Reklama

Pora uciekać

11/01/2015 00:00
W Polsce nie ma dla nich przyszłości. Chcą pracować, ale nie za najniższą krajową. Do portfeli, zamiast złotówek, wolą wkładać euro - na spotkanie z oferującym pracę w niemieckim zakładzie Andreasem Steinemannem przyszło ponad dwadzieścia osób. Za granicę pojedzie osiem

- Jak człowiek ma kredyty do spłacenia i rodzinę na utrzymaniu, to nie ma innego wyboru – za granicę, jak powiedział nam jeden z mężczyzn starający się o posadę w zakładach przetwórstwa mięsnego Steinemanna, pcha trudna polska rzeczywistość. Nie tylko młodych tuż po szkole – w spotkaniu, jakie w ubiegłym tygodniu odbyło się w sali sesyjnej jastrowskiego magistratu, uczestniczyło wielu doświadczonych ludzi. Byli mężczyźni, były też kobiety. Jedna z nich do Jastrowia nie czuje sentymentu. Mąż od lat pracuje w Holandii, ona chciałaby do Niemiec – z synem. Tak z polskich miast znikają całe rodziny. A czemu? Bo dotąd patriotyzmem nikt się jeszcze nie najadł.

Krótkie powroty

Dla części osób wizja wyjazdu była nowością, dla innych – powtórką. Jeden z naszych rozmówców, młody mężczyzna, za granicą spędził ostatnie pięć lat swojego zawodowego życia. Do Polski wrócił w nadziei, że w końcu nadejdzie „lepsze”. Nie nadeszło – sześć miesięcy w rodzinnej miejscowości i życie z oszczędności boleśnie go o tym przekonało. - Pora uciekać, tu nie ma przyszłości – skomentował krótko. Jego zdaniem w Polsce żyć (albo żyć godnie) się nie da. Dziecku, a to w przypadku naszego rozmówcy jest już na świecie, nie wytłumaczy się, że czegoś w domu nie ma. - Pieluchy: 50 zł. 50 złotych na zakupy też nie starczy – komentują nasi rozmówcy – a skąd brać? W jastrowskich zakładach – tu padają dwie nazwy – za 900 złotych na miesiąc pracować nie chcą. Nasz kolejny rozmówca – górnik naftowy – też nie. Cel: zagranica.

Szczęśliwa ósemka

Liczba osób, które zjawiły się na spotkaniu z pracodawcą zakończonym rozmową kwalifikacyjną zaskoczyła Andreasa Steinemanna, właściciela firmy. Ta (funkcjonująca na terenie partnerskiej gminy Steinfeld) na przestrzeni lat znacząco się rozrosła: dziś składa się z trzech zakładów. Pierwszy to ubojnia, w drugim przetwarza mięso, w trzecim zaś dokonuje rozbioru wołowiny oraz wysyłki towaru (w tym samym zakładzie mieści się również część biurowa).
Wracając do tematu – pan Andreas wraz z kierownikiem ubojni przyjechał do Jastrowia po ośmiu pracowników – tymczasem zainteresowanych było ponad dwadzieścia osób. W jaki sposób wyłoniono spośród nich tych, którzy mają do pracy największe predyspozycje? Jak powiedział nam Andreas Steinemann (za tłumaczenie rozmowy dziękuję Adalbertowi Ciskowi) atutami będą: doświadczenie w branży, minimalna choćby znajomość języka niemieckiego oraz motywacja do pracy (reszta jest kwestią przeszkolenia). Właściciel firmy szuka ludzi zdeterminowanych do pracy. Takich, którzy mają zamiar się z nią zidentyfikować, a nie – najogólniej mówiąc – przeczekać trudne czasy i wrócić po roku do Polski (pierwsza umowa zawierana jest na dwanaście miesięcy, okres próbny wynosi trzy miesiące).
Póki co Andreas Steinemann o pracownikach z Polski wypowiada się wyłącznie w pozytywach. Jak zaznacza – gdyby było inaczej, nie zdecydowałby się na kontynuowanie zawiązanej rok temu polsko-niemieckiej współpracy.

Oczko

W tej chwili w zakładach Steinemanna pracuje dwudziestu jeden jastrowian. Kolejna ósemka pojechać ma w połowie stycznia, ale – jak zapowiadano w trakcie spotkania – ci, którym tym razem się nie poszczęściło, mogą mieć nadzieję na zarobek. Firma przez cały czas się rozrasta, z czasem więc potrzeba będzie kolejnych rąk do pracy.

Uczciwa oferta

Jak zwracał uwagę najpierw burmistrz Piotr Wojtiuk, a potem Andreas Steinemann, umowa z danym pracownikiem zawierana jest z pracodawcą z pominięciem pośredników, nie ma więc mowy o nieuczciwości. - Z całą pewnością mogę powiedzieć, że Steinemann jest odpowiedzialną firmą – powiedział Piotr Wojtiuk, dodając, że wraz z burmistrz Steinfeld Manuelą Honkomp wspomnianą uczciwość gwarantują swoimi nazwiskami. - Cieszę się, że tak wiele osób wykazuje zainteresowanie naszym zakładem. Świadczy to o tym, że jesteśmy w Jastrowiu znani oraz że krąży o nas nie najgorsza opinia – podsumował Andreas Steinemann.

Praca plus mieszkanie

W ubojni, do której pozyskiwano pracowników, tygodniowo ubija się około 12.000 sztuk świń oraz około 1.200 krów. Na terenie tego zakładu pracuje obecnie dziesięć osób z gminy Jastrowie – część z nich ćwiartuje półtusze, inni pracują przy załadunku. Tym razem nowi pracownicy mają również trafić na linię ubojową. Szczególnie pożądani byli ci mający zmysł techniczny. - Szukamy osób uzdolnionych technicznie, które potrafiłyby obsługiwać urządzenia, a nie tylko do pracy nożem – przetłumaczył Adalbert Cisek. Chętnym zaproponowano również wynajem mieszkania (Steinemann w pobliżu ubojni posiada dwa domy – w sumie osiem mieszkań). Kompletny koszt wynajmu jednego z nich (z opłatami) to 220 euro od osoby. Jak zaznaczono jednak – nic nie stoi na przeszkodzie, by pracownicy znaleźli sobie lokum na wolnym rynku.

Zarobki

Na potrzeby spotkania przygotowano przykładową kalkulację zarobków (nie dla wszystkich miarodajną, bo opartą o pierwszą klasę podatkową, czyli obliczoną dla osoby bezdzietnej i nie będącej w małżeństwie – tzw. singla). Zaproponowana stawka to 8,5 euro za godzinę. Na początek, ponieważ ci, którzy się sprawdzą, mogą liczyć na renegocjację warunków zatrudnienia. Przy wspomnianej stawce i 180 godzinach pracy, już po odliczeniu podatków, netto, wychodzi 1.089 euro miesięcznie. Jak uznali moi rozmówcy – kokosy to nie są. Jeden z nich pracował już za 9,43 euro – na dowód okazuje dokumenty. Spotkania jednak nie opuścił, bo za drzwiami nie czekała żadna alternatywa.

Patrycja Kajewska

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości