Reklama

Prezes pilnie poszukiwany

25/02/2013 00:00
Wojciech Gołembiewski wyjaśnia powody rezygnacji z kierowania KS Borowno

Dlaczego zrezygnował Pan z funkcji prezesa?
Papier o rezygnacji złożyłem w gminie już kilkanaście miesięcy temu, wiosną 2011 roku. Dlaczego? Nie udało mi się dłużej łączyć obowiązków w pracy i w domu z funkcją prezesa klubu. Przyznaję szczerze, nie sądziłem, że wiąże się z tym tyle pracy i że aż tyle zajmuje to czasu. Dłużej nie dałem rady. Każdą wolną chwilę spędzałem w tamtym czasie przy klubie. Z boku może wydaje się, że nie ma tam wiele pracy, a jednak. Szczególnie przy rozpoczętej budowie boiska, a nawet przy samym funduszu sołeckim, z którego przeznaczaliśmy na ten cel pieniądze. Nie wiem, czy celowo robiono nam wtedy problemy w urzędzie, czy my po prostu nie umieliśmy należycie załatwiać finansowych kwestii związanych z funduszem. Efekt był taki, że załatwienie tych spraw wymagało ogromu czasu. W ogóle trzeba powiedzieć, że od 2010 roku włożyliśmy wiele pracy w powstanie tego klubu, nie tylko samego boiska. Faktycznie dzisiaj teren leży, nie wiadomo, co dalej się z nim stanie, ale uważam, że pieniądze nie zostały wyrzucone w błoto.

Ile dokładnie wydaliście na przygotowanie boiska na obecnym etapie?

Około osiem tysięcy złotych. Przekazał nam je jeszcze były sołtys, pan Adamski. To były środki z funduszu sołeckiego - uważam, że dobrze wykorzystane. Plac jest idealnie wyrównany, zrobiliśmy to za pomocą laserowej poziomicy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kontynuować te prace. Jeśli jednak nie miałoby tam powstać boisko, bo pojawiła się informacja o potencjalnym inwestorze w działalność gospodarczą, na taki cel też można wykorzystać ten teren. On został naprawdę perfekcyjnie przygotowany.

Ale póki co leży...
Niestety.

[[reklama]]
Czyli boisko stanęło, bo Pan zrezygnował z funkcji prezesa? Nie było komu pociągnąć tematu? Został Pan z tym sam w pewnym momencie?

Sam nie, bo ja i Dawid Krzyk wspólnie włożyliśmy w to boisko, a także w samo powstanie klubu, wiele pracy. Kiedy przekazałem swoje obowiązki Dawidowi, byłem przekonany, że w ciągu kilku dni znajdzie się kolejny prezes, który będzie pilotował sprawę boiska i w ogóle działalności KS Borowno. Nie wyobrażałem sobie, że wszystko tak nagle może się zatrzymać z powodu rezygnacji prezesa. Sądziłem, że Dawid da radę, że szybko opanuje sytuację i wybiorą nowego prezesa. W końcu klub ma wielu członków. Do dzisiaj nie rozumiem, jak to się stało, że zrezygnowała jedna osoba i wszystko stanęło.

Obyło się bez zgrzytów? Może one były jednak powodem rezygnacji, a w konsekwencji tego, że działalność KS Borowno zamarła?
Nie było żadnych nieporozumień. Ani między nami, ani nas z władzami gminy. Choć wydaje mi się, że początkowo, gdy zaczęliśmy mówić o reaktywowaniu klubu, nie traktowano nas w gminie poważnie. Gdy mówiliśmy, jakie mamy plany, jak widzimy przyszłość, co chcemy zorganizować, śmiano się z nas pod nosami. Sądzono, że to nasze chwilowe zachcianki.

[[nowa_strona]]
Ale w ostatecznym efekcie tak to dzisiaj wygląda.

No przykre to jest, ale uważam, że nic straconego. Naprawdę. Tym bardziej, że wciąż jest tutaj grupa dzieci i młodzieży, na których można coś zbudować. Owszem, nie ma żadnej drużyny zgłoszonej do jakichkolwiek rozgrywek, a wielu nastolatków wyjechało do szkół czy za pracą, część z nich gra w okolicznych klubach. Ale są inni chętni, młodsi. Potrzeba kogoś, kto to wszystko zepnie w całość i pokieruje klubem.

Może tej cierpliwości jednak zabrakło?
Trudno powiedzieć. Dzisiaj prawda jest taka, że jeśli w ciągu roku czy dwóch nie uda się pozyskać pieniędzy na zrobienie boiska do końca, sądzę, że trzeba będzie odpuścić ten teren i zbudować mniejsze, nawet w tym miejscu, które wskazał wójt, czyli na terenie po byłej stadninie koni. Bo klub wciąż zrzesza wielu członków. Sporo ludzi chciałoby robić tutaj fajne rzeczy i to wcale nie musi być drużyna piłkarska. Mamy mnóstwo dzieci, które z chęcią korzystałyby z różnych form uprawiania sportu. Poza tym, takie boisko przyda się też strażakom, którzy nie mają gdzie ćwiczyć i biegają w lesie między drzewami.
[[reklama]]
Ale kto prezesem? Pojawiło się nazwisko Edmunda Bindka. Niektórzy znowu się podśmiewają, że emeryta ciągniecie do pracy.
A ja uważam, że wiek pana Edmunda to atut. Podoba mi się ten pomysł. Od lat siedzi w środowisku, wie o co chodzi, wzbudza kontrowersje, ale ma posłuch u dzieci i młodzieży, budzi u nich respekt. Prezesem klubu może być albo człowiek, który jeszcze nie założył rodziny, albo ktoś, kto jest ustatkowany i ma czas na działalność. Bo tutaj należy być przede wszystkim dyspozycyjnym, zwłaszcza na początku, gdy trzeba wszystko rozruszać. Można to zrobić. Ta wioska, a także sąsiednie Kujanki i Śmiardowo Złotowskie, rzeczywiście obudziły się kilka lat temu. Coś tutaj drgnęło i szkoda to zmarnować. Warto wykorzystać potencjał i coś na tym zbudować. Ja nie mogę się w pełni w to angażować, ale jeśli będzie kandydat na prezesa, na ile będę mógł, na pewno mu pomogę.

Rozmawiał Piotr Steffen


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości