Południe Włoch, miałam jakieś 10 lat. Pojechałam tam z rodzicami i bratem samochodem. Jeszcze wtedy nie było waluty euro, tylko włoskie liry. To było dawno, ale doskonale to pamiętam. Jak się jest dzieckiem to się inaczej odczuwa, wszystko się bardziej przeżywa. Pierwszy raz w życiu widziałam otwarty basen, na powietrzu. Nauczyłam się tam pływać. Pierwszy raz widziałam takie wysokie góry, bo przejeżdżaliśmy przez Alpy. Tam zjadłam swoje pierwsze, włoskie, prawdziwe spaghetti bolognese… Taki wyjazd pierwszych razów. Może dlatego mam taki sentyment do tego kraju. Pamiętam, jak graliśmy w badmintona do późnych godzin (późne godziny dla dziecka to jakaś 22) i strasznie gryzły nas komary, ale my graliśmy dalej, bo świetnie się bawiliśmy. Do tego pogoda na to pozwalała, bo było strasznie gorąco, nawet o tej 22…
Kiedyś wzięłam udział w konkursie pisarskim, wygrałam perfumy, nic wielkiego, ale cieszyłam się ogromnie. Wtedy pomyślałam: a może ja mam talent do pisania? Zaczęłam obserwować blogosferę. Przeczytałam książkę blogera, który ma jakieś 500 tysięcy odsłon miesięcznie, że trzeba pisać o czymś, o czym ma się jakieś pojęcie. A ja mam pojęcie o podróżach. Przynajmniej tak mi się zdaje. Tak narodziły się „Bambosze”.
Reklama
Podróżowanie stało się tanie – naprawdę. Wyszukuję tanie loty, na booking.com szukam najtańszych miejsc zakwaterowania. Ostatnio weekend w Gdańsku kosztował mnie więcej niż za granicą. To jest kwestia priorytetów. Ja odkładam sobie pieniądze na te podróże. Jeżeli chodzi o czas – z tym jest gorzej. Nigdy nie biorę urlopu, jeżeli nie planuję wyjazdu. Siedzenie w domu mnie nie interesuje. Staram się więc rozdysponować mądrze ustawowe 26 dni urlopu w roku, plus weekendy i jakieś święta. Nie jest najgorzej.
Nie, ale trzeba mieć do tego odpowiednie podejście. Jeżeli nastawimy się negatywnie, to ciężko będzie nam zaakceptować odrębności, które spotkamy za granicą. Prosty, błahy przykład: brytyjskie śniadanie – ociekające tłuszczem, mało smaczne. Ale ok, oni to jedzą, akceptuję to. Mi nie smakuje, ale spróbować muszę. O tych rzeczach, które mnie dziwią, będzie jeszcze na blogu, gdy tylko pojawi się wpis o Indiach. Ale nie chcę ujawniać teraz, co to będzie. Zachęcam do śledzenia.
Reklama
Uwielbiam. Mam to szczęście, że jak się zgubię, to zawsze coś innego znajdę. Jakąś cudowną alejkę, gdzie zrobię piękne zdjęcie, knajpkę, do której zaglądają tylko miejscowi albo po prostu pozdzieram sobie buty, będę strasznie zmęczona, ale będę miała po tym dobry sen. Takie gubienie się w obcym mieście to też przełamywanie barier. Czasem trzeba kogoś zapytać o drogę, nieznajomego, w obcym języku. To powoduje, że czujemy się odważniejsi i bardziej pewni siebie. To na serio działa, polecam.
No i znowu wracamy do Włoch! Widzi Pan, coś jest w tym kraju. Właśnie w poście o Rzymie to napisałam. Zazdroszczę kulturom południowym luzu, który mają. Polacy często są zestresowani, podenerwowani, marudni. A taki Włoch albo Grek? On ma czas na wszystko. Trochę mnie to bawi. Pewnie dlatego kryzys ekonomiczny dosięgnął ich bardziej, ale zostawmy w spokoju ekonomię. W pracy dawajmy z siebie wszystko, ale kiedy jedziemy na wakacje – zwyczajnie odpuśćmy. Co z tego, że autobus nie przyjechał na czas? Co z tego, że muzeum zamknięte, a był plan, że dzisiaj właśnie jest ten punkt zwiedzania? Jak nie muzeum, to coś innego. Szukajmy pozytywów. Nie przejmujmy się rzeczami, na które nie mamy wpływu – to moje motto życiowe.
Reklama
Potrafię być bardzo odważna, kiedy zajdzie taka potrzeba. Jestem ciekawska. Wszędzie muszę zajrzeć, wszystkiego spróbować.
Hmm... coś, co można oswoić, tylko trzeba pamiętać, że na zawsze pozostajemy odpowiedzialni za to, co oswoimy. To z „Małego Księcia”.
Skończyłam biznes międzynarodowy oraz finanse i rachunkowość na Uniwersytecie Ekonomicznym. Dlaczego taki wybór? To głos rozsądku. Najbardziej poszukiwane aktualnie zawody to informatycy i księgowi… Zaczynałam od biznesu, to było bardzo pasjonujące. Kulturowe uwarunkowania w biznesie to temat rzeka i jest poniekąd związany z moją pasją podróżowania. Mnie interesują ludzie z innych krajów, ich kultura, obyczaje. Teraz to tylko trzeba przełożyć na biznes. Miałam okazję wykorzystać wiedzę na ten temat w moich służbowych, zagranicznych wyjazdach. Finanse zaczęłam studiować później, w ramach specjalizacji. Dążę do tego, aby zawodowo być specjalistą w jednym obszarze.
Reklama
Nie, bo ja nie sądzę, że ze mną jest coś nie tak. Wręcz przeciwnie. To jest wyrwane z kontekstu. Napisałam, że niektórzy mają taki schemat w głowach, w podświadomości. No i jak im się ten schemat nie uda w życiu, czują się gorsi lub pragną spełnić oczekiwania innych. A to jest bardzo złe myślenie. Nie ma schematu na szczęśliwe życie. Są też tacy, którym ten schemat w miarę wychodzi, ale oceniają innych, gdy ci podążają własnymi drogami. Niewidzialne kajdany utartych schematów… W tym tekście mówię, proszę, wręcz błagam, aby żyć po swojemu. W zgodzie ze swoim sumieniem i sercem, żeby nie kierować się opiniami. Jest takie przemówienie Steva Jobsa na Uniwersytecie Standford. Uwielbiam cytat z niego (całe przemówienie jest fantastyczne, ale ten cytat utkwił mi w pamięci): „nie pozwólcie, aby głos czyichś opinii zagłuszył wasze wewnętrzne ja, miejcie odwagę kierować się w życiu sercem i intuicją”. Po tym artykule, który pan cytuje, dostałam wiele odpowiedzi, że to takie prawdziwe. Poruszyłam więc temat, który jest globalnym problemem.
Gdy wyjeżdżam wyłączam telefon służbowy, komputer zostawiam w pracy. Zamykam drzwi i mnie nie ma. Wtedy zwalniam. Ponadto lubię parki, panoramy, plaże… W takich miejscach można spokojnie pomyśleć nad życiem.
Reklama
Wolność to niezależność finansowa i duchowa. Robię to, co lubię, nie przejmuję się krytyką i zarabiam przy tym na życie.
Nie, dzielić się pozytywnymi emocjami to czysta przyjemność. To przychodzi łatwo. Nie wiem, z czego to wynika, potrafię mówić o uczuciach.
Przed podróżą czytam o miejscach, do których jadę, więc jak już wracam i opisuję, to znam dużo szczegółów na ich temat.
Jakbym miała wymienić wszystko, o czym marzę, to by Pan uznał, że jestem zachłanna. Bywam taka, jestem zachłanna na życie. Cóż… marzę, aby zatańczyć salsę na ulicy w Havanie, obejrzeć musical na Broadwayu w Nowym Yorku, skoczyć ze spadochronem...
Reklama
To bardzo ciekawy pomysł na życie. Na razie traktuję to jako hobby i pasję. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Najpierw proszę odwiedzić mojego bloga. A tak naprawdę: punkt pierwszy – obrać cel podróży, punkt drugi – wybrać transport, punkt trzeci – kupić przewodnik i w drogę. Początkującym radzę: bądźcie głodni wrażeń, nie bójcie się próbować. Wiem, że krewetki wyglądają strasznie, mają oczy i ogon, ale dopóki nie spróbujesz, nie będziesz wiedzieć, czy są smaczne. Wiem, że niektóre góry wydają się wysokie, ale dopóki tam nie wejdziesz, nie będziesz wiedział, czy widok jest ładny i czy warto było tak się męczyć. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że się nawet nie spróbowało.
Reklama
Jestem bardzo ciekawa tej wyprawy. Gruzja jest wciąż mało popularna wśród turystów. Słyszałam opowieści o wspaniałym gruzińskim jedzeniu i pięknych górskich widokach. Myślę, że będzie o czym opowiadać. Ten konkurs w Radiu Zet to jedna z lepszych rzeczy, jakie mnie spotkały. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że komuś się podobają moje teksty. To mnie motywuje do dalszego działa i rozwijania mojego bloga.
rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W 2016 gruzje odwiedzilo ponad 600 TYS. Polakow. Sam bylem zdziwiony gdy o tym przeczytalem.
Przecież nie będzie robił konkurencji koleżkom ze Złotowskiego Korpusu Ekspedycyjnego.
kierunki wakacyjne i nie ma to nic wspólnego z podróżowaniem. tyle na temat
Oj podróżujących u nas jest sporo, dlaczego Burmistrz nie zrobi z nimi spotkania, może maja jakieś pomysły na to miasto
W 2016 gruzje odwiedzilo ponad 600 TYS. Polakow. Sam bylem zdziwiony gdy o tym przeczytalem.
Przecież nie będzie robił konkurencji koleżkom ze Złotowskiego Korpusu Ekspedycyjnego.
kierunki wakacyjne i nie ma to nic wspólnego z podróżowaniem. tyle na temat