Zielińscy - zawsze z numerem 4 i zawsze na lewej obronie. Trzy pokolenia Zielińskich zasilały drużynę Polonii Jastrowie. Dla nich piłka nożna to coś więcej niż gra zespołowa, to religia
Wiele wskazuje na to, że tradycja rodzinna nie zaginie. Właśnie czwarte pokolenie Zielińskich rozpoczęło przygodę z piłką nożną. Najmłodszy w rodzie, siedmioletni Jakub Zieliński, pokochał piłkę nożną tak mocno jak dziadek, wujek i tata. Chce być sławny jak Cristino Ronaldo. Na dalszy plan zeszła nauka tańca, na którą namówiła go mama, teraz liczy się tylko piłka. Gdy spotykam się z przedstawicielami płci męskiej rodziny Zielińskich, Jakub nawet na chwilę nie przestaje biegać po pokoju za małą piłką. Na nogach getry, strój piłkarski. Od czasu do czasu zakłada bramkarskie rękawice. – Jeszcze nie zdecydował, na jakiej pozycji będzie grał – tłumaczy jego tata Robert Zieliński. Za to dziadek i wujek mają cichą nadzieję, że nr 4 i lewa obrona ponownie będą należały do Zielińskiego, czwartego z kolei w historii Polonii Jastrowie. Być może również opaska kapitana, bo każdy z Zielińskich miał taki epizod w życiu. A na końcu był także gospodarzem obiektu. Razem 49 lat grali w Polonii. – Sport od zawsze obecny był w naszej rodzinie – zdradza Jerzy Zieliński.
Jerzy Zieliński (68 lat)
Pierwsze kroki na boisku stawiał już w 1958 roku. Według przyjętej daty powstania klubu, Polonia rok już istniała. Miał lat czternaście i wielki zapał do gry. Trenerami byli wówczas Zygmunt Vogelsinger i Henryk Szablewski. – Jak przypominam sobie tamte treningi to mam wrażenie, że dzisiaj młodym chłopcom nie zależy tak na grze jak nam wtedy – wspomina Jerzy Zieliński. – Mieliśmy więcej ambicji, choć nikt nie obiecał nam żadnych pieniędzy, co najwyżej oranżadę po meczu. Teraz pierwsze, o co pytają, to za ile. Warunki do gry nie były wymarzone. Rolę zaplecza pełniły szopy, stare baraki. W jednym gospodarze, sędziowie i goście. Na mecze jeździli ciężarówkami. Luksusem był samochód z dachem. – Jak padało to getry na głowę skręciło się w turban i jakoś dojechało się na miejsce. Graliśmy, bo kochaliśmy to – Jerzy Zieliński przerwę w grze zrobił sobie tylko na służbę wojskową. Potem wrócił do Polonii, oczywiście na lewą obronę, i do gry z nr 4. Do 35 roku życia reprezentował barwy klubowe. – Potem rodzina, dzieci, piłka zeszła na dalszy plan. [[reklama]]
Zbigniew Zieliński (57 lat)
Przygodę z piłką zaczął także jako nastolatek. Szybko okazało się, że podobnie jak starszy brat przydatny będzie na lewej obronie. Lecz zanim dane było mu przejąć nr 4 i pozycję, jak się potem okazało, należną Zielińskim, jako młodszy grał na pomocy. Dopiero gdy z boiska na dobre zszedł starszy brat, Zbyszek uzyskał pełne prawa do pozycji lewego obrońcy. – Juniorów Polonii, gdy ja zaczynałem, trenował Wojtasik. Pamiętam, że dobrze nam szło. Awansowaliśmy do koszalińskiej okręgówki juniorów, co na tamte czasy było naprawdę wysoko – wspomina Zbigniew Zieliński. - Gwardia Koszalin, Czarni Słupsk – z takimi zespołami się wtedy grało. Warunki socjalne nie były najlepsze, ale i oczekiwania tamtych zawodników nie były wielkie. Pompę, pod którą płukali się piłkarze, zastąpiły koryta. Na mecze rzadko kiedy jeździli autobusami, częściej samochodami ciężarowymi. Śladem starszego brata karierę piłkarza zakończył po dwudziestu latach gry. – Jesteśmy długowieczni – śmieje się Zbigniew Zieliński.
[[nowa_strona]]
Robert Zieliński (40 lat)
- Grałem w piłkę, bo nie miałem w domu komputera – wyznaje były zawodnik Polonii Jastrowie, długoletni kapitan zespołu. Zaczynał od podwórkowej ligi, gry z reprezentacjami osiedli. Za bramkę służyły dwa kamienie albo linie narysowane kredą na murze. Boisko charakteryzowały góry i doliny lub twardy beton, bo tak wyglądało kiedyś boisko za domem towarowym. Ale zacięcie do gry chłopców w jego wieku było ogromne, a sławne mecze drużyn osiedlowych przebierały rangę bitwy, na która szło się tylko po wygraną. Z ligi podwórkowej Robert szybko trafił do Polonii. Już jako czternastolatek wchodził na boisko, gdy grała drużyna seniorów. – Grałem - podawałem piłkę starszym zawodnikom – śmieje się Robert. Jego pierwszym trenerem był Czesław Ciula, potem Ireneusz Żendel, Kowalczyk, Grzegorz Apryas. – Trenerzy często się zmieniali, niektórzy wracali. Czynnym zawodnikiem był najdłużej z rodziny Zielińskich – 24 lata. Ostatni mecz zagrał z okazji jubileuszu 50-lecia istnienia Polonii Jastrowie w 2007 roku. - Ze dwa lata mogłem jeszcze grać – przyznaje Robert - ale nie było klimatu, szczególnie po spotkaniu z okazji 50-lecia – mówi wprost.
Wyniki zostały w pamięci
Są takie spotkania, które na długo zostają w pamięci piłkarzy. Najstarszy Jerzy Zieliński do dziś wspomina zwycięski mecz z drużyną, która tworzyli wojskowi. – Major, który ich trenował, mówił nam przed meczem, że ma w zespole samych hanysów. Baliśmy się jako cholera. Wygraliśmy 4:2, to był sukces, a mieliśmy dostać baty.
Zbigniew Zieliński doskonale do dziś wspomina mecze barażowe o awans do klasy okręgowej. – Graliśmy z drużyną Błękitni Wronki. W Jastrowiu wygraliśmy 3:1, we Wronkach też wygraliśmy 2:0. Potem graliśmy z Wielimem Szczecinek o awans do klasy okręgowej. U nas wygraliśmy 3:1, w Szczecinku 4:1, a w Czaplinku na neutralnym terenie przegraliśmy 3:2. Jakie towarzyszyły temu emocje…
W odróżnieniu od taty i wujka Robert zapamiętał z 24 lat na boisku przegrany mecz z Flotą Świnoujście. – Strzeliłem tam dwie bramki, 15 minut przed końcem spotkania prowadziliśmy 3:1. Przegraliśmy 4:3. Takich spotkań nie zapomina się szybko.
[[reklama]]
Ligi polskiej razem nie oglądają
Wszyscy z sentymentem dziś wracają na stadion Polonii Jastrowie. Jerzy Zieliński jest niemal na każdym meczu Polonii, Robert po przerwie też wrócił na trybuny. Jedynie Zbigniewa Zielińskiego brak sukcesów Polonistów zniechęcił do kibicowania. Wszyscy piłkę nożną oglądają za to w szklanym ekranie. Starsi kibicują Barcelonie, najmłodszy Jakub Realowi Madryt. Takiej zgodności nie ma jeśli chodzi o polską ligę. Jerzy to Lechita, Zbigniew – sympatyzuje Wiśle Kraków, Robert - Polonii Warszawa. – Polskiej ligi razem nie oglądamy – przyznają panowie.
A. Głyżewska-Klofik
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze