Reklama

Pod gradobiciem pytań

24/10/2017 18:30
Radny Krzysztof Nagórski słynie m.in. z dociekliwości, lecz tym razem to on odpowiada, a my pytamy: o jego upór, konflikty w radzie oraz czy chce zastąpić Piotra Wojtiuka

Co Pana skłoniło do kandydowania do rady miejskiej?

Odczucie, że można coś zrobić. Przyszedł czas, i można trochę więcej się poświęcić na polu ogólnym. Zresztą już od wielu lat przyglądałem się samorządowi. Mam już nawet epizody startów w wyborach [wcześniej bez powodzenia brał udział w wyborach do rady powiatu – przyp. red.]. Pracowałem też w komisjach wyborczych, także zawsze śledziłem pracę samorządową z boku. Poza tym dzieci wyjechały z domu, jak większość młodych ludzi, i to był dodatkowy bodziec, że jeśli mieliby wrócić, to muszą wrócić do uporządkowanego miejsca. Były jeszcze głosy znajomych, że warto by coś zrobić, zmienić. Jestem społecznikiem z zamiłowania i nie szukam ścieżek kariery. Ostatecznym impulsem było to, że przyszli do mnie startujący do samorządu i poprosili, żebym także kandydował.

Z tego samego komitetu do rady dostało się jeszcze czterech radnych, ale szybko okazało się, że nie stanowicie jednolitej grupy.

Zdobyliśmy, można powiedzieć, połowę głosów [razem z radnymi z komitetu Porozumienia Obywatelskiego Gminy Jastrowie – przyp. red.], ale później to się posypało. Okazało się, że nie jest to tak jak było deklarowane w momencie zbierania drużyny. Oprócz tego, że się to rozpadło, to przyszedł strach „o dużych oczach”, że lepiej się nie wiązać, bo może to być źle odebrane. To jest taka sytuacja, którą trudno komentować. Nie chcę specjalnie komuś wyrzutów robić, to są ich indywidualne decyzje.

Reklama

Niemniej założyliście klub radnych, choć już bez Janusza Siwaka i Agnieszki Kwilińskiej, a Pan został jego szefem mimo tego, że inni mieli większe doświadczenie jako radni.

Jeśli chodzi o to, że zostałem przewodniczącym klubu to czymś widocznie musiałem kolegów przekonać. Z drugiej strony zdeklarowałem swoją większą dyspozycyjność, ale to i tak jest ciężko, bo mimo wszystko jesteśmy rozrzuceni po gminie i po różnych zawodach, więc żeby się zebrać razem to trzeba się trochę nagimnastykować.

Po co Państwu klub? To jakiś manifest opozycyjności?

Nie powiedziałbym, żeby na poziomie rady małego miasta mogła funkcjonować opozycja. To trochę powiedziane na wyrost. Wszyscy musimy dbać o to, żeby Jastrowie się rozwijało. Najwyżej można powiedzieć, że są radni, którzy bardziej wierzą linii władzy i są tacy, którzy nie dowierzają i sprawdzają wszystko. Było coraz trudniej cokolwiek przeforsować. W ramach uzgodnień byłem proponowany nawet do poprowadzenia komisji rolnictwa, ale burmistrz sprytnym zabiegiem doprowadził do przeważenia innych kandydatur. Takie było układanie sił i koalicji i specjalnie nie mam wielkich pretensji. Jakimś rozwiązaniem wydawał się więc klub radnych. Postanowiliśmy go założyć, chociaż też nie było lekko.

Reklama

Do klubu, oprócz Pana, należą R. Król, M. Kruszyński, G. Hundt i B. Osiński. Na sesjach rzadko występujecie razem.

Jak tworzyliśmy klub to też miałem inne wyobrażenie o jego pracy, co od razu niemalże zostało zweryfikowane. Okazało się, że klub sam z siebie wcale nie ma tylu kompetencji, możliwości. Nie ma takiej siły i prężności. Wszystko odbywa się na zasadzie lekkiego dogadywania się. Nasz światopogląd, każdego z członków jest inny. Mamy jakieś wspólne korzenie, ale już w szczegółach to często okazuje się, że mamy inne zdanie. Niemniej staramy się, jeśli to możliwe, występować razem, z tym jest jak widać duża trudność. Dlatego to nie działa, bo wszystko odbywa się na zasadzie ad hoc. Są uchwały, które pojawiają się znienacka, nawet większość z nich jest wprowadzana dopiero na radzie. Takie, żeby z jakimś większym wyprzedzeniem były nam przedstawiane, można na palcach jednej ręki w ciągu kadencji policzyć, np. te dotyczące budżetu. Nie ma takich uchwał, nad którymi można by rozmawiać. One się pojawiają i już mają być głosowane. Dlatego podjąłem taką decyzję, że jedyną możliwością pracy jest przeczytać i od razu zgłaszać poprawki.

Z Januszem Siwakiem, z którym startowaliście Państwo z jednego komitetu nie tylko rozeszliście się, ale weszliście w konflikt. On wyprosił z posiedzenia komisji rewizyjnej Ryszarda Króla, ten złożył na niego skargę, a klub domagał się jego dymisji.[[pay]]

Ja bym prosił, żeby tego tak nie odczytywać. Nie ma tutaj personalnych wojen. My wszyscy musimy się uczyć postępować zgodnie z prawem. Wiem, że przez lata tak to było przygotowywane w urzędzie. Urząd działał sam sobie, wręcz jak królestwo i sugestie, które padały z urzędu, były traktowane jak normy prawne, próbuje się udowodnić, że tak jest i będzie. Staramy się to wyjaśnić, bo każdy obywatel ma prawo wejść na komisje i nie może być takiego utrudniania, według mnie. To jest jednym z celów zawiązania i działania klubu, żeby bronić się przed takimi sugestiami, które mają być wyrocznią prawa.

Reklama

Sprawa skargi ciągnie się od roku. Dlaczego nie odpuścicie? W tym roku nie czyniono Panu problemów w uczestniczeniu w posiedzeniu komisji rewizyjnej.

Sprawa nie została wyjaśniona. Jeżeli podejmuje się pewne działania, to muszą być doprowadzane do końca. W tym przypadku zresztą nie naciskamy. Zainteresowanym w zasadzie jest Ryszard Król, a my go wspieramy. Zaczęło się od tego, że przekroczył uprawnienia przewodniczący komisji rewizyjnej, potem szedł w zaparte i odrzucał obecność każdego na posiedzeniach komisji rewizyjnej. Gdybyśmy byli bardzo bezwzględni i chcieli to szybko zakończyć, to oddalibyśmy sprawę do sądu administracyjnego, żeby nałożył grzywnę. Postanowiliśmy pójść drogą skargi, aby wypowiedział się wojewoda.

Co w takim razie chcecie Państwo osiągnąć? Przyznanie racji, odwołanie przewodniczącego?

Myślę, że to drugie nie dojdzie do skutku, bo matematyka jest nieubłagana. Możemy doprowadzić do odwołania i na następnym posiedzeniu ten sam skład wróci. Ja nie mam złudzeń, bo tak to już mi zostało zasugerowane przez burmistrza, gdy jako klub złożyłem kandydaturę do komisji rewizyjnej. Zgodnie z prawem, gdy powstał klub, to powinna być przeprowadzona procedura uzupełnienia składu komisji rewizyjnej. W ogóle nasza komisja rewizyjna działa na niespotykanych gdzie indziej podstawach. Jak zgłosiłem chęć uzupełnienia komisji to burmistrz odpowiedział, że to bez znaczenia, bo i tak ma większość i zawsze wybierze kogoś innego. Zawsze będą nasze kandydatury odrzucone.

Reklama

Więc na co liczycie? Jakie rozstrzygnięcie Państwa usatysfakcjonuje?

Janusz Siwak do tej pory twierdzi, że nie złamał prawa, więc pierwsze co byśmy chcieli osiągnąć, to żeby przewodniczący komisji jasno powiedział, że złamał prawo i absolutnie takich postępowań drugi raz nie będzie prowadził. Dwa, że w tym wspiera go bardzo burmistrz, który też mógłby powiedzieć: niestety zaszła zła procedura i zobowiązuję się, że będę pilnował, aby do tego nie doszło ponownie. Natomiast Ryszardowi Królowi należą się po prostu przeprosiny. I to by w zasadzie sprawę kończyło, ale skoro nikt nie chce się przyznać do błędu, to trzeba to udowodnić.

Nie raz powtarza Pan, że walczy o transparentność działań, także przy okazji tej sprawy. Władza, według Pana, ma coś do ukrycia?

To już jest rola dla prasy. Nie wszyscy z radnych mają czas i możliwości, żeby to badać.

Reklama

Przed Panem pewnie i tak nic by się nie ukryło. Skrzętnie Pan analizuje wszystkie dokumenty, a w domu zgromadził Pan podobno małe archiwum.

To jest chyba lekka przesada. Myślę, że praca na tym polega, żeby cokolwiek zrobić w tej radzie, a nie tylko przyjść na głosowanie i podnieść rękę. Byłoby mi głupio, gdybym szedł na radę w zasadzie tylko po to, żeby pospać trochę. Nie raz się okazało, że w jednym miejscu ktoś tak mówi, w innym miejscu coś innego, później publikuje coś innego, a prawda leży jeszcze gdzie indziej, więc staram się tego dociekać.

Nie wszyscy radni są tak aktywni na sesjach jak Pan. Myśli Pan, że się nie przygotowują?

Nie oceniam innych. Wierzę, że każdy radny jest dobrze przygotowany. Może jest tylko narzucona taka zasłona lojalności w grupie. Jest dużo radnych, którzy popierają stanowisko burmistrza i wydaje mi się, że z tego względu oszczędzają go w zadawaniu dociekliwych pytań. Uznają, że linia burmistrza jest właściwa i chcą ją jak najszybciej poprzeć. Ja natomiast podchodzę do tego bardziej sceptycznie i uważam, że warto porozmawiać, dlatego tyle pytań zadaję.

Reklama

Stąd ma Pan łatkę czepialskiego.

To mnie smuci, że się mnie tak ocenia. Nie jestem jedynym radnym, który pyta, choć może faktycznie czynię to najczęściej.

I irytuje Pan burmistrza i przewodniczącego rady. Narzekają, że zadaje Pan pytania wychodzące poza kompetencje rady i gminy w ogóle.

Też się nie zgodzę. Co to znaczy np., że drogi krajowe są poza kompetencjami gminy? Jeżeli zajrzymy do strategii rozwoju miasta i gminy, to tam jest m.in. punkt taki, gdzie gmina deklaruje, że chce decydować o strukturze dróg krajowych, chce decydować o obwodnicy Jastrowia. Ja mogę więc składać wnioski, ale pośrednikiem w kontaktach z organami rządowymi powinni być przewodniczący i burmistrz.

Reklama

Może niektóre rzeczy można by inaczej załatwić? Porozmawiać z burmistrzem poza forum rady, skoro inni radni są mało zainteresowani proponowanymi przez Pana tematami.

Jak rozmawiamy na sesji to burmistrz cały czas odpowiada: to uzgadnialiśmy, to wielokrotnie omawialiśmy, to było przedstawiane, pan radny nie słuchał. Więc ja się zastanawiam, że może pan burmistrz zapomniał mnie zapraszać na te spotkania, bo ja nie kojarzę sytuacji, że gdzieś tam byłem informowany, coś tam uzgadnialiśmy, podpisaliśmy jakiś protokół na korytarzu. Nie mam na ten temat zielonego pojęcia. Owszem, to są jakieś metody pracy. Jedni się dogadują na korytarzach, żeby potem na spotkaniu ogólnym szybko przegłosować. Co mnie martwi w radzie, to że zamiast pracy w komisjach tematycznych robi się komisję wspólną, gdzie się też dorzuca różne tematy i de facto nie ma możliwości wprowadzenia poprawek i później przychodzimy za tydzień i mamy głosować, a na koniec jest każdy ganiony za zadawanie pytań.

Burmistrz wyrzuca Panu także nadmierny formalizm i biurokrację. Miał Pan m.in. pretensje co do sposobu uchwalenia ostatniej nowelizacji strategii rozwoju gminy. Czy to ważny problem, mający wpływ na rzeczywistość?

Tak. Co innego pan burmistrz przedstawiał na komisji wspólnej, a całkiem inne tematy z tej strategii akcentował na radzie. To na co zwracałem uwagę na tym spotkaniu, to myślę że jest ważne dla wielu osób. Strategia to jest nasz wieloletni plan działania i nie może tak być, że mija połowa okresu, a my nie mamy podsumowane co się dzieje. Żeby ładniej wyglądały wskaźniki to się dorzuca jeszcze kolejne działania. Bardzo fajnie, można rozszerzać, ale my nadal nie wiemy, na jakim etapie jesteśmy. Burmistrz próbował zmiękczyć nas emocjonalnie, że musimy zmienić strategię, żeby pozyskać pieniądze na targowisko. Ja rozumiem, bo też na dokumentach z Unii wielokrotnie pracowałem i wiem, że pisząc wnioski trzeba odnieść się do takich strategii, ale z drugiej strony jest tam rozwinięcie Ekologicznego Centrum Edukacji i Rekreacji w Nadarzycach, a jak pan spróbuje przejrzeć Internet, to nawet nie ma wzmianki, jak to powstało i co to jest. Nie mówię, że to jest błąd, ale brakuje dyskusji, a w strategii jest napisane, że nowelizacja musi się odbywać poprzez dyskusję w grupie.

Reklama

Z tym, że często nawet najbliżsi koledzy klubowi nie podzielają Pana racji i w głosowaniach jest Pan osamotniony. Może więc jednak należałoby odpuścić?

Jeżeli nie ma dyskusji, jeżeli to jest tak robione, że jest ustalany program posiedzenia, potem są do tego dorzucane kolejne uchwały, nie ma przerw, żeby się zastanowić, wymienić zdania, to można tylko liczyć, że będzie jakieś szybkie zrozumienie. Jeżeli kolega inaczej postrzega problem, nie będę się starał z nim walczyć. Uważam, że nie ma co się wstrzymywać przed zgłaszaniem nawet licznych poprawek. Skoro nie ma rozmów, to może wzbudzę chociaż jakąś wątpliwość. Nie ma złudzeń, że z drugiej strony jest mocniejsza grupa, która zawsze będzie miała zdecydowanie inne zdanie. To nie znaczy, że mam się poddawać.

A może ta wzmożona aktywność, analiza dokumentów i gromadzenie wiedzy to działania obliczone pod następne wybory? Zamierza Pan kandydować na burmistrza?

Jak już podkreślałem, jestem społecznikiem i obecnie radnym i według mnie, moje dotychczasowe działania to jest normalna praca radnego. Zresztą praca burmistrza jest całkiem inna. A czy mam startować na burmistrza? Nie wiem, może Pan mi to podpowie?

Reklama

Co konkretnie można było zrobić lepiej w tej kadencji?

Można było podjąć działania, które na początku były zgłoszone. Czyli podejście do inwestycji na wzór strategii, żeby rozpisać jakiś harmonogram. Żeby nie było tak, że pojawiają się inwestycje nie wiadomo skąd i dlaczego, bo takie akurat są uwarunkowania. Każdy się wtedy denerwuje, zadaje pytania, które irytują. To było zgłoszone na początku kadencji i jest w zasadzie cały czas odpychane. Wszystko krąży wokół jawności i otwartości.

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Koloseum - niezalogowany 2017-10-29 20:33:44

    Na takich jak Ty sikam ciepłym moczem :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szalony_kefir - niezalogowany 2017-10-27 19:34:21

    poziom dyskusji jest porażający, żenada...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    xyz - niezalogowany 2017-10-27 07:10:18

    A może nie są denne, tylko doprowadzają ciebie do furii? w takim razie, pod żadnym pozorem nie idź do Romka, bo znowu dostaniesz po pysku.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama