Reklama

Pokolenie bez odpowiedzialności

12/08/2014 13:04
Nastolatki nadają się na renty, nie chodzą na praktyki i chcą zarabiać krocie. Tak o pracownikach młodocianych mówią rzemieślnicy. - Czasem oni czują się jak tania siła robocza - broni uczniów Henryk Kostrzewa

-Latem uczniowie chorują na potęgę. Widzę takiego jak chodzi po ulicy, choć ma zwolnienie. Wcale z nim nie dyskutuję, bo jak chodzi, to widocznie musi. Taka choroba... - mówi Zbigniew Kucharczyk, który od lat uczy młodych elektryków. W tej chwili, razem z synem, w dwóch firmach, ma ich dziesięciu. Z tego dwóch, jak twierdzi, nadaje się do tego zawodu.

Taki sam rachunek wychodzi Pawłowi Buremu. - Na dziesięciu może jeden, dwóch idzie w ten zawód. Reszta chce, żeby przeleciały im te trzy lata i wyjadą za granicę – mówi mechanik samochodowy ze Złotowa.

-  To są uczniowie słabsi edukacyjnie i bardzo często z problemami wychowawczymi – zauważa Henryk Kostrzewa, kierownik Ośrodka Dokształcania i Doskonalenia Zawodowego w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Złotowie. - W większości pracodawcy wiedzą jakich uczniów mają – dodaje.

Na terenie powiatu w systemie dualnym (praktyki u rzemieślnika i nauka w szkole zawodowej) kształci się ponad czterysta osób. Rzemieślnicy, z którymi rozmawialiśmy, dyskwalifikują większość z nich.

[[reklama]]

Kto nie przychodzi...

Najczęstszym przewinieniem adeptów zawodów rzemieślniczych jest unikanie praktyk. - Jak uczeń chce mieć wolne i go nie dostaje, bo jest dużo pracy, to na drugi dzień przynosi zwolnienie – skarży się Paweł Bury. Zdarzają się tacy, którzy przez jeden miesiąc wakacji mają urlop, a drugi przebywają na zwolnieniu lekarskim.

Paweł Bury zirytowany łatwością, z jaką młodzi dostają zwolnienia dzwonił do lekarzy, których pieczątki widniały na L4. - Powiedzieli mi, że lekarz jest od tego, że bada i widocznie musiał coś stwierdzić, skoro wystawił zwolnienie – mechanik rozkłada ręce mówiąc, że wczoraj kończąc pracę uczeń był zdrowy, dziś rano jest obłożnie chory. - To też wina rodziców. Widzą, że syn śpi w domu zamiast być na praktyce, ale nic z tym nie robią – dodaje Zbigniew Kucharczyk, który nie tylko prowadzi własny zakład, ale jest także podstarszym Cechu Rzemiosł Różnych w Złotowie. Na stronie Cechu przeczytać można, że „Jednym z najważniejszych zadań, jakie rzemiosło realizuje obecnie w imieniu państwa, jak czyniło to zresztą przez wieki, jest nauka zawodu”. Jak jednak uczyć kogoś, kogo nie ma?

- Pracodawcy winę zrzucają na rodziców i szkołę, a sami nie wykorzystują swoich praw. W większości zawiadamiają szkołę, gdy jest już bardzo ciężko coś zrobić. Gdyby poinformowali nas wcześniej, a nie po miesiącu nieobecności ucznia, to moglibyśmy działać. W końcu szkoła ma wychowawców, pedagoga i pewne sprawy nabrałyby toku – twierdzi z kolei Henryk Kostrzewa z CKZiU. Jednak Paweł Bury jest innego zdania: - Natury człowieka się nie zmieni. Jeśli ktoś ma naturę olewacką, to go się nie zmieni.

Kiepska komunikacja między szkołą, a mistrzami szkolącymi czasem kończy się w najgorszy dla ucznia sposób – rozwiązaniem umowy na praktyczną naukę zawodu.

- Jeśli ktoś nie przychodzi do pracy, a uczniowie są pracownikami młodocianymi i dostają wynagrodzenie, to trzeba go zwolnić. Tak mówi Kodeks pracy – zauważa Zbigniew Kucharczyk. To stanowcze stwierdzenie jednak rzadko ma pokrycie w działaniu. W tym roku do rozwiązania umowy doszło trzy razy. W dwóch przypadkach uczniowie zmienili zawody, w jednym uczeń realizuje praktyki w szkole.

[[reklama]]

Grzechy młodości

Zły wybór zawodu to kolejny problem absolwentów gimnazjów. - Bardzo często uczeń trafia do zawodu przypadkowo. Przyszły elektryk np. skarżył się, że kopie rowy. Myślał, że podłączy przewód i po sprawie, a przecież najpierw trzeba sobie przygotować teren. W bloku np. kuć w ścianie – H. Kostrzewa przyznaje, że nastolatki często nie wiedzą na czym polega dany zawód i nierzadko w ogóle nie mają pojęcia co chcą w życiu robić. Rzemieślnicy także to widzą. - Wielu z nich nie ma żadnych zainteresowań. Ważne żeby skończyli szkołę – mówi o uczniach elektryk Zdzisław Urbański. W tej chwili nie ma on praktykantów i zastanawia się nad sensem ich szkolenia. Czasem dość młodocianych pracowników ma także mechanik Paweł Bury: - Niektórzy chodzą na praktykę z obowiązku. Nie myślą o tym, że chcą się czegoś nauczyć na przyszłość. Nawet jeśli skończą szkołę, to i tak nie idą do pracy w tym zawodzie, tylko wyjeżdżają za granicę, bo kolega pojechał i po pół roku kupił sobie samochód. Teraz tylko szybkie pieniądze się liczą dla młodych.

Zbigniew Kucharczyk ujmuje to jeszcze ostrzej. - Rośnie nam fala jeżdżących do zbierania pomidorów. Powinien być u nas taki zawód - zbieracz pomidorów.
[[nowa_strona]]
Jak praca, taka płaca?

Pracownik młodociany ma obowiązki, ale też i prawa. Jednym z nich jest wynagrodzenie. W pierwszej klasie dostaje on 144,50 zł pensji, w drugiej – 180,63 zł, w ostatniej – 216,75 złotych. Pieniądze także są kością niezgody między rzemieślnikami, a uczniami i ich rodzicami. - Rodzice chcieliby,  żeby uczeń zarabiał za dwa dni praktyki w tygodniu tyle, co pracownik. Miałem niedawno dwóch chłopców, w miarę dobrych, przez dwa tygodnie, bo chciałem im się przyjrzeć, czy mają dryg. W ostatnim dniu tej próby zadzwoniła do mnie matka z pytaniem ile dostaną, bo coś im się należy. A oni tylko chodzili za elektrykiem żeby przyjrzeć się pracy, czasem coś prostego wykonali – Zdzisław Urbański nie kryje zdziwienia. - Do pracy chęci nie ma, a jak ma dostać wypłatę, to przyjdzie dzień przed.

Zbigniew Kucharczyk: - Mam jednego ucznia, który bardzo prosił mnie o pieniądze na lipiec. Uległem, a on na praktyce już się nie pojawił.

[[reklama]]

I ten kij ma dwa końce. Henryk Kostrzewa z Centrum twierdzi, że wielu uczniów uważa, że rzemieślnicy ich wykorzystują. - Czasem oni czują się jak tania siła robocza – mówi kierownik Ośrodka Dokształcania i Doskonalenia Zawodowego. - Czasem mam takie uwagi od rodziców, że pracodawcy chcieliby mieć nie ucznia (pracownika młodocianego), ale taniego pracownika.
- To jest tania siła robocza? - oburza się Zb. Kucharczyk. - To jest kula u nogi. Tylko z niektórych osób coś wychodzi.

Uczyć się opłaca

System nauczania dualnego jest uważany za jeden z najlepszych sposobów przygotowania do wykonywania zawodu. Starszy Cechu Rzemiosł Różnych w Złotowie Karol Pufal wielokrotnie podkreślał, że rzemieślnicy robią to dobrze, a ich podopieczni są rozchwytywani za granicami Polski, bo polski tytuł czeladnika jest tam honorowany. Po części ma on rację. Wystarczy porównać kompetencje zawodowe absolwenta technikum i zawodówki. - Człowiek po technikum jest dobry w teorii, ale w praktyce uczeń pierwszej klasy zawodówki go zagnie – stwierdza z przekonaniem P. Bury. Zbigniew Kucharczyk także ma takie doświadczenia.
- Dzwoni do mnie matka absolwenta technikum, czy przyjmę jej syna. Na majstra? Nie, na praktyki, bo on po technikum niczego nie umie. Nawet gniazdka przykręcić – śmieje się elektryk. Poważnie o tym samym, choć w innych słowach, mówi dyrektor Wydziału Oświaty w Starostwie Powiatowym w Złotowie Wiesław Pachocki:
- Absolwenci szkół zasadniczych znacznie szybciej odnajdują się na rynku pracy.

[[reklama]]

Po co mi uczeń?

We wrześniu naukę w szkole zawodowej w Złotowie w kilkunastu kierunkach rozpocznie ponad stu uczniów klas pierwszych. Trzeba zadać pytanie jak będą oni szkoleni, skoro rzemieślnicy tak narzekają na młodych adeptów zawodów? No i dlaczego właściciele lokalnych firm przyjmują uczniów? Częściową odpowiedzią na to pytanie jest refundacja. Mistrz szkolący dostaje zwrot wynagrodzenia wypłacanego uczniowi, a po zdaniu przez niego egzaminu czeladniczego dofinansowanie z tytułu wykształcenia pracownika młodocianego – 8081 zł za trzy lata. Te pieniądze osładzają trudy szkolenia i wychowania młodzieży.

Zdzisław Urbański: - To jest refundowane, to człowiek oko przymyka na wybryki uczniów. Jak refundacji nie będzie, to będzie „do widzenia”.

Zbigniew Kucharczyk: - Jak nie będziemy mieć refundacji, to państwo obudzi się z ręką w nocniku, bo nie będzie miał kto szkolić tych ludzi. I tak już rośnie nam pokolenie bez odpowiedzialności.

W powiecie jest około stu dwudziestu mistrzów szkolących. Ponad 90% z nich ma uczniów.

Łukasz Opłatek

Zdjęcie nagłówkowe: Nauczyciele i pracownicy Cechu pochylają się nad uczniami, ale ci nie zawsze chcą uczyć się zawodu.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości