Reklama

[POLECAM] MTV Unplugged - Alice in Chains

19/09/2012 13:42
Kto jeszcze nie zna tego zespołu niech się nie przyznaje i w milczeniu dokształca się tym małym kompendium ich artystycznej działalności

MTV Unplugged słynie już z historycznych koncertów, m.in. : Nirvany, Hey, Pearl Jam, R.E.M. i wielu innych. Zawsze są to niezwykłe widowiska muzyczne i choć artyści wkładają w występ mnóstwo wysiłku, nie wszystkie potrafią skraść serce tak właśnie jak unlugged Alice in Chains. W czym tkwi ta wyjątkowość? A czy zakochany człowiek potrafi wyliczyć zalety osoby, do której wzdycha ? Obejrzyjcie w spokoju, a dodatkowo polecam zapoznać się z samą historią grupy już we własnym zakresie.

[[reklama]]

Koncert rozpoczyna się łagodnym akcentem „Nutshell”, gdzie po kolei na scenie zjawiają się członkowie zespołu. Kiedy publiczności ukazuje się Layne Staley, emocje sięgają zenitu. Wszyscy z utęsknieniem czekali na pierwsze takty i śpiew Layne’a. Tym bardziej rósł niepokój, gdyż wszystkim znane było silne uzależnienie wokalisty od narkotyków, obawa przed jego stanem spędzała fanom sen z powiek. Już zaraz na początku, wiadome było, że artysta jest w kiepskim stanie, z upływem czasu zmęczenie dawało o sobie znać, paradoks – nadało to dramatyczności koncertowi i być może ( to moje odczucie) jest to jedna głównych przyczyn sukcesu występu.
 Dalej mamy "Brother" w duecie Jerry"ego Cantrella i Layne"a, w tle z hipnotyczną gitarą. "No excuses" z bardzo rytmiczną perkusją Seana Kinney"a i żywiołową reakcją publiczności gdy utwór się skończył. "Sludge Factory" jest jednym z moich ulubionych. Wokal Layne"a powala i oddaje jego wyraz artystyczny w pełni, jest brudny i grungowy,z charakterystycznym dla niego tekstem, opowiadającym o cierpieniu i poszukiwaniu ocalenia. Kto powstrzymałby się od jednej chociaż refleksyjnej myśli o śmierci i zagubieniu przy kawałku "Down by the hole" ? Nienachalna gitara Jerry"ego w tle i wspierający wokal, podczas emocjonalnego wysiłku wokalisty. Majstersztyk."Angry chair" to już chyba klasyk nad klasykami gatunku. Utwór pod każdym względem idealny - stworzenie czegoś podobnego dzisiaj wydaje się już niemożliwe. "Rooster" to spokojny, choć opowiada o determinacji, zgrabny utwór z ciekawą linią melodyczną. Przeskakując, następnym utworem jest "Heaven Beside You" to popis wokalnych, niemałych przecież, umiejętności Jerry"ego. Jego niższy i łagodniejszy głos jest świetnym zrównoważeniem dla głosu Layne"a i tutaj jest też głosem wiodącym. "Would" to zdecydowanie mój ulubiony kawałek Alice in Chains. Bas wprowadza nas w inny wymiar, akcentująca gitara już na starcie opowiada nam trudną historię. Potem wchodzi wokal Layne"a ze wsparciem Jerry"ego i refren, który przyprawia o prawdziwe dreszcze. Takich wokalistów już nie ma. Szkoda, że utwór liczy jedyne 3:30 minut. "Frogs" jest dziwny i pokręcony, z wokalnym eksperymentem i pulsującą perkusją, idzie zwariować z zachwytu.

Cieszę się, że Alice in Chains reaktywowało zespół, kilka dobrych lat po śmierci Layne"a i choć już nigdy nie będzie tak samo - członkowie zespołu to muzycy z powołania i mają prawo do grania dalej, bo tak i już. Kiedy słucham utworów z Layne"em, chce mi się płakać. Nigdy nie pogodzę się z tym, że niektórym ludziom nie udaje się wyjść z nałogu i przepadają, przez co ? Przez swoją wrażliwość, przez głupotę losu...

P.S. A tymczasem cieszmy się arcydziełem jakie pozostawił po sobie Layne wespół z kolegami.

Agnieszka Piec

Poniżej cały koncert :
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości