Średnio o 5 % wzrośnie współpłatność pacjenta za kupowane leki refundowane. Zmian w dopiero co wprowadzonej ustawie refundacyjnej domagają się lekarze; z częścią jej zapisów nie zgadzają się też farmaceuci. Najmniejszy wpływ na nowe regulacje mają jak zwykle pacjenci, którzy przecież zapłacą za tzw. pakiet ustaw zdrowotnych.
Mądry lekarz po szkodzie
Od kilku tygodni jesteśmy świadkami wojny refundacyjnej pomiędzy lekarzami, a politykami i urzędnikami z Ministerstwa Zdrowia. Jej przedmiotem jest pakiet ustaw zdrowotnych, w tym ustawa refundacyjna. Ustawa, która gotowa była w połowie ubiegłego roku, jednak zdecydowane kwestionowanie jej zapisów lekarze rozpoczęli w końcówce roku 2011. - Jako lekarze mamy obowiązek udokumentować ubezpieczenie pacjenta, nie mając realnej możliwości potwierdzenia czy w rzeczywistości jest on ubezpieczony. Przerzucono na nas odpowiedzialność za zaniedbania administracji państwowej, ZUS i NFZ od kilku lat nie realizujących obowiązku wydania indywidualnych elektronicznych kart ubezpieczenia. Obciążono nas pełną odpowiedzialnością finansową z tego tytułu do 5 lat wstecz. W Ustawę wpisano również sankcję pozbawienia lekarza wolności do 8 lat więzienia, co jest równoznaczne z wysokością kary za bójkę ze skutkiem śmiertelnym…- lekarz rodzinny Jerzy Stępień ostro krytykuje nowe przepisy.
Wyrazem niezadowolenia lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego, do którego do niedawna należał również Jerzy Stępień, jest stawianie na receptach pieczątek z napisem „refundacja do decyzji NFZ”. Ta forma protestu dotyczy około 40 tys. z ponad 150 tys. lekarzy praktykujących w naszym kraju. Boją się oni także kar za wystawienie recepty ze zbyt dużą refundacją. - W przypadku pacjenta z astmą, onkologicznego i innych schorzeń przewlekłych 1 wizyta może wygenerować koszt nawet kilku tys. złotych „nienależnej refundacji”– wylicza J. Stępień. - Jeśli okaże się, że pacjent ten nie miał ubezpieczenia, lub też błędnie za nie ubezpieczonego został uznany to ja będę ponosił koszty całości roszczenia NFZ wraz z odsetkami. Organem kontrolnym, nakładającym karę finansowa i ją egzekwującym jest NFZ. [[reklama]]
Przy braku jasnych wytycznych terapeutycznych i uznaniowości kontrolerów NFZ bez trudu pobijemy ubiegłoroczny koszt zwrotu „nienależnych refundacji” wynoszący u jednego z lekarzy ponad 700 tys. złotych !! Oporowi lekarzy nie ma co się dziwić, trzeba jednak zaznaczyć, że rzeczona ustawa procedowana była półtorej roku, był więc czas na jej oprotestowanie. Z kolei zapisy o odpowiedzialności lekarzy za wystawiane recepty pochodzą z rozporządzenia z roku 2007. Teraz tylko weszły one w życie…
Przychodzi pacjent do lekarza
Bałagan w służbie zdrowia tak nam spowszedniał, że już zapomnieliśmy, iż 3 lata temu w całym kraju miały zacząć funkcjonować elektroniczne dowody ubezpieczenia. Dziś taką nowinką, która w świecie nowinką przestała być już dawno, pochwalić się mogą jedynie pacjenci na Śląsku. Na karcie tej, podobnej do bankomatowej, zapisane byłyby wszystkie dane pacjenta, w tym dowód jego ubezpieczenia. - Taki jest wymóg ustawowy, na co zresztą dostaliśmy pieniądze z UE – przypomina doktor Stępień. Podobnie rzecz ma się z elektronicznymi receptami, nad którymi prace wciąż trwają. Lekarze natomiast mają do dyspozycji wykaz 3 tys. leków o różnym stopniu refundacji. - Zamiast zajmować się pacjentem, będziemy wertować wykaz leków sprawdzając, w jakim stopniu jaki lek będzie refundowany i zmierzać będziemy do wypisywania leków w pełni odpłatnych – Jerzy Stępień nie kryje swej irytacji.
Zirytowani są także ci, którzy z pozycji podmiotu w tej walce zostali zredukowani do tych, którzy zostawiają pieniądze w gabinetach i aptekach. - To jest porażka. – o całym zamieszaniu mówi Katarzyna Jabłkowska ze Złotowa. Pacjenci mają prawo narzekać, bo to oni czekają przed gabinetami lekarzy w coraz dłuższych kolejkach. - Pacjenci są zapisywani z nawet tygodniowym poślizgiem. I ten problem będzie narastał, bo część specjalistów odsyła pacjentów do lekarzy rodzinnych nie chcąc podejmować odpowiedzialności za wypisywane recepty – zauważa J. Stępień.
Kup Pan tańszy
Od lekarza, z receptą na lek pacjent udaje się do apteki. I tutaj trudno o dobre słowo na temat obowiązujących od początku roku zmian. - W ostatnim czasie miała miejsce duża liczba zmian w prawie, która miała istotny wpływ na wykonywanie zawodu aptekarza i działalności aptek. Nie pamiętam, kiedy było takie zamieszanie w aptekach – przyznaje Jadwiga Raca. Właścicielka apteki dodaje, że o ile z lekarzami prowadzone są rozmowy w sprawie nowych ustaw, o tyle aptekarzy o zdanie nikt nie pytał. Podobnie, jak pacjentów. - Pacjenci reagują na te zmiany różnie, w zależności od sytuacji materialnej, od poglądów politycznych. Nasi pacjenci wiedzą, że zmiany były, ale ufają nam, że obsłużymy ich w sposób fachowy i nie chcemy wykorzystywać tych zmian, by sięgnąć do ich kieszeni.
Służyć temu mają sztywne marże powodujące, że we wszystkich aptekach cena danego leku będzie taka sama. Za manipulowanie cenami grożą kary idące w dziesiątki tysięcy złotych. -Wiele rzeczy można było zrobić lepiej, nie obniżając walorów i zalet wprowadzanych zmian. Zafundowano nam jedynie pokaźny pakiet kar, bez konstytucyjnej możliwości odwołania się do sądu – J. Raca krytykuje zapisy o odpowiedzialności finansowej aptek.
Tymczasem pacjenci zapłacą średnio 5% więcej za lek z listy specyfików objętych refundacją. Ustawa zakłada jednak możliwość wydania kupującemu tańszego odpowiednika leku, ale aptekarz musi to odnotować i zaznaczyć, co było pierwotnie napisane na recepcie. Apteka ma obowiązek informować o tańszym odpowiedniku i musi zapewnić jego dostępność – tak zakłada ustawa refundacyjna. - Trudno będzie z tego wyżyć – szczerze przyznaje Jadwiga Raca. - U na pracują ludzie i nikt nam nie da złotówki.
Teoretycznie apteki mogłyby próbować odbić to sobie na lekach spoza listy tych refundowanych, jednak Jadwiga Raca zapewnia, że tak nie będzie: - Ceny leków nie refundowanych nie powinny ulec zmianie. Ja na pewno nie podniosę cen, bo nie chcę żeby moi pacjenci ode mnie odeszli. I wielu nie odejdzie, bo dokąd mieliby pójść, w końcu ceny wszędzie mają być takie same. Często, tak samo dla pacjenta zabójcze. - Moja mała jest alergikiem. Kupuję dla niej mleko Nutramigen z apteki, za które płaciłam dotąd 240 zł miesięcznie, teraz będę płacić 480 złotych. A jestem na urlopie wychowawczym, a na małą dostaję 400 zł alimentów…- przykład złotowianki, Katarzyny Jabłkowskiej pokazuje, jak walki lekarzy z urzędnikami mają się do sytuacji pacjentów. Zresztą, za bałagan w służbie zdrowia zawsze płacą ci, którzy są zdani na jej łaskę – pacjenci. Nie pozostaje więc nic innego, jak życzyć nam wszystkim zdrowia. Lekarze i urzędnicy i tak, jak zawsze, spadną na cztery łapy.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze