O tym, czy ciężko jest być synem Romualda Duszary, czy trudno nie nosić zadry w sercu oraz o tym, czy syn pójdzie w ślady ojca - z Tomaszem Duszarą rozmawia Mariusz Leszczyński
Ma Pan jedno z najbardziej znanych nazwisk w powiecie. Nazwisko Duszara pomaga czy przeszkadza?
Rozumiem, że pyta mnie Pan o nazwisko w kontekście ojca Romualda Duszary.
Nie inaczej.
Przez wiele lat obserwowałem pracę swojego taty. Jedno co mogę powiedzieć na pewno: ojciec był i jest wielkim społecznikiem. Pomógł naprawdę wielu ludziom. I z tego jestem bardzo dumny. Z drugiej strony musi Pan wiedzieć, że wcale nie miałem lekko. Wie Pan, w domu cały czas słyszałem, że skoro ojciec jest burmistrzem, to na pewne rzeczy nie możemy liczyć, bo co ludzie powiedzą?! Teraz czasem rozmawiamy o tym, że bycie dzieckiem burmistrza wcale nie jest łatwe, miłe i przyjemne. A jeszcze trudniej jest w dorosłym zapisywać własną kartę.
Ciężko wyjść z cienia ojca?
Nie jest to takie proste, tym bardziej, że ojciec ma tylu zwolenników co przeciwników. Do tego dochodzą jeszcze te wszystkie emocje związane z tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich lat, te wszystkie spory... Mnie to jednak motywuje, za każdym razem sobie powtarzam, że to moje życie i to ja decyduję, jak ono się potoczy. Staram się odcinać od takiego myślenia, że ktoś mnie ocenia przez pryzmat ojca. Ja w ogóle staram się odcinać od tego, co było, we mnie więcej jest pozytywnej energii.
Duszara senior rozmawia z Duszarą juniorem o sprawach związanych z samorządem?
Rozmawiamy ze sobą. Ojciec jest doświadczonym samorządowcem, ja funkcję radnego pełnię po raz pierwszy. Rozmawiamy, ojca rad wysłucham i przemyślę, ale to ja podejmuję samodzielnie decyzje.
Wiele osób, które to przeczyta, powie: tak, tak akurat!
Szczerze? Nie obchodzi mnie to, co sobie pomyślą. Wie Pan, ja mam czterdzieści lat, mam własną rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza. Ja naprawdę nie muszę nikomu niczego udowadniać.
Ojciec z wieloma osobami jest bardzo skonfliktowany. Dziś Okonek jest nawet podzielony na tych, którzy z Duszarą i tych, którzy przeciwko niemu. Uda się kiedyś zasypać ten rów wzajemnej wrogości?
Chciałbym. Chciałbym, aby ludzie myśleli o tym, co się wydarzy w przyszłości niż o tym, co było. Mówię to z pełnym przekonaniem, bo nie raz ja i moja rodzina obrywała rykoszetem z tytułu tego konfliktu. Ale nie noszę zadry w sercu.
[[reklama]]
Nie powie mi Pan, że nie ma Pan żalu.
No pewnie, że mam, ale to jest tylko żal, który nic nie wnosi do życia. Jestem teraz radnym i co, żal ma mną ciągle kierować? Ja tak nie chcę.
Pytam o to w kontekście choćby faktu, że Pani burmistrz nie zgodziła się z wyrokami sądu rejonowego i postanowiła się odwołać od korzystnego dla ojca wyroku. Przypomnę, że ojcu zarzuca się, że kiedy był burmistrzem przebywał na zwolnieniu lekarskim, a jednocześnie pobierał wynagrodzenie, tak jakby nie chorował.
Gdyby Pani burmistrz była konsekwentna we wszystkich sprawach, które należałoby od początku do końca w taki sposób wyjaśnić, to ja to rozumiem. Niestety, odwołanie się od wyroku Sądu Rejonowego w Złotowie pokazuje, że polowanie na ojca nadal trwa.
Konsekwentna? Co ma Pan na myśli?
Choćby sprawę z byłym zastępcą burmistrza. Tak, oczywiście tamten Pan się przyznał, że kradł pieniądze publiczne, ale ja nie mam pewności, że robił to sam, że nikt o tym nie wiedział. Dlaczego do końca tamtej sprawy nie wyjaśnić? Tak samo jak nie wyjaśniono sprawy budowy hali w Lotyniu - miała kosztować 2,4 mln, a zapłacono 5 mln. O tę konsekwencję mi chodzi.
Jako radny z czym się Pan nie zgadza z Panią burmistrz?
Przede wszystkim z tym, że się z nami nie rozmawia. Tak trudno jest ze sobą się spotkać i wymienić poglądy, wymienić się pomysłami, wizją? Przecież wszystkim nam zależy na tym, by Okonek i gmina się rozwijały. Niestety, nasz klub, dodam, że największy w radzie, złożony z sześciu radnych, traktuje się jak piąte koło u wozu. A przecież ktoś nas wybrał, ktoś nam zaufał.
Podczas sesji nie pozostaje jednak Pan dłużny.
Rolą opozycji jest pytać, zgłaszać, czasem krytykować. To jest normalne w demokracji i nie ma się co obrażać. Poza tym władza musi wiedzieć, że ktoś jej patrzy na ręce.
Jest Pan człowiekiem z ambicjami?
Tak, jestem.
A ambicję zawalczenia o fotel burmistrza Pan ma? Pytam o to, bo nawet Pana oponenci raz po raz wskazują na Pana jako tego, który będzie chciał w przyszłości wystartować.
Wiedziałem, że mi Pan to pytanie zada. Odpowiem Panu wprost: w ogóle o tym nie myślę. Do wyborów prawie cztery lata i nie zaprzątam sobie tym głowy. Ale jeśli wymienia się mnie jako potencjalnego kandydata, to nie powiem, że nie jest to miłe. Widać, że chyba mam potencjał.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze