta bardzo nie mila ale obralam taktyke ze to ja bede mila polozna zaraz zmienila nastawienie do mnie. Pozwolono aby moj partner byl ze mna o 16 przyjechala moja mama ktora myslala ze juz urodzilam takze pozwolono jej byc przy narodzinach malego porod zatrzymal sie skurcze byly a rozwarcie stanelo w miejscu o 19 byla zmiana poloznych i moim ocza pojawila sie Pani Andzelika cudowna mloda kobieta odrazu nabralam sily na dalsza czesc porodu dostalam pilke skakalam byla caly czas obecna mila rozmowna niestety od 16 do 20:44rozwarcie stanelo w miejscu zaproponowala naciecie i oks naciecie bylo w znieczuleniu tak samo jak szycie i tak o 21:20 trzymalam synka w ramionach. Dziekuje pani Andzelice za tak mily porod mam nadzieje ze za jakis czas znów spotkamy sie w tych samych okolicznosciach. A Doktorowi Koniecznemu wytrwalosci jest pan jak dla mnie swietnym lekarzem ps za jakis czas znow wroce z kolejna ciaza. Dziekuje i Pozdrawiam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości