- Jeśli my teraz czegoś nie zrobimy dla Tarnówki, to już nikt nic przez najbliższe lata nie zrobi - mówi nowy sołtys. Z Krzysztofem Młockiem rozmawia Piotr Steffen
Skąd pomysł na sołtysowanie?
Przyznaję, że zdecydowałem się trochę za namową radnego Jerzego Sławskiego – prywatnie mojego teścia – oraz drugiego sołtysa z Tarnówki Sylwestra Sławskiego. Ocenili, że mam na tyle zapału, a także sprzętu rolniczego, który mógłbym wykorzystać przy społecznych akcjach, że powinno się udać zrobić kilka rzeczy w naszym sołectwie. Kilka akcji, które zrobiliśmy w ostatnich tygodniach już chyba potwierdzają, że to był dobry kierunek myślenia. Jerzy Sławski i drugi sołtys dlatego zasugerowali mi możliwość kandydowania, że zdawali sobie sprawę z tego, że będąc w OSP Tarnówka mam dobre relacje ze strażakami, na których pewnie zawsze będę mógł liczyć.
Przeszkadza Panu to, że złośliwi wypominają, iż jest Pan sołtysem z namaszczenia teścia?
Puszczam to koło ucha. Jeśli ludzie mają taką potrzebę, niech sobie mówią. Z drugiej strony niech uczciwie odpowiedzą sobie na pytanie, kto w sprawach publicznych zrobił w ostatnich latach dla Tarnówki więcej niż jeden i drugi Sławski. A że wszystkich nie da się zadowolić, to już osobna kwestia.
Niektórzy dopuszczają się nawet aktów wandalizmu – ponoć krótko po wyborach obrzucano Panu jajami tablicę ogłoszeń? Tylko dwoma, także nie było dużo czyszczenia. Ale proszę tego nie utożsamiać z postępowaniem odpowiedzialnych, dorosłych ludzi. To był głupi wybryk kilku młodzieńców. Zrobiłem małe dochodzenie i znalazłem odpowiedzialnych, ale odpuściłem, zawziętość nie jest cechą mojego charakteru. Ze wszystkimi staram się żyć w zgodzie.
Był Pan pewny wygranej w wyborach?
Tak, nie wiedziałem tylko, jaką różnicą głosów. Ja niczego ludziom nie obiecywałem, jedynie to, że będę pracować. A jest wiele rzeczy do nadrobienia w sołectwie: od zrobienia parkingu dla szkolnego autobusu na placu za naszą działką, po słynną już ulicę Krótką, na której również mieszkają strażacy i, jestem przekonany, że wkładem społecznym wiele da się zrobić.Niektórzy śmieją się, że czyny społeczne były domeną dawnej epoki, ale skoro nie mamy zbyt wiele pieniędzy w budżecie gminy, to tylko w taki sposób możemy nadrobić finansowe braki. Jest sporo innych drobniejszych spraw, na które również nie ma specjalnie pieniędzy w budżecie gminy, a które stosunkowo niewielkim nakładem zaangażowania też można zrealizować. Dziwię się, że niektóre sprawy przez tyle lat zostały tak zaniedbane.
Jest Pan przekonany, że ma z kim współpracować dla sołectwa?
Tak. Kilka dni temu wracaliśmy z zebrania, na którym wybieraliśmy grupę liderów, którzy będą nas reprezentować w programie odnowy wsi. Wracałem z chłopakami, którzy znaleźli się w tym gronie. Sami powiedzieli, że jeśli my teraz czegoś nie zrobimy dla Tarnówki, to już nikt nic przez najbliższe lata nie zrobi. Proszę mi wierzyć, tutaj naprawdę ciężko jest kogokolwiek do czegokolwiek zmobilizować. Gdyby nie strażacy, niewiele by się tutaj działo. Dlatego cieszy mnie, że chłopacy sami mają takie przemyślenia, że mają chęć coś zrobić.
Chce Pan powiedzieć, że jesteście ostatnią deską ratunku dla waszego sołectwa, żeby rozkręcić w nim nieco życie?
Nie chcę, żeby brzmiało to górnolotnie, ale wygląda na to, że tak właśnie jest.
Czuje Pan zawód postawą poprzedniego sołtysa Edwarda Wolanina?
Nie chcę krytycznie go oceniać, ale faktem jest, że nie miał odpowiedniej siły perswazji. Nikogo nie mógł do niczego namówić, co trochę rozumiem, bo mnie też jest ciężko. Ale ja mam wokół siebie kilka osób – bardzo w porządku chłopaków – na których mogę polegać. Pan Edward nie miał takiego wsparcia. Miał problem nawet z tym, żeby zebrać ludzi do przygotowania wieńca dożynkowego. I dlatego pod koniec kadencji jego funkcja sprowadziła się jedynie do roli poborcy podatkowego. Tymczasem dzisiaj sołtys musi być inicjatorem, który swoim zaangażowaniem sam daje przykład.
Pan oprócz tego, że zachęca do pracy, wywiesza też ponoć regularnie na tablicy ogłoszeń przeróżne cytaty...
Tak, rubryka nazywa się cytat tygodnia. To taka ciekawostka, żeby ludzie mogli sobie poczytać różne życiowe mądrości. Nic im to nie zaszkodzi, a przynajmniej może wpadnie im w pamięć coś godnego uwagi. Wiem, że całkiem sporej liczbie mieszkańców pomysł się podoba i z zaciekawieniem zerkają, co tam wywiesiłem w piątek na kolejne dni.
Pana ulubiony cytat jak brzmi?
Że „każdy dobry uczynek powinien być odpowiednio ukarany”. To bardzo polskie. Zwłaszcza, gdy ktoś chce społecznie pracować.
Dogada się Pan z sołtysem drugiego sołectwa w Tarnówce?
Wiem, że Sylwester Sławski ma opinię niełatwego człowieka. Jest w tym trochę prawdy. Ja też uważam, że skoro jest radnym powinien był oddać komuś innemu funkcję sołtysa. Bo jemu też byłoby łatwiej – co dwie głowy i dwie pary rąk do pracy, to nie jedna. Ale chciał, więc pełni podwójną rolę. Potrafię się z nim dogadać.
Jako sołtysowi skraca się Panu droga do funkcji prezesa miejscowej OSP? Taką opinię też już usłyszałem – że byłby Pan nie gorszym, a może nawet lepszym kandydatem niż obecny prezes. Interesuje to Pana?
Nie. Funkcje w straży mamy już podzielone i nie chciałbym w tym względzie żadnych zmian. Jestem gospodarzem naszych obiektów, dbam też o wozy i szczerze mówiąc wolę nim pozostać. Tym bardziej, że mam z tego tytułu jakieś pieniądze. Nie duże, ale zawsze jest to jakiś pieniądz, a funkcja prezesa jest społeczna.
Jest Pan młody – czy Krzysztof Młocek to sołtys na kilka kadencji?
Gdy postanowiłem, że wystartuję, zapowiedziałem, że tylko na cztery lata. Niektórzy przekonują mnie, że jak już się w to wkręcę, to szybko nie zrezygnuję. Dzisiaj nie potrafię powiedzieć, co zdecyduję za cztery lata.
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze