Wśród tych, którzy gościli na Blues Expressie był także Bronisław Komorowski. Publika to zresztą największa siła tego festiwalu. - Pod względem liczby widowni jesteśmy w pierwszej piątce w Polsce - zapewnia Henryk Szopiński, dodając, że w sobotę nad jeziorem publiczność posłucha gwiazd światowego formatu
W najbliższy weekend Zakrzewo już po raz dwudziesty będzie polską stolicą bluesa. Bez względu na to, czy ktoś lubi ten gatunek muzyki czy nie, nie sposób nie doceniać tego, jaką markę i tradycję wyrobił sobie festiwal, którego znakiem rozpoznawczym jest parowóz. Za kilkadziesiąt godzin pociąg wjedzie na zakrzewską stację ponownie, a wraz z nim przyjadą tysiące fanów, nie tylko z regionu, ale z Polski, a nawet z zagranicy. [[reklama]] Nocna zmiana bluesa
Dzisiaj mało kto zapewne pamięta, że początki zakrzewskiego bluesa sięgają murów Domu Polskiego. To tutaj w 1992 roku odbył się koncert pod nazwą Blues Nocą, a wystąpiły w nim trzy zespołu z regionu pilskiego: Bluesdorf Orchestra, FBI i New Time. Na imprezie gościła Janina Kolis, ówczesna dyrektor wydziału kultury urzędu wojewódzkiego w Pile, co miało o tyle znaczenie, że kilka miesięcy później to właśnie ta osoba dała zielone światło do tego, aby muzyczny pociąg po raz pierwszy wjechał do Zakrzewa. Owym zielonym światłem były oczywiście pieniądze. Kilka miesięcy po Bluesie Nocą Henryk Szopiński odwiedził wspomnianą dyrektor, zdradził pomysł na plenerowy festiwal i... – Podoba mi się – usłyszał od Janiny Kolis, a urząd wojewódzki przeznaczył na edycję A.D. 1993 sumę stu milionów złotych. – To były bardzo duże pieniądze, odpowiednik dzisiejszych stu tysięcy złotych – przelicza pomysłodawca imprezy. Przyznaje, że atutem, który zrobił na ówczesnej dyrektor największe wrażenie był pomysł z pociągiem. – Zastanawialiśmy się, jak wypromować festiwal, jak do małego Zakrzewa ściągnąć tłumy. Wpadliśmy na pomysł wykorzystania torów, którymi najłatwiej do nas dojechać z odleglejszych stron Polski – mówi H. Szopiński. [[reklama]] Jedyne takie warsztaty
Duży budżet pozwolił nie tylko na organizację koncertów, ale również na zrealizowanie pomysłu warsztatów muzycznych. Te były nieodmienną cechą festiwalu przez kilka pierwszych lat. Nie były to byle zajęcia. Przez kilka dni w Zakrzewie co roku gościli prawdziwi bluesowi fachowcy, a po naukę przyjeżdżały osoby ze wszystkich stron Polski. Jednorazowo muzyczną naukę pobierało nawet kilkudziesięciu zapalonych uczniów. Tutaj zaczynali swoją muzyczną przygodę m.in. bracia Bartek i Szymon Szopińscy.
W 2000 roku, przy okazji obchodów przełomu tysiącleci, do Zakrzewa przyjechały dwa pociągi. Jeden z Piły (przez pierwsze lata jeździł tylko stamtąd, dopiero rok później, i tak jest do dzisiaj, trasa zaczynała się od stacji w Poznaniu), a także z Chojnic (dzięki temu koncert w ramach BE odbył się również na stacji w Lipce). Niestety w roku milenium po raz ostatni odbyły się też warsztaty. Powód? Zadecydowały o tym oczywiście koszty organizacji imprezy. W wielu kolejnych latach trudniej było dopiąć budżet festiwalu. Dopiero od 2001 roku swój wkład w organizację zaczął mieć też samorząd gminy Zakrzewo, każdorazowo można było też liczyć na sponsorów a przede wszystkim władze wojewódzkie. [[nowa_strona]] Skasowali, pojechali
Oczywiście Blues Express to również wpadki. Najbardziej pechowy był festiwal sprzed dwóch lat. Nie dość, że awarii uległ parowóz (kilkudziesięciominutowe opóźnienie) to jeszcze w nocy na kolejne kilkadziesiąt minut doszło do awarii prądu, a żeby tego było mało, rozpętała się burza i ulewa. Henryk Szopiński przypomina też sobie jedną z edycji, która zasłynęła z bójki między skinheadami a punkami. Nie doszło do niej na terenie festiwalu, ale w samym Zakrzewie, tuż przy blokach znajdujących się na ulicy Osmańczyka. Innym razem zdarzyło się, że wiele do życzenia pozostawiał sprzęt nagłaśniający, a nie zabrakło również numerów wykręconych przez samych artystów. – Pamiętam jak w jednym roku rozliczyliśmy się z zespołem, a ten nie pojawił się na finałowym koncercie. Skasowali pieniądze i pojechali – żartuje H. Szopiński, podkreślając, że nie były to czasy, kiedy każdy dysponował komórką, więc nie było nawet jak ścigać dezerterów. Jak na festiwal przystało, także zakrzewski może pochwalić się gwiazdami. Henryk Szopiński ze szczególnym zadowoleniem wspomina występ zespołu z Nowego Jorku „Michel Hill Blues Mob”, a także grupy Mofo Party Band, która jak na razie była jego zdaniem największą gwiazdą 19. dotychczasowych edycji festiwalu. Zdaniem głównego organizatora ten tytuł powinien być w tym roku pobity, bo w świecie bluesa jeszcze większy poziom prezentują tegoroczni wykonawcy "James Harman, King Mo czy Meena" – To absolutnie pierwsza liga światowego bluesa – zapowiada nasz rozmówca. [[reklama]] Widownia największą siłą
Blues Express to nie tylko artyści, ale również postacie estrady i polityki, które gościły w Zakrzewie. Często pojawiali się tutaj Hirek Wrona i Marek Sierocki, był też Jarosław Kret (znany obecnie prezenter pogody), jeśli zaś chodzi o polityków, do dzisiaj często przyjeżdża poseł Adam Szejnfeld, były poseł Stanisław Chmielewski, wcześniej Marek Borowski, a także inny ówczesny poseł ziemi pilskiej, obecny prezydent Polski Bronisław Komorowski, który gościł w Zakrzewie w 1994 roku. – Był pomysł, żeby Hirek przyjechał do nas w tym roku i poprowadził jubileuszową edycję. Niestety za sprawą Euro 2012 nie udało się. W czasie mistrzostw był on mocno zapracowany, przez co obecnie przebywa na zaplanowanym wcześniej urlopie – mówi Henryk Szopiński.
Oczywiście zakrzewski festiwal nie byłby tym, czym jest bez publiki. I to dosłownie, bo jak przekonuje nasz rozmówca, to właśnie publiczność jest jego największą siłą. – Mamy kilkadziesiąt festiwali bluesowych w Polsce. Sądzę, że spokojnie możemy się zaliczyć do grona dziesięciu najważniejszych, a to głównie za sprawą licznej widowni. Nie jesteśmy może najbogatsi, ale naszym atutem jest właśnie wielotysięczna widownia – mówi H. Szopiński, dodając, że w najlepszych latach w Zakrzewie mogło być nawet do 10 tysięcy ludzi. – Pod względem liczby publiczności na pewno jesteśmy w pierwszej piątce w Polsce. Sądzę, że średnio każdego roku na polanie przy jeziorze zbierało się 4-5 tys. osób, stąd w pewnym sensie zespoły biją się o to, żeby u nas grać, bo po prostu jest dla kogo – dodaje. [[reklama]] I chociaż pomysłodawca i główny organizator nie zmienia opinii, że Zakrzewo nie wykorzystało swojej szansy, jaką daje stworzenie takiej marki jak ogólnopolski festiwal, to jednak przez lata impreza należycie promowała tą małą wieś i zwiększała jej rozpoznawalność w regionie. – Mam nadzieję, że dzisiaj mieszkańcy naszej gminy są dumni z tego festiwalu.
Piotr Steffen Foto: Kroniki DP w Zakrzewie
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze