Po raz kolejny odbył się festiwal Bukowińskie Spotkania. I po raz kolejny pojawiają się wątpliwości o sens jego organizacji w Jastrowiu. Próbuje je rozwiać dyrektor festiwalu, Zbigniew Kowalski, w rozmowie z Ryszardem Mikietyńskim
Pana dziecko, Festiwal Bukowiński, ma już 23 lata. Czy nie czas, aby dziecko się usamodzielniło, może nawet zmieniło?
Skoro mówimy, że to dziecko, to do dzieci jesteśmy przypisani do końca. Nawet z tego prostego faktu nie mogę z niego zrezygnować. Chciałbym organizować festiwal jeszcze przez następne lata. Jest to znaczna część mojego życia zawodowego i w dużej części prywatnego.
Festiwal sprawia Panu wiele satysfakcji i zadowolenia, ale czy uważa Pan, że i innym jest on potrzebny?
Jest potrzebny dla obydwu stron, zarówno dla organizatorów i wykonawców jak i dla odbiorców. Tradycja zakłada tolerancję. Przystępując 23 lata temu do organizowania festiwalu nie zakładaliśmy, że ma to być impreza, która będzie akceptowana, kochana przez wszystkich. Takiej opcji nie ma i nigdy nie będzie, bo jest to niemożliwe. My dajemy pewną propozycję, a jaki jest odbiór, jest to rzecz indywidualna. Może być to ocena pozytywna, średnio pozytywna i negatywna. Każdy ma prawo do własnej oceny. [[reklama]] Kilka lat temu zadałem pytania mieszkańcom Jastrowia, co o nim sądzą. Było zaledwie kilka wypowiedzi pozytywnych, innym było to obojętne, ale był też słowa, że jest to dla miasta „obciach”. Dlaczego ludzie tak go oceniają?
Jestem ostatnim, który powinien to osądzać. To zrozumiałe, że głosy są podzielone. Nie wyobrażam sobie, że coś co jest ofertą kulturalną będzie zbierało same zachwyty. To jest nierealne, obojętnie, jakiego obszaru kultury by to nie dotyczyło. Ktoś, kto przyjmuje założenia, że wszystkim się coś spodoba, jest w błędzie. Jeżeli ktoś o festiwalu bukowińskim mówi „obciach”, to jest dla mnie niewiarygodnym, bo co to oznacza? Boję się ocen i sądów, które wygłasza się na podstawie emocji, a nie wiedzy, i nie chodzi tu o to, że ludzie muszą wiedzieć, gdzie leży Bukowina. W normalnej dyskusji nie mówi się „obciach” bez argumentacji, co to słowo oznacza.
Gdyby nie bukowińskie spotkania, to o tym, że istnieje miasteczko Jastrowie, nikt by w Europie nie słyszał. Polak, który nie czytałby Kruczkowskiego, też by tego nie wiedział.
Gdyby tu była super atrakcyjna oferta kulturalna, to można by było powiedzieć, że folklor jest nam niepotrzebny. Wiem, że pewne opinie wygłaszane w mediach to kwestia mody. Ja mogę rozmawiać z każdym, często mi się to zdarza również w Jastrowiu, ale merytorycznie.
Przekonał Pan już kogoś?
Ale ja nie chcę nikogo przekonywać. Wszystko, co robi się publicznie, w każdej sferze, jest pewną ofertą. Albo ktoś z tego korzysta, albo nie.
Porozmawiajmy o pieniądzach…
No właśnie, panuje przeświadczenie, że festiwal wyciąga z budżetu gminy kolosalne pieniądze. Ja ten festiwal organizuję i wiem, ile co kosztuje, kto jest partnerem finansowym. Wiem w stu procentach, że jest zupełnie odwrotnie, festiwal generuje pieniądze dla Jastrowia. Festiwal oparty jest na europejskich grantach, oczywiście jest w tym pewien udział samorządów, ale są to niewielkie kwoty, które per saldo niosą dla Piły czy Jastrowia korzyści. [[reklama]] Po co Pan na siłę „uszczęśliwia” mieszkańców Jastrowia?
Ja ich nie uszczęśliwiam i nie mam takiego zamiaru. Jest to jedyna poważna impreza kulturalna w tym mieście. Proszę uruchomić wyobraźnię i pomyśleć, co by się działo, gdyby festiwalu nie było. Mało tego, przychodzą do mnie ludzie i pytają: „Pan chce nam z Jastrowia zabrać festiwal?”.
[[nowa_strona]]
A były propozycje z innych miast, na przykład z Wałcza, że skoro Jastrowie narzeka, to może by zrobić festiwal u nich?
Nie, bo festiwal musi funkcjonować w środowisku bukowińskim…
Ale z Bukowiną coraz mniej mieszkańców Jastrowia się utożsamia. Młodsze pokolenia wręcz odżegnują się od korzeni.
Nie do końca bym się z tym zgodził, jest to skomplikowany proces naszego stosunku do tradycji. Ja te procesy badam nie tylko w Jastrowiu. My jako Polacy nie mamy pozytywnego stosunku do tradycji, poczynając od zaborów, podejścia do mniejszości narodowych, tolerancji. Nam jest dużo łatwiej przyjąć pewne elementy kultur obcych niż kultywować swoje. Przykład: Halloween czy Walentynki. [[reklama]] Może ktoś, kto kultywuje naszą tradycję jest „nienowoczesny”? Skoro na zachodzie jest Halloween, to znaczy, że pewnie jest to coś lepszego, coś trendy.
Strasznie się boję słowa „nienowoczesny”, bo co to oznacza? Gdyby Pan zrobił ankietę, ilu jest w Jastrowiu czy w każdej innej miejscowości miłośników muzyki disco polo, to mało kto by się do tego przyznał. Ale na imprezie, poczynając od imienin, po wesela i zabawy, wszędzie słyszymy muzykę disco polo. I okazuje się, że wszyscy doskonale znają słowa i wspólnie śpiewają. Kultura to nie jest coś przyniesione nam na srebrnej tacy, kultura to my. Dlatego jestem negatywnie nastawiony do skrajnych ocen bez argumentacji. Jednak nie do samych ocen, stąd jak słyszę „obciach” to coś się we mnie burzy.
Mam pełną dokumentację medialną wszystkich 23 festiwali. Robiąc festiwal, czy to w Rumunii, czy na Ukrainie, czy na Słowacji, mamy gigantyczne konferencje prasowe. Tam ludzie tymi sprawami żyją.
Myśli Pan, że festiwal w Pile czy Jastrowiu jest za mało nagłaśniany, że za mało się o nich pisze?
Pan doskonale wie, że media mogą wykreować wszystko. Ja nie mam pretensji do dziennikarzy, jestem od tego naprawdę daleki. Podam Panu przykład: dzwoni do mnie w związku z festiwalem dziennikarz z bardzo znanej i poważnej redakcji i mówi: „Byłem ostatnio w Bukowinie, strasznie mi się tam podobało. Jest tam doskonała karczma regionalna”. Słucham tego trochę zdziwiony i pytam „Gdzie Pan dokładnie był”? „No, w Bukowinie Tatrzańskiej”. Niewiedza niektórych, którzy chcą o festiwalu pisać, jest porażająca.
A może na odbiór festiwalu bukowińskiego ma wpływ to, że my, Polacy, uważamy się za kogoś lepszego? Rumunów czy Ukraińców, którzy tu przyjadą, uważamy za gorszych. Wyłazi z nas pycha?
To nie jest tylko problem Polaków, to dotyczy całej Europy. Gdybyśmy zaczęli analizować, to poczynając od kanału La Manche wszystko co dalej na wschód było gorsze: Francuzi czują się lepsi od Niemców, Niemcy od Polaków, Polacy od Ukraińców czy Rumunów. [[reklama]] Jak przekonać czytelników, żeby przychodzili na festiwal?
Recepta jest prosta: proszę przyjść i posłuchać, a potem oceniać. Znałem takich, którzy dyskutowali, a nigdy żadnego zespołu nie widzieli. Jak raz zobaczyli, to od tamtej pory są moimi stronnikami.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze