Musiałabym być głupia
Zwykli ludzie nie mają świadomości, jak bardzo rozbudowany jest system opieki społecznej. – Gdybym tyle otrzymywał też do żadnej roboty bym nie poszedł – mówi pan Jan, tłumacząc, że on zarabia 1.500 złotych na rękę, jego żona 1.300, mają dwoje dzieci i muszą żyć. Takie są jednak przepisy, które doskonale zna część bezrobotnych, której nie w głowie praca. – Gdzie ja tyle zarobię co dostanę? – mówi jedna z osób spotkanych pod gminnym ośrodkiem pomocy społecznej. – Musiałabym być głupia – znacząco puka się w głowę.
Zastanawiające jest to, ilu z tych 4342 zarejestrowanych obecnie w złotowskim PUP bezrobotnych nie chce pracować, ilu nie potrafi znaleźć pracy, a ilu rzeczywiście jej szuka. Według szefa jednego z pomorskich urzędów pracy aż 75% zarejestrowanych nie chce pracować. Czy podobnie jest w powiecie złotowskim? Za przykład mogą posłużyć bezpłatne szkolenia dla kobiet, organizowane przez firmy doradcze. Bardzo niewiele bezrobotnych z nich skorzystało. Paradoksalnie częściej i chętniej ze szkoleń korzystają firmy, wysyłając na nie swoich pracowników, by podnosili kwalifikacje.
Wszystko jest, tylko pracy brak
A co z bezrobotnymi, którzy rzeczywiście pracy szukają? Niektórzy z nich nie zdają sobie sprawy jakie możliwości, zdaniem pracowników PUP, otwiera przed nimi Urząd Pracy. – Wynika to stąd, że ludzie nie pytają, a jak nie pytają, to nie wiedzą – komentuje Lucyna Janiak. – Osoby bezrobotne powinny zdać sobie sprawę z tego, że zarejestrowały się i przychodzą tutaj po to, żeby im w jakimś zakresie, ustalonym z pośrednikiem pracy czy doradcą zawodowym, udzielono pomocy, ale ta pomoc jest możliwa wyłącznie wtedy, kiedy bezrobotny faktycznie jej chce i wyraża taką chęć – dodaje.
[[reklama]]
Oprócz różnego rodzaju ofert pracy, stażów, szkoleń i dotacji oferowanych przez PUP w Złotowie, przy Urzędzie działa klub pracy. – Osoby bezrobotne mogą dobrowolnie skorzystać z zajęć prowadzonych przez pracowników między innymi z zakresu poszukiwania pracy, z zakresu pisania listów motywacyjnych, z zakresu odbywania rozmów kwalifikacyjnych – opowiada Lucyna Janiak. – Co więcej, w klubie pracy i poradnictwie zawodowym mają do dyspozycji komputery z drukarkami, gdzie mogą napisać list motywacyjny z CV oraz wydrukować go lub wysłać mailem do pracodawcy. W poszukiwaniu pracy mogą także korzystać z telefonu – dodaje. Niektórzy bezrobotni są zaskoczeni, że mają taką możliwość. – Pierwsze słyszę o takich możliwościach – mówi nam w urzędzie bezrobotna w średnim wieku.
Zarejestrowani… z wymaganiami
Są też ludzie, którzy bardzo chcą pracować, ale nie potrafią określić, co chcieliby robić. – Z ich strony nie słyszymy konkretnych wymagań. Początkowo stwierdzają, że wszystko i wszędzie, a później okazuje się, że jednak nie – mówi Lucyna Janiak. – Ofert pracy mamy naprawdę dużo, jednak bezrobotni często odmawiają ich przyjęcia. Powody są różne: od problemów z dojazdem, przez przyczyny zdrowotne, nieodpowiednie warunki pracy, po niewystarczające wynagrodzenie. Osób długotrwale bezrobotnych w powiecie jest ponad 2 tysiące. To blisko połowa wszystkich zarejestrowanych!
W trudniejszej sytuacji są ludzie z wysokimi kwalifikacjami i pomysłem na życie, którzy z napisaniem CV i zaprezentowaniem się na rozmowie kwalifikacyjnej problemów nie mają. Pracodawcy, w celu ograniczenia biurokratyzacji, nie muszą już bowiem informować urzędów pracy o tym, że mają wolne miejsca pracy. Poszukując wykształconej i wykwalifikowanej kadry często więc je omijają, z założeniem, że nie znajdą tam odpowiednich pracowników. Dla porównania, w Czechach, na Słowacji, w Chorwacji, Słowenii i krajach nadbałtyckich istnieje taki obowiązek, a firma, która nie poinformuje urzędu o wolnym miejscu pracy, musi zapłacić w przeliczeniu na nasze kilkadziesiąt tysięcy złotych. – Nie będę zwracał się do Urzędu, bo są inne sposoby na znalezienie odpowiedniej osoby. Poza tym byłem kiedyś na giełdzie pracy. Usiadło naprzeciwko mnie kilka osób, zadałem proste pytanie: kto chce pracować, jedna podniosła rękę. To o czym mamy rozmawiać? – mówi jeden ze złotowskich przedsiębiorców.
Brać w ciemno
Na polskim rynku pracy nie sprawdziły się także staże. Po pierwsze dlatego, że nie uczyły samodzielności. Do zadań stażystów najczęściej należały prace pomocnicze typu kserowanie, odbieranie telefonów. Po drugie: pracodawcy wykorzystywali je do zdobycia darmowego pracownika – pensje i składki opłacało za nich państwo, ale gdy staż się kończył, stażysta znowu ustawiał się w kolejce do „pośredniaka”. W tym roku, kierownictwo PUP w Złotowie założyło, że w ramach projektu EFS 100 proc. osób powinno być zatrudnione po takim stażu.
– Od tego roku finansowane szkolenie w formie stażu musi przygotować do samodzielnej pracy i musi być efektywne czyli pracodawca osobę przygotowaną do pracy w swojej firmie musi zatrudnić. Podczas rozmów dotyczących naborów na staże jednym z kryterium ich organizacji jest deklaracja zatrudnienia na co najmniej 3 miesiące. – komentuje Lucyna Janiak. – Najwięcej stażów organizujemy u pracodawców produkcyjnych, usługowych, mniej w jednostkach administracji publicznej. Robimy to tam gdzie faktycznie jest więcej tworzonych miejsc pracy, bo po takim ukończonym stażu i po nabyciu umiejętności do wykonywania samodzielnej pracy na danym stanowisku stażysta ma większe szanse na znalezienie zatrudnienia niż w samorządzie – dodaje.
– Jak ja mam zadeklarować, że zatrudnię stażystę na trzy kolejne miesiące, jak nie wiem nawet, co on potrafi i czy się sprawdzi? To jakiś absurd – mówił właściciel lokalnej firmy. – Rozumiem, że chcą sobie efektywność poprawić, ale przecież ja nie jestem jasnowidzem, nie wiem, czy ta młoda osoba będzie spełniała moje oczekiwania – denerwuje się.
Chętni poszukiwani
Słabym punktem aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych są także grupowe szkolenia. Co prawda kierunki szkoleń podejmowane przez PUP w Złotowie wynikają ze standardów rynku pracy i są podparte badaniem ofert, które wpływają od pracodawców na konkretne stanowiska, jednak czy nie lepiej by było, gdyby pieniądze przeznaczane były na całą drogę bezrobotnego, aż po podjęcie pracy, a nie na szkolenie dla kilkunastu osób czy staż dla kolejnych kilkudziesięciu?
[[reklama]]
Walczyć z bezrobociem nie da się jednak bez dodatkowych środków. Służyć temu miały pieniądze z Funduszu Pracy, finansowanego ze składek płaconych przez pracowników. Jednak w 2009 roku Ministerstwo Finansów wciągnęło Fundusz pod swoje skrzydła i ograniczyło pomoc finansową dla bezrobotnych. Fakt ten potwierdza dyrektor Janiak. – W ślad za tym, że ograniczono środki na aktywizację osób bezrobotnych w skali całego kraju, u nas też jest tych środków znacznie mniej – komentuje. – Chociaż biorąc pod uwagę te, którymi dysponujemy, i tak uda nam się zrealizować nasze plany. Oczywiście jeśli będziemy mieli chętnych.
Marta Lasota
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze