Pierwszy solowy album artysty, na którym wyzbywa się emocjonalnych hamulców i doznaje duchowego oczyszczenia. To płyta całkiem różna od dokonań z The Beatles, ale równie interesująca
Kilka miesięcy temu zdecydowałam się na wgryzienie się w biografię Johna Lennona autorstwa Philipa Normana, „John Lennon życie”. Książka napisana drobnym maczkiem, jej wnikliwe przeanalizowanie zajęło mi ponad dwa miesiące. Kilka rozdziałów, a nawet strona po stronie, czytałam kilka razy aby zrozumieć. Tak bardzo wrosłam w tamten świat, tak mocno zaintrygowała mnie historia jego rodziców, historia samego muzyka i jego twórczość, że bezwarunkowo zakochałam się w muzyce, którą tworzył, czasami nawet bez możliwości sprawdzenia tego na własne uszy. Od tamtej pory wrosłam w muzykę najpierw The Beatles, a później w solową już twórczość Johna Lennona.
Naprawdę pomijając szczegóły rozpadu grupy, nie wnikając przy tym czyja to była wina, bo to i tak już dzisiaj niczego nie zmieni, nie mogę nie przyznać, że solowa kariera Johna jest dla mnie równie pasjonująca, a momentami, w pewnych, całkiem innych kategoriach, nawet mi bliższa. Co ciekawsze, jego współpraca z Yoko Ono wcale nie jest w moim mniemaniu bezwartościowa, odcinając się bowiem od wszelkich oskarżeń i żalu, podkreślać będę wszem i wobec, że to czysty artyzm.
Płyta Ono Plastic Band składa się utworów prostych, z jasnym przekazem. Prawie każdy z nich miał na celu otworzyć Johna i pozbawić go dręczących, niepozwalających iść do przodu, traumatycznych przeżyć z przeszłości. Takie utwory jak „Mother” czy „My mummy’s dead” mówią o cierpieniu, kiedy matka zostawia go i oddaje pod opiekę swojej starszej siostrze, pełno tutaj krzyku - to jest oczyszczenie się Johna, to jest wybaczenie matce. W drugim utworze o matce, a ostatnim na krążku, jest już spora zmiana. Kiedy już udaje się kobiecie i synowi nawiązać kontakt i pozszywać dawne rany, ta ginie w wypadku i znów John zostaje sam. „Working class hero” to utwór odbiegający od tematyki bólu minionych dni, choć poniekąd też się do tego odnosi, w końcu społeczeństwo w którym dorastał było właśnie takie, jak śpiewa : „(…)Kiedy straszyli cię i torturowali przez dwadzieścia lat, teraz oczekują byś robił karierę”. To okrutnie prawdziwy przekrój przez społeczeństwo podzielone na klasy, w którym pełno przeciwieństw, zakłamania i pozłacanego prostactwa.
[[reklama]]
Nikt tak jak John Lennon nie pisał piosenek o miłości. „Love” , „Hold on” czy „Look at me” to wspaniały popis wrażliwości i głębokiego spojrzenia we własne uczucia. „God” to utwór o odrzuceniu wszelkich autorytetów i wzorców, za którymi John wcześniej podążał i podążali inni ludzie, podkreślając, że jedyną namacalną prawdą jest on sam i Yoko Ono. Oczywiście tak jak w warstwie tekstowej tak i muzycznie, płyta ta urzeka swoją prostotą i jasnym przekazem. Na płycie udzielili się tacy muzycy jak : Ringo Starr ( perkusja), Klaus Voormann (gitara basowa), Billy Preston ( instrumenty klawiszowe w „God”). John nagrał wszystkie partie gitarowe i większość klawiszowych.
Płyta jak najbardziej godna polecenia lub do odkurzenia dla stałych fanów Lennona.
Agnieszka Piec
Posłuchajcie całego krążka :
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze