- Stoję na starcie, rozgrzewam się z setką innych osób, z głośników leci ogłuszający Thunderstruck AC/DC, a ja mam świadomość, że za chwilę będę czołgać się w błocie pod drutem kolczastym, wspinać po linie i skakać nad ogniem. Nagle startuje zasłona dymna, wystrzał z armaty i biegniemy. Adrenalina wybucha jak przy skoku ze spadochronem. Wtedy wiem, że żyję – Rafał Bartosiak opowiada o udziale w biegu ekstremalnym. To przygoda, która zyskuje niewiarygodną popularność. Rafał wciągnął się w nią przez medal. Medal znajomego, który zaliczył Spartan Race. - Mateusz wrzucił zdjęcia na facebooka. Gdy zobaczyłem jego medal, postanowiłem, że muszę taki mieć – złotowianin znany jest z tego, że nie odpuszcza. A to w tym sporcie podstawa. - Mój pierwszy bieg to był Loreal Men Expert Survival Race. Pobiegliśmy tam z grupką znajomych. Dla zabawy. Ale gdy otrzymałem medal postanowiłem go wyeksponować w mieszkaniu. I wtedy dostałem od narzeczonej ultimatum: „możesz robić gablotę, ale medali musi być co najmniej 10” - to było blisko rok temu. [[pay]]

Pomysłowość organizatorów biegów nie zna granic - przeszkodą może być niemal wszystko
Pierwszy ekstremalny bieg ma za sobą Przemysław Drajer. Złotowianin wystartował w Survival Race Poznań. Namówił go do tego Mikołaj Chamarczuk. - Pojechałem tam totalnie bez przygotowania i byłem 22 na 1200 osób na dystansie 10 km. Drużynowo jako Poundoutgear z Mikołajem, Dominikiem Wójcikiem, Wojciechem Żebrykiem i Arturem Gabrielem w składzie zdobyliśmy pierwsze miejsce – trener K1 jest dumny z wyniku. I jest pewien, że może więcej i lepiej. - To kwestia 2-3 lat, gdy zaliczę wszystkie najcięższe biegi w Polsce – złotowianin jest przykładem, jak wciągają biegi z przeszkodami. - To bieganie przypomina mi trochę dzieciństwo: latanie po kałużach, zabawy w błocie. Zawsze to lubiłem...
Bieg ekstremalny to krew, pot i ból. Nie ma od tego ucieczki. Przegrać można tylko z samym sobą.
- Trzeci bieg z cyklu Runmaggedon na dystansie 21 km (skończył się po 25, bo wydłużyli trasę).

I kto by pomyslał, że ludzie robią to z własnej woli. Mało tego - płacą za to
Przy 20 km nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Mam uszkodzony CamelBak na wodę, więc w ustach zamiast śliny jest biały proszek. Mam dość – R. Bartosiak w ciągu roku pokonał 11 survivalowych biegów. W tym dwa półmaratony w górach. - Tylko gdy nie kończysz biegu, to nie dostajesz medalu. Nie ma takiej opcji, bym nie zdobył trzeciego medalu z tego cyklu! Bo po co wtedy było biec dwa poprzednie?! - mężczyzna zdradza, co go napędza. - U skraju sił oczami wyobraźni widzę kolejny medal, który zawiśnie w gablocie i mówię sobie: po to tutaj jesteś!
K1 to sport kontaktowy. Sport walki. Przemek Drajer wyniósł z niego niejedną kontuzję. Dlatego nakręcają go ekstremalne wyzwania. - Podczas przeskakiwania przez 3-metrowy mur odniosłem kontuzję kolana i przez kilometr utykałem, ale potem wpadłem do zimnej wody i było ok – trener przyznaje, że adrenalina skutecznie uśmierza ból.

Myślisz, że jestem zmęczony? Masz rację. Myślisz, że się poddałem? Grubo się mylisz. Ja się nie poddaję.
Tu widać różnice w podejściu obu panów. Rafał twierdzi, że bieg ekstremalny może zaliczyć każdy, nawet bez specjalnego przygotowania. - Pytanie tylko, jak bardzo będzie cię po takim wysiłku boleć całe ciało… W zawodach startują mega sportowcy – sylwetka sarny, wysocy, silni, szybcy, ale też mnóstwo ludzi z rozbiegu – mówi złotowski przedsiębiorca.
Z kolei dla Przemka liczy się wynik. Człowiek, który całe życie rywalizował z innymi, nie wyobraża sobie innej drogi dla siebie. - Samo bieganie nic ci nie da. Możesz być świetnym maratończykiem, a i tak padniesz na przeszkodach. Tu liczą się mocne, szybkie ręce, brzuch, wytrzymałość pleców. No i technika pokonywania przeszkód. Bez mocnego treningu na takim biegu nie masz co marzyć o dobrym miejscu. Owszem, możesz go pokonać dla frajdy, ale wyniku nie zrobisz – przekonuje człowiek, który po pierwszym starcie został zakwalifikowany do biegu Legend. - Wystartuje tam najlepszych trzydziestu zawodników z kilku biegów zorganizowanych w Polsce. W sumie około dwustu osób – wyjaśnia.

Biegi survivalowe to nie jest zabawa dla estetów. Tarzanie się w błocie to często największa frajda
Na kilkukilometrowej trasie jest około trzydziestu przeszkód. Bagna, liny, ściany, zimno lub upał. Nie każdy sobie radzi. Zwłaszcza, gdy mówimy o półmaratonie (biegi odbywają się na dystansie od 5 km w górę). - Tu nie ma biegu na łeb, na szyję. Jeśli ktoś jest szybszy, to schodzisz mu z drogi. On mówi „dzięki”, leci na czas i robi swoje – zapewnia Rafał Bartosiak, który widział już niejedno. - Generalnie ludzie sobie pomagają. Trzeba wciągnąć na rolce duży ciężar i go opuścić? Gość z boku widzi, że nie dajesz rady, to robi to z tobą. Ta współpraca buduje niesamowitą atmosferę – dodaje pomysłodawca organizacji podobnego biegu na terenie powiatu złotowskiego.
- Na starcie nie wiedziałem, jakie będą przeszkody. Lubię iść na żywioł i zawsze będę tak robił, bo lubię być zaskakiwany. Widzę przeszkodę i od razu myślę, jak ją pokonać. Czasem nie uda się tego zrobić samodzielnie, więc ja wrzucam na ogromną bojkę gościa, a on czeka na mnie i mnie wciąga – P. Drajer potwierdza słowa przedmówcy, ale tylko w części. Podczas biegu w Poznaniu on zostawił kolegów z drużyny i pognał do przodu.

- Zmokniesz, zmarzniesz, ale musisz biec dalej. Naprzód pcha cię adrenalina - mówi Przemysław Drajer (drugi rząd, z prawej)
- Było założenie, że zaczniemy powoli, ale dla mnie było za wolno. Powiedziałem, że trochę przycisnę. Chłopaki mieli mi to trochę za złe, ale uznałem, że takim tempem nic nie zdziałam – zdaniem złotowianina takie podejście dało drużynie kopniaka do treningów. - Dzięki temu będziemy jeszcze lepsi. Bo ja powiedziałem chłopakom, że chcę się zmęczyć. Po to tam jadę i za to płacę.
Chcę dać z siebie wszystko – twierdzi zdobywca 22 miejsca na Survival Race Poznań.
Mamy jednak pocieszenie dla tych, którzy chcieliby wziąć udział w tego typu biegach, ale boją się wspomnianych przeszkód. Regulamin dopuszcza ich ominięcie. W zamian należy wykonać zadanie karne. Zwykle jest to seria padnij-pompka-powstań-wyskok.

Ekologia. Powrót do natury. Biegi ekstremalne na pewno wywołują w ludziach pierwotne instynkty pomagające przetrwać
Na starcie pierwszego biegu Rafał Bartosiak pomyślał: „Kurczę, co ja tu robię? Jestem gościem ze Złotowa, który porobił pompki na chacie. Po co mi to?” Myśl ta powracała do niego, gdy się czołgał i skakał, ale na finiszu zniknęła. - Na mecie czuję ból, zmęczenie, jestem wyziębiony. Zazwyczaj po biegu można wziąć prysznic, ale nieraz są to tylko węże z wodą rozrzucone po placu. Latem fajnie opłukać się tą wodą, ale jesienią, gdy pogoda jest w kratkę, a woda w wężu ma 2 stopnie, nie chcesz tego robić. A że do pryszniców jest kolejka, to ściągasz ciuchy, ścierasz z siebie błoto i wracasz do domu. Ale masz ogromną satysfakcję – R. Bartosiak chciałby, aby podobne emocje udzieliły się innym mieszkańcom Złotowszczyzny. Stąd pomysł na organizację Rage Run w Łąkie.
7 sierpnia wraz z Michałem Pazdziochem zorganizują tam pierwszy tego typu bieg na naszym terenie. - Zakładamy stowarzyszenie, datę mamy już potwierdzoną, więc impreza na pewno się odbędzie. Będzie to nad jeziorem, na dystansie około 6 km, z przeszkodami. Mamy kilka autorskich pomysłów, które powinny zaskoczyć także zaprawionych w boju zawodników – Rafał już dziś zaprasza na to wydarzenie.
Być może udział w nim weźmie Przemysław Drajer. W końcu gdzieś musi się przygotowywać do górskich półmaratonów z przeszkodami. - Byłem w szoku, bo gdy dobiegłem na metę w Poznaniu, to czułem, że puszczę pawia. Jak mówię, że jest ciężko, to jest ciężko. Ale o to chodzi, by się sprawdzić. Po takim biegu wiem, że mogę wszystko – zapewnia sportowiec, którego można spotkać biegającego w masce treningowej. Jest to urządzenie, dzięki któremu, poprzez regulację ilości wdychanego powietrza, zmusza się płuca do wytężonej pracy. - Biegam już na trzecim poziomie. Przyszły rok będzie mój. Sam siebie będę pobijał – zapewnia.

Roman Radowski chce wyciągnać ludzi z domów. Jego propozycja to bieg z przeszkodami zaplanowany na 16 kwietnia
Pierwszą próbę będzie mógł podjąć w Złotowie. 16 kwietnia 2016 roku w lesie przy amfiteatrze odbędzie się pierwszy bieg ekstremalny w Złotowie. Jeszcze nie ma nazwy, ale Michał Wawrzyniak i Roman Radowski zapewniają, że pracują nad jego organizacją. - Nie zaczynamy od promocji, ale od umów sponsorskich, spraw regulaminowych i dotyczących bezpieczeństwa. Chcemy to zrobić profesjonalnie – mówi R. Radowski, który na koncie ma udział w dziesięciu tego typu biegach. - Trasa liczyć będzie 7,2 km, znajdą się na niej 32-34 przeszkody naturalne i te zbudowane przez nas. Liczymy, że z naszego zaproszenia skorzysta 200-300 osób – informuje organizator.
Informacje o biegach uzyskać można: Rage Run: facebook.com/gotorage i www.ragerun.pl
Bieg z 16 kwietnia: pod nr tel. 512 471 714 [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ciekawe, ciekawe. Może wziąłbym udział. Rozważę temat.
Ciekawe, ciekawe. Może wziąłbym udział. Rozważę temat.