W Polsce nie ma dla nich przyszłości. Chcą pracować, ale nie za najniższą krajową. Do portfeli, zamiast złotówek, wolą wkładać euro - na spotkanie z oferującym pracę w niemieckim zakładzie Andreasem Steinemannem przyszło ponad dwadzieścia osób. Za granicę pojedzie osiem
- Jak człowiek ma kredyty do spłacenia i rodzinę na utrzymaniu, to nie ma innego wyboru – za granicę, jak powiedział nam jeden z mężczyzn starający się o posadę w zakładach przetwórstwa mięsnego Steinemanna, pcha trudna polska rzeczywistość. Nie tylko młodych tuż po szkole – w spotkaniu, jakie w ubiegłym tygodniu odbyło się w sali sesyjnej jastrowskiego magistratu, uczestniczyło wielu doświadczonych ludzi. Byli mężczyźni, były też kobiety. Jedna z nich do Jastrowia nie czuje sentymentu. Mąż od lat pracuje w Holandii, ona chciałaby do Niemiec – z synem. Tak z polskich miast znikają całe rodziny. A czemu? Bo dotąd patriotyzmem nikt się jeszcze nie najadł.
Krótkie powroty
Dla części osób wizja wyjazdu była nowością, dla innych – powtórką. Jeden z naszych rozmówców, młody mężczyzna, za granicą spędził ostatnie pięć lat swojego zawodowego życia. Do Polski wrócił w nadziei, że w końcu nadejdzie „lepsze”. Nie nadeszło – sześć miesięcy w rodzinnej miejscowości i życie z oszczędności boleśnie go o tym przekonało. - Pora uciekać, tu nie ma przyszłości – skomentował krótko. Jego zdaniem w Polsce żyć (albo żyć godnie) się nie da. Dziecku, a to w przypadku naszego rozmówcy jest już na świecie, nie wytłumaczy się, że czegoś w domu nie ma. - Pieluchy: 50 zł. 50 złotych na zakupy też nie starczy – komentują nasi rozmówcy – a skąd brać? W jastrowskich zakładach – tu padają dwie nazwy – za 900 złotych na miesiąc pracować nie chcą. Nasz kolejny rozmówca – górnik naftowy – też nie. Cel: zagranica.
Szczęśliwa ósemka
Liczba osób, które zjawiły się na spotkaniu z pracodawcą zakończonym rozmową kwalifikacyjną zaskoczyła Andreasa Steinemanna, właściciela firmy. Ta (funkcjonująca na terenie partnerskiej gminy Steinfeld) na przestrzeni lat znacząco się rozrosła: dziś składa się z trzech zakładów. Pierwszy to ubojnia, w drugim przetwarza mięso, w trzecim zaś dokonuje rozbioru wołowiny oraz wysyłki towaru (w tym samym zakładzie mieści się również część biurowa).
Wracając do tematu – pan Andreas wraz z kierownikiem ubojni przyjechał do Jastrowia po ośmiu pracowników – tymczasem zainteresowanych było ponad dwadzieścia osób. W jaki sposób wyłoniono spośród nich tych, którzy mają do pracy największe predyspozycje? Jak powiedział nam Andreas Steinemann (za tłumaczenie rozmowy dziękuję Adalbertowi Ciskowi) atutami będą: doświadczenie w branży, minimalna choćby znajomość języka niemieckiego oraz motywacja do pracy (reszta jest kwestią przeszkolenia). Właściciel firmy szuka ludzi zdeterminowanych do pracy. Takich, którzy mają zamiar się z nią zidentyfikować, a nie – najogólniej mówiąc – przeczekać trudne czasy i wrócić po roku do Polski (pierwsza umowa zawierana jest na dwanaście miesięcy, okres próbny wynosi trzy miesiące).
Póki co Andreas Steinemann o pracownikach z Polski wypowiada się wyłącznie w pozytywach. Jak zaznacza – gdyby było inaczej, nie zdecydowałby się na kontynuowanie zawiązanej rok temu polsko-niemieckiej współpracy.
Oczko
W tej chwili w zakładach Steinemanna pracuje dwudziestu jeden jastrowian. Kolejna ósemka pojechać ma w połowie stycznia, ale – jak zapowiadano w trakcie spotkania – ci, którym tym razem się nie poszczęściło, mogą mieć nadzieję na zarobek. Firma przez cały czas się rozrasta, z czasem więc potrzeba będzie kolejnych rąk do pracy.
Uczciwa oferta
Jak zwracał uwagę najpierw burmistrz Piotr Wojtiuk, a potem Andreas Steinemann, umowa z danym pracownikiem zawierana jest z pracodawcą z pominięciem pośredników, nie ma więc mowy o nieuczciwości. - Z całą pewnością mogę powiedzieć, że Steinemann jest odpowiedzialną firmą – powiedział Piotr Wojtiuk, dodając, że wraz z burmistrz Steinfeld Manuelą Honkomp wspomnianą uczciwość gwarantują swoimi nazwiskami. - Cieszę się, że tak wiele osób wykazuje zainteresowanie naszym zakładem. Świadczy to o tym, że jesteśmy w Jastrowiu znani oraz że krąży o nas nie najgorsza opinia – podsumował Andreas Steinemann.
Praca plus mieszkanie
W ubojni, do której pozyskiwano pracowników, tygodniowo ubija się około 12.000 sztuk świń oraz około 1.200 krów. Na terenie tego zakładu pracuje obecnie dziesięć osób z gminy Jastrowie – część z nich ćwiartuje półtusze, inni pracują przy załadunku. Tym razem nowi pracownicy mają również trafić na linię ubojową. Szczególnie pożądani byli ci mający zmysł techniczny. - Szukamy osób uzdolnionych technicznie, które potrafiłyby obsługiwać urządzenia, a nie tylko do pracy nożem – przetłumaczył Adalbert Cisek. Chętnym zaproponowano również wynajem mieszkania (Steinemann w pobliżu ubojni posiada dwa domy – w sumie osiem mieszkań). Kompletny koszt wynajmu jednego z nich (z opłatami) to 220 euro od osoby. Jak zaznaczono jednak – nic nie stoi na przeszkodzie, by pracownicy znaleźli sobie lokum na wolnym rynku.
Zarobki
Na potrzeby spotkania przygotowano przykładową kalkulację zarobków (nie dla wszystkich miarodajną, bo opartą o pierwszą klasę podatkową, czyli obliczoną dla osoby bezdzietnej i nie będącej w małżeństwie – tzw. singla). Zaproponowana stawka to 8,5 euro za godzinę. Na początek, ponieważ ci, którzy się sprawdzą, mogą liczyć na renegocjację warunków zatrudnienia. Przy wspomnianej stawce i 180 godzinach pracy, już po odliczeniu podatków, netto, wychodzi 1.089 euro miesięcznie. Jak uznali moi rozmówcy – kokosy to nie są. Jeden z nich pracował już za 9,43 euro – na dowód okazuje dokumenty. Spotkania jednak nie opuścił, bo za drzwiami nie czekała żadna alternatywa.
Patrycja Kajewska
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze