Reklama

Praca się nie opłaca

23/08/2011 10:32
Każdego ranka Powiatowy Urząd Pracy w Złotowie przeżywa oblężenie. Czyżby bezrobotni aż z takim poświęceniem szukali pracy? Niekoniecznie

Opieka najlepszym pracodawcą

Nie zawsze o znalezienie pracy chodzi. Niektórzy rejestrują się tylko po to, żeby mieć darmowe ubezpieczenie zdrowotne i dostęp do pomocy społecznej. Dostają stempel i mają z głowy. Część bezrobotnych wychodzi z założenia, że i tak nie ma tam takiej pracy, jakiej by chcieli. Część z nich w ogóle nie chce pracować.

Pracodawcy najczęściej składają oferty z minimalnym wynagrodzeniem krajowym, natomiast wymagania bezrobotnych są znacznie wyższe. – Praca za wynagrodzenie w kwocie 1.400, 1.500 czy 2.000 złotych brutto dla niektórych osób jest nieopłacalna – mówi Lucyna Janiak, zastępca dyrektora PUP w Złotowie. – Patrząc na świadczenia niektórych instytucji bez opodatkowania, bez ujawniania gdziekolwiek tych dochodów bezrobotni są w stanie uzyskać te same pieniądze bez pójścia do pracy.
[[reklama]]
Przyjmując niżej płatną pracę niektórzy bezrobotni straciliby dostęp do pomocy społecznej oraz znaczną część miesięcznego dochodu. Zasiłek rodzinny to maksymalnie 98 złotych miesięcznie na jedno dziecko. Do tego dodatki na każde z uprawnionych dzieci: z tytułu samotnego wychowywania dziecka – 170 złotych (250 złotych, gdy dziecko ma orzeczenie o niepełnosprawności), z tytułu wychowywania dziecka w rodzinie wielodzietnej – 80 złotych (na trzecie i kolejne dziecko), z tytułu podjęcia przez dziecko nauki w szkole poza miejscem zamieszkania – maksymalnie 90 złotych (podczas roku szkolnego) oraz z tytułu rozpoczęcia roku szkolnego dodatkowe 100 złotych przyznawane we wrześniu. Do tego dodatek mieszkaniowy i pieniądze oraz dary z pomocy społecznej. Według kierownika MOPS w Złotowie niektórzy z podopiecznych otrzymują nawet do 3.000 złotych miesięcznie. Co „ambitniejsi” dorobią jeszcze na czarno. To oczywiste, że pracy za mniej niż 2.000 – 3.000 złotych brutto podejmować się nie opłaca.


Musiałabym być głupia

Zwykli ludzie nie mają świadomości, jak bardzo rozbudowany jest system opieki społecznej. – Gdybym tyle otrzymywał też do żadnej roboty bym nie poszedł – mówi pan Jan, tłumacząc, że on zarabia 1.500 złotych na rękę, jego żona 1.300, mają dwoje dzieci i muszą żyć. Takie są jednak przepisy, które doskonale zna część bezrobotnych, której nie w głowie praca. – Gdzie ja tyle zarobię co dostanę? – mówi jedna z osób spotkanych pod gminnym ośrodkiem pomocy społecznej. – Musiałabym być głupia – znacząco puka się w głowę.

Zastanawiające jest to, ilu z tych 4342 zarejestrowanych obecnie w złotowskim PUP bezrobotnych nie chce pracować, ilu nie potrafi znaleźć pracy, a ilu rzeczywiście jej szuka. Według szefa jednego z pomorskich urzędów pracy aż 75% zarejestrowanych nie chce pracować. Czy podobnie jest w powiecie złotowskim? Za przykład mogą posłużyć bezpłatne szkolenia dla kobiet, organizowane przez firmy doradcze. Bardzo niewiele bezrobotnych z nich skorzystało. Paradoksalnie częściej i chętniej ze szkoleń korzystają firmy, wysyłając na nie swoich pracowników, by podnosili kwalifikacje.

Wszystko jest, tylko pracy brak

A co z bezrobotnymi, którzy rzeczywiście pracy szukają? Niektórzy z nich nie zdają sobie sprawy jakie możliwości, zdaniem pracowników PUP, otwiera przed nimi Urząd Pracy. – Wynika to stąd, że ludzie nie pytają, a jak nie pytają, to nie wiedzą – komentuje Lucyna Janiak. – Osoby bezrobotne powinny zdać sobie sprawę z tego, że zarejestrowały się i przychodzą tutaj po to, żeby im w jakimś zakresie, ustalonym z pośrednikiem pracy czy doradcą zawodowym, udzielono pomocy, ale ta pomoc jest możliwa wyłącznie wtedy, kiedy bezrobotny faktycznie jej chce i wyraża taką chęć – dodaje. 

[[reklama]]

Reklama

Oprócz różnego rodzaju ofert pracy, stażów, szkoleń i dotacji oferowanych przez PUP w Złotowie, przy Urzędzie działa klub pracy. – Osoby bezrobotne mogą dobrowolnie skorzystać z zajęć prowadzonych przez pracowników między innymi z zakresu poszukiwania pracy, z zakresu pisania listów motywacyjnych, z zakresu odbywania rozmów kwalifikacyjnych – opowiada Lucyna Janiak. – Co więcej, w klubie pracy i poradnictwie zawodowym mają do dyspozycji komputery z drukarkami, gdzie mogą napisać list motywacyjny z CV oraz wydrukować go lub wysłać mailem do pracodawcy. W poszukiwaniu pracy mogą także korzystać z telefonu – dodaje. Niektórzy bezrobotni są zaskoczeni, że mają taką możliwość. – Pierwsze słyszę o takich możliwościach – mówi nam w urzędzie bezrobotna w średnim wieku.

Zarejestrowani… z wymaganiami


Są też ludzie, którzy bardzo chcą pracować, ale nie potrafią określić, co chcieliby robić. – Z ich strony nie słyszymy konkretnych wymagań. Początkowo stwierdzają, że wszystko i wszędzie, a później okazuje się, że jednak nie – mówi Lucyna Janiak. – Ofert pracy mamy naprawdę dużo, jednak bezrobotni często odmawiają ich przyjęcia. Powody są różne: od problemów z dojazdem, przez przyczyny zdrowotne, nieodpowiednie warunki pracy, po niewystarczające wynagrodzenie. Osób długotrwale bezrobotnych w powiecie jest ponad 2 tysiące. To blisko połowa wszystkich zarejestrowanych!

W trudniejszej sytuacji są ludzie z wysokimi kwalifikacjami i pomysłem na życie, którzy z napisaniem CV i zaprezentowaniem się na rozmowie kwalifikacyjnej problemów nie mają. Pracodawcy, w celu ograniczenia biurokratyzacji, nie muszą już bowiem informować urzędów pracy o tym, że mają wolne miejsca pracy. Poszukując wykształconej i wykwalifikowanej kadry często więc je omijają, z założeniem, że nie znajdą tam odpowiednich pracowników. Dla porównania, w Czechach, na Słowacji, w Chorwacji, Słowenii i krajach nadbałtyckich istnieje taki obowiązek, a firma, która nie poinformuje urzędu o wolnym miejscu pracy, musi zapłacić w przeliczeniu na nasze kilkadziesiąt tysięcy złotych. – Nie będę zwracał się do Urzędu, bo są inne sposoby na znalezienie odpowiedniej osoby. Poza tym byłem kiedyś na giełdzie pracy. Usiadło naprzeciwko mnie kilka osób, zadałem proste pytanie: kto chce pracować, jedna podniosła rękę. To o czym mamy rozmawiać? – mówi jeden ze złotowskich przedsiębiorców.

Brać w ciemno

Na polskim rynku pracy nie sprawdziły się także staże. Po pierwsze dlatego, że nie uczyły samodzielności. Do zadań stażystów najczęściej należały prace pomocnicze typu kserowanie, odbieranie telefonów. Po drugie: pracodawcy wykorzystywali je do zdobycia darmowego pracownika – pensje i składki opłacało za nich państwo, ale gdy staż się kończył, stażysta znowu ustawiał się w kolejce do „pośredniaka”. W tym roku, kierownictwo PUP w Złotowie założyło, że w ramach projektu EFS 100 proc. osób powinno być zatrudnione po takim stażu.

– Od tego roku finansowane szkolenie w formie stażu musi przygotować do samodzielnej pracy i musi być efektywne czyli pracodawca osobę przygotowaną do pracy w swojej firmie musi zatrudnić. Podczas rozmów dotyczących naborów na staże jednym z kryterium ich organizacji jest deklaracja zatrudnienia na co najmniej 3 miesiące. – komentuje Lucyna Janiak. – Najwięcej stażów organizujemy u pracodawców produkcyjnych, usługowych, mniej w jednostkach administracji publicznej. Robimy to tam gdzie faktycznie jest więcej tworzonych miejsc pracy, bo po takim ukończonym stażu i po nabyciu umiejętności do wykonywania samodzielnej pracy na danym stanowisku stażysta ma większe szanse na znalezienie zatrudnienia niż w samorządzie – dodaje.

– Jak ja mam zadeklarować, że zatrudnię stażystę na trzy kolejne miesiące, jak nie wiem nawet, co on potrafi i czy się sprawdzi? To jakiś absurd – mówił właściciel lokalnej firmy. – Rozumiem, że chcą sobie efektywność poprawić, ale przecież ja nie jestem jasnowidzem, nie wiem, czy ta młoda osoba będzie spełniała moje oczekiwania – denerwuje się.

Chętni poszukiwani

Słabym punktem aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych są także grupowe szkolenia. Co prawda kierunki szkoleń podejmowane przez PUP w Złotowie wynikają ze standardów rynku pracy i są podparte badaniem ofert, które wpływają od pracodawców na konkretne stanowiska, jednak czy nie lepiej by było, gdyby pieniądze przeznaczane były na całą drogę bezrobotnego, aż po podjęcie pracy, a nie na szkolenie dla kilkunastu osób czy staż dla kolejnych kilkudziesięciu?
[[reklama]]
Walczyć z bezrobociem nie da się jednak bez dodatkowych środków. Służyć temu miały pieniądze z Funduszu Pracy, finansowanego ze składek płaconych przez pracowników. Jednak w 2009 roku Ministerstwo Finansów wciągnęło Fundusz pod swoje skrzydła i ograniczyło pomoc finansową dla bezrobotnych. Fakt ten potwierdza dyrektor Janiak. – W ślad za tym, że ograniczono środki na aktywizację osób bezrobotnych w skali całego kraju, u nas też jest tych środków znacznie mniej – komentuje. – Chociaż biorąc pod uwagę te, którymi dysponujemy, i tak uda nam się zrealizować nasze plany. Oczywiście jeśli będziemy mieli chętnych.

Marta Lasota

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama