Reklama

Płytka wyobraźnia

29/07/2015 00:00
Płat skóry zdarty z pleców to niska cena za głupotę. Zachłyśnięcie 4-latka wrzucanego do wody jak worek ziemniaków także. Latem nad wodą dzieją się jednak gorsze rzeczy. Choćby skoki na Supermana zakończone śmiercią

-Głupota ludzka nie zna granic – Michał Płonka zamyśla się szperając w pamięci. Po przypadki lekkomyślnych zachowań nad wodą nie musi sięgać daleko. Tragedie ma tuż pod skórą.


Michał Płonka ratownikiem wodnym jest od dwudziestu pięciu lat, ale gdy wypowiada słowo „skóra”, lekko drży. Widzi pomost, trzech chłopaków huśtających dziewczynę i słyszy odliczanie. Trzy, czte... - Mieli ją puścić na trzy, cztery, niestety jeden chyba nie chodził do szkoły - doliczył do pięciu, przetrzymał jej nogę i dziewczyna zjechała kręgosłupem po pomoście. Na deskach został płat jej skóry – odsłonięte mięśnie tonącej ratownik widzi dopiero, gdy skacze ją ratować. Na szczęście szok i ból odbierają dziewczynie świadomość. - Karetka przyjechała bardzo szybko. Skończyło się na złamanym obojczyku i rencie, którą ci panowie będą jej płacić do końca życia – M. Płonka opowiada o wydarzeniach z plaży przy ulicy Jeziornej.

Reklama

Uderz tonącego

Jaka jest pierwsza zasada ratownictwa? Zadbaj o siebie. Samolubnie brzmi tylko na pierwszy rzut oka. Zagrożony ratownik już nikomu nie pomoże. - O tym się głośno nie mówi, ale czasami trzeba tonącego uderzyć w czułe miejsce, żeby ratować siebie – M. Płonka może godzinami opowiadać o szkoleniach ratowników, o odbytych kursach i egzaminach. Bez doświadczenia zdaje się to jednak na nic. - Wiadomo, że uczy się ratownika podpłynięcia do tonącego, wykonania scyzoryka i wypłynięcia za nim. Nie jesteśmy jednak w stanie, przy widoczności w naszym jeziorze, przewidzieć jego ruchów – twierdzi jeden z najbardziej doświadczonych woprowców w okolicy. Dowodem na jego słowa jest sytuacja sprzed kilku lat. Z Jeziora Zaleskiego. Tonąca dziewięciolatka niemal go tam pociągnęła na dno. - Myślałem, że ratuję jedną dziewczynkę, a okazało się, że dwie. Ta będąca jeszcze na górze chciała pomóc koleżance, która była już pod wodą i ciągnęła ją za nogę – ratownik porusza tylko ustami dłońmi. Reszta ciała ani drgnie. - Nie sądziłem, że ta dziewczynka na dole ma tyle siły. „Odpiąłem” ją od koleżanki, ale wtedy ona złapała mnie za przegub. Ta dziewięciolatka zrobiła ze mną co chciała – od holowania jej jedną ręką pan Michał był tak wyczerpany, że o mało sam nie utonął. Już w płytkiej wodzie. - Obejmę jej palców miałem na ręce przez dwa tygodnie – mężczyzna wciąż dziwi się sile życia okazanej przez dziecko. Dziś przestrzega ratowników, by nie lekceważyli żadnego przypadku. Podtopić może zarówno dziewczynka, jak i dorosły mężczyzna. - W jednej z moich pierwszych akcji na „Zaciszu” nieźle podtopił mnie uchodźca z Bośni i Hercegowiny (gościliśmy wtedy w Złotowie około stu osób z tego kraju). To był potężny facet, który nie umiał pływać, a wyszedł poza bezpieczną strefę – wspomina M. Płonka.

Nie będziecie rodzicami

Cztery latka to za mało, by ocenić gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie. Chłopiec w kółku do pływania raz po raz ląduje w wodzie. Jak worek ziemniaków. To jego ojciec bawi się jego kosztem. W co? W naukę pływania? - Zwracaliśmy mu uwagę, że nie wolno wrzucać dziecka do wody. Pan stwierdził, że to jest jego syn i będzie robić co chce – często ratownicy próbują zapobiec tragedii. Tym razem się nie udaje. - Po którymś rzucie to dziecko zaczęło się topić, bo wyślizgnęło się z kółka. Skoczyłem po nie, na szczęście odkrztusiło wodę i nic mu się nie stało – ratownik pamięta, że matka chłopca miała dwa promile alkoholu we krwi, a jego ojciec nieco więcej. - Byłem w tej sprawie oskarżycielem posiłkowym, a skończyła się ona odebraniem tym państwu praw rodzicielskich – mówi nasz rozmówca. Przykład ten pokazuje, że plażowicze często mimo uszu puszczają przestrogi ratowników. Wiedzą lepiej, popisują się, brak im wyobraźni. Ponieważ osoby w pomarańczowych koszulkach przeszkadzają im w realizacji fantazji, czekają na ich odejście. - Szczególnie dzieci i młodzież czekają, aż ratownik zejdzie ze stanowiska. Wtedy wariują, a starsi jawnie wyciągają piwska... - z danych policji wynika, że w 2014 roku 157 topielców było pod wpływem alkoholu. Michał Płonka przestrzega przed łączeniem napojów wyskokowych i kąpieli (zarówno słonecznych, jak i wodnych). - Słońce plus zimna woda to gotowy szok termiczny. Do tego często dochodzi alkohol (czasem narkotyki, czy dopalacze), a człowiek, który trochę wypije nie jest w wodzie świadomy przestrzeni. Robi mu się błogo, ma uśpioną czujność, czasem przestaje „pracować” - woprowiec podaje receptę na tragedię.

Reklama

Supermen płytkich wód

Z nieszczęściami zaczynającymi się w wodzie Michał Płonka wraz z kolegami w Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Złotowie odwiedza szkoły i przedszkola. Opowiada, przestrzega, pokazuje zdjęcia z „urazówki” w Bydgoszczy. Czyta też list młodego złotowianina, który po skoku na płytką wodę uszkodził kręgosłup. - Przestrzega on w nim młodych ludzi przed głupimi zachowaniami. Czytałem go wiele razy, ale nadal robi on na mnie wrażenie – twierdzi ratownik, który ćwierć wieku spędził na wodach śródlądowych. Na Jeziorze Zaleskim wydarzyło się kilka tragedii. - Młodzież zakłada się kto wskoczy na płytszą wodę. Jednemu się nie udało – wskoczył na pół metra i dziś jeździ na wózku inwalidzkim – mowa o Mariuszu, którego później pan Michał uczył w basenie pływać. Tak, jest to możliwe bez nóg. Czasem jednak młodemu człowiekowi udaje się złapać pospieszny na tamten świat. - Kilka lat temu organizowałem Dzień Dziecka nad jeziorem. Chłopak popisywał się przed moimi dziewczętami, skoczył na główkę i już nie wypłynął. Szukało go dwudziestu ratowników (taką miałem obsadę imprezy) i nie mogło go znaleźć – w tym przypadku topielca wyciągnęli płetwonurkowie z Piły. Tragicznie zakończyły się także zabawy dzieci w bohatera ze szklanego ekranu. - W Lipce chłopcy zawiązywali sobie ręczniki wokół szyi i skakali z jedną ręką wyciągniętą wprzód, a drugą ułożoną wzdłuż ciała. Niestety jeden z nich zawiązał sobie ten ręcznik tak, że powstał zacisk. Chłopiec się udusił – Michał Płonka spuszcza głowę i na chwilę milknie. To zaduma nad tymi, których zabrała woda. Nigdy jednak nie stało się to na jego wachcie. - Gdyby tak było, to dziś nie rozmawialibyśmy o ratownictwie. Pewnie bym to mocno przeżył – przypuszcza doświadczony ratownik.

Koniec „fiflaków”

Dlaczego Michał Płonka uniknął tragedii? Bo używał gwizdka zanim było za późno. Ktoś skacze z trampoliny i spada na bok, czy plecy? Gwizdek. - Przy uderzeniu plecami można stracić oddech, świadomość i uszkodzić kręgosłup. U mnie nie ma robienia „fiflaków” - mówi stanowczo woprowiec. Ktoś macha rękami, jakby ubijał pianę z jajek? Gwizdek. - Ponieważ jestem trenerem pływania, to widzę kto będzie moim klientem. Czasem ktoś się kłóci, gdy zabraniam mu pójść na głęboką wodę, więc karzę mu wykonać, jak na kartę pływacką, osiem długości basenu. Zazwyczaj po dwóch jest koniec – mierz siły na zamiary to jedna z cennych rad nad wodą. Inna to kąpiel w miejscach, w których są ratownicy. - Ratownik nie daje 100% gwarancji bezpieczeństwa, ale pomaga ją stworzyć – twierdzi M. Płonka. Kolejna dotyczy ochrony przed słońcem. - Kremem posmarujmy się zanim wyjdziemy z domu, by ciało zdążyło zareagować. Unikniemy w ten sposób poparzeń słonecznych i szoku termicznego – twierdzi ratownik. - Pamiętajmy też, by na plaży dzieci miały czapeczki na głowach. Warto także zapamiętać, by nie wchodzić do wody bezpośrednio po posiłkach. No i oczywiście w czasie wypoczynku nad wodą rezygnujemy z alkoholu. - Często rodzice wyciągają alkohol przy dzieciach. My wzywamy wtedy policję, a ona odpowiednio rozprawia się z takimi osobami – przestrzega pan Michał. Ostrzeżenie to tym cenniejsze, że od niedawna obowiązuje nowy taryfikator kar za „piwko na wodzie”. Teraz gdy osoba kierująca na wodzie urządzeniem niemechanicznym (kajakiem, łódką, żaglówką) będzie mieć 0,2 (dotychczas było to 0,5) promila alkoholu w organizmie, jej łódź może zostać odholowana. Grozić jej też będzie wysoka grzywna – 500 złotych. W przypadku osób pod wpływem prowadzących na wodzie pojazdy mechaniczne (skuter, motorówka, łódź) karą będzie mandat oraz groźba utraty prawa jazdy. W skrajnych przypadkach i zatrzymaniu „wodniaka” do wytrzeźwienia, grozić mu będzie do 5 tys. zł grzywny.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości